Proza, góry i muzyka

poniedziałek, 29 listopada 2021

Kotek psotek Lucyferek :)

 Witajcie Kochani :) :) 

Dziś będzie trochę o naszym kocie, który jest u nas już rok. Kiedy to minęło nie wiem... No w zasadzie trzeba powiedzieć, że rok minął z końcem października, tylko ja się tak chrzaniłam z tym postem. Lucyfer jak do nas trafił to miał więcej niż dwa miesiące. Urósł bardzo szybko aż nie do wiary no. Krótko był malutkim kiciusiem, a teraz już jest dojrzałym pięknym gentelmenem i kocham go nad życie. Ten koci gentelman nadal szaleje po mieszkaniu, przeważnie z rana i pod wieczór go bierze na wariactwa. Nie ogarniam go czasami, serio :) tej energii to on ma w duckę, żebym ja chociaż z 80 % miała tej jego energii. Nieraz gonią z moją Julką na okrągło, w te i we te wszystko po drodze wywalając, a ja tylko chodzę i poprawiam. Kiedyś tak szaleli, że mała wpadła za wersalkę i dobrze że nic jej się nie stało, gdyż mogło się skończyć rozbitą głową. Ja jako dziecko miałam przynajmniej dwa razy głowę szytą. Tak, tak, to prawda ;). Nie zdążę jeszcze dobiegnąć z łazienki, a oni już coś zmajstrują. Lucyfer zazwyczaj przyłazi na mizianie o 5 rano, kiedy mnie się bardzo chce spać, a jak chce jeść do miaaaaauczy za uchem i smyra łapą. Pazury ma straszne, musimy znów wpaść do weta na manicure.  Ostatnio jak z nim poszłam sama to latał po całym gabinecie, syczał na doktora i chciał go ugryźć. Co ciekawe najpierw się do niego łasił, wręcz upominał o głaskanie, a potem nagle cap. Ale doktorek jak to doktorek znalazł na niego sposób. Jak tylko wyszliśmy z gabinetu zaraz oberwało się pewnemu uroczemu labradorkowi, który czekał na korytarzu na swoją kolej. Wystraszył się syczenia mojego rozdrażnionego futrzaka :) Nie pomogło tłumaczenie pancia właściciela, że piesek lubi kotki, bo Lucyfer niestety nie lubi piesków.  Jak kiedyś jak zwiał na 10 piętro to chyba go któryś sąsiad pies z ósmego piętra obszczekał. (obok nas też mieszka piesek kundelek, który nieraz na mojego naszczekał. Zachodzę na to 10 a tam mój kot siedzi schowany za rowerem cały zjeżony i nawet na ręce nie dał się wziąć. Zdziwiłam się, bo poza domem on sam się prosi, żeby go brać na ręce, czuje się wtedy bezpieczniej u swojej pani. Ze wszystkich domowników najbardziej jest oddany mnie, nie wiem czemu. Do męża ma dystans, a do dziewczyn różnie, raz tak raz siak. Za to wszystkich gryzie równo, głównie przy zabawie jak się droczy. Brakuje mu chyba polowania. Na wakacjach na działce Kasi to polował nieraz cały dzień albo w nocy i potem mniej gryzł nas, a że tu w mieszkaniu nie może to i głupoty mu do główki przychodzą. Odkąd wróciliśmy z Lginia kot nie chce wychodzić na osiedle, boi się bo jest za dużo aut i hałas, tam w Lginiu było spokojniej jednak. 


