Proza, góry i muzyka

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Z cyklu Kasine pisanie : Idąc pod prąd 15


Gdyby ktoś chciał czytać od początku pod spodem daje linki

https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/03/idac-pod-prad.html

https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/04/z-cyklu-kasine-pisanie-2-idac-pod-prad.html



Rozdział 15

Ochotnica Dolna - maj 2018





Rafał nie zastał siostry w domu gdyż pojechała z Dawidem na zabiegi do Szczawnicy. Wyszli jakieś trzy godziny przed jego przyjściem. Poinformował go o tym sam wujek Heniek, który przyjechał wczesnym rankiem. Wrócił do domu na dobre i zarzekał się już nikt nigdy więcej nie wszadzi go do sanatorium. Zaklinał się przy nich na wszystkie świętości. Jego nagłe pojawienie się w domu wyprowadziło z równowagi babcie Jasie. Liczyła, że  krewny jeszcze  trochę posiedzi w Rabce, gdyż według niej pobyt tam zrobił dla jego zdrowia wiele dobrego. Rafał bardzo się ucieszył z powrotu wujka. Brakowało mu jego towarzystwa w tym domu. Był pogodnym, pełnym werwy człowiekiem który każdego zarażał dobrym humorem. Jemu też brakowało Rafała, Justyny i Dawida. Kochał ich jak mało kogo. Nie ma to jak w domu, tu wszystko tętni życiem - pomyślał paląc fajką. Tęsknota za domem by go wykończył. Żalował że nie poznał jeszcze tego Calvina o którym tyle wszyscy mówili. Podczas, gdy jego wygadany bratanek paplał jak najęty Jasia cały czas  milczała. Obraziła się na Henryka, gdyż uważała, że przerwał kuracje żeby zrobić jej na złość. Żadne tlumaczenie nie pomogło. Nie chciała nawet żeby pomógł jej przy robieniu obiadu. Chłodnym tonem oznajmiła mu  że poradzi sobie sama i na tym koniec. W końcu wyszła z domu bez słowa i gdzieś poszła.  Usłyszeli tylko trzaśnięcie drzwiami, ktore spowodowało że obaj podskoczyli na krzesłach, a później zobaczyli jak pędzi przed siebie przez podwórko, a wyraz jej twarzy przemawiał sam za siebie. Nieważne że lało jak niewiadomo co. Dla niej każda pogoda była idealna na spacer.


  • Co ta twoja babcia taka obrażona? - Mówiąc to Henryk pogładził wąsa. Wydawał się być mocno zaskoczony reakcją babci Janiny. - Przecież nie mogłem tam kisnąć w nieskończoność. Już wolę jeździć na zabiegi do Szczawnicy niż siedzieć uwięziony pomiędzy tymi drętwymi staruszkami w  jakimś ponurym ośrodku.  Jak mnie dorwały te babuszki z kółka hafciarskiego i zaczęły nudzić o weselach to myślałem, że zwariuje. 
  • Znasz ją przecież. Stara się dbać o wszystkich w rodzinie tylko nie o siebie. - Rafał odsunął się od okna i usiadł z powrotem koło wujka przy stole. - W tej kwesti lepiej z nią nie dyskutować. 
  • A właśnie, Jasia mówiła mi co wam się ostatnio przytrafiło na Lubaniu. Aż się wierzyć nie chce, że policja jeszcze nie dopadła tych gnoi. Mogli was pozabijać przecież. 
  • Starszne nie? - Rafał uśmiechnął się półgebkiem. - Do teraz mam koszmary. Te oszołomy mają nieźle w czubie. Janek mówi, że jeden celował w Calvina i gdyby mu nie odebrał broni tamten czubek zastrzeliłby Anglika na jego oczach, a potem jego też. 
  • Kurwa mać co za dranie - rzucił oburzony Henryk. Aż mu włosy na głowie stawały dęba na wieść o tym, co się działo. 
  • Kogo teraz niesie w te góry? Same świry. Współczuję Jaśkowi i spółce.  - Rafał zakasał rękawy do łokci. 
  • Oj chyba będę musiał się przejść do komendanta i porządnie go zrugać za brak postępów w śledztwie. 
  • No jak ty tam pójdziesz wujek to ich znajdą błyskawicznie. Gwarantuję. - Ożywiony Rafał uderzył otwartą dłonią w stół.  
  • Słyszałem też, że ty i Krysia... - zaczął wujek i mrugnął do bratanka. W jego łagodnych ciepłych oczach bawiło rozbawienie. Przypominał trochę zmarłego brata, który był osiem lat młodszy. 
  • Tak, to prawda. Znowu ze sobą jesteśmy i jest jak w bajce - przyznał Rafał. Był bardzo poważny gdy o tym mówił. - Wszystko się zmieniło w mgniemiu oka. Jak tylko ją zobaczyłem po operacji siedzacą na brzegu mojego łóżka doszło do mnie że ona jest tam dla mnie i że jeszcze będziemy razem... Kurwa wujek, jaki ja się zrobiłem sentymentalny. Dosłownie nie poznaje samego siebie.  
  • Aj tam, zawsze się kochaliście jak dwa wariaty. - Henryk podrapał się po gęstej brodzie która była tak siwa jak przerzedzone włosy na głowie.
  • Bez niej byłem cieniem siebie. Pustym rozgoryczonym osłem - skwitował młody Orzecki ze skwaszoną miną. 
  • Szczerze mówiąc synku byłem pewien tego, że się w końcu zejdziecie z tą Kynią. Nikt inny tak do ciebie nie pasuje jak ona. Świetna dziewczyna i taka konkretna.
  • A o Justynie słyszałeś? - Rafał uśmiechnął się zbójecko i pstryknął palcami. - Zabujana jak nigdy. 
  • A jakże. - Henryk roześmiał się. Dowiedział się o Justynie od babci Jasi bo sama Justyna niewiele na ten temat mówiła. Przyjął tą wiadomość z wielkim entuzjazmem. - Bardzo mnie cieszy, że twoja siostra wreszcie kogoś ma. 
  • Miałem nosa żeby tu przywieźć tego Anglika, co? - Rafał był z siebie bardzo zadowolony. - Z resztą nie mogłem go tam zostawić samego. Nie miałem sumienia. Bałem się, że wpadnie w jakąś depreche i pozamiatane
  • Dobrze zrobiłeś synu, bo to podobno kawał porządnego faceta.  Tak mówi babcia no i wasza matka... obie się rozpływają w zachwycie. 
  • Owszem wujku. Bez niego pewnie by mnie już nie  było.  Twardo trzymał mnie przy życiu. - Powiedziawszy to przejechał palcami po włosach . 
  • Coś ci powiem... To przeznaczenie, że on był tam wtedy z wami. - Henryk uniósł  do góry palec wskazujący prawej dłoni.  
  • Żebyś wiedział - zgodził się ze stryjem Rafał. - Chcesz jeszcze kawy wujek? 
  • Piwka bym się napił synek. Skoczysz do sklepu? 
  • Nie musisz mówić szeptem. Babcia wyszła - powiedział wstając od stołu. -  A co do mamy to... Cholera, nie zazdroszczę jej ponieważ Cal poza Justyną świata nie widzi. - Młody Orzecki zakasał rękawy. 
  • Ooo zdaje się, że Łukasz przyjechał - oznajmił nagle wujek Heniek. Widział zajeżdżający pod dom służbowy samochód Łukasza. 
  • Hej wujek, miałem ci mówić... siostra Gryki była wczoraj w Ochotnicy Górnej. Znaleźliśmy ją z Jankiem w dość nieciekawym stanie... Wyglądała na zdrowo naćpaną. 
  • Co ty pieprzysz Rafał.  Justyna wie? - Henryka prawie wcięło. 
  • No właśnie po to tu przyszedłem żeby jej to powiedzieć. Przekażesz jej jak wróci?  Wolę żeby wiedziała zanim dojdzie do spotkania z Eweliną. 
  • Racja. Ciekawe czy ma kontakt z rodzinką. Niezła z niej była sztuka. 
  • Jeśli ma kontakt z Marcinem to trzeba na nią uważać. Bardzo. - Założył ręce na piersi. 
  • Czego konkretnie się obawiasz? 
  • Do końca nie jestem pewien, ale czuje że jej powrót zwiastuje kłopoty.  - Młody Orzecki podszedł do parapetu i uchylił środkowe okno, to największe. 
  • Na kogo trzeba uważać? - odezwał się Łukasz stojący w sieni. Zdejmował właśnie płaszcz. Chwilę potem podszedł do stołu przy którym siedział wujek Heniek.
  • Na Eweline Gryke. Nie wiem skąd ona się wzięła w Ochotnicy ale... była tu. 
  • Ja pieprze, aleś mnie teraz...  zagrzał. - Teraz Łukasz zdębiał na wieść o Ewelinie. Dla niego jej powrót nie zwiastował niczego dobrego. Kiedy była w Ochotnicy były z nią wieczne problemy. Dla Rafała też.  Znał ją od dziecka i z tego względu aż za dobrze wiedział na co ją stać.  
  • Cześć panie naczelniku - przywitał się z nim Henryk.
  • Cześć Heniu, co tam. Zerwałeś się z sanatorium? - Łukasz podał mu rękę, ktorą Henryk uścisnął podnosząc się z krzesła. - Na dworze wstrętnie, ciągle leje, do tego szaro buro i ponuro. No i ta mgła.  Dziś już dwanaście wypadków zanotowali w całym powiecie nowotarskim. Strach było rano wyjechać.  
  • Nie wiem czemu, ale mam bardze złe przeczucia - oświadczył Rafał. Na jego twarzy zagościł niepokój.
  • Naprawdę? - spytał Łukasz podając dłoń siostrzeńcowi. 
  • Janek dzwoni - powiedział Rafał sięgając do kieszeni ciemnych jeansów po komórkę. W końcu odebrał. - No hej staruszku, jak ci leci?... Gdzie jestem? U rodzinki w Dolnej, a co? ... Aha, no to dawaj, dawaj... Co znaleźliście z Ryśkiem? Zwłoki? Weź nie chrzań... Czyje te zwłoki...  do cholery? 
  • Co do licha? - Chciał wiedzieć zaniepokojony Łukasz. Od razu mu się kontrolna lampka zapaliła.  - Gdzie oni są? 
  • W terenie. Bawią się w detektywów - odparł Rafał po czym kontynuował rozmowę z Jankiem. - Bez jaj stary, gdzie te zwłoki były?...  No żartujesz? ... Dobra, to zadzwoń potem. Nara. 
  • Co się stało? O jakich zwłokach on gada? - dopytywał się Łukasz. 
  • Trup w okolicach Jaworzyny Kamienickiej. Mówi ci to coś? - odparł Rafał chowając komórkę do kieszeni. 
  • Czy mi coś mówi? A co ma mi mówić? - Łukasz skrzywił się teatralnie. 
  • Ten trup to poszlaka Łukasz.  Myślę że ma to coś wspólnego z naszą akcją pod Kotelnicą. Ten  kto zginął mógł być ofiarą tych zbirów. 
  • Brawo Sherlocku, brawo - Łukasz poklepał Rafała po ramieniu. 
  • Coraz ciekawiej się tu zaczyna dziać  - powiedział zirytowany Henryk. - Nasze piękne Gorce usłane trupami kruca fuks. Rewelacja
  • A poza tym wydaje mi się, że znaleźliśmy w końcu tego Doriana - powiedział Rafał. - Czuję że on wie więcej niż przypuszczamy. 
  • Wydaje ci się czy jesteś pewien? - zapytał Rafała.
  • Prawie pewien. - Strzelił uśmiech karpia. 
  • Wiesz co Rafał? - rzucił do siostrzeńca Łukasz po czym przewrócił oczami. - Daj se siana z tymi domysłami.
  • A ty się tak mnie nie czepiaj co? - rozłoscił się Rafał. 
  • Synu, zrozum że potrzebujemy konkretów, a nie domysłów. 
  • Jasne panie naczelniku. Ty tu rządzisz. 
  • I znowu się unosisz honorem. 
  • Ja bym to nazwał inaczej ale okej. Idę po to piwko dla wujka - oznajmił Rafał i skierował kroki w stronę sieni. Na lekką koszulę w szkocką kratę narzucił kurtkę, ale nie zapinał jej, od razu wyszedł z domu. 

