Proza, góry i muzyka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzy Korony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzy Korony. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2020

Z cyklu Kasine pisanie - Idąc pod prąd cz 24

Rozdział 24


Wysoka - Durbaszka, Małe Pieniny, koniec maja 2018


Fot. Kasia Dudziak, schronisko pod Durbaszką, Małe Pieniny 


Zaczęło grzmieć, gdy pokonywali przedostatnie, dosyć meczące podejście na Wysoką. Zawsze mieli takie sakramenckie szczęście, że gdy już docierali na ten szczyt zaraz odzywała się burza, a  potem zaczynało lać. Wchodzenie i schodzenie z Wysokiej przy deszczu było koszmarem, szczególnie dla niewprawionych takich jak mama Justyny i Rafała albo mamy Jaśka. Zawsze kiedy byli rzut beretem od tego szczytu dopadała ich burza. To samo mieli na Babiej Górze. Zazwyczaj wchodzili ze słońcem,  a schodzili z ulewą, gradem i piorunami, które towarzyszyły im całą drogę do Markowych Szczawin. Tam zwykle przeczekiwali zawał pogody. Teraz też było mało ciekawie, więc zdecydowali się nie wchodzić na metalową platformę, żeby uniknąć porażenia piorunem. Tak niewiele trzeba do stworzenia niebezpiecznej sytuacji. Zuber nie jeden raz miał do czynienia z ofiarami porażenia piorunem. Najczęściej w Pieninach i to nie tylko na platformie, raz musiał ratować dwie starsze panie na Przełęczy Szopka - na szczęście przeżyły. 



  • Halo, proszę państwa, nie można teraz iść na ten taras widokowy, bo jest burza i przebywanie tam może się skończyć śmiercią. Chyba nie chcecie narażać syna. - Zuber spojrzał surowo na dwójkę dorosłych z dzieckiem, którzy właśnie ich mijali. Chłopczyk był w wieku Dawida. Miał nadzieję że go posłuchają, ale na wszelki wypadek dodał. - Jestem ratownikiem GOPR u i wiem co mówię.  Masa ludzi zginęła tu podczas burzy. 
  • Co pan powie. - Mężczyzna zmierzył Jaśka zimnym spojrzeniem. 
  • Marek, pan ratownik ma racje. Ja nie idę na szczyt,  Miłosz też nie - oświadczyła stanowczo matka chłopca. Kurczowo trzymała malca za rękę, żeby gdzieś nie spadł. Była wysoką i szczupłą osobką o pięknych długich rudych włosach. Oczy jej miały łagodny zielony odcień. Ubrana była w lekki ciemny strój do trekkingu, podobnie jak jej partner i dzieciak. 
  • Boisz się Aga? No co ty? - wykpił kobietę mężczyzna. Był rosły i szeroki w klacie, ramiona miał mocno umięśnione i pokryte tatuażami, a ciemne włosy ostrzyżone na jeża. Typ ten nie wzbudzał niczyjej sympatii. - Chodźże kobieto i nie wal mi tu ściemy, że jest strasznie. Idziemy na górę i koniec.
  • Czy pan się z głupim widział? - wkurzyła się Justyna. Dosłownie się w niej zagotowało. - Jak pan chce zginąć proszę bardzo, ale niech pan nikogo w to nie wciąga. Mam syna w wieku tego chłopca i w życiu bym go nie zabrała na platformę podczas burzy. 
  • Zamknij się kobito, nie mówię do ciebie! - Gość popatrzył krzywo na Orzecką. Jednocześnie gwałtownie wymachiwał rękami. Gdyby stał bliżej mógłby ją uderzyć. Sprawiał wrażenie bufona, do którego nic nie dochodzi. Facjate też miał raczej nieprzyjemną, a jeszcze jak się odezwał... - Pilnuj swojego synusia i się nie wpieprzaj do nas. 
  • Ręce przy sobie gnojku bo ci uschną - rzucił do  niego wkurzony Zuber. Wcale się nie bał tego buraka. Potrafił się bić i obronić kobietę w razie czego. Gdyby ten patałach spróbował tknąć Justynę gorzko by owego czynu pożałował. 
  • Marek, jak możesz się tak odzywać do ludzi? Dobrze ci mówią,  a ty swoje. - Oblicze kobiety było zachmurzone.
  • Posłuchaj mnie uważnie Aga...  albo idziecie ze mną na ten szczyt albo kurwa spadaj i nie chce cię więcej widzieć! - krzyczał do swojej partnerki tak głośno że aż wystraszył Miłosza, który schował się za matką. 
  • Nie bądź chamski przy Miłoszu, dobra?  - upomniała go towarzyszka. Po jej twarzy było widać że jest jej cholernie przykro. 
  • Ty koleś, nie pozwalaj sobie, co? - Jasiek chciał zabić tamtego wzrokiem. Aż się w nim zagotowało kiedy usłyszał to co usłyszał. - Jakim prawem ich ciśniesz skoro się boją. Taki z Ciebie tatuś kurna, że syna chcesz narazić na niebezpieczeństwo? Chyba już całkiem ci odbiło.
  • To nie mój bachor. Niech se z nim robi co chce! - wrzasnął Marek i zmierzył Janka nienawistnym spojrzeniem, a potem zaczął się  od  nich oddalać, żwawym krokiem. 
  • Ja ci zaraz pokażę bachora. To ty jesteś bachorem,  niewychowanym i niedojrzałym emocjonalnie! Weź się ogarnij chłopie bo aż żal bierze jak ta twoja głupota ci mózg zeżarła. - Zuber był wściekły na maksa.  Wiedział, że jako ratownik nie powinien tak mówić do turysty, ale go poniosło. Nie pojmował jak facet może chcieć narażać małego chłopca i swoją towarzyszkę. Chętnie by mu przywalił w ten zadarty nochal, dobrze, że sobie poszedł. 
  • Mamoooo, ja się boję, chodźmy stąd. - Miłosz kurczowo trzymał matkę za rękę. Na ładnej okrągłej buzi malował się strach. 
  • Spadówa!!! - krzyknął do nich z oddali. Nawet się nie odwrócił. 
  • Wyluzuj Janek,  nie warto się kłócić z tym ograniczonym umysłowo człowiekiem. I tak nic nie zrozumie, a ty tracisz nerwy. - Orzecka położyła mu rękę na ramieniu, a potem zwróciła się do kobiety z dzieckiem. - Pójdziecie z nami do schroniska pod Durbaszką i poczekacie aż się uspokoi. Z tego może być niezła nawałnica. - Krakuska oparła się plecami o drzewo. 
  • Dobrze, pójdziemy z wami. - Agnieszka mówiła półgłosem. Ledwo powstrzymywała płacz, jej syn też. - Dzięki, że się za nami wstawiliście. Gdybyśmy was nie spotkali pewnie by nas wyciągnął siłą na tą platformę. 
  • Nie ma sprawy. - Janek już się uspokoił.
  • Jasiek zawsze reaguje w takich sytuacjach - zapewniła Orzecka. - Ma alergię na głupotę, nie Zuber?
  • O tak, zdecydowanie - zgodził się z nią Janek.
  • Mamusiu ja chce do domu. - Chłopiec mocniej przytulił się do matki.  
  • Spokojnie Miłoszku. Damy radę. - Agnieszka pogłaskała synka po głowie. 
  • To co, może zacznijmy już schodzić powoli, bo mamy spory kawałek  do pokonania - zaproponował Zuber. - Mogę nawet wziąć małego, jeśli pani pozwoli. Będzie się pani lepiej szło, a ja go bezpiecznie sprowadzę na równy teren.
  • Pójdziesz z panem ratownikiem, Miłoszku? - spytała synka Agnieszka. Musiała go przytulić żeby przestał płakać.  - Nic ci się nie stanie przy nim. 
  • Dobrze mamo - zgodził się chłopiec. Wytarł czerwony nos rękawem.
  • No to daj rękę chłopie i idziemy. - Zuber wziął Miłosza za rękę, a potem uśmiechnął się do niego.  Chciał żeby mały poczuł się pewniej. - Przy mnie ci włos z głowy nie spadnie. Obiecuję. 
  • Pan jest bardzo odważny. Jak mój prawdziwy tata, strażak. - W spojrzeniu chłopca można było dostrzec wielki podziw.
  • Trochę nie mam wyboru... że tak powiem. Muszę być odważny. - Uśmiechnął się do małego chłopca. - A ty ile masz lat Miłosz? 
  • Pięć i pół - odpowiedział cicho chłopczyk.
  • To jesteś o pół roku starszy od mojego Dawida - wtrąciła się Justyna. Teraz to ona się uśmiechnęła do Miłosza, który był uroczym blondynkiem o ciepłych zielonych oczach, podobnym do swojej mamy. Schodziła bardzo powoli żeby nie pojechać w dół, bo mogło się to skończyć skręceniem kostki jak kiedyś u Kyni. Podobnie jak Agnieszka była pupą przy ziemi. 
  • Powoli moje panie, bardzo powoli i ostrożnie. Przed nami najgorszy odcinek. Już widać że jest na maksa wyślizgane po wczorajszej ulewie więc może być ostra jazda - ostrzegł je Jasiek, który szedł przed nimi z małym. Byli już prawie dwieście metrów, od miejsca, w którym się rozstali z tym całym Markiem. 
  • Ooo Jezuuu jak ślisko, koszmar. - Agnieszka była wystraszona. Nie znosiła tej trasy i tych chopek. Nawet zejście z Sokolicy tak ją nie umęczyło jak to. - Te korzenie też są okropnie 
  • śliskie... aj...  - Serce mocniej jej zabiło, gdy prawa noga pojechała gdzieś w bok. Wystające z ziemi korzenie drzew zawsze sprawiały trudność przy złażeniu. 
  • Powolutku i jak najbliżej ziemi. - Mówiąc to Zuber patrzył w stronę mamy Miłosza i Justyny, które powoli szły za nim w odstępie dwóch metrów, Orzecka trochę pewniej. Chłopiec świetnie sobie radził ze schodzeniem.  - To was uchroni przed ewentualnym upadkiem. 
  • Mogę pana o coś zapytać? - Miłosz był już odrobinę spokojniejszy. 
  • No jasne, że tak? - odpowiedział Zuber. 
  • Gdzie pan ma swoje ubranie ratownicze? - Chłopiec oderwał na moment wzrok od ziemi i uważnie spojrzał na ratownika. 
  • Chwilowo jestem na urlopie i wybrałem się z moją koleżanką na wycieczkę w góry, więc ubrałem się normalnie - wyjaśnił chłopcu. - Ubranie służbowe zostawiam w dyżurce pogotowia, tam gdzie kończę dyżur. 
  • Chciałbym kiedyś polecieć waszym czerwonym śmigłowcem. Jest bardzo ładny. - Miłosz zaczął się uśmiechać.
  • To nie nasz śmigłowiec tylko TOPR u wiesz?  Nas narazie nie stać na taki luksus, bo mamy wiele innych wydatków. Czasem pomaga nam też Lotnicze Pogotowie Medyczne albo wojsko. 
  • TOPR to Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe - wyrecytował odważnie pięciolatek.  
  • Dokładnie tak, brawo Miłosz - pochwalił go Zuber. Podobało mu się, że małego tak żywo interesuje ten temat. Sprawiał wrażenie bardzo inteligentnego, chociaż nie był tak wygadany jak niesforny syn Justysi. - Widzę, że sporo o tym wiesz? 
  • Tak, bo mój tata zna kilku panów z TOPR u. - Po tych słowach Miłosza rozległ się straszliwy trzask, który przyszedł do nich od strony Trzech Koron. Chwilę potem niebo jeszcze bardziej pociemniało i znów się błysnęło. - Oooo nie, tylko nie to. 
  • O cholera nieźle. - Justyna podobnie jak Agnieszka była nieźle wystraszona. Już dawno nie przeżyła takiej strasznej burzy w górach. Po cichu modliła się żeby nie zaczęło lać. Dawid także się bał, gdy zaczynało walić piorunami. Nawet gdy był w domu chował się pod łóżko. 
  • Boję się mamo - krzyknął strwożony Miłosz. Trząsł się cały, gdy mocniej zagrzmiało. 
  • Nic się nie bój chłopaku, będzie dobrze - uspokoił go Janek. - Jeszcze trochę i wyjdziemy na równy teren. - Została im w zasadzie jeszcze jedna większa kopka, ale podłoże było śliskie i trzeba było bardzo uważać, żeby się nie poślizgnąć. Droga zdawała się dłużyć. Mieli szczęście, że nie byli na odkrytym terenie,  a wysokie drzewa były niczym parasol chroniący przed piorunami.
  • Nie spadnę? - dopytywał się zlękniony chłopiec. Idąc rozglądał się na wszystkie strony.
  • Nie ma opcji żebyś przy mnie spadł tylko idź spokojnie i nie panikuj. Staraj się raczej bokiem schodzić tak jak ja... - Pokazał palcem na swoje nogi. - Ooo bardzo dobrze, zuch chłopak. Jeszcze trochę i będzie równiej. 
  • Przy panu mniej się boje. - Szedł obok Janka pewniej,  odważnie stawiał krok, choć momentami noga mu jechała do przodu. 
  • Miło mi niezmiernie. - Jasiek uśmiechnął się szeroko. Jak nic cieszyło go, że zdobył zaufanie tego dzielnego chłopaka. Naprawdę był dzielny pokonując tak długi odcinek w tak nieprzyjaznych warunkach. 
  • Lubię Pieniny, ale najbardziej mi się podoba Turbacz i Maciejowa - wyznał Miłosz. 
  • No proszę,  jak miło. - Zuber szeroko się uśmiechnął. - Ja właśnie w Gorcach się wychowałem. W wieku sześciu lat pasłem z dziadkiem owce pod Turbaczem na Hali Długiej. 
  • Naprawdę? - Mały był pod wrażeniem. Oczy miał wielkie jak spodki. 
  • Jak najbardziej. - Zatrzymał się na chwilę żeby złapać oddech. - Nie ściemniam.
  • Wierzę panu. - Chłopiec odwrócił się i spojrzał w kierunku mamy i Justyny, które powoli szły za nimi. W końcu pomachał do niej. - Hej mama.
  • Od razu lepiej nie? - spytał Zuber widząc, że Miłosz się uśmiecha. 
  • Nareszcie koniec męki - wyrzuciła z siebie Agnieszka, gdy w końcu wyszli z tej gęstwiny drzew ciągnącej się po jednej i po drugiej strony wąskiej ścieżki, a podłoże po którym stąpali było dużo łagodniejsze niż przedtem.  Od schodzenia bolały ją palce u stóp, najbardziej zaś kolano. Zaczęła je masować. 
  • Coś się stało? - zainteresował się Zuber. Nadal trzymał chłopca za rękę. 
  • Nie, nie, wszystko w porządku. Po prostu czasem odzywa się przy schodzeniu - uspokoiła go mama Miłosza. 
  • Fajnie tu. - Chłopczyk puścił rękę Janka i zaczął się rozglądać. Wciąż otaczały ich drzewa, w tym także iglaste, ale było ich tu mniej niż tam wyżej, a liczne prześwity pozwalały im oglądać widoki po stronie słowackiej i po stronie polskiej. Po trawie walały się konary drzew i gałęzie. 
  • To co, może odpoczniemy chwilę bo burza jakby ucichła po tej stronie, a mamy za sobą cholernie trudny odcinek. - Zuber  zdjął plecak i usiadł na pniu drzewa. Mimo że chodził tędy nie raz z kolegami ratownikami to trasa z Wysokiej po deszczu wcale nie należała do przyjemnych. Zmęczyło również jego, gdyż dodatkowo musiał uważać na Miłosza. 
  • Moje kolano też lubi dać w kość przy takich zejściach. Raz sobie źle stanęłam na schodach i od tamtej pory mi dokucza - oznajmiła Justyna. Potem się odwróciła się i spojrzała w dal w kierunku Jaworek. Jej wzrok przykuwały cudowne zielone łąki w dole opadające do dolinki. 
  • Tata raz złamał nogę w górach i leciała mu krew. Okropneeee. 
  • Miał złamanie otwarte kochanie - wytłumaczyła synowi Agnieszka. Gdy mały mówił o ojcu zaraz robiła się smutna. Wciąż cierpiała, a najbardziej bolało ją że mąż zaniedbuje młodego.  Odkąd wyjechał do Londynu prawie nie dzwonił do syna, który go uwielbiał. Nie byli ze sobą od trzech lat... wszystko przez teściową, która ciągle mieszała między nimi. Gdyby się nie wtrącała nie rozeszliby się. Ale Mirek był zbyt zależny od matki. Typowy jedynak cholera. Teraz też ekstra trafiła... z tym Markiem, nic tylko się zastrzelić. Justyna to ma wielkie szczęście z tym Jankiem,  przystojny, troskliwy, zaradny i niesamowicie zaradny.
  • Współczuję. - Orzecka aż się skrzywiła. Nawet nie chciała sobie wyobrażać jak to boli. Raz widziała jak Łukasz opatrywał turystę z takim złamaniem. 
  • Ale tam wali teraz, niesamowicie. - Jasiek wskazał palcem okolice Jarmuty. Właśnie nad tym szczytem się błysnęło w momencie, gdy na niego patrzyli. 
  • I chyba też nieźle leje, nie? - spytała Agnieszka wytężając wzrok. 
  • Ooo tak, na bank - potwierdził Janek. Nagle usłyszał nadjeżdżającego quada, który był jakieś 70 m od nich. Rozpoznał Zawiszę po kasku i jasnym pasku na spodniach. Machał do nich. 
  • Będzie ulewa mamo. -  Miłosz rozglądał się na wszystkie strony. - A gdzie są Trzy Korony?
  • Stąd to nie wypatrzysz. Musimy pójść kawałek dalej - odpowiedziała chłopcu Orzecka. 
  • Hej Zawisza, a ciebie gdzie niesie? - zaczepił go Zuber, gdy Dawid zatrzymał pojazd. - Bo chyba nie wjedziesz tym na Wysoką. 
  • A tak sobie jeżdżę w te i we wte Zuber, żeby zabić nudę  - zażartował Zawisza. Zdjął kask i przywitał się z Agnieszką i jej synem. - Witam, witam, jak się mamy? 
  • Trochę nas zmęczyło to schodzenie z Wysokiej, ale jest okej, dziękuję. - Agnieszka uśmiechnęła się do Zawiszy. 
  • No ta Wysoka to wredna hadra jest, szczególnie po deszczu. Już nieraz ją skląłem po cichu. - Dawid parsknął śmiechem. 
  • Na sam szczyt nie poszliśmy, bo zaczęło grzmieć, a ja i Miłoszek bardzo się boimy jak walą pioruny. 
  • Bardzo rozsądnie - pochwalił ją Zawisza i zerknął na zegarek. Dochodziła siedemnasta. - Dziś już chłopaki miały interwencje na Sokolicy... Na ostro. 
  • To pewnie się Zawada ucieszył nie? On lubi jak jest ostro? - Zuber mrugnął do kumpla. 
  • Tak, tak, Jasiek. - Dawid poklepał go po ramieniu. - Jak zwykle. 
  • Ale ma pan super quada - zwrócił się do Zawiszy zachwycony Miłosz. 
  • Chcesz się przejechać Miłosz? - spytał Zawisza, a później patrząc na Agnieszkę dodał. - Oczywiście, jeśli mama pozwoli.
  • Pozwoli, pozwoli, bo zasłużył na przejażdżkę - odezwał się Zuber widząc, że Agnieszka kiwa głową w geście aprobaty. - Dzielny chłopak.  
  • Mogę mama, naprawdę? - Miłosz o mało nie wyszedł z siebie taki był szczęśliwy.
  • Możesz Kochanie - odparła Agnieszka patrząc na Zawisze. Niesamowicie jej się spodobał ten kolega Janka z GOPR u. Przystojny, uroczy i życzliwy nie tak jak ten pieprzony Maruś. Jego śliczna śniada cera i te boskie ciemne loczki natychmiast przyciągnęły jej uwagę. - Facet jak marzenie - powiedziała do siebie. 
  • Zawieziesz go do schroniska Dawid? My niedługo będziemy. 
  • Spoko Jasiek - powiedział Zawisza. Posadził chłopca z przodu, a potem założył kask i odjechali. 