Kiedyś mieliśmy parkę husky, Amurka i Glorie, Amura kochałam za cudowny charakter, Gloria była mniej dostępna, bardziej humorzasta. Oba pieski polowały na kotki, Gloria bardziej zapalczywie. Lucyfera to by na raz miała. Cóż taka natura tych psów wilków. Amur miał pysk bardziej jak wilk. Przepiękne kochane psisko. Zawsze za mną był, wiedział kiedy jestem smutny. Przychodził i kładł mi pysk na kolanach. Mój kot też mnie ostatnio megaaaa zaskoczył. Miałam okropnie ciężki dzień, tak że chciało mi się płakać, a Lucyfer wyczuł to, przybliżył się do mnie i zaczął lizać po czole. Nigdy wcześniej tego nie robił, nie wiem co go naszło. Zwykle śpi na szafie za pudłem w pokoju dziewczyn albo w przedpokoju między butami. Jak ma okazję to włazi do szafy i chowa się między ciuchami, tak żeby go nie było widać. Raz wlazł do otwartej szafy, a ja nie widziałam tego i zamknęłam szafę, a potem pół dnia kota szukałam po domu z płaczem, potem po klatce schodowej, w końcu ogłoszenie dałam że kot zaginął. Wieczorem mąż zagląda do szafy, a tu Lucyfer wyłazi i patrzy na nas z wyrzutem Czego mnie tu zamknęliście do licha? Żeby to chociaż raz zamiauczał to bym wiedziała, że kot jest w szafie a ten siedział cichutko jak myszka. Dwa razy nam ten numer odstawił :)  No weź się człowieku zastanawiaj, co się z tym kotem stało, a on śpi w szafie jak gdyby nigdy nic. Teraz już wiem, że na dwór nie wyjdzie, bo go tam nie ciągnie. Drzwi od pokoju dziewczyn całe odrapane, bo on drapie jak są zamknięte. Sto światów z tym naszym Lucyferem. Chwilowo na klatkę nie zwiewa, nie chce w ogóle wychodzić z domu. Nagle zrobił się typowo domowy kocur. Imię kot ma oczywiście Floydowe, bo Floydzi na początku kariery mieli taką piosenkę pt. Lucifer Sam i tym też się troszkę sugerowałam :) Kojarzycie tą piosenkę? Jeszcze za czasów pierwszego gitarzysty prowadzącego Rogera Keitha Barretta zwanego przez kumpli Sydem, którego potem zastąpił jego szkolny kolega David Gilmour. 



Kasia ze Wschowy pozazdrościła mi kota i chyba weźmie sobie koty z działki. Kiedyś już miała dwa koty, takie warioty co jej rozmontowały umywalkę w łazience. Nie na darmo się mówi że koty to najlepsi domowi spece od hydrualiki 😂😂😂😂 O Bożeeeeee, mało się nie posikałam ze śmiechu jak mi to opowiedziała. Nasz kotek to też jest grandziasz okropny. Wymyśliłyśmy, że Błażej młodszy syn Kasi i moja Julka to kumple Lucyfera, jego pomocnicy, Boruta i Behemot (całkiem jak ten czarny z Mistrza i Małgorzaty).  Lucyfer nie byłby Lucyferem jakby już w pierwszą noc w Lginiu nie zdemolował kuchni w domku. Ale, ale nie martwcie się, na szczęście nie było tak źle jak to zabrzmiało. Demolka skończyła się na tym że zwalił  karnisz, spadła firanka ( założę się, że łapał muchę)  i rozbił talerz, a potem wlazł do kominka i na Kasi oczach strzelił kupę. Nie wiem, co go napadło, nie pytajcie nawet, na to pytanie jeszcze mi nie odpowiedział. Może w Wigilie mi powie ;) na ucho, kto wie.  Kasia najpierw solidnie się na niego wkurzyła, ja też, a potem śmiałyśmy się z tego pół dnia. Od tamtego zdarzenia Lucyfer zostawał praktycznie, co noc na dworze. Już więcej nic nie potłukł. Jakoś dogadał się z innymi półdzikimi kotami które tam przyłaziły i wyjadały sobie na wzajem z michy. Z początku wiadomo były ostre zgrzyty, ale wreszcie doszły do porozumienia, bo jedno drugiemu krzywdy nie robiło. - Chyba go przyjęły do bandy - stwierdziła moja Wschowianka. O tym już zdaje się pisałam w poście powakacyjnym, nie pamiętam niestety.  Dobrze, że chociaż z Błażejem nie wchodzili sobie w drogę 😁😁😁😁. Raz nad ranem budzę się, a tu okropna ulewa. Akurat wtedy został z nami noc, a ja myślałam że jest na dworze i trochę się zmartwiłam ponieważ on nie znosi wody. Za chwilę patrzę, a on jest, wyłazi z kąta. Przyszedł do swojej panci na mizianie, poleżał chwilę ze mną i znów gdzieś polazł. Rzadko chce być dłużej na rękach, no chyba, że stęskniony bardzo, jak nas nie ma dwa dni lub trzy dni. Jak gdzieś jedziemy przychodzi do kota mama męża. Okazało się, że oni się nawzajem siebie boją, takie jaja noooo ;) Teściowa nie bardzo chciała żebyśmy zwierzaka mieli bo za małe mieszkanie, ale ja muszę mieć zwierzę, bo to działa na mnie antydepresyjnie, szczególnie w miesiącach styczeń marzec. Nie cierpię okresu przejściowego pomiędzy zimą a wiosną, no chyba że jestem w górach wtedy zima mi nie przeszkadza nic a nic. W mieście jest zupełnie inaczej, szaro buro, smutno. 


