Proza, góry i muzyka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Swing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Swing. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 marca 2015

Harris Piano Jazz Bar in Cracow


Jest takie miejsce w Krakowie, moje ulubione, w którym lubię się zatrzymać żeby posłuchać dobrej muzyki, napić się wybornej whisky, po prostu zrelaksować się w doborowym towarzystwie. To miejsce poznałam dzięki pewnej kochanej osóbce, która nazywa się Aleksandra Nowak i jest jedną z najlepszych artystek krakowskiego undergrandu - jak dla mnie najlepszą na świecie. Ola udowodniła mi że naprawdę nie trzeba być popularnym, żeby być dobrym artystą czy artystką i śpiewać dla ludzi, nie potrzeba pokazywać się w żadnych programach typu Voice of Poland czy Must be the music, wystarczy kochać to co się robi. Uwielbiam undergrand z jednego konkretnego powodu - znajduje tam artystów tak wyjątkowych i tak zdolnych jak Ola, dla których komercja jest zupełnie obca. Kiedy pierwszy raz ją usłyszałam w klubie Kanion na Kazimierzu byłam urzeczona jej głosem, jej energią i spontanicznością. Nie dość że posłuchałam świetnego koncertu to jeszcze wybawiłam się na maksa. Pokochałam Ole nie tylko jako artystkę ale także jako człowieka, bo to wspaniała ciepła osoba o wielkim sercu i wielkiej muzycznej duszy - szczera kochana sympatyczna, z którą można porozmawiać o wszystkim. Od tamtej pory pojawiam się na jej koncertach u Harrisa kiedy tylko mam okazję, bo naprawdę warto posłuchać takiej muzyki, która płynie prosto z serca.
 
Jak sama nazwa klubu wskazuje w Harris Piano Jazz Bar grają zespoły, które lubują się w jazzie, zarówno tym starym jak i współczesnym, ale nie tylko, bo można tam też usłyszeć dawną odmianę swinga, która jest jazzowi pokrewnym gatunkiem i tym właśnie swingiem raczy nas nasza znakomita artystka oraz towarzyszące jej zespoły. Raz nawet był tata szanownej artystki, który grał na perkusji. Każdy występ jest fenomenalny i ma swoisty charakter. Ostatni koncert zabrał nas w klimaty Paryża lat 30 -tych i było romantycznie, tanecznie i czarująco. Tak na dobrą sprawę nie dało się usiedzieć na miejscu przy tak wspaniałek muzyce. Jeśli ktoś mi jeszcze powie że przy takiej muzyce, która jest pokrewna jazzowi nie da się tańczyć to postukam się w czoło i odeślę na koncert Oli. Zarówno ten ostatni występ jak i wcześniejszy były dla mnie czymś niepowtarzalnym, nie z tej ziemi. Doznania takie jak na niejednym koncercie, baaaa nawet lepsze. Kocham taką muzyką jaką prezentuje Aleksandra Nowak i szanowni panowie muzycy, którzy również z niemałą siłą powalają na kolana swą grą na instrumentach. Chcąc być dosłowną, powiem, że ostatnim razem kopara mi opadła do samej ziemi, takie zrobili wrażenie na mnie, że do dziś nie mogę się pozbierać. Aż mi się żal zrobiło, kiedy koncert się skończył, bo zawsze mam niedosyt. Covery wykonane przez Ole są perfekcyjne, tak samo akompaniament. Na takie koncerty to można chodzić codziennie, mówię to całkiem serio. Dzięki jej koncertom coraz lepiej poznaje te dwa gatunki jakimi są jazz i swing, a nasza artystka wspaniale je łączy czyniąc swoje występy niezwykle magicznymi recitalami, których nie da się zapomnieć. Niesamowite jak dobrze wychodzi jej What a wonderful world Louisa Armstronga czy C'est Magnifique Peggy Lee, poza tymi oczywiście również wiele innych wyśmienitych swingowo - jazzowych standardy, w których natychmiast się zakochałam. Zatem wielkie oklaski dla Oli i towarzyszących jej panów muzyków, którzy wraz z nią zabierają nas w te niezwykłe podróże i odtworzyć klimat tamtych niezwykłych czasów. Jeden z zespołów z którymi występuje to Old Swing Caffe, a drugi Hot Swing, oba wyśmienite. Jeśli jeszcze nie zasmakowaliście nigdy takiej muzyki na żywo to zapraszam do Harrisa na koncerty Aleksandry w towarzystwie wspomnianych zespołów. Nie wyjdziecie zawiedzeni. Wystarczy raz się skusić, a potem nogi same ciągną na ten koncerty. Przy okazji muszę wspomnieć że moim ulubionym muzykiem towarzyszącym Aleksandrze jest pewien bardzo pozytywnie zakręcony skrzypek, pan Wojciech Marcinkowski.  Zaraz spodobała mi się jego energia i sposób gry na tym cudownym instrumencie. Mes felicitationes Monsieur Marcinkowski, merci pour ca magnifique musique.
 