Rozdział 24.1 

Schronisko pod Durbaszką, Małe Pieniny, koniec maja 2018


Fot. Kasia Dudziak, ze szlaku na Bereśnik 



Łukasz zastał w dyżurce tylko Ryśka Wyszkę, który akurat robił sobie kawę.  Rzecz jasna zaproponował szefowi, że też mu zrobi taką jaką chce, ale Figła podziękował. Tego dnia wypił już dwie i trzecia by go na pewno uśpiła. Towarzyszył mu syn Justyny, którego nie miał go z kim zostawić, bo Kynia musiała pojechać do matki.  Dawid już zaczynał tęsknić za mamą, a jego marudzenie powoli stawało się nieznośne. To nawet pyskowanie Sylwi nie było tak strasznie męczące, choć ona też mu potrafiła napsuć krwi jak chciała. - Cud że on jeszcze nie zapytał o co chodziło Wasiakowej z tą ławeczką i macaniem - mówił przez telefon do Kyni, która rzecz jasna zareagowała na tą rewelacje głośnym wybuchem śmiechu. Na jego szczęście syn Justyny akurat był na górze i rysował. Oj zmordował go ten chłopak od rana, zmordował, ale mimo wszystko bardzo kochał tego urwisa i jego mamę i wiele był w stanie dla nich zrobić. Więcej niż mu się zdawało, że może. Jak na dzieciaka wychowywanego przez samą matkę i tak był niesamowicie dojrzały i wrażliwy, a że psocił ile wlazło i gadał ludziom co mu ślina na język przyniosła...Cóż. On sam w jego wieku był okropnym łobuzem płatającym rodzicom koszmarne figle... O mało się ze wstydu nie spalił kiedy Dawid wyskoczył przy tej Wasiakowej z tymi swoimi błyskotliwymi tekstami. Już pewno cała wieś trąbi o tym, że naczelnik Figła uczy dziecko przeklinać. Tej kobity nic nie powstrzyma kiedy się na kogoś uprze. Dopiero się dostanie Rafałowi jak wróci z tej Angli. - Jesień średniowiecza mu z tyłka zrobi, dobreeee - śmiał się pod nosem Łukasz. 




  • A co to się stało, że się tu szef osobiście pofatygował? - zapytał zdziwiony Wyszka. Właśnie dolewał sobie mleka do kawy. Ratownik ten miał ponad pięćdziesiąt lat na karku i prawie dwadzieścia dwa lata stażu w pogotowiu. Niejednokrotnie odznaczano go za odwagę i wyjątkowe umiejętności.  - Jeszcze na wolnym. 
  • A tak sobie wpadłem do Was.... z wizytacją. Gdzie Zawisza? - Figła ostentacyjnie się rozglądał po pomieszczeniu. 
  • A co podpadł szefowi?  -  Rysiek podrapał się po zarośniętym policzku. Był barczystym ciemnowłosym mężczyzną delikatnie posiwiałym na skroniach. Przy jego wzroście metr osiemdziesiąt trzy nawet wydatny brzuszek nie rzucał się w oczy. Twarz miał pogodną jak większość jego kolegów z pogotowia. 
  • A tak, tak Ryśku. Wyobraź sobie że ptaszki mi doniosły, że nasz Zawisza się przepracowuje, bierze cudze dyżury... Co tam jeszcze... - Łukasz podrapał się po głowie i zrobił głupią minę. 
  • Jakie ptaszki wujek? - zainteresował się Dawid. 
  • Takie zwykłe synu, najzwyklejsze. Zięby, szpaki, sroki.
  • Nietoperze batmany też? 
  • Jezuuuu dziecko. - Figła zaczął się śmiać. - Nietoperze to nie ptaki tylko ssaki. Zapamiętaj to raz na zawsze. 
  • Ooo cześć Dawid, miło że nas odwiedziłeś - powitał go Wyszka. - Kiedy do nas na służbę przyjdziesz co? 
  • Na co? - zdziwił się młody Orzecki. W końcu rozłożył ręce w geście bezradności. - Co to jest służba? 
  • Rysiek pyta kiedy do ekipy dołączysz - wyjaśnił Łukasz patrząc z góry na zdziwionego Orzeckiego. 
  • Mogę być od zaraz wujek - rzucił do ratownika podekscytowany pięciolatek. 
  • No widzi szef. - Ryśka okropnie rozbawił entuzjazm synka Justyny. - Mamy nowego ratownika. 
  • A tak na poważnie, to gdzie jest ten Zawisza? 
  • Czarny? Pod Grunwaldem. - Wyszka podniósł łyżeczkę do góry. 
  • Rysiu... ja pytam poważnie. - Figła zmarszczył brwi. 
  • Powinien zaraz być. Mówił, że zrobi tylko objazd w stronę Wysokiej i sprawdzi czy Justyna i Jasiek wracają bo mieli być na Wysokiej, ale znając życie zawrócili. 
  • To oni jeszcze nie przyszli? - zaniepokoił się Figła. - Burza idzie od Trzech Koron jak cholera. 
  • Spokojnie, Jasiek ma głowę na karku. Wie szef przecież - uspokajał go Wyszka. 
  • Ciekawe czy zdążą przed ulewą. W Ochotnicy już lało jak jechaliśmy. 
  • A tak na poważnie to z czym szef tu przyszedł? 
  • Przyszedłem Zawiszy powiedzieć, że od poniedziałku ma trzydniowe szkolenie dla grotołazów w Tatrach. Ten nowy Adrian też... no i Witek. Papiery mam do podpisania, bo dopiero je dostałem dwie godziny temu. 
  • Trzeba było Julkowi dać do ręki albo w centralnej zostawić.  
  • Zawada zabiegany dziś na fest to nie ma czasu. Robota mu się pali w łapach jak mnie kiedyś. - Figła uśmiechnął się do podwładnego. 
  • A ja muszę mamę zobaczyć - dorzucił młody Orzecki.
  • Ano naturalnie. - Rysiek spojrzał na chłopca poważnie. -  Ile jej nie wiedziałeś? 
  • Jedną noc i dwa dni. Ciągle gdzieś łazi z wujkiem Jankiem, a ja nie mogę i siedzę jak pies przy budzie na łańcuchu. - Dawid znowu się naburmuszył i założył ręce na piersi. Obrażał się dokładnie tak samo jak Rafał, gdy miał tak z pięć lat. 
  • Okej to ja idę przed budynek, zobaczę czy czasem nie nadciągają - oznajmił Łukasz i wyszedł z dyżurki. 
  • Mogę iść z tobą? - krzyknął za Figłą Dawid. 
  • Możesz tylko proszę mi kurtkę zapiąć, bo na zewnątrz jest zimno. Jak się znów rozchorujesz to mnie twoja mama zabije. 
  • Pomożesz mi z tym zamkiem wujek? Ploooose ciem. - Synek Justyny stał za drzwiami dyżurki i patrzył na niego błagalnym wzrokiem.  
  • Dobra młody, chodź tu. - Łukasz zatrzymał się w pół drogi do drzwi wyjściowych. Poczekał aż Dawid do niego podbiegnie. - No z czym masz problem? 
  • Wycina mi się zamek. - Pięciolatek krytycznie popatrzył na swoją rozpiętą ciemnozieloną kurtkę. 
  •  A nie zacina się? - spytał Łukasz i zaczął mierzyć się z upierdliwym zamkiem. - Faktycznie coś ciężko idzie. Czekaj nie ruszaj się jeszcze. 
  • Długo jeszcze? - niecierpliwił się chłopiec. 
  • Jak nie będziesz stał spokojnie to jeszcze z godzinę... No dobra, będzie. Leć. 
  • Dzięki wujek - rzucił do naczelnika Orzecki i po chwili już go nie było. Łukasz poleciał za nim. Gdy schodził po schodach przed budynek zajechał Zawisza, a z nim chłopiec w wieku młodego Orzeckiego. Synek Justyny chwilę przyglądał się rówieśnikowi siedząc na ławce, w końcu wstał i podleciał do quada Zawiszy, który zsiadał z pojazdu. Zbliżywszy się do podwładnego zapytał. - Co się stało temu chłopcu Dawid? On ma jakichś rodziców czy może się zgubił? 
  •  Nic mu nie jest, a jego mama jest w drodze do ośrodka...  z Jankiem i Justyną - odparł Zawisza, a następnie postawił Miłosza na ziemi. - Nie wiem czy zdążą przed tą ulewą, która nadciąga. 
  • Dziękuję panu, to była super przejażdżka - odezwał się do ratownika zadowolony Miłosz. 
  • Nie ma sprawy. - Zawisza uśmiechnął się do synka Agnieszki i zdjął kask.
  • Jak tam dyżur Dawid? Nie masz czasem dość na dzisiaj? - Naczelnik zwrócił się do Zawiszy. 
  • Ty też jesteś Dawid? - zwrócił się do Zawiszy Orzecki. 
  • Nie ty tylko pan, to nie jest twój kolega obywatelu Orzecki - upomniał chłopca Figła.
  • Spoko szefie, może mi mówić po imieniu jak chce. Miłosz też. - Dawid Zawisza stanął obok szefa i przyglądał się obu chłopcom, którzy też stali koło siebie, ramię w ramię. Byli równego wzrostu. W końcu pokazał na Łukasza i zwrócił się do Miłosza. - Miłosz masz zaszczyt poznać naszego szefa, naczelnika GOPR u, Łukasza Figłe. 
  • Naprawdę? - Oczy Miłosza były wielkie jak spodki. Zrobił krok w stronę Figły i wyciągnął do niego rękę. - Miło mi pana poznać. Ja jestem Miłosz Górka i mieszkam w Nowym Targu. 
  • Bardzo mi miło. - Łukasz uścisnął chłopcu dłoń. Uśmiechał się szeroko.  - A to jest Dawid Orzecki, największy łobuz w całej Ochotnicy
  • To mój wujek - pochwalił się Miłoszowi Orzecki. - Drugi wujek też jest ratownikiem. Ma na imię Janek. 
  • Pan Janek sprowadzał mnie z Wysokiej. - Miłosz patrzył na Dawida. - Strasznie waliło piorunami i trochę się bałem, ale z nim mi się nic nie stało. Powiedział, że zasługuje na medal za odwagę. 
  • Ja się chowam pod łóżkiem jak walą pioruny - przyznał się Orzecki. nie znosił 
  • Kiedyś zapaliła nam się szopa od pioruna i mój tata ją szybko ugasił, bo on jest strażakiem wiesz?
  • To fajnie, że masz tatę strażaka. Ja wcale nie mam ojca. - Dawid natychmiast posmutniał. Było mu strasznie przykro, gdy ktoś się chwalił swoim tatą, a on nie mógł. Teraz bardzo liczył na to, że Calvin uzna go za swojego syna i wtedy będzie dumny ze swojego nowego taty. 
  • O matulu. - Figła posłał Zawiszy pełne smutku spojrzenie. Jeszcze mu nie mówił, że Justyna sama sobie radzi z wychowaniem młodego, bo ten matoł Marcin Gryka zostawił ją tuż przed rozwiązaniem. Gdyby mógł zatłukłby tego gnoja i wrzucił do Dunajca, ale iść za takiego do paki... chyba nie warto. Jak tylko sobie przypomniał ile przez niego wycierpiała ta biedna wrażliwa dziewczyna klął na czym świat stoi. Nie potrafił tego znieść... A teraz cierpiał ten biedny chłopak i tego też nie mógł zdzierżyć. 
  • Mój tata mieszka w Londynie i w ogóle go nie widzę. Tylko do mnie dzwoni czasem i ciągle obiecuje, że niedługo wróci. - Miłosz podrapał się po głowie. Też był smutny z powodu swojego taty, który dzwonił coraz rzadziej. Może go już nie kocha. - Gówno prawda. 
  • Mój mnie nie kocha i nie chce mnie widzieć - wyznał rozżalony Orzecki. 
  • Dobra chłopaki, idziemy do budynku, bo pada. Chodźcie - zapowiedział kategorycznie Łukasz. Jednocześnie machał ręką. - Pogracie sobie w piłkarzyki na świetlicy póki nie przestanie padać. 
  • Fajowskoooo!  ucieszył się Miłosz. Potrafił grać w piłkarzyki godzinami. Tak samo w cymbergaja. - Lubisz piłkarzyki Dawid? 
  • No pewnie Miłosz. - Ożywiony Orzecki pobiegł za Łukaszem, a za nim Miłosz. 