Na zewnątrz już nie padało więc wziął z garażu stary rower Łukasza i pognał  na nim przez wieś. Do sklepu u Lipiaków był niecały kilometr. Mieścił się w niewielkim murowanym jednopiętrowym domku na parterze. Budynek stał lekko na uboczu. Gdy Rafał dotarł na miejsce oparł swój pojazd o stojące w pobliżu drzewo i wszedł do środka. Przed nim w kolejce były dwie osoby, z których jedna, jakaś staruszka w wieku babci Jasi strasznie marudziła. Aż go licho brało. Cudem się powstrzymywał żeby jej czegoś coś powiedzieć, tak go dziś język świerzbił. W końcu po ośmiu minutach wyszedł z dusznego lokalu na świeże powietrze dzierżąc w ręce siatkę z trzema butelkami Tyskiego, którą następnie schował do koszyka umieszczonego przy kierownicy. Wtedy mu się przypomniało, że jeszcze nie palił więc sięgnął do prawej kieszeni w kurtce po papierosy.  Zapalniczka była w lewej, o dziwo jej nie zapomniał. Podpalił sobie jednego, podsunął do ust i pociągnął. Paląc romyślał o tej całej sprawie z trupem znalezionym przez Janka i Ryśka w górach. Ciekawe, że nikt wcześniej nie wpadł na te zwłoki. Mogli je przecież znaleźć kręcący się po okolicy leśnicy. To się wszystko w pale nie mieściło.



Nagle z zamyślenia wyrwały go czyjeś stłumione krzyki i zawodzenie. Znowu to samo, powtórka z rozrywki. - Skąd dochodzi ten odgłos? - zastanawiał się na głos. Zaczął się rozglądać, gdyż poza nim nie było żywego ducha Zawodzenie nie milkło, co znaczyło, że w żadnym razie nie mogło mu się to zdawać. To, co słyszał było na sto procent realne. Ruszył na obchód pieszo zapominając całkiem o rowerze i piwie dla wujka. Musiał znaleźć źródło by przekonać samego siebie, że nie świruje. Przeszedł się kawałek, jakieś trzydzieści metrów na południe, ale nic nie znalazł dlatego prędko zawrócił. Nie zamierzał się poddawać, ponieważ był pewien, że gdzieś w pobliżu znajduje się potencjalna ofiara. Poszedł za sklep i piął się dalej pod górę bitą  wyłożoną betonem drogą. Im był wyżej tym wyraźniej słyszał ten pełen niepokoju zawodzący głos dochodzący zza gęstych krzaków które przylegały do opuszczonego drewnianego baraku - swego czasu pełnił funkcję schowka. W gąszczu zieleni kryła się drobna przerażona kobieta w mocno zabrudzonym ubraniu. Siedziała skulona i mamrotała niezrozumiale. Kiedy ją rozpoznał opadły mu ręce. 
  • O kurna Ewelina, co ty tu robisz?  - spytał oniemiały z wrażenia Rafał. Patrzył na nią z niedowierzaniem. Był pewny, że jest w szpitalu. Jak to możliwe, że teraz znów jest tu w równie beznadziejnym stanie co poprzedniego wieczoru. Jeszcze raz ten sam scenariusz. - Wyjdź stamtąd... No jazda. 
  •  Kim jesteś i czego chcesz? Nie znam cię. - Zakryła głowę rękami jakby obawiała się ciosu. Na podrapanej twarzy miała ślady krwi. 
  • To ja Rafał, ten od Orzeckich, pamiętasz mnie? Nic złego ci nie zrobię, tylko wyjdź, bo musimy pogadać. No chodź. - Wyciągnął do niej rękę, ale zignorowała go. 
  • Zabiją cię Rafał uważaj. Już raz chcieli to zrobić...  tam w górach. Uważaj na nich. 
  • Skąd... skąd ty o tym... wiesz? - wydukał przerażony Rafał i złapał się za głowę. - O co tu do kurwy nędzy chodzi?! 
  • Schowaj się, oni tu są, niedaleko. Schowaj się. - Była wystraszona nie na żarty. Przed kimś się ukrywała. Jego też chciała ochronić.  
  • Jacy oni? O czym ty do mnie gadasz? Opamiętaj się kobieto, bo mnie tu zaraz rozerwie. 
  • Zabiją cię, są niedaleko. Zabiją cię - powtarzała to jak mantrę, co zaczęło doprowadzać Rafała do nerwicy. 
  • Wyjdź z tych krzaków, natychmiast! - rozkazał wkurzony Rafał. - Musimy pogadać. 
  • Nie... nie wyjdę, nie mogę. Odejdź. - Ewelina machała gwałtownie rękami. Chciała go przepędzić. 
  • Ja pierdole to jest jakaś paranoja! - Mówiąc to krzywił się i jednocześnie kręcił głową. Miał ochotę wrzeszczeć na całego. Nie mógł uwierzyć w to co się wokół niego dzieje. - Czy ja już całkiem oszalałem?  
  • Idź stąd,  nie jesteś tu bezpieczny. Uciekaj słyszysz? - Ewelina nie przestawała machać. 
  • Dobra, idę do domu po pomoc  - zdecydował Rafał i podniósł się z ziemi. - A ty siedź tu i nie ruszaj się dopóki nie wrócę, jasne? ... Ewelina mówię do ciebie... Jezu litości- te ostatnie słowa wypowiedział patrząc w niebo. Było ciemne i zwiastowało kolejną ulewę. 