Poniżej : Czujne smocze oka jak mówi Julka 



Poniżej : Najwyższa inspekcja zakupów...  standardowo 

Musi sprawdzić czy kupiłam to co trzeba 



Widziałam ostatnio kawałek od domu kota identycznego jak nasz z tą maską jak batman, tyle że brzuszek miał lekko nakrapiany, a Lucyfer ma cały brzusio bielusieńki. Moja chrzestna też ma podobnego kocurka tyle, że jej Kajtek jest większy i ma więcej ciałka, a nasz nadal chudzielec. Od pewnego czasu lubi jeść whiskas z kurczakiem albo z indykiem i różne smaki felixa, przedtem jadł głównie suchą royal canin jak tamte psy. Poza swoimi kocimi smakami chętnie by jadł jajecznicę albo serek biały ze śmietanką, zdarza się że kombinuje jak mi zwinąć śledzia. Tym to on nigdy nie pogardzi, oooj nie nie. Czasem porywa samą skorupkę i toczy ją jak piłkę nożną po podłodze. Jak robię mięso to non kolęduje koło mnie, oczu na moment ze mnie nie spuści, póki mu kawałka nie rzucę. Cwaniak z niego taki, że ho ho. Wczoraj robiłam kotlety to miałam cały czas czujną asystę Lucyfera. Najczęściej obserwuje nas leżąc na lodówce, to jego ulubiony punkt obserwacyjny albo z szafy w dużym pokoju. Chyba nie ma już w domu miejsca, na które by nie wlazł i nie umiał zeskoczyć. Trzeba dodać, że wciąż kombinuje gdzie by tu jeszcze... wskoczyć. Tylko na karnisz się nie da. Bardzo też lubi leżeć na parapecie i gapić się w okno. Jak tylko przeleci jakiś ptak Lucyfer natychmiast się podnosi i goni po parapecie, z jednego końca na drugi, normalnie pypcia chce dostać od tych ptaków i much. Osy także trafiły do jadłospisu.... Rzecz jasna uprzednio przez kotusia zabite. Okaj, pogadałam, a teraz sobie fotki pooglądacie Kochani, zapraszam do blogowej galeryi Lucyferka 


Poniżej : Takie pudełko mu zrobiłam do zabawy, wytrzymało kilka dni ;) 

Pudła z Pepco się przydają :) 

Im większe okienko, tym lepiej 






Poniżej : Mama, patrz mucha na lampie siedzi, chce ją  



Poniżej : Ulubione legowisko mojego kocurka 



Poniżej : Spokojnie mama, tylko oglądam nie jem 


Poniżej : Mama, coś tam łazi na zewnątrz, jakiż żuk czy cuś


poniżej : Smocze oko 


Poniżej : Moje ukochane foto Lucyfera 

Kojarzy mi się tu z tym smokiem z Niekończącej opowieści 

Kocham tą kocia gadzinę nad życie. 
Jedno oko śpi, drugie patrzy... znacy się podgląda 



Poniżej : Tygrys Dominiki już niejedno z Lucyferem przeżył 
Ostatnio miał operację,  musiałam zszyć cały bok i łapę 
Który ogon dłuższy?  Mój co nie? 