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i komentarze :) Pozdrawiam 

środa, 19 sierpnia 2020

Z cyklu Kasine Pisanie : Idąc pod prąd cz. 23

Rozdział 23

Palenica,  Małe Pieniny - koniec maja 2018


Fot. Kasia Dudziak, widok na Dunajec ze szlaku żółtego na Bereśnik 


Nigdy nie wyjeżdżali na Palenice wyciągiem, zawsze wychodzili pieszo, choć to stroma cholera jest.  Lubi dać w tyłek, szczególnie przy upale. Tak samo Sokolica i Wysoka.  Po deszczu potrafiło być bardzo nieciekawie. Kiedyś (kilka lat wstecz) Kynia skręciła sobie kostkę przy schodzeniu z Trzech Koron do Sromowców Niżnych, cud, że jej nie złamała. Noga tak ją bolała, że Rafał musiał ją nieść na barana całą drogę aż do centrum Szczawnicy. Do południa nie padało wcale, tyle co nad ranem, gdy jeszcze byli pod Turbaczem. Trasa którą schodzili do Łopusznej była nawet w porządku, więc zeszli szybko, bez potyczek. Po drodze zatrzymywali się trzy razy, gdyż szlaki czerwony i czarny były bardzo ciekawe widokowe. Mieli na to czas, nigdzie im się nie spieszyło. Ze Szczawnicy pod Durbaszkę mieli dwie godziny drogi więc mogli iść na luzie. Gdy już byli na dole przy szosie i czekali na Filipa Gawędę ( miał ich zabrać do Krościenka nad Dunajcem) zadzwonił Łukasz żeby o coś zapytać Justynę, już zaczynał mówić kiedy Dawid wyrwał mu telefon i zwiał na werandę. Pochwalił się, że potrafi już wymienić wszystkie szlaki w Beskidzie Wyspowym. W nocy zamiast spać siedział nad książkami o Beskidach i zagadywał Kynie o różne rzeczy. Wszystko by było dobrze gdyby nie była taka zmęczona. Kiedy zasypiała na siedząco młody Orzecki natychmiast ją budził. - Ciocia nie śpij, bo cię porwią Janosiki - ostrzegł ją pięciolatek. Za dnia musiała męczyć się przy korekcie kolejnych egzemplarzy jakiegoś durnego romansidła pt. Wyrwana z sideł pożądania" więc młodego pilnował wujek naczelnik, dopiero koło 18 - tej przejmowała pałeczkę i zajmowała się swoim ulubieńcem. Orzecka zaczynała się bać, że Dawid w końcu zamęczy przyjaciółkę i brata mamy. Kategorycznie zakazała synowi zaganiania wujka pod stół i poleciła mu oddać aparat Łukaszowi. - Ale mamo, wujek jest iealnym niedźwiedziem, a stół to jego jaskinia - protestował chłopczyk. Po tych słowach usłyszeli histeryczny śmiech Krysi. Na tym skończyli rozmowę.  Mieli zadzwonić do nich, gdy dojdą do schroniska pod Durbaszką.  Babci Jasi i wujka Henia nie było bo wyjechali do kuzynki do Zawoi.





  • Już niedaleko siostra, dawaj do góry - mobilizował ją Janek. Justyna szła trzydzieści metrów za nim i sapała. On stał w miejscu gdzie był prześwit, a nad głową krzesełka. Ludzi na wyciągu było jak na lekarstwo. 
  • Niedaleko? - zmarszczyła brwi. - Rozumiem że mówisz o najbliższym szczycie. 
  • Dawaj dawaj, jesteś w tym dobra. Twoja mama po takiej przerwie by nie dała rady. Musiałbym ją nieść. - Zuber stał oparty o drzewo i patrzył w stronę Bereśnika w Beskidzie Sądeckim. 
  • Tak, z pewnością padłaby już po pięćdziesięciu metrach. - Justyna przyspieszyła kroku. 
  • Raz ją z Rafałem wyrwaliśmy na Strzebel to prawie nas zabiła... Oczywiście poszliśmy tym czarnym szlakiem z Kasinki Małej, a wiesz jak tam jest bosko jak pada... To był pomysł twojego brata, żeby nie było. 
  • Fantastycznie. - Orzecka przewróciła oczami. - Biedna mama. 
  • Akurat nas złapała ulewa w drodze to se wyobraź co w nią wstąpiło. - Janek posłał jej lisi uśmieszek. - Burza była z piorunami, taka na fest wiesz? 
  • O Jezusie... - Krakuska zrobiła przrażoną minę. 
  • Zadzwoniła po waszego tate, żeby po nią przyszedł i zabrał ją z tego piekła. - Góral przestąpił z nogi na nogę. - Oczywiście nie mógł bo był u klienta więc zadzwoniła do brata i się wydarła na niego, a szef akurat był na akcji, w dodatku mocno czymś zdenerwowany także nie było gadania. Jak jej powiedział że nie wyśle śmigłowca to usiadła na kamieniu, płakała i przeklinała Rafała. Mogła chociaż powiedzieć, że kostke złamała to by kogoś wysłał nie? Ale że była  na wycieczce z ratownikiem... 
  • Janek... ty ratownik i takie rzeczy gadasz? - Popukała się w czoło.  
  • Żartuje no, ale sytuacja była naprawdę komiczna. Myślałem, że ona go tam udusi gołymi rękami. Jeszcze jej powiedział że na Strzebel jest tylko pół godziny, więc Wasza mama co pół godziny pytała nas czy daleko jeszcze. Czujesz bluesa? 
  • Rafał to jednak stuknięty jest - oświadczyła i zaczęła się śmiać.  Wreszcie stanęła koło Jaśka i razem oglądali Szczawnicę z góry. 
  • Lepszej wycieczki jej nie mógł zafundować, wariot jeden. - Janek popatrzył na Justynę. - Ja bym mojej w życiu nie wziął w góry bo by mnie zabiła już przy pierwszym podejściu.
  • Ale w końcu zdobyła ten Strzebel, nie? - spytała Justyna wpatrując się w widoczny na horyzoncie Beskid Sądecki. Bardzo lubiła to pasmo, za to, że prawie nie było tam tłumów. Widok z tego miejsca gdzie stali był rewelacyjny. Już siódmy raz szła na Palenice i zawsze lubiła patrzeć na dół z tego punktu. 
  • No wylazła, ale co żeśmy się z twoim bratem nagadali żeby chciała iść dalej to masakra. 
  • Twoja mama nigdy nie chodziła z ojcem po górach? 
  • A coś ty kobieto, w życiuuuuu - obruszył się Jasiek. - Pierwsza i ostatnia jej wycieczka to była ze szkoły na Śnieżnice. 
  • A nie na Giewont? - zdziwiła się Orzecka. 
  • Taaa, na Giewont by ci weszła, moja mama. Poczeeeekaj. - Powiedziawszy to wybuchnął śmiechem. Tylko Justyna potrafiła go tak rozbawić. - Ona się boi na Gubałówkę wjechać kolejką, a ty ją na Giewont wysyłasz. Jesteś geniuszem siostra.
  • Wiem Zuber, wiem, a teraz chodź, bo chce się piwa napić, a żeby się napić piwa, muszę dojść na szczyt.  Idziemy Jasiek. 
  • A co ty sister nagle taka ożywiona jesteś? Dopiero co miauczałaś, że masz dość i chcesz wracać. - Znowu się nabijał. Krakuska nigdy nie miauczała, a przynajmniej nie przy nim. Zawsze super mu się z nią wędrowało. Gdzie by jej nie wziął, to Kynia czasem marudziła. 
  • Ja miauczałam? Eeeee przesłyszałeś się. - Orzecka strzeliła pokerową minę i popędziła przed siebie. 
  • Eheee - Szedł za Krakuską i się chichrał. Do szczytu był jeszcze kawałek.  
  • Co cię tak bawi Zuber? - zatrzymała się, odwróciła do niego i wsparła dłonie na biodrach. 
  • Wyobraziłem sobie twoją mamę na Giewoncie - odparł Jasiek i roześmiał się na głos. 
  • No czubek. - Pokręciła głową i zaczęła iść dalej. W końcu sama parsknęła śmiechem. 


Na piwo zatrzymali się w tej większej góralskiej knajpce znajdujacej się poniżej na polanie w bliskim sąsiedztwie zjeżdżalni grawitacyjnej. Zajęli miejsca na zewnątrz pod parasolem skąd  mieli super widoki na Pieniny Właściwe oraz większą część Małych. Zuber poszedł zamówić dwa Carlsbergi i frytki, a Justyna została żeby nikt im nie zajął stolika. Po chwili Jasiek wrócił z dwoma wysokimi szklankami, które postawił na stoliku, na frytki musieli poczekać dziesięć minut. Poza nimi było jeszcze dziesięć osób na zewnątrz i z siedem w środku. Kolejni klienci już nadciągali od strony stacji wyciągu. Na zjeżdżalni grawitacyjnej również było sporo ludzi. To była ulubiona atrakcja synka Justyny. Jak już się do tego dorwał ciężko było go odciągnąć. 

  • Ooo rety, a kogóż to moje piękne oczy widzą? - zawołał na widok Zawady Zuber. Wyglądało na to, że wracał z jakiejś akcji bo ubrany w . Za nim w odstępie pięciu metrów szedł drugi ratownik Witek Kawka. - Sam zastępca naczelnika się do nas pofatygował. 
  • Bo nie mogę szefa dorwać, a mam do niego pilną sprawę - wyjaśnił pochylony nad Jankiem Julek. - Nawet radia nie ma przy sobie. 
  • Szef niańczy Dawida - oświadczył Jasiek odstawiając szklankę na blat. 
  • No właśnie telefon szefa odebrał młody i powiedział mi, że wujek Łukasz nie może odebrać bo siedzi zamknięty w pokoju, a klucz jest złamany.  Wiecie o co  tu biega? 
  • Coooo? - Justyna aż się podniosła z ławki. O mało nie przewróciła szklanki z piwem. 
  • Co ty gadasz Zawada? Że niby Dawid go zamknął w pokoju i złamał klucz? - spytał Janek i zaczął się histerycznie śmiać. 
  • Czy ja niewyraźnie mówię? - Julkowi wcale nie było do śmiechu, wręcz przeciwnie. Cały był w nerwach. 
  • Co się stało szefowi? - Teraz do rozmowy włączył się Witek. Wysoki chudy  blondyn o szarych miłych oczach. Był trochę podobny do naszego skoczka Kubackiego i też pochodził z Nowego Targu. 
  • Ty Zuber co to za jaja są z tym naczelnikiem? - Zawada się skrzywił. Mówil cichutko, żeby nikt poza nimi nie usłyszał o czym mówią. Nic z tego nie rozumiał. - Bo nie ogarniam.  
  • Dużo by gadać staruszku. - Wzruszył ramionami. 
  • Kuzwa Zuber... nie wkurzaj mnie - wysyczał przez zęby Zawada.  
  • Czekaj Julek, ja zaraz tyrknę do Kyni, bo ona została z nimi w domu to się zorientuje co jest grane.  - Zdenerwowana Krakuska sięgnęła do lewej kieszeni polara po telefon. Występek Dawida zasługiwał na surową naganę, bez wątpienia. Co on sobie myśli? Żeby wycinać takie numery. 
  • Dzięki Justyna. - Twarz Julka rozjaśnił na moment uśmiech. - Powiedz szefowi, żeby do mnie zadzwonił, bo mam pilną sprawę.
  • Nie ma sprawy -  powiedziała wybierając numer przyjaciółki.  
  • To narazie ekipo, ja muszę wracać do chłopaków na miejsce wypadku. - Powiedziawszy to Zawada szybko się oddalił. Odchodząc pomachał im ręką.
  • Witek gdzie jesteście, w którym miejscu? - zatrzymał go Zuber. 
  • Na niebieskim szlaku, co schodzi do Orlicy.  Dwie starsze babki pojechały sobie ze dwa metry w dół bo ślisko było. Jedna ma rozbitą głowę, ale jest przytomna, druga też ale nóżka złamana. Będą żyły. 
  • To dobrze, bo wczoraj na Starych Wierchach Dawid... - zaczął Janek,  ale Witek mu uciął. 
  • Aaa tak słyszałem... I nie zazdroszczę Zawiszy. - Kawka spoważniał. 
  • Spoko, już się pozbierał - zapewnił go Jasiek. 
  • Witek idziesz?!  - zawołał na niego zastępca naczelnika. Był już dobre czterdzieści metrów od niego.
  • Leć, dogonię cię wiceszefie! - krzyknął do Julka. 
  • Ty a skąd Zawada wiedział, że my tu będziemy? - zaciekawił się Jasiek.
  • Wróżka zębuszka mu powiedziała - odparł Witek i pobiegł za Julkiem. 
  • Narazie Kawka. - Zuber pomachał mu i sięgnął po szklankę z piwem. Prawie kończył.
  • Ciszej Janek, bo dzwonię. - Justyna trzymała słuchawkę przy uchu i czekała na połączenie.  Jednocześnie machała wolną ręką koło swojej twarzy. -  Cholera, nie odbiera no.  Co ten jej Dawid znów wyciął? Jak ona teraz spojrzy w oczy Łukaszowi po tej akcji?
  • On to ma po Rafale. - Strzelił do niej uśmiech karpia. 
  • Halo Kynia, jesteś? Słuchaj Kochana, jest taki problem...  - odezwała się, gdy wreszcie udało jej się połączyć z Białko.  