Nie otrzymawszy odpowiedzi zostawił Ewelinę i poszedł po swój rower stojący przed sklepem. O dziwo nikt go nie zwinął, piwa też nie. Ogarnięty złością odjechał w stronę domu. Z całych sił starał się skupić na jeździe i nie stracić panowania nad kierownicą,  a to nie było łatwe. Gadanie siostry Marcina totalnie wyprowadziło go z równowagi. Jej zachowanie było wysoce nieracjonalne co można było wytłumaczyć jedynie tym, że znów coś wzięła. Była pod wpływem silnych dragów. Musiała wpaść w sidła jakichś dilerów, a teraz ma przesrane. Nic dziwnego, w końcu Ewelina zawsze ściągała na siebie i innych kłopoty. Miała do tego niesamowity dryg. Gdy był w połowie drogi zorientował się, że ktoś za nim jedzie czarnym lśniącym mercedesem. Nie, nie zdawało mu się. Ewidentnie był przez kogoś śledzony. Czyli jednak mówiła prawdę, ktoś go chciał dorwać. Kiedy przyspieszył, jadący za nim samochód także przyspieszył, aż w końcu dogonił go i spróbował zepchnąć z drogi do rowu. Prawie mu się to udało, a potem wyminął go pędząc na pełnym gazie. Rafał odetchnął z ulgą, kiedy wreszcie mercedes zniknął z pola widzenia.  - Sukinsyn! - zaklął zsiadając z rowera. Wtedy znowu zaczęło lać. Do domu wrócił przemoczony, wściekły i  wystraszony. - Chcą mnie kurwa zlikwidować - oznajmił, gdy wujek Heniek znalazł go w garażu. Siedział na ziemi i tępym wzrokiem patrzył w ścianę.







Rozdział 15.1

Szczawnica - maj 2018

Po skończonych badaniach Dawida cała trójka siedziała w pięknym przestronnym gabinecie Norwega, który wynajmował w nowo wyremontowanym budynku w Parku Górnym. Mieli się spotykać raz w tygodniu w ramach konsultacji lekarskich. Tym razem Olsen zamierzał zlecić chłopcu dodatkowe zabiegi, ponieważ zauważył że dzięki nim stan odporności zaczął się poprawiać. Podczas, gdy Norweg rozmawiał z Justyną o kuracji, Dawid znalazł sobie pasjonujace zajęcie. Wziął doktorkowi stetoskop i bawił się w osłuchiwanie modelu szkieleta stojacego nieruchomo koło biurka. W końcu przymusił Justynę i Olsena by odgrywali rodzinę chorego szkieletora. Bardzo starali się nie roześmiać, ale nie wyszło, gdyż teorie pięciolatka były szalenie zabawne. Prawie się popłakali ze śmiechu. - Przynajmniej moglibyście udawać że was interesuje to co mówię - wyrzucił im oburzony chłopczyk. Młodemu pacjentowi ogromnie spodobała się zabawa w doktora. Najbardziej polubił wypisywanie fikcyjnych recept i przybijanie pieczątek, których jego lekarz miał od cholery i trochę.  Brakowało mu tylko prawdziwego fartucha i okularów. Dostał od Olsena specjalny zeszyt ćwiczeń z obrazkami i schematami i tabelkami, w których mógł sobie kreślić do woli. To była nagroda za to, że był grzeczny w czasie badań. Były to ćwiczenia dla studentów drugiego roku, oczywiście po norwesku. Dawid oczywiście był zachwycony. W podzięce przybił lekarzowi porzadną piątkę.

  • Od tej pory będę dzielny i nie będę uciekał z inhalacji. Słowo zucha doktorku. - Mówiąc to Dawid przytulał do piersi prezent od lekarza.
  • Trzymam Cię za słowo Dawid. - Olsen patrzył na młodego pacjentaz podziwem. Jaki młody inteligent, nie do wiary. I jaki wygadany. Można z nim gadać jak z dorosłym. 
  • Jak urośnę też będę takim lekarzem specjalistą. Najlepiej chirurgiem. 
  • Coś ty, naprawdę? - zdziwiła się Justyna. - Słyszałam, że miałeś być ratownikiem górskim. 
  • Tym też - powiedział wdrapując się na ruchomy fotel. Potem okręcił się kilka razy dookoła. Sprawiało mu to wielką frajdę. 
  • Nie wszystko naraz. Tak się nie da Kochanie. - Justynie chciało się śmiać. 
  • Da się da - wykłócał się z nią Dawid. - Yupiiii
  • Nadaje się na lekarza - przyznał Olsen patrząc na Dawida. - To znaczy, myślę że będzie się nadawał, bo to bardzo pojętny chłopak. 
  • Widzisz? - Dawid nie zdążył wyhamować i uderzył w regał, który lekko się zatrząsł. - Uuuups, przepraszam. 
  • Dawid nie szalej bo zrobisz tu demolke - upomniała go Justyna. Z trudem ukrywała rozbawienie. Dopiero gdy lekarz  jej syna wybuchnął śmiechem ona zrobiła to samo. 
  • Spokojnie mamusiu, nie będzie demolki. 
  • Ja bym nie mogła być chirurgiem - oznajmiła patrząc na Olsena. - Nie lubię takich widoków. Zapachy na sali operacyjnej też chyba nie są zachwycające. 
  • Czemu mamusiu? - chłopiec na chwile się zatrzymał, przekrzywił głowę na bok i spojrzał na mamę. Ależ był podekscytowany.  -  Krojenie ludzi i odkrywanie ich wnętrza na pewno jest fascynujace. Chciałbym zobaczyć z bliska ludzkie serce.
  • Zależy dla kogo synku. - Justyna znów się skrzywiła. 
  • Ale lubisz te wszystkie seriale medyczne. Tam też są chirurdzy i kroją ludzi. 
  • Dobrze, dobrze mądralo. 
  • Olsen pokażesz mi kiedyś sekcje żaby? Chciałbym zobaczyć co ma w środku. - Pięciolatek był bardzo podekscytowany. 
  • O nie Dawid, nie. - Justyna ukryła twarz w dłoniach, na co Dawid zareagował histerycznym śmiechem. - Mama się boi. Obawiam się że żaba ma w środku to samo co my tylko że mniejsze.  Żadnych sensacji synu. 