Podziękowania i ogromne gratulacje należą się oczywiście wszystkim muzykom i Oli, za to że są i darzą nas tak wspaniałą muzyką. Wielkie merci :)
 
Gdybyście chcieli Drodzy Moi czytelnicy śledzić wydarzenia na stronie zespołów podaje strony na facebooku :
 
Wpadajcie i dajcie się ponieść tej muzyce.
 





 
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 30 stycznia 2015

Robbie Williams swinguje w Royal Albert Hall

 
 W miniony weekend naszła mnie ogromna chętka na dawkę dobrego swinga i jazzu, więc po raz kolejny oglądnęłam sobie koncert Robbiego Williamsa z Royal Albert Hall z 2002 roku. Jak dla mnie  jest to najlepszy, najpiękniejszy i najbardziej wzruszający koncert jaki dał w życiu. Należy dodać że to niezwykły zaszczyt dla artystów występować w takim miejscu jak ta wspaniała sala i nie każdy może sobie na to pozwolić. Ale Robbie bez wątpienia na to miejsce zasłużył o czym przekonacie się oglądając ten występ od początku do końca. Dając ten koncert w towarzystwie słynnej orkiestry symfonicznej pod batutą Steve'a Sidwalka pokazał nie tylko niezwykłe możliwości wokalne ale także udowodnił jak dobrze jest zorientowany w takich gatunkach jak swing i jazz, które postanowił reprezentować tamtego wieczoru (świetnie zna wszystkie swingowe standarty gdyż lubuje się w nich od dziecka). Muszę przyznać że facet jest po prostu rozbrający i naprawdę trudno znaleźć drugiego takiego współczesnego piosenkarza, który by tak doskonale odnajdywał się w tym stylu jak on. Owszem, znam takiego jednego, ale nie jest to ani Michael Buble ani Matt Dusk. Ci dwaj panowie zdecydowanie zostają daleko za panem Williamsem, a przynajmniej mnie niezbyt porywa sposób w jaki śpiewają. Robbie natomiast, nie dość, że niesamowicie śpiewa to jeszcze ma ten swój oszałamiający urok osobisty, swoisty szyk  i to coś w głosie, co sprawia że te piosenki świetnie do niego pasują, wręcz idealnie tak jakby zostały specjalnie dla niego napisane.
 