Fot. Kasia Dudziak, Hala Gorc Kamienicki, Gorce 

W niecałą godzinę pokonali drogę z Palenicy do punktu rozejścia się szlaków  niebieskiego i żółtego w okolicy Rabsztyna. Góra ta zaraz rzucała się w oczy tym, którzy wychodzili od Szlachtowej. Tempo Justyny było coraz lepsze i Janek, który to zauważył nie omieszkał jej za to pochwalić. Jakby w ogóle nie miała przerwy w chodzeniu po górach. Uważał, że świetnie sobie radziła, może nawet by się nadawała na przewodnika górskiego, gdyby tylko chciała nim zostać. Łukasz natomiast od kilku dni namawiał ją na kurs ratownika medycznego, a ona obiecała, że to przemyśli. Jeden z dwóch postojów zrobili na rozległej zielonej polance z widokiem na Jarmute i ogromny płat Beskidu Sądeckiego po drugiej stronie. Wiosną ta wszechobecna zieleń aż biła po oczach. Obfitość kwiatów i wszelakiego ziela dała się zauważyć również teraz i fruwających nad łąką motyli, bo tych było tu bez liku, gdzie byś się nie obejrzał. - Pieniny są domem niezliczonej liczby owadów wszelakich i nigdzie indziej w Polsce takiej mnogości nie spotkacie - powtarzała im  w dziecinstwie babcia Jasia, która zawsze była wielką fanką Pienin. Na Trzech Koronach była chyba z trzydzieści razy. Znali ją najstarsi flisacy i górale pieninścy. Minęło dziesięć lat od czasu gdy ostatni raz była z nimi w górach. Potem zachorowała na serce i wszystko się skończyło. - Jesteś gigantka jak ta twoja babcia wiesz? - oświadczył z entuzjazmem Zuber. Miał racje, Justyna miała dużo ze swojej babci, a przede wszystkim silnego ducha i charyzmę. On znów był podobny do swego dziadka od strony mamy. Pan Kordian miał siedemdziesiąt cztery lata i dalej chodził w góry ze swoimi owcami na pobliskie pastwisko. Mieszkał w niewielkim domku z obejściem na polance pod szczytem o nazwie Bukowina Waksmundzka, całkiem niedaleko  zielonego szlaku na Turbacz. Nierzadko mu się zdarzało zachodzić na Halę Długą i odwiedzać tamtejszych baców. Poza tym całe Podhale znało dziadka Jaśka jako dziarskiego człowieczka o sercu mocnym jak dzwon.




  • Brakowało mi tego jak cholera - oznajmiła półgłosem leżąc na plecach w głębokiej pachnącej trawie obok Zubera i wąchała białą koniczynę, którą obracała w palcach. Była zrelaksowana, spokojna i szczęśliwa, już dawno się tak nie czuła. Ta chwila mogła się przedłużać w nieskończoność. Bliskość gór napełniała ją radością i błogością. Przynajmniej przez chwilę miała spokój od marudzącego syna. Od kilku dni ostro dawał wszystkim popalić. 
  • Zasłużyłaś na porząďny odpoczynek siostra. - Janek obrócił się na prawy bok i spojrzał na Krakuskę.  - Jak się szef trochę pomęczy z młodym to nic mu się nie stanie.
  • Pod warunkiem, że mój syn go nie zamęczy na śmierć. - Przygryzła wargę i pokręciła głową. 
  • Ciebie nie wykończył, a jesteś przy nim non stop. - Mrugnął do niej porozumiewawczo, a następnie poprawił rozczochrane kruczo czarne włosy. 
  • Ze mną to co innego Jasiek... jestem jego matką i już przywykłam do tych jego numerów... - oznajmiła i ściągnęła kumplowi z koszulki małego czarnego owada nielotka po czym odstawiła na rozłożystego liścia rosnącego pośród bujnej trawy. Nie miała zwyczaju ich zabijać tak jej mama, która panicznie bała się tych wszystkich górskich żyjątek. 
  • Pod warunkiem, że nie ucieka ci i nie wyskakuje na ruchliwą ulice - przypomniał Zuber. Na chwilę spoważniał, gdyż tego wymagała sytuacja. Nie mógłby się z tego śmiać 
  • Kynia ci mówiła? - popatrzyła na niego zdziwiona, a potem kontynuowała. - No tak, to było straszne... nie powiem, że nie. Myślałam, że go uduszę gołymi rękami. Na szczęście jeden facet go złapał i odciagnął zanim nadjechał ten wielki van bo... - Na samo wspomnienie robiło jej się słabo.  
  • Wyobrażam sobie, co czułaś. - Faktycznie wiedział o tym od Kyni i nieźle go to przeraziło. Justyna przeżyła istny koszmar, a ten mały psotnik sam był wystraszony gdy zdał sobie sprawę że to auto mogło go zabić. 
  • Nagle stał się taki nieznośny - przyznała zmartwiona Justyna. Zaczynała się bać, że traci nad nim kontrole. Był coraz większy i coraz bardziej świadomy.  - Są dni że wszystko jest na nie, a jak już znajdzie dziurę to drąży ją w nieskończoność niczym kret. 
  • Ja wcale nie byłem lepszy niż Dawid, uwierz. - Zuber posłał jej iście szelmowskie spojrzenie. 
  • Mój brat jako dziecko też był straszny.  - Krakuska związała włosy frotką -  tradycyjnie w koński ogon, a potem założyła opaskę. 
  • Rafał moja droga to w ogóle nigdy nie był grzeczny, a twojemu synowi czasem się  to zdarza... Rzadko, ale jednak 
  • Faktycznie - zgodziła się Justyna. Akurat patrzyła w stronę Trzech Koron, które z tego miejsca były super widoczne. Pięknie rzucała się w oczy wapienna biała skała czyli Okrąglica, na której opiera się platforma wiokowa. Tej góry nie dałoby się pomylić z inną, za nic w świecie. 
  • A ty wiesz, że córka Łukasza chodzi z tym Dorianem? Widziałem ich dwa dni temu jak siedzieli nad Ochotnicą i.... 
  • Co robili? Gadaj żesz. - Momentalnie podniosła się do pozycji siedzącej, a potem  wsunęła mu koniczynę za ucho.   
  • A co mogli robić nad wodą zakochani Justyna? - rozbawiony Zuber zaczął się chichrać.


  • No słucham Zuber, nie wstydz się o tym mówić... Ja też przy Calvinie raz odleciałam. - Mrugnęła do przyjaciela okiem. 
  • Łoooooooo, no co ty powiesz. - Góral wybałuszył na nią oczy. -  Kiedy i gdzie?  
  • Wzięłam go kiedyś nad jezioro w Hubie i... tak nas poniosło, że długo nie mogliśmy się opanować... Nagle zaczął mnie całować a, jaaaa... odleciałam. 
  • Zaraz... mówisz, że ty go nad to jezioro zaciągnęłaś i żeś z nim poszalała? - wszedł jej w zdanie Zuber. Był pod wielkim wrażeniem wyczynu Orzeckiej. - Noooo, widzę że siostrzyczka się rozkręca. 
  • Wyobraź sobie że... - nie dokończyła, bo nagle doszedł ich donośny krzyk jakiegoś człowieka, który najwyraźniej  wzywał pomocy. Szedł niebieskim szlakiem od  Wysokiej. 
  • Co się dzieje? - Janek błyskawicznie wstał z trawy i rozglądnął się.
  • Pomocy, ludzie, pomóżcie mi! - krzyknął znów wysoki siwy mężczyzna i osunął się na ziemię zanim Zuber zdążył do niego dobiec, pozostał jednak przytomny. Mógł być po pięćdziesiątce. 
  • Dzwonię po chłopaków Zuber - oznajmiła Justyna i oddaliła się z komórką w ręce. 
  • Proszę się nie martwić, jest pan już pod opieką ratownika. Niech pan powie co pana boli? - mówił Janek, który siedział na ziemi pochylony nad turystą. 
  • To... to... to chyba zawał, bo.... kuje... kuje mnie w klatce. - Poszkodowany ledwo mówił, jego oddech był bardzo nierównomierny. 
  • Spokojnie, zajmę się panem dopóki nie dotrą tu moi koledzy z GOPR u. Oni pana zabiorą do szpitala, bo ja akurat jestem na wolnym. Proszę się nie denerwować, będzie dobrze. 
  • To zawał, wiem że zawał... O jezuuuu jak boli! - powtarzał wystraszony mężczyzna. 
  • Niech się pan nie denerwuje, pomożemy - uspokajał go Zuber. - Jakie ma pan objawy? Proszę mi powoli wszystko opowiedzieć. 
  • Mam...  okropny ból w klatce i...  lewa ręka mi drętwieje, a poza tym... płatki mi przed oczami latają. - Przyłożył rękę do lewej piersi, żeby pokazać Zuberowi o co chodzi.
  • Choleraaaa, to raczej na stówe zawał serca. Muszę panu coś podłożyć pod plecy, bo nie może pan leżeć. Chwileczkę. - Powiedziawszy to prędko sięgnął po plecak,  otworzył go i wyjął z niego swój polar, który następnie zwinął w rulon. Wsunął go mężczyźnie pod plecy. - Lepiej trochu? 
  • Taaak - odpowiedział słabym głosem mężczyzna. 
  • Zmierzę panu teraz puls, dobrze? - Powiedziawszy to przyłożył mężczyznie dwa palce do szyi pod brodą i zerknął na zegarek. - Przyspieszony jest... znacznie. Sto czterdzieści uderzeń na minutę. Tachykardia
  • To chyba kiepsko nie? - Facet patrzył gdzieś w bok. Źrenice miał rozbiegane. 
  • Ponad normę proszę pana. Prawidłowy jest od 60 do 100 uderzeń - wyjaśniła Orzecka. Przyglądała mu się z niepokojem. Nie chciałaby się tak męczyć.  
  • Jak się panu oddycha? - spytał znów zmartwiony Jasiek. Bardzo chciał żeby obyło się bez resuscytacji, bo bał się że skończy się to tym samym co poprzednia akcja z rowerzystą
  • Ciężko... baaaa... rdzo ciężko. - Wyraz twarzy tego człowieka wskazywał na to,  że facet cierpi. Zachłannie łapał powietrze. 
  • Nie jest panu zimno? - Janek pilnie przyglądał się mężczyznie. 
  • Trochę. 
  • Okej zaraz pana owinę specjalną folią. Momencik. - Znów sięgnął do plecaka po folie termiczną. Miał tam również zestaw do reanimacji. Zawsze nosił je ze sobą na wypadek gdyby przyszło mu ratować jakiegoś turystę. Musiał być gotów na każdą ewentualność, nawet jeśli był na wycieczce. 
  • Będą do siedmiu minut - poinformowała go Justyna. W końcu kucnęła koło Zubera i pomogła przyjacielowi owijać chorego folią,  złotem do zewnątrz.
  • Ratownicy zaraz będą, wytrzyma pan jeszcze chwilę? - Janek zmienił pozycje, bo dostał skurczu mięśni od siedzenia w jednej pozycji. Jego wysokie czoło zroszone było potem. 
  • Dziękuje wam, gdyby nie wy...  to... chyba bym tu zdechł. 
  • Niech pan za dużo nie mówi bo się pan męczy - poradziła mu Justyna. - Moja babcia też miała zawał kiedyś. 
  • Miałem... szczęście że... na was trafiłem. - Uśmiechnął się do niej półgębkiem. 
  • Jest pan na coś uczulony lub choruje na coś przewlekle? - kontynuował swój wywiad Janek. 
  • Nie, uczulony nie, ale mam problemy z tarczycą. Jestem w stałym leczeniu.
  • Prawidłowo. Tarczyca też potrafi bigosu narobić. Moja mama się leczy na nadczynność. 
  • Jest pan tu sam, bez nikogo? - spytała zmartwiona Justyna. 
  • Tak, tak, sam poszedłem w góry.  Idę z Białej Wody, po drodze zahaczyłem o Wysoką i dopiero teraz zaslabłem. Nagle mnie złapał ten ból w klatce i pociemniało mi w oczach.
  • Nigdy wcześniej nie chorował pan na serce? - Janek patrzył  mężczyźnie w oczy. - Jeśli pan choruje... wycieczki w góry nie są wskazane. Jak się pan teraz czuje? 
  • Bez zmian i kręci mi się w głowie. - Mężczyzna był blady i mokry od potu, co było widać po jego szarej koszulce. 
  • Jak pan ocenia ten ból w klatce piersiowej, tak od 1 do 10? 
  • Tak 8 na 10...  bym powiedział. - Mężczyzna odchylił głowę do tyłu. 
  • To ostro daje panu w tyłek. - Zuber zrobił zbolałą minę. - Współczuję.
  • Halo Łukasz, hej - powitała go przez telefon Justyna. To on dzwonił. - No jesteśmy dalej tu gdzie wychodzi szlak ze szlachtowej... Tak oczywiście, już ci mówię co i jak. Panu drętwieje lewa ręka, puls ma przyspieszony... Jasiek mówi że 140 na minutę... No... poza tym ostry ból w klatce i zawroty głowy. Ten stan utrzymuje się przez cały czas... Nie, cały czas był przytomny...  Słucham? No okej, to czekamy, dzięki. - Gdy Łukasz zakończył połączenie schowała telefon  i rzuciła do Jaśka. - Łukasz wysyła śmigłowiec, bo akurat byli w pobliżu Krościenka. Witek i Zawisza lecą. 
  • Suuuuper, cieszę się niezmiernie.  Też pomyślałem o śmigłowcu. 
  • Niech się pan nie denerwuje, za trzy minuty będą na miejscu - uspokoiła go Krakuska. 
  • Jesteście niesamowici. Dziękuję. - Mężczyzna był poruszony, niemal bliski łez. 
  • Koleżanka uczy się na ratownika medycznego, a jej krewny jest naczelnikiem pogotowia górskiego. Łukasz Figła się nazywa. 
  • Łukasz Figła?  - podłapał zaraz mężczyzna. 
  • No tak - potwierdziła uśmiechnięta Krakuska.  
  • To przecież... jest mój kumpel z obozu zimowego w Cisnej. On jest naczelnikiem GOPR u? 
  • Na to wychodzi.  - Uśmiechnął się półgębkiem Jasiek.
  • Lecą już! - oznajmiła Justyna, gdy zauważyła na horyzoncie śmigłowiec lotniczego pogotowia medycznego. Już się do nich zbliżali. 
  • Jest dobrze proszę pana. - Janek unióśł kciuka do góry. 