  • Mamusiu muszę siku - oznajmił nagle Dawid. - Ale pójdę sam. 
  • Jasne, jesteś już duży. Leć. 
  • Niesamowity chłopak. Możesz być z niego dumna - powiedział gdy chłopczyk zamknął za sobą drzwi . 
  • Dzięki Olsen. Jestem dumna. 
  • Ty też jesteś niesamowita. Piękna mądra... i dzielna. - Nie mógł oderwać od niej wzroku. Od początku mu się podobała. Te rysy, kształt oczu, figura. Subtelna i czarujaca młoda dama o cudnych zielonych tęczówkach. W najgorszych łachmanach wyglądałaby jak ósmy cud świata.  Niewiele brakowało by się w niej zakochał. 
  • Dziękuje za miłe słowa. - Była lekko speszona. Nie spodziewała się tylu komplementów ze strony tego faceta. 
  • Karol mi mówił ile przeszłaś. Nie wiem czy sam bym tyle wytrzymał. Masz moc kobieto. 
  • To dzięki Dawidowi i rodzinie. Dzięki nim nigdy nie byłam sama. Miałam silne oparcie. Przyjaciołom również wiele zawdzięczam. 
  • Syn cię uwielbia Justyna - oświadczył Olsen. - Będziesz w nim miała wielkiego obrońcę jak dorośnie. 
  • A ja jego. To moje największe szczęście.  Jest mądry i wrażliwy. 
  • Jak na niego patrzę to żałuję, że nie mam dzieci.  Kiedyś nie chciałem ich mieć bo kariera była ważniejsza. Wiem, że to dziwna trochę, bo przecież  jestem pediatra i na co dzień mam kontakt z dzieciami,  ale... Trudno to wyjaśnić.  
  • Ja też starsznie bałam się macierzyństwa. Myślałam, że nie podołam temu. 
  • To sztuka żeby być dobrą rodzicom... Eh przepraszam cię. Wciąż mam okropny problem z  tym moim polskim. 
  • Rodzicielstwo to wielka sztuka, zgadzam się z tobą - przyznała mu rację i poprawiła włosy. - I tak nieźle ci idzie mówienie. Lepiej niż się spodziewałam.
  • Jesteś bardzo miła,  naprawdę - ucieszył się Olsen i zdjął na moment okulary. 
  • Po prostu szczera. 
  • Ładna ta sukienka co masz na sobie. Pasuje do ciebie.
  • To tunika - poprawiła go. Do ciemnozielonej tuniki z wykładanym kołnierzem założyła szare wąskie spodnie. Wyglądała w nich bardzo zgrabnie.  - Naprawdę pasuje? 
  • Chciałbym... - zaczął Olsen, ale nie dokończył bo wrócił syn Justyny. Miał ochotę zaprosić ją na kolację. Spędzenie z nią całego wieczoru byłoby spełnieniem marzenia. Nie znali się długo ale to w niczym nie przeszkadzało. 
  • Jestem już mamusiu. Pomożesz mi zapiąć guziczek w spodniach? Nadal mam z tym duży problem  - zwrócił się do matki Dawid. 
  • Pewnie synku. Pokaż - powiedziała i natychmiast rozwiązała problem ze spodenkami. - Gotowe. 
  • Olsen, a wiesz, że chłopak mamy jest psychologiem dziecięcym i pochodzi z Angli - oznajmił nagle Dawid. Wypalił z tym zanim Justyna zdążyła o tym pomyśleć. - Ma na imię Calvin i chyba niedługo się ożenią. Jest w niej śmiertelnie zakochany. A tak poza tym to fajowy gość z niego. 
  • Czyli masz faceta? Straszna szkoda moja piękna - pomyślał Olsen wpatrując się w Justynę. Był cholernie zawiedziony. Mogła być jego kobietą,  a tymczasem... Teoretycznie mógłby spróbować powalczyć o nią z tym Angolem. Nie może być gorszy od tamtego faceta. Ciekawa co taka wspaniała kobieta jak ona zobaczyła w Angliku?  Nigdy nie przepadał za Brytyjczykami. Według niego byli bezczelni i zarozumiali. 
  • Naprawdę?  - wyjąkał zaskoczony Olsen, a potem przerzucił spojrzenie na mamę Dawida. Justyna pochwyciła je i skinęła głową na potwierdzenie słów syna. 
  • Na pewno się polubicie, bo obaj jesteście fajowscy. 
  • Przynajmniej będziemy się starać polubić. Dzięki chłopaku  - Trudno było ukryć przed Dawidem ogromne rozczarowanie które poczuł gdy usłyszał że jego mama chodzi z Anglikiem, ale jakoś mu się udało, bo mały akurat patrzył na matkę. 
  • Dawid, co ja ci... mówiłam o... dyskrecji? - upomniała syna. Była odrobinę zakłopotana. Zupelnie się nie spodziewała że Dawid wyskoczy przy Olsenie z czymś takim. Z drugiej strony była w związku z Calvinem i  nie musiała tego ukrywać przed nikim, ale nie podejrzewała, że jej dziecko o tym wie. Może ktoś mu coś powiedział na ten temat. Chyba powinni wreszcie o tym pogadać. 
  • No wiem, mam troszkę za długi język, ale może da się go skrócić operacyjnie - zażartował chłopiec. - Zapytaj Olsena. 
  • Dawid... nie wymyślaj głupot. - Prawie opadły jej ręce. Ale ten maly ma pomysły. 
  • No co? - spytał i rozłożył rączki w geście bezradności. Nauczył się tego od Łukasza. -  Czarny angielski humor czy jakoś tak... Wujek Rafał mówi, że mam cięty język jak Anglicy. Mógłbym występować z Monty Pythonem. 
  • Uduszę cię dziecko - postraszyła chłopca Justyna.  W końcu złapała go i zaczęła ściskać. 
  • Dobrze, już nic nie będę mówił. Przysiegam mamusiu - obiecał Dawid i zakrył buzie rękami. Było mu głupio, że zdradził sekret mamy. To od cioci Krysi wiedział że jego mama buja się w Calvinie, a on w niej.  Cieszył się że będą razem. Może to właśnie on zastąpi mu nieobecnego tate. Już kilka razy nosił się z zamiarem, żeby zapytać o to mamę ale bał się odpowiedzi. 
  • Pójdziemy już Olsen. - Powiedziawszy to wzięła synka za rękę. - Dziękujemy ci za twój czas i do zobaczenia pojutrze. 
  • Czekajcie - zatrzymał ich Olsen. - Może ja was odwiozę do domu. Nie będziecie się tłuc tymi busami aż do Ochotnicy. - Norweg miał nadzieje, że Justyna się zgodzi. 
  • Tak, tak, chcemy jechać z tobą - zdecydował za nią Dawid. Po chwili zerknał na mamę i powiedział. - Sorry mamo.  Ty decydujesz. 
  • To jak Justyna? Jedziecie ze mną?  - zapytał Norweg patrząc na Justynę. 
  • Miło że pytasz Olsen... - Uśmiechnęła się szeroko. Lubiła gościa. 
  • Trudno żebym nie pytał - odparł mężczyzna. 
  • Dobrze, z przyjemnością się z tobą przejedziemy. 
  • Yes, yes, yes! - ucieszył się chłopiec. Jego radość była wielka. Gdyby mógł skakałby pod sufit.
  • Miło że mnie wreszcie polubiłeś Dawid. - Olsen uścisnął Dawidowi rękę.  
  • Jednak nie jesteś taki straszny jak mi się z początku wydawało. Bo wiesz ja się potwornie boje lekarzy, a najbardziej tych pań od wyciskania soku z żył. To okropnie boli. 
  • Boi się pobierania krwi - wyjaśniła rozbawiona Justyna. - Panicznie. 
  • Eeee nie przesadzaj. Nie wierzę, że taki dzielny facet boi się pobierania krwi. 
  • Kiedyś tak się kręciłem, że ta pani z laboratorium miała cały fartuch zapaprany, a ja się darłem w niebogłosy. Zademonstrować? 
  • Nie synku, lepiej nie - odradziła Justyna. - Jesteśmy w takim miejscu gdzie nie wolno krzyczeć. 
  • Jesteś niesamowicie inteligentnym chłopcem. Będziesz dobrym lekarzem jeśli ostro przyłożysz się do nauki. 
  • Lubię się uczyć. Chce poznawać świat. Jest wielki i nieogarniony. 
  • Bardzo słusznie proszę pana. Piątka z plusem.
  • Wolę szóstki - zdecydował Dawid. 
  • To my idziemy do szatni się ubrać. Czekaj na nas przy wyjściu okej? 
  • Oczywiście Justynko. Ja też jeszcze muszę wykonać jeden telefon przed wyjściem.  To do potem. 
  • Chodź Dawid idziemy się ubrać. Zeszytu nie zapomnij. 
  • Mamo, jesteś na mnie zła, że powiedziałem Olsenovi o tobie i Calvinie? - spytał Dawid kiedy schodzili po schodach na dół. - Sam nie wiem czemu tak palnąłem o Calvinie. Chyba faktycznie mam za długi język.  
  • Nie, nie jestem kochanie. Jakbym mogła się na ciebie złościć? Jesteś jeszcze mały i lubisz powtarzać po nas różne rzeczy chociaż nie zawsze wiesz o co chodzi. Ale to nie twoja wina. To my dorośli musimy na to uważać co mówimy. 
  • Ciocia Krysia powiedziała, że Cal jest dla ciebie idealny i że będziecie szczęśliwi. 
  • Ciocia powiedziała to tobie czy wujkowi Rafałowi, a ty podsluchales? 
  • Powiedziała babci Judycie, a ja przy tym byłem. Zapomniała, że siedzę obok i słucham. - Dawid puścił Justynie oko. Bardzo go to bawiło. - Szkoda, że nie widziałaś jej miny wtedy. 
  • Jesteś niesamowity synku. - Rozbawiona do łez Justyna pogłaskała Dawida po głowie. Jej syn był najbardziej rozbrajajacym facetem jakiego znała. 
  • Wiesz mamusiu? Ja bym chciał żeby Calvin... został moim nowym tatą i żeby już nikt się ze mnie nie śmiał. że mój prawdziwy uciekł bo mnie nie chciał. To  bardzo przykre, że jedne dzieci mają oboje rodziców, a ja nie. - Nagle głos Dawida się załamał, a twarz spochmurniała. 
  • Calvinovi na tobie zależy Słonko. Bardzo mu zależy. Teraz jest tam w Angli bo musi coś załatwić ważnego, ale wróci do nas. Zobaczysz. - Zatrzymali się na półpiętrze, a wtedy syn mocno do niej przylgnął. 
  • Kochasz go, prawda? - Dawid wbił w matkę uważne spojrzenie. Było mądre i zarazem przenikliwe. Chciał mieć pewność że będą razem.  
  • Tak Dawid, bardzo go kocham. Zasłużył sobie na to. - Powiedziawszy to przytuliła go mocno. 
  • Bardziej ode mnie? - spytał znów ściszonym głosem przytulony do jej piersi. 
  • Hej synku... co ty mówisz? - zapytała zniżając głos do szeptu. - Nigdy przenigdy żadnego faceta nie będę tak kochać jak ciebie? A wiesz czemu? Bo cię urodziłam i jesteś mój. Jesteś moim jedynym dzieckiem. 
  • Ja też nigdy żadnej innej kobiety nie będę kochał tak jak ciebie. Jesteś dla mnie najważniejsza. A po tobie babcia i ciocia. 
  • Synu... - zaczęła mówić, ale nie skończyła bo nie dała rady. Zaczęła płakać. I po makijażu. Teraz Olsen pomyśli, że coś się stało.  - Myślę że swoją żonę będziesz kochał jeszcze bardziej. Powinieneś, bo pewnie będzie mamą twoich dzieci.  
  • Chyba za sto lat mamusiu. Narazie chce korzystać z młodości i uczyć się.
  • No pewnie dziecko. Masz racje. Chodź już do tej szatni. 