Poniżej : Pierwszy duuuuuuży deszcz 


Poniżej : Nic się nie martw matka, wszystko spakowałem 



Poniżej : Rzadko mi się udaje zrobić mu takie dobre nieporuszone zdjęcia, bo Lucyfer ciągle lata po domu, kręci się  


Kocham ten jego pyszczek słodki. Nie umiałabym żyć bez tego mojego małego diabełka 



Poniżej : Mamaaaa,  mówiłaś, że wyżej się nie da wejść. Ależ da się, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Jestem jak Tom Cruise w Mission impossible 


Poniżej : No gdzie się mucho schowałaś?  Nie ze mną te numery 


Poniżej : Ulubiona zabawka Lucyfera 






fot. Katarzyna i Dariusz Dudziak 

Bardzo prosimy o uszanowanie praw autorskich. Dziękujemy :) 

To tyle, jeśli chodzi o najlepsze zdjęcia Lucyfera, więcej nie mam na razie. Co jakiś czas mi się udaje cyknąć mu jakieś fajne fotki. Jak mówiłam to strasznie ruchliwy kot, a ja za bardzo cierpliwości nie mam. Będę jeszcze próbować zrobić jakieś fajne ujęcia. Kasia Pracuch to by mu pewnie zrobiła ciekawą sesję, nie mam ku temu żadnych wątpliwości. W dzień odzyskania niepodległości pojechałyśmy z Julą do studia Kasi na sesje świąteczną. 