Rozdział 23.1

Ochotnica Dolna - koniec maja 2018



Fot, Kasia Dudziak, 
widok na Trzy Korony oraz pas Pienin Właściwych z zielonego szlaku z Tylmanowej na Lubań


  • Nie dyskutuj ze mną Dawid, bo tylko tracisz czas. Ja nie jestem twoją ukochaną  Krysią i nie popuszczę ci - mówił wkurzony Figła. Stał przy kuchence i pilnował zupy pomidorowej, która powoli dochodziła na malutkim gazie. - Możesz zapomnieć o konikach do przyszłego tygodnia. 
  • Wujek odpuść no. - Syn Justyny stał w kącie koło okna i patrzył na niego bykiem. Nagle przestało być zabawnie, bo wkurzył wujka naczelnika i to na fest. Teraz może już tylko pomarzyć o wyjściu na konie. 
  • Cicho chłopcze. - Odwróciwszy się  do młodego spojrzał nań srogo. Miał już dość jego numerów, dość jak na jeden dzień. 
  • Nie mów do mnie chłopcze okej? - Chłopiec wytarł brudne rączki w czystą bluzę z kapturem z nadrukiem ze Star Wars (obrazek przedstawiał całą ekipę z czwartej części sagi). Wcześniej malował farbami. Jasne ogrodniczki też miał uwaloną zieloną farbą, policzki również. 
  • Czemu nie? - zdziwił się naczelnik. 
  • Bo to wieśniacko brzmi - bronił się  naburmuszony Dawid. 
  • Że jak przepraszam? - O mało się nie poparzył gorącą kawą, którą przed chwilą sobie zrobił. - Żeś wymyślił teraz. 
  • Wieśniacko - odparł Dawid i rzucił mu szelmowskie spojrzenie. - Wujek Rafał też tak uważa 
  • Pierwsze słyszę, żeby to było po wieśniacku. - Figła pokręcił głową, a potem wziął ścierkę i zaczął nią ścierać blat koło kuchenki. - Z resztą... jak by nie było  synku to przecież ty mieszkasz na wsi. 
  • Wiesz co wujek? To było nawet śmieszne jak wychodziłeś przez to okno z mojego pokoju - zauważył młody Orzecki. - Pan Pilka strasznie się śmiał. Chyba pomyślał, że się pali u nas.
  • Poszedł do tego kąta, już! - skrzyczał go pozbawiony resztek cierpliwości Łukasz. Palcem wskazującym pokazał mu kąt. Gdy mały go nie posłuchał złapał za szmatę wiszącą koło lodówki i postraszył. - Już powiedziałem! 
  • Dobla, dobla, idę. - Młody wrócił  do kąta i oparł się pleckami o ścianę.
  • Uważasz że to było zabawne? - spytał rozzłoszczony Figła. 
  • Dla Ciebie pewnie nie, ale niektórzy boki zrywali. Jutro będziesz bohaterem Głosu Ochotnicy.  
  • Dawid!!! - W Łukaszu się zagotowało. Nigdy by go nie uderzył, ale teraz ledwo się powstrzymywał żeby go nie trzepnąć po łapach. 
  • No co nie chcesz być sławny? - Patrzył na Figłe z ukosa.
  • Dość tego Orzecki. Masz kolejny tydzień szlabanu na konie - oświadczył  surowo naczelnik. 
  • Nieeeeeee - zapiszczał Dawid i złapał się oburącz za głowę. Nagłe zrozumiał, że żarty naprawdę się skończyły.  - Tylko nie to, błaaaaagam. 
  • Cichoooo. - Figła ruszył w stronę stołu, w ręce trzymał pełną szklankę.  
  • Dobra przeprasam. Wiem, że przegiąłem z tym kluczem. Już nie będę taki tylko mnie weź na te konie... Dobra? 
  • Zapomnij - rzucił do małego, a ten spojrzał na niego błagalnie, jak zbity pies. Był bliski płaczu.  - Te twoje słodkie spojrzenia działają tylko na ciocie Kynie i babcie. Ja jestem surowy wujek Łukasz i nie ze mną te numery. 
  • Nieee, nieeeee. - Chłopak zaczął tupać nogami. 
  • Było nie rozrabiać... sir. - Powiedziawszy to Figła puścił mu oko. - Lordowie tak nie fikają jak ty.
  • Nie masz serca dla małego lorda. - Mały Orzecki założył ręce na piersi i spuścił glowę. Przydługawa grzywka przykryła mu oczy co go bardzo wkurzało więc szybko oďgarnął ją na bok. 
  • Niesamowite. - Łukasz szeroko się uśmiechnął i znów pociągnął kilka łyków kawy. Był z siebie zadowolony że udało mu się dopiec temu łobuzowi. Szlaban na konie był dla Dawida najgorszą karą. - A czy lord miał serce, gdy zamykał mnie w pokoju na klucz, który następnie złamał ... No co? 
  • Będę się darł, tak głośno, że mnie usłyszą w kościele w Ochotnicy Górnej - zagroził zły pięciolatek.
  • Śmiało, śmiało, nie krępuj się. - Łukasz pomachał ręką w geście aprobaty. - Niech cię w Tylmanowej usłyszą. 
  • Jesteś tego pewny? 


  • Kogo tu znów niesie - odezwał się, gdy usłyszał głośne pukanie do drzwi. Odłożył filiżankę na podstawkę leżącą na stole i leniwie podniósł się z krzesła. Pukanie było tak uporczywe i głośne, że aż działało mu na nerwy. Nim doszedł do drzwi nasiliło się kilkakrotnie. - A to pani...  dzień dobry. 
  • O pan naczelnik, jak miło, a ja do Henka przyszłam. Sprawę mam - powitała go Wasiakowa i czym prędzej wepchała się do środka, a on chwilę tkwił przy otwartych drzwiach. Była wysoką kobietą lekko otyłą o włosach w kolorze ciemnego miodu  spiętych w koka. Z twarzy przypominała Małgorzatę Linde z książek o Ani z Zielonego Wzgórza, zaś z usposobienia podobna była do tej okropnej Bukietową z serialu "Co ludzie powiedzą?"...  Albo jeszcze gorzej. 
  • Heńka nie ma. Jest z mamą w Zawoi - zawołał za nią, a potem zatrzasnął drzwi i poleciał za nią do kuchni. Wasiakowa zdążyła się już rozgościć, oczywiście zajęła jego miejsce przy stole. Po drugiej stronie siedział Dawid i bardzo uważnie jej się przyglądał. Uwielbiał badać nowych gości tego domu swoim czujnym pełnym rozbawienia spojrzeniem. Niektórych bardzo to peszyło. 
  • A to nic, zadzwonię sobie potem do pana mamy na komórkę i z nią pogadam. - Powiedziawszy to odwróciła głowę i pochwyciła ciekawskie spojrzenie syna Justyny. - O rety, jaki ty jest śliczny kawalerze. - Uśmiechnęła się do niego najszerzej jak potrafiła w nadzei, że mały odwzajemni uśmiech, ale ten pozostał niewzruszony.
  • Ja  wcale nie jestem śliczny. - Orzecki strzelił do niej głupią minę. 
  • Nie, a jaki? - spytała Wasiakowa patrząc na małego z zaciekawieniem.
  • Ja jestem ośniewająco psystojny - oznajmił śmiertelnie poważny pięciolatek.
  • Mówi się olśniewająco przystojny - poprawił go Łukasz. 
  • Zabójczo przystojny - podkreślił Dawid. Był okropnie z siebie zadowolony. 
  • No coś podobnego. - Wasiakowa przerzuciła pełne zdumienia spojrzenia na Figłe. 
  • Czemu pani tak na mnie patrzy? - spytał Łukasz, którego karcący wzrok tej kobiety świdrował na wylot. - To nie jest mój syn. 
  • Ma pan za to uroczą córeczkę. - Mówiąc to syczała jak wąż i celowała w niego wskazujący palec.
  • Do czego pani znów pije? - Naczelnik gniewnie zmarszczył brwi. Nie cierpiał tej wrednej  wścibskiej baby. 
  • Córeczkę,  która szlaja się po wsi z tym huliganem i robi... 
  • Szlaja się?  Moja córka się  szlaja? -  uciął jej zdenerwowany Figła. - Z kim niby?  
  • Dziś  przyłapałam tą pana Sylwie i tego Doriana pod plebanią jak się macali i całowali... w bardzo ciekawej pozycji... na ławeczce. 
  • O kurwa mać - zaklął półgłosem zszokowany Figła i z automatu pacnął się prawą dłonią w czoło.  Teraz to już wrzało w nim, gotowało to za słabo powiedziane. 
  • Wujek powiedział kurwa mać. - Dawid zaczął się histerycznie śmiać. Mało brakowało,  a zaczął by się tarzać po podłodze. 
  • Pięknie, brawo! - wyrzuciła z siebie oburzona Wasiakowa. - Ładnie go pan szkoli. 
  • To nie tego wujka podsłuchuje. - Młody uśmiechnął się rozbrająco.
  • O matko boska. - Przeżegnała się. 
  • Jezu przepraszam. To ze zdenerwowania - tłumaczył się rozgoraczkowany Łukasz.  - Naprawdę nie chciałem tak bluzgać. 
  • Ależ oczywiście panie Łukaszu. Ja wszystko rozumiem. - Podniosła się gwałtownie z krzesła i z dumnie uniesioną głową ruszyła w stronę wejścia.
  • Idzie pani już? - Chłopiec zszedł z krzesła i od razu pobiegł w kierunku drzwi. 
  • Dawid wracaj do kąta - polecił mu Figła, ale młody udał że nie słyszy. 
  • Chciałeś mi jeszcze coś powiedzieć? - zwróciła się  na odchodnym do Orzeckiego. 
  • Wujek Rafał mówi, że jest pani dziwną ograniczoną umysłowo kobietą i że wywiozą panią na taczkach do chlewika... 
  • Coś ty powiedział mały paskudniku? - Wzburzona Wasiakowa aż poczerwieniała ze złości. Niewiele brakowało żeby zabiła wzrokiem osłupiałego z wrażenia naczelnika.  - Kruca fuks! 
  • Do cholery Orzecki ucisz się wreszcie bo ja ciebie zamknę w chlewiku. - Wyprowadzony z równowagi Figła złapał syna Justyny za rękę i siłą zaciągnął do pokoju babci Jasi. Kiedy już zamknął drzwi i posadził pięciolatka na wersalce powiedział ostrym tonem. - Zostaniesz tu i nie ruszysz się stąd przez dwadzieścia minut, rozumiesz? Przegiąłeś synek i to na fest. 
  • Ale ja tu umrę z nudów. - Młody znów się naburmuszył. 
  • To nie trzeba było jej opowiadać takich głupot. - Łukasz gwałtownie machał rękami jakby to miało mu pomóc się uspokoić. Już dawno nikt mu tak nie podniósł ciśnienia jak nawiedzona Wasiakowa... A żeby tego było mało to jeszcze  Sylwia z tym swoim chłopakiem...  Ale bigos. 
  • Ale wujek, to nie ja to wymyśliłem - usprawiedliwiał się synek Justyny. - Ja tylko usłyszałem rozmowę wujka i cioci Kyni. 
  • Ale nie musiałeś tego powtarzać pani Wasiakowej Dawid - tłumaczył chłopcu Figła. Z nerwów rozbolała go głowa. - W ogóle nie możesz mówić obcym  ludziom takim rzeczy bo tylko szkodzisz swoim bliskim, a to nie jest okej. Poza tym nie tak cię wychowywujemy żebyś  się w ten sposób odzywał do starszych. Ogarnij się chłopaku. - Przyłożył sobie dłoń do czoła i trzymał tak przez dwie minuty.  
  • Przepraszam. - Dawid mówił cicho. Jeszcze nigdy nie dostał od Łukasza takiej ostrej reprymendy więc czuł się zdrowo skarcony. - Nie gniewaj się już. 
  • Czy ty wiesz co ta pani zrobi teraz twojemu ulubionemu wujkowi... Rafałowi? - zapytał patrząc z góry na zawstydzonego pięciolatka. Stał przy wielkim oknie, a w pobliżu była wersalka babci, na której grzecznie siedział mały Orzecki i pilnie się w niego wpatrywał. 
  • Wiem... zrobi mu z tyłka jesień średniowiecza - odparł Orzecki już nieco śmielej 
  • Żebyś ty chociaż wiedział co to znaczy. - Łukasz pokręcił głową, a potem nagle zaczął się śmiać. Słowa tego łobuza nawet go rozśmieszyły... Te taczki też były trafione mimo, że powtórzył to za Rafałem. Najchętniej sam by tą Wasiakową gdzieś wywiózł na taczkach. Jak najdalej od Ochotnicy. 
  • Poszła sobie, widzisz? - powiedział ucieszony Dawid, gdy dotarł do nich odgłos zatrzaskujących się drzwi.  - Mogę już wyjść. 
  • Ani mi się waż. Zostajesz tu na dwadzieścia minut. - Nie zamierzał odpuszczać Dawidowi. Ktoś musi go w końcu utemperować. 
  • Eeeeej no. - Obrażony łobuz odwrócił się do niego plecami.
  • Cholera, moja zupa! - przypomniał sobie Figła. Prędko otworzył drzwi i pognał do kuchni. 

Dziękuje serdecznie za czas na lekturę, odwiedziny i komentarze.