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Miłej lektury Kochani. 

środa, 1 stycznia 2020

Noworoczne zapodajki

Witajcie Kochani Noworocznie



Fot. Pinterest


Dziś zapodam Wam linki do dwóch starych postów, których większość z Was nie miała jeszcze okazji czytać i mam nadzieję, że Wam się spodobają.  Oto one : 

1. Wyprawa w Tatry z 20 czerwca 2015


https://kasinyswiat.blogspot.com/2015/06/niedzielna-wyprawa-do-murowanca.html

2. Post o Szczawnicy z 6 lipca 2014


https://kasinyswiat.blogspot.com/2014/07/o-szczawnicy-mej-ukochanej-sow-kilka.html

Jeśli chcecie możecie komentować tu albo pod tymi postami.


Jestem w trakcie pisania o mojej sierpniowej wyprawie na Lubań ( pasmo Gorce) tak że już niedługo będziecie mogli o niej poczytać na moim blogu. Jest to jedno z moich najukochańszych miejsc w Gorcach. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się więcej chodzić po górach niż w zeszłym roku i że zrealizuje to co sobie zamierzyłam. Liczę na Wasze kciuki. W ogóle zamierzam dużo chodzić, bo ruch to zdrowie. 

1. Lubogoszcz i Ćwilin (Beskid Wyspowy)
2. Turbacz, Stare Wierchy, Maciejowa, Lubań 
3. Barania Góra ( Beskid Śląski) 
4. Chata Magórki, wycieczka z Eliaszówki do Starej Lubovni ( zamek i skansen) - Beskid Sądecki, góry Lubovelskie
4. Wyjazd kolejką na Łomnice ( małe szansę, ale spróbujemy) 
5. Zwiedzić Pszczynę.


Oprócz tego mam dla Was trochę zdjęć, które zrobiłam 30 grudnia 2019. Pierwsze raz wyszły mi takie zdjęcia po zmroku.  Lubię takie eksperymenty. 

Właśnie tak wygląda moje miasto nocą 



















A jak tam po sylwestrze? Zadowoleni? 

Jeszcze raz Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!! 

Dziękuję za odwiedziny i komentarze 







środa, 25 grudnia 2019

Świąteczne Witaśki 🎄🎄🎄


Kochani Blogerzy i Czytelnicy 

Korzystając z okazji, że jeszcze mamy Święta to dziś będzie taki luźny post. Najpierw oczywiście złożę Wam życzenia, o których nie można zapomnieć. A zatem wszystkiego dobrego Moi Drodzy!  Dużo dużo zdrowia, radości, pomyślności w Nowym Roku, ciepła, spokoju ducha no i spełnienia marzeń, tych najmniejszych, najskrytszych. Niech znikną wszelkie troski, zmartwienia. Niech uśmiech nie znika z Waszych ust i niech zawsze otaczają Was tylko dobrzy kochani ludzie. Wesołych Świąt Kochani. Niech ten czas będzie wyjątkowy, a Nowy Rok obfituje w same pozytywy. Ja też po cichu liczę na to że ten nowy 2020 rok będzie dużo lepszy od obecnego.  




Rys. Pinterest.com 


Jak tam prezenty pod choinką? Spasowały Wam? Ja znalazłam pod choinką wszystko co chciałam czyli miłość rodziny, ciepło i radość. To chyba super prezenty nie? Lepszych nie można dostać. Reszta to drobiazg. Ważne, że co roku wszyscy jesteśmy w komplecie. Nie wyobrażam sobie świąt bez moich ukochanych bliskich. Współczuję osobom, które nie mają nikogo, bo dorosłe dzieci  i wnuki są za granicą albo żyją osobno bo się gniewają na siebie od lat. Przykre to i dołujące. Ile było takich samotnych osób wczoraj wieczorem? Na pewno setki lub tysiące. Bardzo smutna rzeczywistość. Nikt z nas by tego nie  chciał bo Wigilia i Boże Narodzenie to Święta Rodzinne. Być razem to  wielkie dobrodziejstwo. Ja ciągle wspominam czasy, gdy spędzałam te święta ze swoimi dziadkami, a teraz cóż... brakuje mi tego i siostrze i mamie. Nie ukrywam, że bez moich dziadków nie jest już tak samo jak było. Pozostały tylko piękne wspomnienia. Tak ciężko się oswoić z tym, że niektórych już nie ma z nami i że kolejne pokolenie też z czasem odejdzie i znów trzeba będzie się z tym oswoić, zaakceptować. Nie chce o tym myśleć nawet.  Kocham swoich bliskich. 



Rys. Pinterest.com


Moje postanowienia na nowy rok 


* więcej się uśmiechać i oszczędzać nerwy
* więcej czytać mniej siedzieć w necie 
*więcej się ruszać 
* więcej chodzić po górach 
* dostrzegać każde najmniejsze plusy w codziennym życiu 
* więcej rysować i malować 
* zacząć robić Koronę Gór Polski 
* zdobyć Beskid Wyspowy



Fot. Pinterest.com 





Strasznie się narobiłam przed świętami.  Sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie. Trochę u siebie, trochę u mamy.  U siebie najwięcej. Jak zaczęłam robić porządki w kuchni tak nie wyszłam z niej do wieczora, tyle było do roboty.  Okap okazał się być tak zapuszczony że trzeba było leciec po Cillit Bang do tłuszczu. Potem wszystko wyszło bokiem, bo tak mnie rozbolał krzyż, że się pozbierać nie mogłam. Nazajutrz ledwo się z wyra zwlokłam. Na poniedziałek zostały jedynie podłogi. Przy sprzątaniu słuchałam klasyki czyli Mozarta, Vivaldiego,  Verdiego. A no i Czajkowskiego. Wieczorem leżąc w łóżku relaksowałam się przy książce Anne Bronte Lokatorka Wildfell Hall albo przy serialach z HBO.  Cholera jak daje słowo, strasznie wciągające także trza uważać. Wielkie kłamstewka i Mroczne materie wciagnęłam jednym tchem. To samo z Watahą. Muszę przyznać, że są naprawdę niesamowite! Czy ktoś z Was oglądał te seriale? 

 Mistrz nastroju Frank Sinatra 













Wesołych Świąt Moi Drodzy, odpoczywajcie i bądźcie szczęśliwi 

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i komentarze. 