Jeśli chodzi o mnie to średnio znoszę to przejście jesieni w zimę, ale jak każdy staram się nie zwariować i zajmować głowę czymś pożytecznym, ciekawym. Wreszcie jestem zdrowa i mogę normalnie funkcjonować, robić to co lubię. Zapalenie długo nie chciało odpuścić, prawie miesiąc trzymało mnie i Jule. Skończyło się u nas na antybiotyku, gdyż inhalacje nie przyniosły poprawy. Już dawno żadna infekcja mnie tak nie wykończyła. Co prawda nie miałam gorączki tak jak Julka, ale suchy męczący kaszel dawał ostro popalić, nie pozwalał spać ani w dzień ani w nocy. Jeszcze na długo przed pandemią często miewałam zapalenie oskrzeli (ona lubi się o zgrozo nawracać) dopadało mnie co sezon. Męka niesamowita :( pewnie niejedno z Was doświadczyło. Najpierw była chrypka, a potem straciłam głos, a dla takiej Zatraconej Gaduły jak ja utrata głosu to wiecie co znaczy. W trakcie choroby dużo czytałam, więc trochę się tych tytułów uzbierało, będę mogła je Wam zaprezentować jeszcze przed Sylwestrem, a jak nie to zaraz po Nowym Roku. Muszę jeszcze skończyć czytać książkę Elżbiety Cherezińskiej Korona krwi i śniegu - książka rozpoczyna serię o rozbiciu dzielnicowym, już mi niedużo zostało do końca. Czekają na mnie jeszcze cztery części, muszę dokupić dwie części. Cały zeszły tydzień zszedł nam na porządkach w domu, kuchnia i łazienka były najgorsze do ogarnięcia. Wynieśliśmy dwa całe worki niepotrzebnych rzeczy, które tylko zalegały, może ktoś inny zrobi z tego użytek. Efekt końcowy zadowalający, nagle zrobiło się tyle miejsca i tak jakby przejaśniało. Aż żałuję, że nie zrobiłam sobie zdjęcia przed i po :) Na pierwszy ogień poszedł duży pokój, tu też było pełno zalegających gratów. Żeby sobie umilić długie, żmudne sprzątanie słuchaliśmy zespołu Trebunie Tutki - Bożeee jaaaaaka to cudowna muzyka jest. Na YT są dostępne chyba cztery płyty : Saga, Duch gór, Śpiewki i nuty, Góralsko siła. Mnóstwo przepięknej góralskiej muzyki. Najbardziej lubię Trebunie Tutki, Krywań i Zakopower. Sebastian Karpiel Bułecka ma nieziemski głos, trzeba mu przyznać. Co poza tym? Wieczorami czytam sobie w internecie o polskich góralach z różnych grup górskich i notuje ciekawsze rzeczy o strojach, wierzeniach, zwyczajach, budownictwie, kulturze i kuchni ( jak było dawniej i dziś). Jestem pod wrażeniem ile rzeczy się dowiedziałam z tego portalu, ta wiedza na pewno mi się kiedyś przyda. Znalazłam tę witrynę zupełnie przypadkiem, gdy szukałam czegoś  innego i od tamtej pory nie mogę się od tego oderwać. Nazywa się Etnozagroda. Jest też druga strona o Ochotnicy Skansen w Studzionkach i tam także można znaleźć ciekawe rzeczy o tej wołoskiej miejscowości oraz o ludności zamieszkującej Gorce, znajdziemy też dużo faktów historycznych, ponieważ w czasie II Wojny Światowej w Gorcach dużo się działo. Polskie Beskidy idealnie nadawały się na partyzanckie działania. Warto przeczytać o różnych ciekawych miejscach będących  pamiątkami działań wojennych, jak choćby pomniki, szałasy,  miejsca katastrof lotniczych np. pod Turbaczem, natomiast na Magurkach znajduje się wrak amerykańskiego bombowca Liberatora.  Przez Studzionki przechodziliśmy w drodze z Turbacza na Lubań, piękna malownicza wioska z rozległą panoramą. Polecam tą trasę, choć jest długa i może wydać się niektórym monotonna, ale widoki naprawdę wynagrodzą wszystko. Planuje na lato taką trasę : niebieskim szlakiem z Przeł. Snozka na Lubań, następnie czerwonym na Studzionki i dalej na Turbacz. Rewelacja. 

Niedawno naszło mnie znów na taki stary serial Szpilki na Giewoncie i oglądam od początku. Pamiętacie go? Uwielbiam fabułę i obsadę i humor, tamtejsze sytuacje bawią mnie do łez. Najbardziej mi się podoba 3 i 4 sezon, a moje ulubione postacie to Lucyna Skorupa, Aniela Gut, Bartek Bachleda i ojczulek grany przez Janusza Chabiora... A i zapomniałabym o Bartku Topie jako misiu z Krupówek :) Lubię szpilki... bo zawsze mi poprawiają nastrój i jest fajny klimat góralski. Takim samym sentymentem darzę serial fabularny pt. Ratownicy, który leciał kiedyś na jedynce, z Bogusiem Lindą w roli głównej. Najbardziej polubiłam Michała Czerneckiego, który też tam wtedy grał, bardzo młodziutki jeszcze.  Bardzo fajny aktor jak dla mnie, lubię go za talent, szczerość i siłę wewnętrzną która pomogła mu się podźwignąć z dna. Nie jest wstydem przyznać się do błędu, wstydem jest mówić, że nie ma się problemu. Gdzieś czytałam wywiad z Michałem jak mówił o trudnych relacjach z ojcem, depresji i jego próbach samobójczych... Poruszyło mnie bardzo to co mówił, aż się popłakałam. Cóż aktor też człowiek nie maszyna, też cierpi, przeżywa załamania, niepowodzenia. Podoba mi się, że Michał uświadamia innych młodych ludzi, że trzeba rozmawiać, gdy ma się takie problemy, taki autorytet to ja rozumiem. Rozmowa pomaga przynajmniej po części  uchronić kogoś przed ostatecznym krokiem jakim jest próba samobójcza. Nie zostawiajmy nikogo samego, jeśli widzimy, że jest z nim źle. Jeśli zareagujemy szybko, zaalarmujemy odpowiednie osoby (psychologa, pedagoga) możemy kogoś uratować. Tak niewiele trzeba by ocalić drugą osobę. Żyjemy w niezwykle trudnych czasach, kiedy tak wiele nas przygniata, małe problemy potrafią nagle urosnąć do takich rozmiarów, że nie zdołamy sami tego udźwignąć. Nie  wstydźmy się prosić o pomoc, nie wstydźmy się pomagać innym. 