Do zobaczenia pod Durbaszką :





środa, 27 września 2017

I po wakacjach. Lato, do zobaczenia za rok

Witajcie Kochani :)
 
Jakoś szybko minęły te wakacje. Zbyt szybko. Nawet się nimi nie nacieszyłam w pełni, ale takie życie, że wszystko co dobre szybko się kończy, a człowiek wciąż nienasycony. Tyle planów i pomysłów naraz, szkoda że nie da się wszystkiego zrealizować w jednym czasie. Trzeba znów poczekać na następne wczasy. Miałam o nich pisać zaraz po przyjeździe ale znów się nie pozbierałam w kupę, nie mogłam się zmobilizować.  W sumie żadna nowość jeśli o mnie chodzi. Ale tak to jest, że jak się człowiek choć na trochę oderwie od pisania to potem umarł w butach, ciężko jest do tego wrócić. Od czego zacząć, jak ugryźć żeby się kleiło? Mam Wam sporo do opowiedzenia o moich  górskich wyprawach, ale to już szersze tematy i warto je potraktować w osobnych postach więc teraz tak tylko w skrócie. W tym roku jeszcze raz Szczawnica. Tradycyjnie mieszkaliśmy w naszej ukochanej Bacówce pod Bereśnikiem w Naszym Domu z Duszą, lecz tym razem już w pokojach nie w namiotach, a to ze względu na moje problemy z rwą kulszową. Skończyły się już dobre czasy. Pojechaliśmy na wczasy oczywiście w najlepszym towarzystwie mojej ulubionej kumpeli Kasi i jej synów Romka i Błażeja. Tak, trzeba podkreślić, że to był naprawdę super wyjazd, bardzo udany i wesoły. Myślę że wszyscy będą wspominać długo i z uśmiechem na ustach wspominać ten czas. Co najważniejsze to, to, że najpopularniejszy szczyt w Pieninach czyli Trzy Korony został w końcu zdobyty. Wysoką zostawimy sobie na następny raz. Znów się nie udało. Wyprawa na Trzy Korony była długa i niełatwa, ale przyniosła nam wiele satysfakcji. Wielkie Gratulacje należą się przede wszystkim dzieciakom, naszym wiernym odważnym kompanom maszerującym twardo do góry no i mamie chłopców Kasi, dali super radę. Pokazaliśmy naszym miłym Towarzyszom wszystko co było można : wycieczka do Wąwozu Homole, Rezerwat Biała Woda, Muzyczna Owczarnia w Jaworkach, Czorsztyn i Niedzica, wyjazd wyciągiem na Palenice. Radość dzieci jak się domyślacie nieopisana, bo przecież one uwielbiają takie rozrywki. Potem był jeszcze tor saneczkowy... Tradycyjnie. Doskonała zabawa :)

Bardzo chcieliśmy żeby Nasi Drodzy Znajomi ze Wschowy poznali lepiej te piękne strony, a latem jest tam co zwiedzać. My sami też odkryliśmy też dwa nowe szlaki, którymi jeszcze nigdy wcześniej nie szliśmy ( żółty szlak ze Szlachtowej dochodzący do niebieskiego biegnącego z Palenicy oraz żółty szlak z Szafranówki do Leśnicy). Pogoda na szczęście dopisała, nie można powiedzieć by była specjalnie grymaśna. Owszem bez deszczu się nie obeszło, lecz było to raczej sporadycznie, ze dwa razy może... no i właśnie na dzień dobry ostro nam dolało gdy szliśmy z zakupami na górę. Ja jak tylko przyszłam na górę to zaraz padłam, taka zmęczona byłam, to i też powodem był okropny upał który dał nam popalić do południa. Doszłam dosłownie na czterech łapach, tak bym to ujęła. Nogi mnie bolały jak nigdy wcześniej. Zapewne rezultat długiej rozłąki z górami. Nie lubię tego ale cóż, zmuszona jestem mieszkać w dużym mieście. Z drugiej strony to trochę dobrze tak się stęsknić za górami. Absolutnie nie chciałabym żeby mi spowszedniały tamte cudne widoki. Muszę przyznać że ten pobyt był bardzo owocny jeśli mowa o wycieczkach. Spływ Dunajcem też zaliczyliśmy i choć było zimno i mgliście można powiedzieć, że wycieczka się udała. Jak ostatnim razem było niemożliwie gorąco,  tak teraz mocno od wody podwiewało. Palce u rąk miałam skostniałe z zimna, jak bym z zamrażalnika wylazła. Zaraz potem rozgrzaliśmy się gorącą zupą i od razu było lepiej. Uwielbiam tą trasę. Nie ma w Polsce i w Europie drugiego tak pięknego i ciekawego przełomu jak ten pieniński. Urok ma niesamowity. Trudno to wręcz opisać. Jest to jedna z tych atrakcji turystycznych, dla których się wraca do Szczawnicy. Widoki wprost bajeczne. Ukochane moje góry  - jedno z najpiękniejszych pasm górskich w naszym kraju, choć nie tak wysokie jak Tatry potrafią zachwycić swym pięknem jak i porazić stromiznami w niektórych miejscach. Niezwykle przyjemnie się chodzi pienińskimi szlakami. Ci którzy nigdy nie byli w Pieninach i nie znają tych stron niech wiedzą, że warto również tam bywać, że nie tylko Tatry istnieją, inne zakątki też trzeba poznać, ich kulturę i wydarzenia z nimi związane. Są to miejsca ciche, czyste i nie ma takich okropnych tłumów, można znaleźć spokój i fajnych kulturalnych ludzi, z którymi ciekawie porozmawiasz o wszystkim, mają wiedzę i zachowują się odpowiednio.

Po powrocie ze Szczawnicy wyrwaliśmy się z mężem w Gorce, ale bez dzieci. Dziewczyny zostały w domu z dziadkami, ponieważ ta trasa, którą zaplanowaliśmy była dla nich zbyt długa, a my lubimy czasem trudniejsze wyprawy. Pogoda nam się udała, nie było ani za gorąco ani za zimno, w sam raz po prostu. Bardzo lubię jak tak jest i można wygodnie wędrować. Deszczu w górach żywcem nie znoszę, choć to oczywiste, że zawsze może nas zaskoczyć, tego nie da się wyeliminować. Nie mamy na to zwyczajnie wpływu. Góry to góry, tam pogoda potrafi się zmienić z chwili na chwilę.  Nawet do tych paskudnych burz da się przywyknąć. Ja już chyba przywykłam bo się specjalnie nie boję i nie panikuje gdy nas dopadnie. Wystarczy zachować pewne środki bezpieczeństwa. Przede wszystkim wyłączamy telefony - podstawa, następnie kładziemy plecak na ziemi, siadamy na nim, a żeby odizolować się od ziemi, nogi lekko unosimy w górę, nie dotykać się skał, jeśli są w pobliżu, bo w nie właśnie uderza piorun, w żadnym razie nie biegamy na burzy.  Wiadomą jest iż zdarzają się nieszczęśliwe wypadki, a jednak najczęściej powodem takich nieszczęść jest zwykła bezmyślność bo ludzie nie umieją się obyć bez komórki, a co gorsza a nawet nie są świadomi tego iż rozmowa przez telefon w czasie burzy jest bardzo niebezpieczna. Gorce są przepiękne o każdej porze roku, a to co je wyróżnia wśród innych pasm to te piękne rozległe hale, których tam jest po prostu pełno, na każdym kroku i mnóstwo owiec. To jest klimat - człowiek czuje się tam bardzo swojsko. Możesz wędrować bez końca, robić pętle i nie masz dość - tak tam pięknie. To była bardzo dobra decyzja, żeby wybrać się w Gorce, chodziło mi to po głowie jak byliśmy jeszcze w Szczawnicy. Ja to mam zawsze głowę pełną wielkich planów. Fajnie,że chociaż niektóre z nich udaje się wprowadzić w życie. Z początku chcieliśmy jechać w Tatry, ale zrezygnowaliśmy ze względu na tamtejsze wręcz UPIORNE TŁUMY.
Był jeszcze plan żeby się wybrać w rzadko uczęszczany przez nas Beskid Żywiecki, tylko znów dojazd był niedogodny i to opóźniłoby wejście na szlak więc plan z miejsca był spalony. Trochę nam było szkoda, no ale cóż...  Na szczęście świat się jeszcze nie kończy, trzeba jedynie poczekać na okazje. Co prawda na Babiej Górze już byłam dwa razy lecz na Pilsku jeszcze nie. Okropnie ciekawa jestem tej trasy wiodącej z Pilska na Babią lub z Babiej na Pilsko. Kto był łapki do góry. Warto się pomęczyć dla tych niezwykłych widoczków. Warto czytać, wędrować i poznawać swój kraj, bo jak mówi znane polskie przysłowie : "Cudze chwalicie swego nie znacie". Zobaczcie co Polska ma Wam do zaoferowania. A ja właśnie uwielbiam odkrywać nowe nieznane szlaki i wszystko co się z nimi wiąże. Z przyrodą jestem zawsze za pan brat. Kocham zwierzęta i rośliny i wszystko co czyni Naszą Ziemię piękną i bogatą. Polska jest skarbcem cudownych miejsc, jest krajem bogatym historycznie i kulturalnie. Warto uczyć o nim swoje dzieci by cokolwiek o niej wiedziały.

A na koniec powiem wam, że będziemy mieli trzecią pociechę. Urodzi się 16 kwietnia, przyszłego roku. Dowiedziałam się o tym gdzieś w połowie sierpnia po powrocie z Gorców i nie powiem, było to dla nas straaaaaaaaasznie wielkie zaskoczenie. W prawdzie podejrzewałam już wcześniej że coś jest na rzeczy, ale jeszcze się łudziłam że może jednak nie... A jednak tak. Okazało się że jestem w ciąży. No tak, nie da się ukryć, że trochę nam to utrudni sytuację mieszkaniową. Jestem pewna, że lekko nie będzie, no ale i tak się cieszymy, bo przecież każde nowe życie to zawsze wielka radość. Trudno się nie cieszyć że się będzie miało kolejną kochana istotkę chociaż z dziećmi różnie bywa w życiu, bo bywają dożarte że tak powiem. Cieszymy się wszyscy razem. Dziewczyny już nawet imiona wymyśliły dla malucha. Jak będzie chłopczyk to Dawid a jak dziewczynka to Julia. Ładne prawda? Bardzo lubię te imiona. Dawid oczywiście na cześć mojego ukochanego angielskiego gitarzysty Gilmoura, Julia zaś na cześć mojej fantastycznej koleżanki, mamy kolegi Dominiki z klasy, którą bardzo lubię. To bardzo fajna pozytywna osóbka, wiele mi pomogła odkąd się poznałyśmy, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Cieszę się że ją znam!!! Poza tym to imię zawsze mi się podobało.... A wracając do wątku dzidzi : Niecierpliwie czekamy na naszego kwietniowego malucha. Lena prawie codziennie pyta mnie kiedy będzie z nami dzidziuś, a ja na to, że jeszcze tyle i tyle... Lena na to : ale mamusiu to strasznieeee długo trzeba czekać. A przecie dzieci czekać nie lubią o czym wszyscy wiemy. Co do mojego samopoczucia to najgorsze już za mną, zaczyna się drugi trymestr. Mam nadzieje że teraz wszystko pójdzie z górki. Okropny śpioch ze mnie, teraz bym tylko spała i spała. Mam to po mamie i po dziadku chyba... Czasem zazdroszczę niedźwiedziom. Super by było przespać zimę i obudzić się dopiero na wiosnę kiedy jest ciepło a wszystko w koło pięknie rozkwita. Niektórzy mówią że szkoda marnować życie na sen... No cóż, poniekąd mają racje, nie kłócę się z nimi. Ja w każdym razie spać lubię i jesienią zawsze duuuuuużo śpię. I czytam dużo. Zawsze mam zapas dobrych książek pod ręką z biblioteki. I uwielbiam kukurydzę gotowaną - wprost idealna na tę porę. Jesień jest cudowna pod warunkiem że jest ciepła złota i nie leje. Kasztanki, żołędzie listki- ich zbieranie sama radość. Spacery po Lasku Wolskim albo w lasku koło Kopca Kościuszki na Salwatorze. No dobrze, ja już będę kończyć. Mam nadzieje, że niedługo spotkamy się w następnym poście :) Postaram się pospieszyć. Tego posta piszę już od dwóch tygodni. Wreszcie skończyłam, Voila! Do zobaczenia, pozdrawiam Was serdecznie Kochani Czytelnicy.

A teraz trochę moich fotograficznych wspomnień ze Szczawnicy :)
z pozdrowieniami dla Moich Czytelników
 
Poniżej : Panorama pienińska z żółtego szlaku na Bereśnik


Poniżej : widok ze szlaku niebieskiego na Wysoką




Poniżej : Trzy Korony widoczne ze Sromowców Wyżnych


Poniżej :widok na Jarmutę z drogi do Jaworek spod Durbaszki
 
Poniżej :okazały motyl na jednej z polan na zielonym szlaku do Sromowców Wyżnych, droga z Trzech Koron
 


Poniżej : Sokolica widoczna z Leśnicy na Słowacji.


Poniżej : Trzy Korony widziane z kładki w Sromowcach Wyżnych


Poniżej : W dole widoczna dawna cerkiew w Jaworkach oraz wioska Jaworki
.

Poniżej : U samej góry widoczny grzbiet Holicy po słowackiej stronie. Zdjęcie było robione po deszczu dlatego widok jest trochę zamglony

 
Poniżej : Panorama pienińska po ulewie
 
 
Poniżej : w dole widoczna Szlachtowa z dawną cerkwią łemkowską. Szlak żółty ze Szlachtowej doprowadza do szlaku niebieskiego wiodącego z Palenicy ( Małe Pieniny)  
 
 
Poniżej : Widok na Małe Pieniny oraz górujący nad nimi Beskid Sądecki
 
Poniżej : jedna z polan w Małych Pieninach, w drodze spod  Durbaszki do Jaworek
Ach jak ja owce kocham!!!!
 
 
 
Poniżej :  Widok z Trzech Koron. Oszałamiający jak zwykle.
 
 
 
Poniżej : widok na Małe Pieniny z niebieskiego szlaku prowadzącego z Palenicy wzdłuż granicy polsko - słowackiej
 
 
Poniżej : Wieś Biała Woda, nieopodal Rezerwatu Biała Woda
 
 
I to tyle na dziś. Więcej wspominek następnym razem :)
 
Mam nadzieje że się spodobały
 
 
 
 
 

wtorek, 26 maja 2015

Pieniński urok


Do Pienin mam jakiś szczególny sentyment podobnie jak do Beskidu Sądeckiego i do Gorców. Zawsze mnie tam ciągnie w te strony jakaś nieopisana siła. Uwielbiam tam spędzać czas, gdyż jest to bez wątpienia jeden z najpiękniejszych pasm górskich w Polsce. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i pogoda będzie sprzyjać już za jakieś dziesięć dni znów wybiorę się do Szczawnicy, żeby cieszyć się widokiem moich cudownych Pienin. Nie ma nic bardziej urokliwego niż wiosna w górach. Z bólem serca muszę przyznać że wciąż nie jest mi znany cały polski spisz, ale pociesza mnie fakt że przede mną jeszcze całe życie na poznanie tych nieodkrytych przez mnie miejsc... 