 





niedziela, 8 grudnia 2019

Z cyklu : Wielcy malarze : William Turner

Witajcie Kochani 


Ostatni post był o wybitnym poecie z Bieszczad to tym razem będzie o niesamowitym malarzu i grafiku, prekursorze impresjonizmu posługującym się farbą olejną i akwarelą. Artysta ten również dużo szkicował. A czy Wy lubicie malarstwo? Ja bardzo. Od dawna  interesuje się tą dziedziną  sztuki. Najbardziej lubię impresjonizm. Wśród moich ulubionych malarzy są van Gogh, Monet, Renoir oraz wspomniany już wcześniej angielski pejzażysta William Tuner. Gdyby wyjść poza impresjonizm dodam jeszcze Leonarda da Vinci.  Jeśli chodzi o van Gogha to kiedyś, jeszcze na studiach tworzyłam własne reprodukcje jego dzieł. Uwielbiam tę pstrokatą nieco kolorystykę. W każdym z jego dzieł jest wielka Pasja! Trzeba mu przyznać, że był wielkim artystą. Szkoda, że doceniono go dopiero po śmierci. Nie licząc cudownych Słoneczników bardzo mi się podoba też Nocna kawiarnia. Tylko na pozór  obrazy te wydają się łatwe do skopiowania, bo wcale nie są łatwe. Tę Nocną Kawiarnię tylko raz mi się udało namalować prawie idealnie. Byłam wtedy bardzo zadowolona ze swoich wypocin. Jeszcze zanim poszłam na studia chodziłam na kółko plastyczne do Centrum Kultury na Krowoderskiej, a tam zawsze raz na pół roku organizowano wernisaż na który przychodzili różni artyści. Oprócz tego mieliśmy okazję pracować na zajęciach pod okiem studentów ASP którzy uczyli nas tworzenia przeróżnymi technikami. Bardzo miło wspominam ten czas. No dobrze, a teraz do rzeczy,  czas przedstawić sylwetkę dzisiejszego bohatera.... Williama Turnera. 






Joseph Mallord William Turner ( ur. 23 kwietnia 1775, zm. 19 grudnia 1851 roku) przyszedł na świat w Coventry Garden (akturalnie dzielnica Londynu) w rodzinie znanego choć ubogiego golibrody Williama Turnera, jego matką zaś była Mary Marshall. Kiedy William skończył 14 lat (rok 1785) rozpoczął kursy przygotowawcze, które  miały mu pomóc dostać się do Królewskiej Akademii Sztuki. Mieszkał wówczas u wuja w Brentford. Naukę zaczynał u architekta T. Hardwicka i rysownika T. Maltona. Fascynowała go twórczość Homera, Owidiusza i Wergiliusza. Pierwsza akwarela przedstawiająca scenę z Oxfordu powstała, gdy artysta miał 12 lat, to jest w 1787 roku. William dużo podróżował po Angli i Europie ( Francja - Paryż, Holandii, Szwajcaria oraz Włochy - Wenecja). W 1785 roku Turner pierwszy raz zaprezentował sobie swoje dzieła na Salonie Królewskiej Akademii Sztuki, a już  w 1802 roku został jej członkiem. Prowadził własną galerię. Pozostawił po sobie blisko trzydzieści tysięcy prac, pośród nich przeważają szkice krajobrazu. Większość z tych dzieł przekazał w testamencie Galerii Narodowej w Lobdynie (282 płótna olejne oraz 19 049 szkiców). Malarz zmarł w swoim domu w Chelsea, a pochowano go w londyńskiej Katedrze św.  Pawła. Był samotnikiem, który nie przepadał za wielkomiejskim trybem życia. Całą fortunę której się dorobił,  a była ogromna, przekazał  w spadku przytułkowi dla bezdomnych artystów. Turnera fascynowała głównie natura oraz rola światła w portretowaniu świata, ludzie oraz wydarzenia nigdy nie znajdowały się w centrum jego zainteresowania. Nie umiał malować postaci, ale nie przykładał do tego wagi. 

Poniżej: dzieło pt. Ostatnia droga Temeraire 



Poniżej: Latarnia morska w Bell Rock - Mój ulubiony obraz Turnera 





Ważniejsze wydarzenia z życiorysu artysty 

- 11 grudnia 1789 roku William został przyjęty do Królewskiej Akademii Sztuki po egzaminie przed JoshuąReynoldsem, który był założycielem oraz pierwszym przewodniczącym Akademii 

- W 1790 roku czternastoletniemu artyście przyznano stypendium, które umożliwiło mu bezpłatne studiowanie w Royal Academy 

- W 1791 malarz otrzymał pierwsze zlecenie, które polegało na namalowaniu scenografii w londyńskim teatrze operowym Panteon przy Oxford Street

- W 1792 odbył podróż w górzyste rejony Walli 

- W 1793 otrzymał nagrodę nadaną mu przez Wielką Srebrną Paletę Królewskiej Akademii Sztuk w kategorii rysunku pejzażowego 

- W 1794 roku wykonano reprodukcję (techniką akwaforty) jednej z jego akwarel ukazujacą widok Rochester. Niedługo później ryciny oparte na jego obrazach zaczęły się ukazywać na łamach różnych ilustrowanych czasopism. 

- W 1796 roku William zaprezentował swój pierwszy obraz olejny zatytułowany Rybacy na morzu. 

- W 1798 roku artysta odbył podróż do Krainy Jezior

- W 1798 roku artysta związał się z Sarą Danby, która była wdową po muzyku Johnie Dunby,  była matką trójki dzieci. W tym celu wyprowadził się od ojca i zamieszkał przy Harley Street. 

- W 1799 roku Turner przeprowadził się do Londynu i założył sakodzielną pracownię malarską

- 4 listopada 1799 roku wybrano go członkiem Królewskiej Akademii Sztuki

- 10 lutego 1802 roku artyste przyjęto w poczet pełnoprawnych członków Królewskiej Akademii Sztuki 

- 15 lipca 1802 roku malarz wyrusza w podróż po Europie, a wrażenia z tej wyprawy wywarły ogromny wpływ na jegotwórczość

- W 1803 roku William rozpoczął budowę własnej galerii 

- W 1804 roku zmarła matka artysty, otworzył też galerię przy Harley Street 

- W 1806 roku rozpoczął pracę nad zbiorem szkiców Liber studiorum 

-  W latach 1817 - 1820 odbyła się druga podróż Williama do Europy ( Włochy ) 

- W 1828 roku artysta wybrał się do Rzymu

- W 18029 roku zmarł ojciec artysty, poznał też Sophię Booth 

-  W 1833 roku artysta odbył podróż do Drezna, Pragi, Berlina i Wiednia, zamieszkał z Sophią. 

- W 1834 roku artysta był świadkiem pożaru londyńskiego parlamentu, w związku z tym wydarzeniem powstały liczne szkice wg których namalował później obraz pt. Pożar IzbyLordów i Izby Gmin. 


Poniżej: dzieło Rzym 






Poniżej: Wybrzeże Northumberland 




Poniżej: dzieło pt. Rybacy na morzu 



Poniżej  dzieło pt. Księżyc w nowiu 





Poniżej: dzieło pt. Statek niewolniczy 





Źródła internetowe: 

Zdjęcia i informacje 


https://pl.m.wikipedia.org/wiki/William_Turner


https://eszkola.pl/jezyk-polski/william-turner-1023.html


https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Turner-Joseph-Mallord-William;3990150.html


https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Plik:Joseph_Mallord_William_Turner_022.jpg

https://rynekisztuka.pl/2014/09/08/ostatni-obraz-williama-turnera-z-prywatnej-kolekcji-trafi-na-aukcje/

https://pixers.pl/obrazy-na-plotnie/william-turner-jezioro-zug-wczesnym-rankiem-PI4837

http://unikalneobrazy.pl/reprodukcje-obrazow-i-dziel-sztuki/3602-joseph-mallord-william-turner-latarnia-morska-w-bell-rock.html