Na razie kończę, zostawiam Wam kilka miłych utworów, z którymi ostatnio się nie rozstaje. Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Witam równie serdecznie Nowe Twarze! 

















Do zobaczenia! 
























































wtorek, 19 października 2021

Skansen na Jędrzejkówce w Laskowej

 Witajcie, witajcie 


Dziś znów będę się chwalić zdjęciami, lecz nie swoimi, a mojej koleżanki Kasi Pracuch, przezdolnej i mega pomysłowej fotografce (w blogosferze działa jako Cathrine the brave), z którą znam się w realu, a zaczęło się oczywiście od bloga. Dzięki niej mam wspaniałe zdjęcia moich dziewczyn, poznaje również super pozytywnych ludzi z pięknymi pasjami, o których naprawdę warto mówić głośno. Nie wiem czy pisałam Wam, że Kasia jest z wykształcenia etnografem, która potrafi swoją wiedzę z tego zakresu świetnie wykorzystać w zawodzie fotografa. Okropnie żałuję, że nie próbowałam się dostać  na etnografię, kiedy był jeszcze czas na studiowanie. Kasia zawsze zabiera nas na sesje zdjęciowe w różne czarowne miejsca, np. Ogród Brzoskwinia (dolinki pod Krakowem), tam dziewczyny miały sesje świąteczną w strojach mikołajkowych. Miło się potem wspomina takie miejsca, a zdjęcia są super pamiątką z dzieciństwa. W zeszłym roku na jesieni byłyśmy w jeszcze innym miejscu, ja i moje trzy córki, mąż akurat nie mógł bo był w pracy na popołudniu - brałyśmy udział w promocji skansenu pt. Rodzinna sesja retro. Dzięki niezwykłej uprzejmości przemiłej pani Basi Jędrzejek, współwłaścicielki skansenu w Laskowej, drugim właścicielem jest mąż pani Basi, pan Krzysztof Jędrzejek (niedaleko Limanowej, Beskid Wyspowy) miałyśmy przyjemność gościć w jej dworku i podziwiać ten niewielki aczkolwiek uroczy skansen, który znajduje się nieopodal domu w otoczeniu cudownego ogrodu. Pewnie, wiecie, że uwielbiam skanseny i wszelkie zabytki architektury drewnianej, to też wizyty w takim miejscu to dla mnie Ogromnaaaaa Gratka. Kocham zwiedzać i nieustannie poznawać kulturę naszego kraju, a w polskich górach jest takich miejsc mnóstwo. Nie ukrywam, ubóstwiam klimatyczny Beskid Wyspowy podobnie jak Gorce, Beskid Sądecki i Pieniny - do tych pasm mam najbliżej, więc chętnie tam jeżdżę i chodzę po górach, gdy tylko trafi się okazja. Kilka ważniejszych szczytów Beskidu Wyspowego już zdobyłam, między innymi : Mogielice, Luboń Wielki, Ćwilin oraz Strzebel, najbardziej mi się podobało na Luboniu Wielkim i na Ćwiliniu :) Polecam kto nie był :) 