Podczas tamtego koncertu nasz szalony uwodzicielski Robert  zabłysnął w repertuarze takich gwiazd jak Frank Sinatra, Sammy Davis Jr czy Dean Martin, pojawiły się też inne kawałki z jego własnego reprtuaru (Have You met Miss Jones, I will talk and Hollywood listen czy Mr Bojangles) oraz piosenka Beyond the see z reprtuaru Jacka Lawrenca, wszystkie w podobnym klimacie. Każdy z wykonanych przez niego  coverów brzmi doskonale ponieważ ten artysta czuje swing tak jak mało kto, jego mocny zmysłowy głos wydaje się być stworzony do tego typu utworów. Dobra interpretacja coverów to wielka sztuka i nie każdego piosenkarza na nią stać. Kiedy odkryłam ten koncert byłam pod ogromnym wrażeniem, zakochałam się w wykonaniach Roba od pierwszego usłyszenia. Trudno mi było uwierzyć w to, że można tak zaśpiewać te piosenki - z pasją i wyczuciem. Od tamtej pory Robbie jest jednym z moich ukochanych artystów obecnej dekady i cały czas mnie w tej kwestii zaskakuje. Słuchając jak śpiewa zauważam w tych  coverach taką specyficzną lekkość i zarazem niepowtarzalny styl, które działają na mnie w trudny do opisania sposób, aczkolwiek są to cudowne wrażenia. Uwielbiam taką muzykę, która daje mi radość i zachwyca. Uwielbiam, gdy artysta dzieląc się z innymi swoją pasją potrafi dać z siebie wszystko żeby ich zauroczyć, poruszyć i rozbawić. Takich artystów podziwiam i szanuje.
 
Wśród zaproszonych gości znaleźli się bliscy przyjaciele Robbiego, między innymi aktor Jon Lovitz, którego poznał w USA, Jonathan Wilkes urocza Jane Horrocks o aksamitnym głosie oraz najważniejsza dla niego osoba czyli jego mama, która przez cały występ nie posiadała się z dumy jakiego ma uroczego i utalentowanego syna. Wcale jej się nie dziwię, ja sama momentami ryczę, a będząc tam ciałem i duchem pewnie bym padła z wrażenia i więcej nie wstała. Najbardziej wzruszające wykonanie to oczywiście cover Sinatry My way. Dosłownie powala mnie moc i niesamowita wrażliwość Robbiego z jaką zaśpiewał ten wielki niezapomniany nieśmiertelny przebój. Nie licząc tego utworu najbardziej podobały mi się Me and my shadow, Mack the knife, It was very good year, Well, did You Evah, One for my baby, Beyond the sea, Have You met Mr Jones.  Widząc jego szalone taneczne  popisy i spontaniczność sama zaczynam pląsać, ponieważ.... no nie da się przy tym gościu usiedzieć spokojnie na tyłku. Z tego też względu kupiłam bilet na jego koncert w Krakowie. Z pewnością będzie to eksplozja energii i wspaniałej muzyki. Nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie kolejny raz zabraknąć na jego show. Każde jego show dosłownie rzuca publikę na kolana i nie brak w tym też dobrego smaku. Można go śmiało nazwać fenomenem dzisiejszych czasów. Większość utworów z tego koncertu znalazła się na albumie pt. Swing when You winning. Żałuje tylko, że podczas tamtego wieczoru zabrakło wspólnego występu Roba z Nicole Kidman w coverze Something stupid,  który promował wspomniany album za sprawą doskonałego  clipu o uroczym świątecznym charakterze. Jednym słowem coś pięknego, naprawdę świetnie się oboje zgrali głosowo i wizualnie. Ogólnie rzecz biorąc cały materiał zawarty na tym albumie w pełni oddaje atmosferę czasów, w których swą sławą cieszył się mistrz Sinatra i inni współcześni mu artyści. Większość piosenek z płyty  Swing when You winning nagrał Robbie tam, gdzie nagrywali najwięksi przedstawiciele tego gatunku, a mianowicie w Capitol Recording Studios w Los Angeles. Słuchając czegoś takiego z pewnością można się rozmarzyć, zapomnieć totalnie o całym świecie i to jest właśnie fantastyczne.