Wikipedia 



wtorek, 19 listopada 2019

Bieszczadzki Bard



Jerzy Harasymowicz - Broniuszyc urodził się w Puławach 24 lipca 1933 roku. Rodzina poety miała mieszane ukraińsko i polsko niemieckie korzenie. Należał do pokolenia współczesności. Zadebiutował w tygodniku "Życie literackie" (1953 rok) gdzie publikował wiersze oraz prozę poetycką. Pierwszym tomem jego poezji, który się ukazał były Cuda wydane w 1956 roku. Harasymowicz publikował także na łamach innych pism literackich, były to między innymi : Twórczość, Tygodnik kulturalny, Tygodnik powszechny i Dziennik Polski. Stworzył kilka grup literackich takich jak Muszyna ( istniejąca od 1957 do 1961, działająca w Krakowie) Barbarus ( istniała od 1967 do 1972) oraz Tylicz (istniała od 1969 do 1976).  Był to autor niezwykle płodny, który pozostawił po sobie 40 tomików poezji w tym liczne wybory wierszy i 2 baśnie dla dzieci ( sprzedane w liczbie 700 tys egzemplarz).  Zafascynowany kulturą Łemków oraz słowiańsko - chrześcijańską odnosił się do nich w swych utworach. Możemy w nich znaleźć bogate opisy. Przesycenie opisami czyniło wymyślone przez niego mitologie nadzwyczaj szczegółowymi i realnymi. To właśnie z poezji  Harasymowicza wywodzi się pojęcie Kraina łagodności, do której Wojciech Bellon nawiązywał w swoich piosenkach, artystę tego utożsamia się z poezją śpiewaną. Harasymowicz to jeden z trzech najbliższych przyjaciół Stanisława Pagaczewskiego,  dwaj pozostali to Jalu Kurek oraz Tadeusz Śliwiak. Przyjaźnił się również z profesorem Stanisławem Wyką, historykiem literatury i krytykiem.


Babka poety była Niemką (nazwisko rodowe Hennig) i prostestantką, natomiast rodzina jego matki, to jest  Ireny Danuty z Grelewskich ( z wykształcenia polonistka) wywodziła się z tzw. Czabanów ostałych w Polsce już za czasów Batu - Chana w XIII wieku. Ojciec Jerzego Stanisław był zawodowym wojskowym służącym w 53 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych w stopniu majora. Przedtem bram udział w obronie Lwowa w 1919 roku, a także w wojnie polsko - bolszewickiej ( 1920 - 21).

Utwory jego ukazywały się w licznych pismach, antalogiach i oddzielnych publikacjach ukazujących się także za granicąnaszego kraju. Tłumaczono je na język niemiecki,  angielski, duński, norweski, francuski, włoski, słowacki, ukraiński, białoruski, litewski, a nawet na język kannara używany w Indiach.





Fot. http://gazeta.us.edu.pl/node/186361

Za swoją twórczość był niejdednokrotnie nagradzany : 

- Nadroda im. Stanisława Piętaka (1967)
- Nagrody Fundacji im. Kościelskich (1971)
- Główna Nagroda Ministra Kultury i Sztuki (1975) 


Jerzy zadebiutował jako 22 - latek na łamach Życia literackiego tuż obok takich autorów jak Miron Białoszewski, Stanisław Czycz, Bogdan Drozdowski, a także Zbigniew Herbert ( tzw. Debiut pięciu). Po wydaniu tomów wierszy Cuda, Powrót do krainy łagodności oraz Wieża melancholii ( wysoko ocenione przez krytyków) Jerzy Harasymowicz zyskał miano "poety baśni" ze względu na swój dziecięcy sposób widzenia, fantazji w połączeniu z wrażliwością. Od czasu debiutu był Krakowianinem wielbiącym i w pełni oddanym górskim krainom, w szczególności rejonom Sądecczyzny czyli okolice Muszyny, Popradu czy Jaworek. Miejsca te były dla niego oazą spokoju i harmonii, niezbędne dla artysty - samotnika. Było to naturalne, autentyczne królestwo wyobraźni, za którym tęsknił będąc w mieście podczas upałów. Poezja harasymiczowska nadawała opisywanym przezeń zdarzeniom wymiar zmysłowo magiczny.


W środowisku krakowskim znano go jako wielbiciela Półwsia Zwierzynieckiego, a także baru "Na stawach" ( o tym barze napisał nawet wiersz). Był również wielkim fanem Klubu Sportowego Cracovia, w zwiazku z czym powstawały też wiersze o Cracovi i jej piłkarzach, najbardziej znany utwór mówi o Cezarym Toboliku - zdobywcy bramki z rzutu rożnego w wygranych pierwszoligowych derbach Krakowa. Po ogłoszeniu stanu wojennego Jerzy Harasymowicz poparł Józefa Jaruzelskiego i PZPR ( w latach 1983 - 1984 zamieścił w prasie szereg utworów głoszących pochwałę socjalizmu). Po zmianie ustroju poeta publikował swą twórczość w "Trybunie". 

Pod koniec życia ciężko chory artysta mieszkał w Mikowie niedaleko Komańczy w budynku ( domek myśliwski) należącym do Nadleśnictwa Komańcza. Z tego miejsca miejsca ostatni raz poeta oglądał swoje ukochane Bieszczady. Jego prochy rozsypane zostały nad połoninami. Umarł w Krakowie 21 sierpnia 1999 roku. Grób poety to pomnik w kształcie bramy na Przełęczy Wyżnej, a przed domem w Mikowie, w którym kiedyś mieszkał stoi obelisk z poświęconą mu tablicą pamiątkową (dzięki staraniom Nadleśnictwa Komańcza). Podobna tablica upamiętniająca tego poetę znajduję się na bramie Cmentarza na Salwatorze w Krakowie. Powstałe Epitafium Jerzemu to utwór poety Janusza Szubera, który znalazł się w tomiku poezji pt. "Tam gdzie niedźwiedzie piwo warzą" wydanym w 2004 roku. 

Twórczość Jerzego Harasymowicza : 

Wybrane tomiki wierszy : 

* Cuda 1956 

* Powrót do krainy łagodności 1957

* Genealogia instrumentów 1959 

* Ma się pod jesień 1962 

* Budowanie lasu 1965 

* Bar na Stawach 1972, 1974 

* Wesele rusałek 1982







  • Wybory wierszy 

* Wiersze beskidzkie 1986

* Cała góra barwinków 1983 

* Poeci polscy - miniatura 1978 

* Poezje wybrane 1985 

* Wiersze z połonin 1996 

* Późne lato 2003 







Bajki : 

*Bajka o królewnie,  co spać nie chciała (1962 )

* Kasia cała z czekolady i z cukierków ma rękawy (1980 )


Czasopismo "Życie literackie" był to ogólnopolski tygodnik literacko - społeczny wydawany w latach 1951 - 1990 w Krakowie. Traktowało o literaturze, teatrze, historii, a także o polityce. Redakcją pisma zajmował się pierwotnie Henryk Markiewicz, później zastapił go Władysław Machejek. Współpracę z pismem podjęli wówczas Wojciech Dzieduszycki, Jan Paweł Gawlik, Jerzy Hordyński, Władysław Loranc, Józef Maśliński, Krzysztof Miklaszewski, Bogusław Schaffer, Wilhelm Szewczyk, Wisława Szymborska, Olgierd Terlecki, Stanisław Lem, Stefan Otwinowski, Marek Żukow - Karczewski. Tygodnik ten jako pierwszy w czasach PRL zaczął drukować Czesława Miłosza oraz Witolda Gombrowicza. Prowadzący pismo popierali wprowadzenie stanu wojennego mimo, iż część zespołu była temu przeciwna (po odejściu oponentów tygodnik stracił swoje znaczenie, a w 1991 roku został zamknięty.  Wydawcą pisma był Związek Literatów Polskich, który miał swoje oddziały w Krakowie oraz w Katowicach. Pierwsze wydanie ukazało się 4 lutego 1951. 






Artysta związany był za życia z Bacówką pod Małą Rawką, w której napisał wiele pięknych wierszy o Bieszczadach. Jest to jedno z najciekawszych schronisk w tym paśmie, położone z dala od cywilizacji  na wysokości 930 m n.p.m przytulne i klimatyczne. Istnieje od 1979 roku i działa przez cały rok. Bacówka ta powstała z inicjatywy Edwarda Moskały (był znanym działaczem turystycznym Komisji Turystyki Górskiej) dzięki któremu powstało jeszcze dziesięć innych tego typu bacówek w Polsce, między innymi równie urocza i przytulna Nasza Bacówka pod Bereśnikiem w Beskidzie Sądeckim. Jest miejscem przytulnym, idealnym dla turysty indywidualnego który zatrzyma się tu w drodze na szlak, przenocuje, a nawet zagrzeje miejsce jako wolontariusz. Oprócz Harasymowicza bywał tu także słynny Majster Bieda czyli Władysław Nadopt - kultowy bieszczadzki zakapior, było to jego ulubione miejsce. Od lat miejsce to cieszy się popularnością ze względu na wspaniałe położenie, a co za tym idzie widoki, klimat i swojską smaczną kuchnię. Do Bacówki można się najprościej dostać z Przełęczy Wyżniańskiej (parking) usytuowanej pomiędzy Brzegami Górnymi, a Ustrzykami Górnymi, tam z parkingu do schroniska jest jakieś 900 m. Dojdziemy tam każdym szlakiem łączącym się z Małą Rawką idąc z Wetliny czy też Ustrzyk Górnych. 