Tego dnia pogoda nie bardzo się nadawała do zdjęć na dworze, tak więc większość fotek musiała Kasia robić wewnątrz chat, choć planowała zupełnie inaczej, ale tak czy siak zdjęcia wyszły rewelacyjnie. Gdy zajechałyśmy na miejsce niestety rozpadało się na dobre - Pech pechem, ale takie są te góry, lubią kapryśną pogodę. Pani Basia ( Dusza Człowiek :)) od razu zabrała nas do środka i zaprosiła na ciepłe racuchy i herbatkę (czym chata bogata, u górali gościna pełną gębą to tradycja),  a potem pokazała moim córkom swój warsztat, w którym tworzy z gośćmi skansenu  na specjalnych zajęciach ( głównie uczniowie szkół i przedszkoli) lalki zwane motankami. Są też inne rodzaje warsztatów, o których przeczytacie szczegółowo na stronie Skansenu na Jędrzejkówce, oto ona  http://www.skansenlaskowa.pl/ . Pani Basia pokazywała dziewczynkom każdą lalkę i sporo o niej opowiadała, ja także sporo się dowiedziałam, za co bardzo Gospodyni dziękuję. Człowiek uczy się całe życie. Takie warsztaty o życiu w dawnej Polsce to naprawdę niezwykła lekcja, warto wiedzieć takie rzeczy. Nawet Julka uważnie słuchała o lalkach, choć ją ostatnio ciężko czymś zainteresować. Spędziłyśmy tam kilka miłych godzin i zaręczam Wam... nie chciało się stamtąd wyjeżdżać. Ten post to swego rodzaju podziękowanie pani Basi za gościnę i jeśli uda mi się kogoś z Was zachęcić do odwiedzenia tego pięknego miejsca będę bardzo szczęśliwa :) Sukienki retro, które miałyśmy na sobie zostały specjalnie uszyte na tą sesje - fajnie, że ludzie jeszcze robią takie rzeczy. Muszę znów odwiedzić Skansen na Jędrzejkówce, koniecznie. W sezonie letnim na terenie skansenu odbywa się mnóstwo ciekawych imprez plenerowych o charakterze etno, w których biorą udział całe rodziny - o tym także przeczytacie na stronie. Skansen jest prywatną kolekcją etnograficzną państwa Jędrzejek, którzy cały czas ją powiększają o kolejne cenne eksponaty prezentujące lachowską kulturę materialną pochodząca głównie z XIX wieku. Słyszeliście kiedyś o tym skansenie? 

A teraz zapraszam Was na małą podróż w czasie :) do XIX wieku 


Poniżej : Wewnątrz dawnej lachowskiej chaty 


Julci się spodobało :) 


fot. Katarzyna Pracuch


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 

Poniżej : Mieszanie grochu 



fot. Katarzyna Pracuch 





fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 

Poniżej : Zdjęcie z serii Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 

Poniżej : Zabawa motankami 


fot. Katarzyna Pracuch


fot. Katarzyna Pracuch 



fot. Katarzyna Pracuch

Poniżej : Panienka z okienka 



fot. Katarzyna Pracuch 



fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch

Doglądanie kózek 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch



fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch 


fot. Katarzyna Pracuch


fot. Katarzyna Pracuch


fot. Katarzyna Pracuch


fot. Katarzyna Pracuch 

Proszę o uszanowanie praw autorskich i nie kopiowanie zdjęć. Bardzo dziękuję. 

To moja ulubiona sesja, zawsze o takiej marzyłam. Dziękuje Kasi za spełnienie marzenia. A jak Wam się podobały zdjęcia? Byliście / byłyście kiedyś w tamtych stronach? Jeśli nie to jeszcze raz bardzo zachęcam do odwiedzenia skansenu państwa Jędrzejków :) 

Serdecznie dziękuję Wam za odwiedzanie bloga i komentarze. 
Przy okazji życzę Wam Kochani dużooooo, dużoooo zdrowia, trzymajcie się cieplutko, bo pogoda zmienia się gwałtownie, co niezbyt dobrze  wpływa na nasze organizmy, a ja się kuruje, bo mnie dopadło wredne choróbsko i dalej mnie trzyma, Julke też. Wycieczka na Lubogoszcz musi trochę poczekać.