Swing jako gatunek ściśle związany z jazzem to muzyka która przenosi nas w klimat magicznych lat 30 - tych oraz 40 - tych XX wieku (właśnie wtedy był najbardziej  popularny, natomiast  twórczość Franka Sinatry obejmuje lata 40 aż do 90 XX wieku) i kojarzy się nam przede wszystkim z eleganckimi ubiorami, stylowymi fryzurami,  żywotnymi prywatkami w wytwornych lokalach i pięknymi samochodami. Sam gatunek charakteryzuje się niezwykłą z lekkością, a poza tym jest rytmiczny i romantyczny, śpiewowi zwykle towarzyszą instrumenty dęte i klawiszowe jak fortepian czy pianino. Swing narodził się w latach 30- tych XX wieku w USA, ale jego rozkwit przypadł dopiero na kolejne dziesięciolecie, szczególnie po 1935 roku. Grany był przez tzw. big bandy a do tych najsławniejszych należały wówczas : bandy Counta Basiego, Benny'ego Goodmana i Glenna Millera. W okresie II Wojny Światowej swing był wyrazem walki z totalitaryzmem z narodowo socjalistycznym i komunistycznym i jednocześnie symbolem dekadenckiego Zachodu. Stał się też popularny wsród obywateli III rzeszy speciwiających się Hitlerowi. W ten sam sposób walczono z władzą sowiecką w karajach podporządkowanych Moskwie po 1945 roku. W okresie 1954 - 1954 władze kojarzyły swing głównie z bikiniarzami. Swing stracił na swojej popularności kiedy II Wojna Światowa dobiegła końca, a przemiany społeczne oraz gospodarcze uwarunkowane powrotem amerykańskich żołnierzy wracających do domu doprowadziły do narodzenia się swingu nowoczesnego i popularnej muzyki rozrywkowej.
                       

A teraz uracze Was moimi  ulubionymi screenami z tego koncertu


 
poniżej z przyjacielem Jonathanem Wilkes'em

 

                                               
poniżej : w towarzystwie aktora Jona Lovitza


 
poniżej najważniejszy gość artysty jego mama







 czarujący uśmiech specjalnie dla mamy z wyrazami miłości
 
 









Źródło : http://pl.wikipedia.org/wiki/Swing_(jazz)
http://en.wikipedia.org/wiki/Live_at_the_Albert

http://www.robbiewilliams.pl/biografia.html

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Frank_Sinatra

 

wtorek, 9 grudnia 2014

Nastrajamy się przed Świętami rockowo bluesowo i swingowo

Na początek coś bardzo bardzo starego ale jakże jarego 

król Elvis i jego Blue Christmas 


Elvis White Christmas 


Shakin Stevens Cry just a little bit 



Shakin Stevens You drive me  crazy



Uwielbiany przeze mnie Roy Orbison autor światowego przeboju Pretty woman 



Pretty Woman 


You got it 


California blue 



                                      A teraz następny genialny cover znanego utworu Raya Charles'a
Hit the road Jack...

w wykonaniu Garou 


 Świątecznie elegancko, blues' owo, swingowo  i zmysłowo czyli 

Totalne szaleństwo z Garou i jego bandem... 


Petit garcon to prześliczna piosenka, którą Garou zaśpiewał z chorym na dystrofię mieśniową chłopczykiem, a która znalazła się na jego najnowszym albumie świątecznym Xmas Blues. Wszystkie pieniążki ze sprzedaży singla Petit garcon przekazane zostały na leczenie dzieci z tą chorobą na całym świecie. Polecam kliknąć na poniższy link i posłuchać. 

https://www.youtube.com/watch?v=H39zrxZPs6k




HARD ROCKOWO też Garou potrafi...

Highway to hell (cover AC/DC 


A teraz coś słodkiego od Robbiego 


Milusie co? Ja też to chrupie  z przyjemnością. Na takie wykonanie tej piosenki czekałam całe życie


John Lennon też świątecznie... Jak pięknie prawda? 



Trochę szkockiej melodii 

Paul Mc Cartney & The Wings
 Mull of Kintyre



A to moja ukochana piosenka Les Enfoires  Attention au depart 

Mam szaleja na jej punkcie....


Mariah Carey All I want for Christmas is You 


Pada śnieg, jak w białym śnie... 




Takiego Hugh jeszcze nie widzieliście...  