Fot. https://spike7777.flog.pl/wpis/7992211/bacowka-pod-mala-rawka 




Fot.  https://mapa-turystyczna.pl/photo/11950/node/316#49.23437/19.93864/10


A teraz zanóżcie się w wybrane przeze mnie  wersy Pana Jerzego 


Lato w górach 

Parno. Ubierajac w biegu biały płaszcz
Motyl leci przez ogród donikąd
Inny motyl maluje sobie twarz
Cienkim pędzelkiem ciszy. Błękitny deszcz
Rośnie w warzywniku. Otwarte są okna
W wiotkiej ciszy modrzewiowych gałązek 
Kobieta ogląda w lustrze piersi jak ogrodnik



Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie


Kiedy jak buki na mróz serce mi pęknie 
Połóżcie mnie na wóz z widokiemna Bieszczady 




Fot. https://www.worldisbeautiful.eu/en/gallery/5-mala-rawka-and-wielka-rawka/110-sunset-in-the-bieszczady-mountains.php


Pałac z mgieł

Narysowany na szybie żaglowiec 
Ruszył z pejzażem ciągnąc kopy obłoków 
Dalej i dalej w senną podróż 
Do kołyszących się jak boje na jeziorze 
Zielonych wzgórz
Do naszego pałacu z mgieł
Który wiatr zdmuchnie nam z dłoni


Sprawy jesienne 

Miałem sen, że byłem jesionem sypiącym 
Strąki metafor
Miałem dzień że byłem człowiekiem sypiącym
Chmury liści


Mam życie lecące 
Z Bogiem w zawody



Burza 

Nagle huk
Jakby runęły niebiosa 
Carskie wrota 

Iskry przeleciały piórem 
Zapach siarki 
Zapachem wierszy

Ulewa 
Ze słonecznika
Pryskają krople 
Jak pestki 

Jesień 

Coraz bardziej tokuje

Po jesiennych nocach 
Czerwonopióra krew 

Poemat zmienia już sierść


Coraz częściej pióro 
Woła wieczorami 
Za stadem żurawi 





Fot. https://www.se.pl/rzeszow/bieszczady-jesien-zaglada-na-gorskie-szlaki-audio-aa-Kpjr-3c4Y-P3Xq.html



Madonna pod Barcicami 

Niespodziana 
U tej śliwy
Nie piszą nic 
Przewodniki 

Tu piramidy 
Kamieńca
Tu mnie nikt nie zna

Niebieska i biała 
Z gór Poprawdem
Przyjechałaś

Wśród pijaków
Jam niepewna 

Błogosław nam

Dla placka da rydżyky
Da mieda
Tu wielka bieda

Tobie 
Królowej nieba
Której skronie
Wachlują śnieżne
Czereśnie

Jam umęczona srodze 
Rany wielikie 
Na nodze

Sypnij 
Rudym prosem
łaski 

Do podołka 
Sypnij kaszy 
W ten podołek
Jak w łąkę tutaj

Przecież siedzisz 
Na Barcic skrzyni 
Przecieżeś 
Niebios władczyni

Władczyni kurzu 
Trąb autobusu
Pustych słoików 

Przecieżeś tak pyzata
Tak dorodna
Madonna 

Taka już nasza uroda 
Taka podkarpacka moda 
Na nas nigdy 
Nie znać biedy


A niebios 
Wieliki Panosza 

Ma nas 
Tysiąc frairek 
Angioły latają 
Ale nie tutaj 
Tu wrony 

I tak na ulewie 
W płachcie się 
Panna chwieje przeczysta

Piszi skargę
Do Synaczka
Że tu w kurzu mdleje matka
Tu żadne wiesiele 

Idę, załatwię Ci 




Fot. https://goryiludzie.pl/2016/11/bieszczady-od-zachodu-do-wschodu-slonca.html



Październik


W górach 
Czerwonoskóre jelenie 
Wyszły na jesienne ścieżki 

Pod lasem stoją czerwone pułki 
Zimowych ptaków 

We mgle jedzie 
wóz bez konia

Bo na pewno  
Koń siedzi na wozie 
Odpoczywa w kożuchu 

A wóz samo mu ciągnie
Wiekowe przyzwyczajenie 

Stare drzewo 


W puszczy widać najlepiej 
Że tego samego dnia 
Kiedy rozpadniemy się
Jak stare drzewo

Tego samego dnia zaczną zarastać 
Nasze ślady
Na wszelki wypadek trawa
Zarasta nas całe życie 
Nas i naszą ruinę
Naszą ścieżkę do stołu
I do kobiety 

Brzask w górach 


Wyszedłem przed dom
Spód nóg runął pejzaż 
Który zaspał w trawie
Listek ćwierknął jak wróbel
W środku lasu
Nagle roześmiało się drzewo
To ptaki 


Nic nie mam 

Nic nie mam 
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nic nie mam 
Tylko z daszkiem nieba
Zamyślony kaszkiet 





Fot. https://www.gospodarek.pl/jesien-w-bieszczadach/




Niebo sierpniowe 

Na trawy rzucona cisza 
Jak biała płachta księżyca 
Z jamy nieba wyszły młode gwiazdy
Uczą się chodzić po zwalonym pniu

Naszczekiwanie gwiazd nad górami
Wszędzie szepcze światło 


Kiedy buki na mróz serce mi pęknie

Kiedy buki na mróz serce mi pęknie
Połóżcie mnie na wóz z widokiem na Bieszczady 
Na wielki pożar gór na wielką jesień 
Którą sam roznieciłem pisaniem
Niech ten wóz sam jedzie w zawieje liści
Niech tam na wieki zostanie 





Fot. https://www.globtroter.pl/zdjecia/233225,polska,bieszczady,bieszczady,jesien,w,bieszczadach.html


Dziękuję za poświęcony czas 

Który z tych wierszy najbardziej Wam przypadł do serca? 




Źródła internetowe : 



https://sklep.raraavis.krakow.pl/p/154/1477/zycie-literackie-organ-towarzystwa-polonistow-rzeczypospolitej-polskiej-poswiecony-nauce-o-literaturze-i-krytyce-literackiej-r-1-z-1-i-ii-1937--pozostale-czasopisma.html

https://ownetic.com/items/01CJG05XCRZYV01G26XBH8FEZD/życie-literackie-nr-91973?lang=pl-PL
https://archiwum.allegro.pl/oferta/wybor-wierszy-jerzy-harasymowicz-tom-1-i-2-i7638272882.html  

https://kroliczajama.pl/p/49/13115/jerzy-harasymowicz-zielnik-polska-poezja.html

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Harasymowicz

https://www.taniaksiazka.pl/pozne-lato-jerzy-harasymowicz-p-41779.html

http://znanewiersze.pl/jerzy-harasymowicz

https://culture.pl/pl/tworca/jerzy-harasymowicz

http://gazeta.us.edu.pl/node/186361

https://bieszczady.land/jerzy-harasymowicz-poeta-ludzi-gor/

https://bieszczady.land/5-rzeczy-ktore-warto-wiedziec-o-bacowce-pod-mala-rawka/

https://mapa-turystyczna.pl/photo/11950/node/316#49.23437/19.93864/10

https://bialczynski.pl/2018/02/10/jerzy-harasymowicz-straznik-wiary-przyrodzonej-slowian-i-ruski-lichtarz/

http://znanewiersze.pl/jerzy-harasymowicz

https://goryiludzie.pl/2016/11/bieszczady-od-zachodu-do-wschodu-slonca.html

https://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/37893-jerzy-harasymowicz-nic-nie-mam.html

https://www.se.pl/rzeszow/bieszczady-jesien-zaglada-na-gorskie-szlaki-audio-aa-Kpjr-3c4Y-P3Xq.html

https://ownetic.com/items/01CHY4A2FM9FA138AH2AF6Z0HH/życie-literackie-nr-51973