Od jakiegoś czasu niesamowicie korci mnie, żeby zapuścić się jeszcze głębiej również w Spisz Słowacki, aczkolwiek niewielki fragment już kiedyś poznałam, przebywszy drogę z Leśnicy do Czerwonego Klasztoru, a następnie Drogą Pienińską wzdłuż Dunajca w Szczawnicy. Teraz najbardziej ciągnie mnie w Haligowce. Tegoroczne wakacje zapowiadają się więc bardzo ciekawie, oczywiście jeśli dopisze pogoda. Na pewno wybiorę się znów na trasę Trzy Korony - Sokolica. Tak dawno nie byłam na tym szlaku, jakieś 10 lat może, Dobrze, że zachowało się dużo zdjęć z tamtej wyprawy. Było gorąco jak nie wiem, Żar lał się z nieba. Całe szczęście, że było też trochę cienia bo by człowiek zwariował w tym ukropie. Szlak okazał się naprawdę ciekawy i bogaty we wspaniałe widoki, nieziemskie panoramy. Muszę przyznać że jestem prawdziwym fanem górskich widoków... Kocham fotografować i w ogóle. Niesamowita przygoda to górska przygoda.

Pieniny nie ustępują w swoim uroku miejsca Tatrom, a tamtejszy krajobraz nie ma w Polsce odpowiednika. Na terenie 50 km2 znajdziemy mnóstwo różnorodnych elementów rzeźby oraz roślinności które śmiało mogłyby ubogacić kilka innych łańcuchów górskich. Wśród łagodnie pofałdowanych grzbietów wyróżniają się ostre stożki Macelaka (856 m), Flaków (810 m), Nowej Góry (902 m) Golicy (828m) a ich ciemne lesiste zbocza poprzecinane są pionami skalic strzelistych i stromych, a wysokością względną dorównują tatrzańskim Zamarłym Turniom i  Mnichom. Między urwiskami wije się wąwóz Dunajca, na którego dnie rzeka ta zatacza srebrzyste meandry. Wyludnione doliny oraz dolinki pełne są bujnej roślinności. Szata leśna ma w wielu miejscach charakter pierwotny albo uległa upierwotnieniu, a gdzie indziej przeplata się z polanami niczym w mozaice na których można wręcz utonąć w kwiatach po pachy. Widoki z takich szczytów jak Sokolica (747 m) Okrąglicy (982 m) Wysokiej (1050 m) zaliczając się do najpiękniejszych w Polsce. Jednakże atrakcyjność Pienin nie polega tylko na urokach krajobrazu, są też inne walory jak na przykład skomplikowana budowa geologiczna górotworu która już od półtora wieku frapuje uczonych, a misterna rzeźba tego pasma stwarza rzadko spotykane bogactwo siedlisk a także odmian mikroklimatu, a wynikiem tego jest różnorodność flory i fauny, pod względem zagęszczenia osobliwości które nie są takie same w żadnym innym regionie Polski. Umiejscowienie Pienin w punkcie połączenia prastarych transkarpackich szlaków i na granicy dwóch państw sprawia że są interesującym terenem do badań. Niezwykle ciekawa przeszłość tego obszaru a także jego liczne przemiany gospodarcze i społeczne znajdują odzwierciedlenie w bogactwie jakże cennych zabytków kultury pienińskiej. Pieniny są także uprzywilejowane pod względem etnicznym z racji tego że ich folklor jest w znacznym stopniu żywy do dziś.

Piękno tamtejszego krajobrazu zostało dostrzeżone już dawno temu. W 1751 roku przybyła w te strony ekipa naukowców w Wiednia, jednym z polskich badaczy był Stanisław Staszic, który to zapoczątkował te badania (1803- 05).  Lista  zasłużonych badaczy Pienin obejmuje dziś sto nazwisk, wśród tych osób znajdziemy geologów : Melchiora Neumayr, Viktor Uhlig, Ludwik Horvitz, Stanisław Małkowski, Krzysztof Birkenmajer, botaników : Franciszek Herbich, Józef Zubrzycki, Stanisław Kulczyński, , Bogumił Pawłowski, Elżbieta Pancer - Kotejowa, Kazimierz Zarzycki, Krystyna Grodzińska, w faunistyce : Ludiowik Sitowski i Zygmunt Bocheński, w etnografii : Roman Reinfuss, w historii : Józef Rafacz, Michał Matras, w krajoznawstwie : Kazimierz Łapczyński, Bronisław Gustawicz, Kazimierz Sosnowski, Jan Wiktor. Pierwsza mapa Pienin 1:20 000 powstała w 1937 roku, a w roku 1955 opublikowano monografię popularno-naukową, której autorem był Stanisław Smólski , były dyrektor Pienińskiego Parku Narodowego. Przełomowym wydarzeniem było wydanie dzieła zbiorowego pod redakcją prof. Kazimierza Zagrzyckiego pt. Przyroda Pienin w obliczu zmian". (1982). Podczas VII Kongresu Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody uznano Pieniny za jedną z głównych osobliwości przyrodniczych w Europie.

Pieniny stanowią centralne wypiętrzenie tzw Pienińskiego Pasa Skałkowego, który tworzy łuk o długości 100 km złożonego z około stu skalic ( w szerszym rozumieniu pas ten ciągnie się na długości 550 km od Zachodniej Słowacji po kotlinę Laborca na wschodzie). Ta grupa górska, która są Pieniny wznosi się na pn wschód od Tatr i jest samodzielnym łańcuchem o długości 35 km oraz 4-5 szerokości. Po północnej stronie sąsiadują z Gorcami i Pasmem Radziejowej, zaś po południowej z przedgórzami Magury Spiskiej. Umowne granice to : od zachodu rzeka Białka, od płn nowy zalew na Dunajcu, Dolina Krośnicy oraz potok Grajcarek, od wschodu Przełęcz Rozdziela (ok. 800 m), od południa potoki Kamionka i Lipnik, Dunajec, wreszcie rzeki Niedzica i Łapszanka. Pasmo pienińskie dzieli się na trzy rozgraniczone grupy ( odmienne charakterem) :

Pieniny właściwe (między Czorsztynem a Szczawnicą)
Pieniny Spiskie (Hombarki) to te między zamkiem niedzickim a Białką
Małe Pieniny 

Autorem tego podziału jest Kazimierz Sosnowski (1924). Po wojnie inni przyrodnicy korygowali ten podział włączając do Pienin grupy Bystrzyka (704 m) oraz Zielonych Skał (640 m) jednakże w granicach naszego państwa znajdują się jedynie Pieniny Spiskie. Południowe stoki Małych Pienin oraz spora część Pienin Właściwych należą do Słowacji. Szczyty wznoszą się średnio od 300 do 500 m ponad dna do dolin, natomiast wysokości bezwzględne nie są duże. Widoczność jeśli chodzi o panoramy z Pienin jest często doskonała, świetnie widać Tatry. Najwyższym szczytem centralnej części Pienin są oczywiście Trzy Korony (982 m) zaś kulminacją Pienin Spiskich jest Żar, który ma 883 m wysokości, zaś Pienin Małych jest Wysoka (1050 m - jednocześnie najwyższe wzniesienie polskiego odcinka Pienińskiego Pasa Skałkowego). Jeśli mowa o całości Pienin, małe oraz większe szczyty są równoleżnikowo wydłużone z małymi odchyleniami. Największymi kulminacjami HombarkówŻar (882 m) i Cisówka (777 m) które sprawiają wrażenie jednolitego grzbietu. W południowo - wschodnim ograniczeniu tych szczytów, padają ku Dolinie Dunajca niezwykle malownicze Zielone Skały. Znowu od Dursztyna ku Białce grzbiet rozmywa się a rozrzucone wokół skałki (ok. 50) zwane są Skalicami Spiskimi. Małe Pieniny mają postać szerokiego grzbietu wzbogaconego łąkami i lasami. Najpiękniejszym gniazdem w całym paśmie są Pieniny Właściwe, najbardziej zróżnicowane pod względem morfologicznym i przyrodniczym także. To najważniejsza część pasma gdyż właśnie w niej skupia się 80 % turystów. Szczyty przyjmują postać ostrych stożków, a doliny to wąwozy skalne (np. Wąwóz Szopczański). Budowa asymetryczna polega na tym, że północne zbocza opadają ku dolinie Krośnicy na kształt równi pochyłej " wierzchowiny" natomiast w kierunku Dunajca obrywają się efektownie ścianami wapiennymi o wystawie płd lub wsch i wysokości do 300 m. Pieniny Właściwe dzieli się na trzy jednostki fizjograficzne :

Centralny i najpotężniejszy masyw Trzech Koron (982 m) 
Pieniny Czorsztyńskie (Zachodnie) 
Pieninki 

Jako czwartą jednostkę należy dodać grupę słowackiej Golicy (828m) wraz z jej całym prawobrzeżnym obramieniem Przełomu, którą geografowie włączają do Małych Pienin, chociaż faktycznie pod względem krajobrazu, budowy, flory należy ona do  centralnego trzonu Pienin.

Budowa pasma pienińskiego to najtrudniejszy problem w geologii całych Karpat. Mimo intensywnych prac badawczych prowadzonych od półtora wieku nadal wiele zagadek pozostaje niewyjaśnionych. Stanisław Staszic jako jeden z pierwszych wyróżnił pas skalicowy około 1805 roku : w jego skład weszły Obłazowa, Kramnica, Cisawa, Żur, Czerwona Skała. Pieniński Pas Skalicowy wypełnia mioceńską zaklęsłość a przy okazji tworzy długą wąską wkładkę, która to oddziela  Karpaty Zewnętrzne (płn) od Wewnętrznych (płd.) Jego odrębność wyraźnie rzuca się w oczy w budowie geologicznej a także w krajobrazie. Do 1903 roku bardzo różnie interpretowano strukturę tegoż pasma. W 1902 roku młody uczony, Szwajcar, Maurice Lugeon wystąpił z teorią budowy płaszczowinowej w oparciu o mapę i opis i Viktora Uhliga. Rok potem podczas wycieczki kongresowej w Przełomie Niedzickim u stóp urwistych ścian Upszaru (powstały one z głębokomorskiego wapienia rogowcowego oraz tworzących najpiękniejszy ze znanych profili serii pienińskiej przejściowej) doszło do starcia Uhliga z Lugeonem i jego stronnikami, zwolennikami nowej koncepcji tektonicznej Pienin. Pogląd Szwajcara zyskał aprobatę licznych autorytetów i obowiązuje do dziś. Skały osadzały się wówczas na dnie mórz przez kilka epok geologicznych, najstarsze osady pochodzą z triasu, główny zrąb stanowią zaś utwory jurajskie. W okresie górnej kredy nastąpiło oraz wydźwignięcie pasma, na autochtoniczną serię czorsztyńską nasunęły się z południa serie niedzicka, braniska i pienińska. Niedługo potem doszło do kolejnego zalewu morskiego a przy okazji nastąpiła długa faza osadzania się "osłony skałkowej"( warstwy tzw. jarmuckie i pstre - piaskowce, zlepieńce, łupki). W pierwszej fazie trzeciorzędu odnotowano drugą fale ruchów tektonicznych a ta znów spowodowała nowe przesunięcia płaszczowin. Potem znów zaczęły się formować piaskowcowo - łupkowe kompleksy objęte nazwy fliszu. Na przełomie paleogenu i neogenu nastąpił trzeci z kolei akt ruchów górotwórczych, który zgniótł pieniński pas pomiędzy potężnymi sztywnymi blokami, tatrzańskim i magurskim. W tym samym czasie miały miejsce wylewy andezytów pienińskich, z nimi związane szczawnickie i krościeńskie zdroje. Kolejne fałdowania doprowadziły do powstania skomplikowanej struktury pasa skałkowego, w której uczestniczą płaszczowiny górnokredowe, porozbijane na fragmenty oraz fałdy i uskoki trzeciorzędowe. Blokowy charakter elementów strukturalnych (takich jak bryły, soczewki, łuski tektoniczne) zaznacza się w morfologii jako skałki twardszych wapieni jurajskich a także dolnokredowych , tkwiące w miększych, łatwiej ulegających zwietrzeniu i erozji łupkach, marglach i utworach fliszowych pochodzących z wieku jurajskiego, kredowego i paleogeńskiego.

Przez miliony lat ożywiona erozja zdarła pokrywę zewnętrznych skał i wymodelowała obecną, niezwykle urozmaiconą rzeźbę Pienin. W plejstocenie Pieniny nie uległy jednak zlodowaceniu, choć wystawione zostały na wzmożone wietrzenie jak i na wpływ mas materiału żwirowo - gruzowego z Tatr i Gorców. O bogactwie i rozmaitości aktualnej rzeźby decyduje zazwyczaj wewnętrzna struktura górotworu. Przełęcze, doliny i żleby powstały w podatnych na działanie czynników niszczących utworach paleogeńskich i kredowych. Szczyty, ściany i strzeliste turnie powstały z twardych i odpornych na wietrzenie skał jurajskich i neokomskich, czyli wapieni rogowcowych, krynoidowych i bulastych. W wapieniach rozwinęły się zjawiska krasowe czyli małe jaskinie i wywierzyska, a potoki i rzeki wcięły się w skały, tworząc przez to liczne wąwozy i przełomy ( ok. 15) z przepięknym Przełomem Pienińskim na czele. Poprzez kontakt pasa skałkowego z fliszem karpackim powstały doliny takich potoków jak : Krośnica, Grajcarek, Łapszanka, Lipnik, które stanowią granice pomiędzy wałem Pienin, a Beskidami i pogórzami spiskimi, nadały mu postać samodzielnego pasma górskiego.