Luisiana blues 


A to jedna z najukochańszych piosenek Bruce a Springsteena i The E-Street Band 
czyli Waiting for a sunny day 



A teraz miło ciepło i w celtyckim zimowym klimacie 
Enya 

Rains and winter trains 


 

And the winter came 


Enya Amarantine 


                                           Kate Bush 50 words for snow 



Kate Bush Snowflake 



Snowed in at Wheeler Street (feat Elton John ) 


Bardzo sympatyczny duet, Bonnie Tyler i Kareen Anton w ang - fr wersji Turn around 


A teraz kilka  moich ukochanych piosenek jednego z członków grupy Boyzone, Stephena Gately którego niestety już z nami nie ma. 

I miss You Steve :(  Byłeś wspaniałym wrażliwym człowiekiem 


I believe z filmu Billy Eliot 


New Beginning 


Stephen Stay


Bright eyes 


Boyzone :   Everyday I love You 


You needed me  


Robbie Williams So this is Christmas 


Beauty and the beast Celine Dion  and Peabo Bryson 


Whitney Houston and Mariah Carey 

When You believe z  bajki Disneya o Mojżeszu - zawsze mam ciarki jak tego słucham 



piątek, 21 listopada 2014

Because I was born with love to ROCK....



Born to love rock music




Tak, tak, tak, dokładnie tak jak napisałam w nagłówku, urodziłam się z miłością do rocka, wyssałam to z mlekiem mamy, odziedziczyłam geny po ojcu... Kocham rocka od dziecka, choć do pewnych rzeczy musiałam dojrzeć co zabrało mi sporo czasu. Rodzice od małego wpajali mi czego trzeba słuchać... I  myślę, że dobrze na tym wyszłam. To nieprawda, że nie ma różnicy czego się słucha. Totalna bzdura. Jak mi ktoś mówi, że Floydzi, Beatlesi czy Eric Clapton to jest to samo co disco - polo to mnie krew zalewa. No bo jak tu postawić Weekend czy Boysów koło kogoś takiego jak Mc Cartney Harison czy Waters.... Ludzi, którzy tworzyli muzykę od tak dawna i to muzykę na takim poziomie.  Jak można ich przyrównać do przedstawicieli tego pseudo gatunku jakim jest disco -polo?Nie będę się już rozpisywać czym się on charakteryzuje bo o tym już gdzieś pisałam, w każdym razie "muzyką" się tego nie da nazwać. Ci którzy dziś tak usilnie chwalą disco polo i tak się tym szczycą to w ogóle nie słyszeli jeszcze dobrej muzyki, nie mają o niej zielonego pojęcia. Powinni sobie dobrze uszy przeczyścić albo wyjąć z nich te zatyczki... Tego czegoś nie można też przyrównać do tego co robi  Garou (od jednej osoby usłyszałam, że to fr odpowiednik naszego disco), jeden z najlepszych współczesnych  artystów, który  ma swoje wieloletnie doświadczenia muzyczne. Zapewniam że  koło jakiegoś disco to on raczej nigdy nie stał. Wychowywał się na Beatlesach, Floydach, Doorsach, Led Zeppelin czy Rayu Charlsie i innych przedstawicielach bluesa. Zarzucić mu że śpiewa coś w stylu disco polo to jak walnąć go na odlew w pysk. Oczywiście jest też wielu innych współczesnych poza nim, których lubię i szanuje i nie dam ich porównać do żadnego szajsu. Są to między innymi Robbie Williams, zespół Archive, Steve Wilson z Porcupine tree, Ray Willson, Bruno Pelletier, One republic, Adele, Norah Jones, Katie Melua, Beth Hart, Joe Bonamassa. Nate Nass z Fun, Dream Theater i wiele innych...
 
Pink Floyd jeszcze w pięcioosobowym składzie z Sydem Barett'em
 
 
 
King Crimson
 
 
 
Queen
 
 
 
 
Nieraz zasypiając miałam w uszach dźwięki Another brick in the wall Pink Floyd. Dziecięcy chór z tego kultowego utworu pozostał w mojej pamięci do dziś... Nigdy nie zapomniałam tego brzmienia ani klimatu... ale musiałam dojrzeć do muzyki Pink Floyd czy Doorsów, żeby pojąć o czym śpiewali i grali. Kiedy dotarł do mnie głęboki sens tej muzyki uzależniłam się od nich. I powiem otwarcie, że boli mnie że niektórzy nie widzą tego co Pink Floyd zrobiło przez tyle lat, nie doceniają takiej muzyki. Nie zamierzam nikogo na siłę zmuszać, ale osobiście uważam, że jak się chce to można wszystko, nawet zdobyć Mont Everest.... Dzięki Floydom pokochałam takie zespoły jak Deep Purple, Led Zeppelin, Dire Straites, Genesis, The Doors, poznałam ich lepiej... Mój smak się zmienił. Wcześniej ograniczałam się do muzyki Beatlesów, U2 czy Bon Jovi, które oczywiście nadal uważam za wspaniałe zespoły, ale jednak sama się ograniczałam. Nawet Springsteen dobrze nie znałam... Ale wreszcie się to zmieniło i jestem szczęśliwa że znam ten zespół czy inny. Wreszcie poznałam ludzi, którzy nie patrzą na mnie jak na walniętą kiedy mówię o Pink Floyd czy Dire Straits.... Jest o czym porozmawiać. Wymienić się z innymi osobami wrażeniami z koncertów, pogadać o odczuciach. A o czym pogadasz z kimś kto mówi, że nie ma pojęcia że Paul Mc Cartney był w The Beatles????? Usłyszałam nawet że Roger Waters nie ma nic wspólnego z Pink Floyd.... Byłam w takim samym szoku jak wy, gdy to usłyszałam. Wolałabym nie usłyszeć nigdy. Skoro ktoś mówi takie rzeczy to znaczy, że ma wszystko w głębokim poważaniu. Nawet ludzie, którzy szczególnie nie interesują się muzyką wiedzą, że Paul Mc Cartney był członkiem The Beatles, a Waters pochodzi z Pink Floyd. Bo takie rzeczy to ogólnie wiadomo.
 
Led Zeppelin
 
 
 