Klimat Pieniński 

Pieniny odróżniają się sporo od innych pasm górskich, pod względem stosunków klimatycznych, szczególnie regionu Tatr i Podhala. Mają one zdecydowanie najcieplejszy i najłagodniejszy klimat ze wszystkich Beskidów w części zachodniej. Zachmurzenie jeśli się zdarza jest tu niewielkie, szczególnie w lecie i jesienią ( lipiec - październik), zimą zaś zimne dni wahają się od 15 do 16 w miesiącu. Późną jesienią i w zimie napotkać można niski warstwy cumulusów tzw. morza mgieł. Nasłonecznienie bywa duże oraz intensywne, najbardziej po stronie południowej, a wiatry wieją z zachodu (27,4 %)  i północnego zachodu (19,4%) , w wyższych partiach są częstsze i silniejsze. Z kolei w dolinach przełomowych wieją wiatry lokalne o charakterze przeciągów. Wpływ wiatrów halnych jest dość słaby, ale za to znacznie wpływa na termikę, wilgotność powietrza i samopoczucie. Stosunki termiczne kotlin podpienińskich odpowiadają tym obecnym łagodnym klimacie Rabki. Lata są tu upalne a zimy raczej łagodne. Temperatury za dnia i w nocy nie wahają się bardzo. Średnia roczna temperatura wynoszą 6,3 stopni C w dolinach do 4 stopni C na szczytach. Na stokach południowych jest cieplej, oczywiście poza zimą. Najcieplejsze miesiące to lipiec i sierpień ( średnie temperatury dobowe wynoszą 16,4 stopni C i 16, 1 s C), najzimniejsze styczeń luty (średnie dobowe temperatury -3,1 s C i - 1,5 s C). Skrajne temperatury w lecie w Czerwonym Klasztorze to 35 s C i -35 s C w zimie. Poprzez urozmaiconą rzeźbę terenu zaznaczają się duże różnice w mikroklimacie różnych części tego pasma, a to korzystnie wpływa na florę i faunę.  Kotliny oraz doliny potoków są chłodniejsze i bardziej wilgotne. Południowe ściany skalne odznaczają się sporą chłonnością termiczną, mają klimat ciepły wyjątkowo i suchy, który sprzyja życiu gatunków lubiących to środowisko. Opady są niskie : średnie notowania roczne : 731 mm w Krościenku, 775 mm w Czerwonym Klasztorze, 805 mm w Sromowcach Niżnych (dla porównania - Zakopane 1100 mm, Morskie Oko 1760 mm). Wiosny są raczej suche, natomiast w lecie suma opadów wynosi około 40% z maksymalną ilością w lipcu (Krościenko 129 mm, Sromowce Niżne 128 mm) oraz minimum w styczniu i w lutym ( 42 i 41). Jesienie są długie i pogodne, ale wietrzne. W Pieninach zdarzają się ulewne deszcze, a nawet nawalne, sięgające 120 mm. Najkorzystniejszym dla turystów miesiącem jest sierpień, podobnie wrzesień i październik - wtedy też są niskie opady, niewielkie zachmurzenie i wysokie temperatury. Pokrywa śnieżna pojawia się w dolinach w połowie listopada, a zanika na początku kwietnia, na grzbietach zaś pozostaje pozostaje do końca kwietnia.

Na całą polską stronę przypada 600 źródeł, z czego 380 znajduje się w Pieninach Właściwych ( 100 na Małe Pieniny ). Znajdują się one najczęściej na  piętrze hipsometrycznym na wysokości 500 - 700 m, a w Małych Pieninach 600 - 800 m ( wydajność od 0,1 do 10 l/s. Znacznie szerze znane jest tzw. Stuletnie Źródło pod Golicą. Z Pienińskim Pasem Skałkowym związane są (genetycznie) zdroje w Szczawnicy i w Krościenku, które należą do szczaw wodorowowęglanowo - chlorkowo - sodowo - jodkowych o stężeniu 2,3 -1,4 g/l i znacznych różnicach w rodzaju i stopniu mineralizacji. Są to głębokie wody gruntowe zakwaszone dwutlenkiem węgla oraz resztkami zachowanych w ziemi wód słonych, a następnie wzbogacane są o pierwiastki, które powstają podczas rozkładu skał andezytowych. Najważniejszą arterią wodną tego pasma jest Dunajec. Spadek rzeki na całym terenie wynosi 110 m, średni przypływ wyliczono na 23 m3/s. Najniższy poziom przypada na miesiące zimowe, a najwyższy na okres kiedy wszystko topnieje (kwiecień - maj),  w lipcu zaś ten stan jest wypośrodkowany. W czasie powodzi dochodzi tu do gwałtownych przyborów, które przekraczają nieraz 5 m czyli tzw. stan normalny. W  zimie Dunajec przeważnie zamarza co mieszkańcy Sromowiec Niżnych wykorzystywali do zwózki siana a turyści urządzali wycieczki sankami przez Przełom. Cały obszar Pienin leży w zlewni Dunajca, z płd wschodniego końca Małych Pienin gromadzi on wody z pomocą Popradu. Notuje się istnienie ponad 30 potoków oraz 5 większych rzeczek : Niedzicę (Niedziczankę), Łapszankę, Krośnicę, Lipnik i Grajcarek. Potoki są krótkie, mają zazwyczaj 2 km i charakteryzują się dużym spadkiem ( średnio 130 m/km). Najdłuższy jest Leśny Potok ( 6 km) , najpiękniejszy zaś Pieński Potok (2,5 km) umiejscowiony w uroczej dolinie. Największy spadek ma Straszny Potok (215 m/km) a najbardziej pokaźną jest siklawa o nazwie Rówienkowy Spad na Falsztyńskim Potoku (2,3 m wysokości). Pominąwszy zastoiska i starorzecza brakuje w tym rejonie naturalnych zbiorników. Płytkie bajorko na Niżniej Kiczerze latem wysycha zaś Bania znajdująca się w Zielonych Skałach jest za mała aby mogła się zaliczać do stawków. Znaczącym elementem sieci wodnej w Pieninach są dwa sztuczne zbiorniki wodne utworzone na Dunajcu, są to : zbiornik sromowiecki i czorsztyński.

Jeśli chodzi o florę Pieniny są zdaje się najciekawszym zakątkiem w Polsce. Bogata rzeźba terenu sprzyja powstawaniu na tak małym terenie niespotykanej wprost różnorodności siedlisk oraz lokalnych odmian klimatu a to znów w połączeniu z długą historią rozwoju tutejszej fauny ( brak zlodowaceń w plejstocenie) spowodowało wzbogacenie wegetacji i pozwoliło na przetrwanie pewnych reliktów pochodzących z trzeciorzędu, a także wykształcenie się gatunków endemicznych. Liczba roślin naczyniowych wynosi 100 gatunków (50% całej flory polskiej). Ze względu na wielość rysów i ogromną indywidualność geobotanicy wyodrębnili Pieniny w samodzielny Okręg Pieniński mimo ich niewielkich rozmiarów. Najciekawszy florystycznie obszar ciągnie od Kątów po Szafranówkę (742 m), szczególną uwagę należy również zwrócić na rejon Trzech Koron (982m) skupiający różnorakie przyrodnicze osobliwości, a których wierzchowina odpowiada najwyższemu i najstarszemu poziomowi Pienin. Wypada też skupić uwagę na Pieniny Czorsztyńskie wybitną ostoję rzadkich roślin stanowił niegdyś kompleks Góry Zamkowej (558 m) w Czorsztynie. Pieniny Małe Spiskie niestety zubożały pod kątem bogactwa roślinnego z powodu silnie oddziałującej przez wieki gospodarki. Pieniny całościowo wznoszą się w piętrze regla dolnego, a pionowe zróżnicowanie roślinności odznacza się bardzo słabo. Typowym dla tego pasma górskiego drzewostanem jest drzewostan bukowo - jodłowy tzw. buczyny karpackie z przewagą świerka, a także jaworu, lipy i grabu. Na południowych stokach, np. pod granią Pieninek spotkamy buczyny ciepłolubne ( w polskich Karpatach istnieją jedynie w Pieninach). Większe lasy świerkowe występują znów w Pieninach Spiskich i Małych, przy czym świerków jest tu niestety coraz mniej. Jedyne w Pieninach skupisko naturalnej świerszczyny o cechach regla górnego zachowało się pod szczytem Wysokiej (1050 m). W przeszłości liczne zbiorowiska tych drzew były silnie eksploatowane, dopiero dziś po 50 latach gospodarki chroniącej drzewostan pieniński znów się rozrasta. W Przełomie Pienińskim zwrócimy uwagę na ogromne skupisko zachowanych cisów (około 900 drzew) głównie na trudno dostępnych zboczach. Lasy w których w dużym stopniu występują cisy znajdują się także w rejonie Smerekowej. Niektóre szczyty skał zdobią charakterystyczne dla pienińskiego krajobrazu liczne skupiska sosny pospolitej którą uważa się dziś za relikt wczesnoholoceński ( badania Macieja Zajączkowskiego w l. 1939 - 49) . Po wyrębie lasu w niektórych częściach Pienin powstały urokliwe malownicze polany, które słynęły niegdyś ze storczyków (występowała w tych miejscach połowa gatunków znanych w Polsce). Najciekawsza jest roślinność porastająca urwiska skalne znajduje się w południowej stronie Pienin, natomiast w Pieninach Centralnych są to przeważnie naskalne murawy obfitujące w gatunki górskie. Ważnym elementem górskiej roślinności jest chryzantema Zawadzkiego ( Dendrantemo - Seslerietum). Na dobrze nasłonecznionych skałach występują murawy ciepłolubne, zaś na piargach i usypiskach murawy zwane kserotermicznymi. Tak naprawdę powierzchnia tych muraw naskalnych jest niewielka, dla całych Pienin szacuje się jej powierzchnie na około 200 ha. Pokazuje nam to jak niewielki jest obszar nienaruszonych zbiorowisk roślinnych w Pieninach, jak niewiele pozostało reliktów i endemicznych gatunków roślin i jak łatwo mogą zostać one do końca zniszczone.  We florze Pienin szczególną uwagę zwraca mnogość roślin górskich ( conajmniej 167 gatunków, ok 21% ogólnej liczby gatunków rodzimych -  Jan Kornaś). Ważnym elementem są endemity i relikty zachowane z odległych epok. Za endemity prof Zarzycki uważa 2 gatunki :
Mniszek pieniński znany z Okrąglicy oraz pszonak pieniński występujący na Górze Zamkowej (wyróżnione przez prof. Bogumiła Pawłowskiego. Ten pierwszy występuje jeszcze prawdopodobnie na urwiskach Trzech Koron, zaś ten drugi jest poważnie zagrożony przez wpływ nowo powstałych zbiorników wodnych.

Dwa czołowe relikty geograficzne to chryzantema (złocień) Zawadzkiego oraz jałowiec sawina. Opisana przez Franciszka Herbicha ( autora pierwszego przewodnika o Pieninach) w 1831 r chryzantema Zawadzkiego występująca na skałach Pienin Centralnych należy do roślin pospolitych, natomiast poza tym terenem można ją spotkać dopiero w głębi Rosji.  Jałowiec Sawina jako pozostałość suchej fazy po ustąpieniu lodowca nie występuje nigdzie indziej w Karpatach Zachodnich. Posiada on właściwości lecznicze z tegoż względu został prawie całościowo wyniszczony, ocalało ledwie 100 krzewów na 8 stanowiskach : na ścianach Facimiecha i Piecek).

Za najciekawsze współczesne odkrycia uważa się znalezienie na Smolegowej Skale koloni reliktów glacjalnych z 4 gatunkami ( wśród nich dębik ośmiopłatkowy ) które znane były w Polsce dotąd tylko z Tatr. Niezwykle bogata i różnorodna jest flora roślin zarodnikowych, w której nie brak prawdziwych pierwszorzędnych rzadkich okazów. Do dziś zebrano około 400 gatunków glonów, 230 gatunków mchów, 550 gatunków grzybów kapeluszowych, przeszło 400 gatunków porostów ( duży udział pieniolubnych). Bogactwo flory pienińskiego pasma znalazło odbicie w poszczególnych nazwach gór i miejscowości  jak : Sosnów, Cisowa, Smerekowa, Bereśnik, Piołunowa, Skała i inne. Znalazła również odbicie w literaturze naukowej, tu należy wspomnieć kluczowe prace Stanisława Kulczyńskiego i Kazimierza Zarzyckiego.

Fauna Pienin również wykazuje pierwszorzędne osobliwości związane przede wszystkim z pierwszorzędnymi panującymi tu warunkami siedliskowymi. Świat ssaków zamieszkujących pieniny ogranicza się do 50 gatunków i nie odbiega bardzo od spotykanego w innych lasach beskidzkich. Większe ssaki jak jelenie czy dziki wyrządzają liczne szkody faunie leśnej. Ostatni raz widziano niedźwiedzia w 1915 roku w Małych Pieninach. Skalne jamy zamieszkują natomiast borsuki skąd wzięła się też nazwa :borsuczyny, a głęboko w lasach chowają się kuny i rysie. Z gryzoni zaobserwować można polnika pospolitego oraz mysz małoooką, często spotykana w całych Pieninach, a poza nimi tylko w okolicach Wrocławia. Ponadto w jaskiniach i grotach pomieszkuje 15 gatunków nietoperzy ( głównie w rejonie Aksamitki i Jaskini Ociemnem). Najliczniejszy i zarazem rzadki w Europie gatunek zamieszkujący pasmo Pienin to tzw. podkasaniec mały. Pieniny to także ostoja licznego ptactwa którym sprzyja urozmaicony teren. W samych Pieninach żyje 160 gatunków, około 100 zakłada gniazda. W Pieninach Właściwych spotyka się trzy odrębne ptasie krainy :

Pieniny wschodnie ( od Przełęczy Szopka - Chwała Bogu )
Czorsztyńskie południowe (gatunki sucholubne)
Czorsztyńskie północne

Występuje tu także duże skupisko sikor, drozdów, dzięcioł pstry większy (najpospolitszy gatunek z tej rodziny ptaków) , sokolik pustułka dobrze widoczny jest w locie czy też jastrząb. Można spotkać tu również tak zwane gatunki żyjące na skałach wapiennych tzw petrofijne. Są to między innymi : nagórnik, kopciuszek i pomurnik podobny do motyla. Ze skrzydlatych rzadkości warto wymienić puchacza (kilka lęgowisk) oraz króla ptaków orła przedniego widywanego na nowo w tych stronach od 1937 roku. Brak jednak w Pieninach ptaków które podkreślałyby odrębność tej grupy górskiej. W tym przedziale dominuje grupa owadów pienińskich. Znajdziemy tutaj szereg form endemicznych oraz reliktów. Pewne grupy osiągają w tym paśmie płn granicę występowania, a inne znowu mają wyznaczone rejony daleko na wschodzie, jeszcze inne poza Karpatami na polskim niżu. Niezwykle duża i rozmaita jest fauna mrówek (47 form w tym 5 górskich), korników (40 gatunków) liczne odmiany chrząszcza, a jednym z najciekawszych jest nadobnica alpejska zamieszkująca buki w masywie Trzech Koron. Urokliwe polany pienińskie dodatkowo wzbogacane są przez roje motyli. Pośród nich wyróżnia się : rusałki, modraszki, bielinki, kraśniki. Mimo to stanowią niewielką część lepidopterofauny Pienin. Wykazano że w samych Pieninach żyje tu prawie 1600  gatunków motyli, trochę więcej niż połowę znanych w Polsce, w tym 6% to gatunki ciepłolubne, bardzo rzadkie w Polsce, często znane tylko z Pienin.

Źródło : wpis opracowany na podstawie przewodnika Pieniny : Józef Nyka, Trawers 1998

                                              Łąka na Palenicy (droga do schroniska na Orlicy






Poniżej : widok z Palenicy


Widok z Sokolicy 


Poniżej : miedzianka z rodziny żmijowatych




Poniżej : Przełom Dunajca




Poniżej : Słowacka wioska widziana z Trzech Koron 



Poniżej : Panorama pienińska z Trzech Koron


Poniżej : widok na Tatry z Czorsztyna


         

Źródło

Józef Nyka : Pieniny : Przewodnik, wydanie IV, Trawers, 1963, Latchorzew