Wyobrażacie sobie życie bez takiej muzyki??? Bez muzyki, która coś nam daje... Muzyka, która ma sens, słowa o czymś konkretnym, prawdziwe brzmienie... No ale jak ktoś mówi że muzyka niewiele znaczy w ich życiu albo, że wręcz przeszkadza to cóż począć z taką osobą? Ja nie umiem żyć bez muzyki. Jest ona wszechobecna w moim życiu i nie wstydzę się tego. Nie ma czego. Muzyka daje mi siłę do przetrwania i poprawia nastrój. To czego słucham nie ogranicza mnie a wręcz poszerza horyzonty. Nieważne czy to rock, hard rock, metal, blues, czy jazz. Dziś we wszystkim znajdą coś dla siebie. A tak w ogóle to zawsze się głęboko zastanawiam, co ludzi tak odstrasza w muzyce Pink Floyd? Czemu się na nią zamykają?.... A może to tylko z przekory, byle nie poznać nie posłuchać, nie próbować zrozumieć czemu tak wiele ludzi ich kocha i za co???? Czy naprawdę nie potraficie dostrzec sensu tego co tworzyli, czy to aż taka filozofia? Nie bez powodu są jednym z najgenialniejszych zespołów na świecie, a Dark side the moon uznany za najlepszy album w historii rockowej. Podobnie z Dire Straits, Genesis AC/DC czy Led Zeppelin? Jak myślicie co przyciąga te tłumy na ich koncerty. Chyba czymś sobie zasłużyli na taką miłość fanów.... Może gdyby usiąść czasem na spokoju zajrzeć choćby z ciekawości do ich tekstów, zasłuchać się w to co pociąga tych fanów znaleźliby to co my.... Na pewno już nigdy nie spojrzeliby na coś takiego jak disco polo. Jest tyle wspaniałej muzyki, która cieszy ucho, która jest zarazem tak ambitna i lekka, do poszalenia sobie na prywatce czy do posłuchania na słuchawkach.... Do wczucia się. Mylą się ci co twierdzą, że przy bluesie i jazzie nie da się bawić bo to smęty. Nic bardziej mylnego... Po prostu jest takie przekonanie, że jak do zabawy to tylko disco polo się nadaje i techno bo lekkie i przyjemne dla ucha....No macie, miałam o tym nie gadać. Zapomniałam się. Z tą przyjemnością to bym się nie wychylała... Byłam z siostra na koncercie Hugh Lauriego i to dwa razy. Ile się naskakałyśmy i wyszalałyśmy to nasze i nikt nam nie wmówi, że blues nie jest gatunkiem nadającym się do zabawy... Nawet przy jazzie można się poruszać. Czasem wystarczy iść do dobrego klubu z taką muzyką jeśli nie stać cię na koncerty. Ja oczywiście byłam w stanie wydać sporą sumę żeby zobaczyć Springsteena za granicą, tzn oboje z mężem i do dziś uważamy że było warto. Moc, atmosfera, super zabawa!!!!!! To co pokazuje Bruce na koncertach rozwala system totalnie. Wciąż ten sam Springsteen sprzed lat. Istny szatan na scenie i ta jego spontaniczność, ogólnie prawdziwy artysta o wielkim głosie i sercu. Zanim mąż pokazał mi pewien koncert Bruce'a z Barcelony znałam go tylko z takich utworów jak Streets of Philadelphia, Dancing in the dark czy Born in the USA, ale nigdy za bardzo nie zagłębiałam się w jego twórczość. A szkoda, bo okazało się że twórczość tego człowieka to kawał porządnego rock&rolla przy którym można zarówno solidnie poszaleć jak i wyciszyć się wsłuchując w nastrojowe ballady przy akompaniamencie gitary akustycznej czy harmonijki. Bruce ma świetny głos, mocny i zarazem ciepły z domieszką charakterystycznej chrypki, tak, że  nie sposób pomylić go z nikim innym. Po tym co zobaczyłam na video musiałam zobaczyć nieśmiertelnego Bruce'a na żywo. Specjalnie dla niego pojechaliśmy aż do Dusseldorfu. To był niezapomniany koncert i nie ważne że przez ten koncert zawaliłam egzamin z naukoznawstwa. Ważne że tam byłam. Potem były inne koncerty : Genesis, Australian Pink Floyd, Roger Waters, Mark Knopfler i inne....


Dire Straits



A już za niedługo Brian Adams i to w moim mieście. Wprost nie wierzę w to co będzie miało miejsce za kilka tygodni. Bo zawsze marzyłam o tym by zobaczyć Adamsa live... Do tego będę go miała w zasięgu ręki bo mam miejsce pod samą sceną na golden circle. Po prostu spełnienie marzeń, choć nadal wydaje mi się to zaledwie pięknym snem... Obudzę się jak już tam będę i zobaczę że to prawda. Po cichu marzę jeszcze że zobaczę Pink Floyd na żywo i to całą trójkę, chociaż wiele osób mi mówi, że to mało realne. Cud, że Rogera na The Wall udało mi się zobaczyć. To było mega emocjonalne przeżycie o czym napiszę w osobnym poście. Ale marzenie o koncercie Pink Floyd nie daje mi spokoju i chyba już nie da dopóki on się nie odbędzie i nie doświadczę tego namacalnie. Bo to trzeba usłyszeć live tak jak The Wall Watersa. Niech żałuje ten kto nie chciał tam być. Ja natomiast do dziś nie mogę przeboleć koncertu Gilmoura w Stoczni Gdańskiej. Nie mam pojęcia jak to się stało że przegapiłam takie wydarzenie. I to mnie tak boli że aż wyć się chce na samo wspomnienie o tym koncercie... Tym bardziej, że jeszcze wtedy był z Davidem, Richard Wright. Dlaczego mnie tam nie było? Jak wiecie obsesyjnie kocham ten zespół i jego członków, wszystkich co do jednego. Innym niespełnionym marzeniem pozostaje wciąż koncert Dire Straits, a na to już chyba w ogóle nie ma szans. Pocieszam się, że wciąż można posłuchać na żywo jego wokalistę wspaniałego gitarzystę Marka Knopflera, na którego koncercie byłam rok temu. Niesamowite wydarzenie. Nie ma nic piękniejszego nic usłyszeć na żywo takie kawałki jak Sultans of swing, Romeo and Juliet, So war away albo Brothers in arms.

                                                     Deep Purple

 
Genesis z Peter'em Gabrielem i Collinsem
 
 
Rainbow
 
 
The Doors
 
 
 
 
 
Ostatnio odkopałam płyty takich zespołów jak Rainbow i King Crimson. Naprawdę fajnie było znowu tego posłuchać. Do pewnych rzeczy wraca się często. Jeszcze jakiś czas temu dzięki siostrze zaprzyjaźniłam się dzięki mojej siostrze w muzyce The Doors i też od razu zakochałam się w ich twórczości, a przede wszystkim w geniuszu Morrisona. Jimmy bardzo mi przypomina Syda Baretta. Dlaczego? Obaj mieli niezwykły talent do tekstów i obaj byli niesłychanie wrażliwymi artystami. Natychmiast postanowiłam zapoznać się z całą dyskografią Doorsów. Nawet kupiłam sobie winyla The best of, której często słucham... Bo nie da się nie wracać do takich zespołów. Bo taka muzyka, szczególnie grana na żywo potrafi człowieka uszczęśliwić. Nie zastąpią nam tego filmiki na You tube ani nawet najlepsze winyle. Wszelkie nośniki pomagają nam tylko poznać twórczość danego artysty czy zespołu, ale przeżywamy ją przeważnie na koncertach. Kiedy nie stać mnie było na koncerty po prostu słuchałam tej muzyki. Poznawałam ją słuchając coraz więcej płyt, czytając książki biograficzne i encyklopedie rocka. Lubię poszerzać horyzonty w tym kierunku. Chętnie otwieram się na muzykę innych, którzy chcą mnie nią zarazić. Bo czemu nie? Jeśli ktoś mnie chce czegoś nauczyć słucham tego co chce mi przekazać i tego co mówi. Z jeszcze większym zacięciem słucham tego co nowe, bo nie ma to jak nowe doświadczenia. Dzięki niektórym osobom poznałam muzykę o której nie miałam pojęcia np. dzięki pewnemu zdolnemu koledze poznałam Beth Hart i Joe Bonamasse, dzięki Hugh Lauriemu i Garou zakochałam się na zabój w bluesie i r&b, a dzięki Robbiemu Williamsowi w swingu. Nie mniejszą rolę w mojej edukacji muzycznej odegrało radio Kraków, które emituje fantastyczne audycje poświęcone muzyce rockowej, jazzowej i nie tylko. Pracują tam doskonali redaktorzy, między innymi Jerzy Skarżyński, Antoni Krupa, Piotr Chronowski, Paweł Sołtysik, Agnieszka Barańska  czy Andrzej Kukuczka, którzy posiadają niezwykłą wiedzę i potrafią poprowadzić doskonałe i inspirujące muzycznie audycje. Jest to radio w ogóle niekomercyjne, w którym nie brakuje artystów undergrandowych, mało znanych w odróżnieniu od tego co nadaje Radio Zet czy totalnie komercyjne Radio RMF FM.  Jednymi z lepszych rozgłośni są wspomniane już Radio Kraków, Radio Trójka czy Radio Zet Gold grające same złote przeboje a także grające mocno rockowo Antyradio. Tego można spokojnie słuchać. Słuchając ich dowiecie się przy okazji czegoś ciekawego. Polecam. Dzięki takim audycjom jak Pociąg do muzyki czy Nocny szlak Radia Kraków zaprzyjaźniłam się z muzyką AC/DC, Dream Theater, King Crimson, Nirvana, Metalica, Deep Purple, poznałam Queen bliżej niż wtedy gdy znałam ich jako dziecko. Wszystko to bardzo dużo mi daje.
 
                                 Ukochana hard rockowa kapela AC/DC
 
 
Nirvana
 
 
 


Do zobaczenia następnym poście który będzie się nazywał  Born to listen rock, gdzie postaram się przedstawić najważniejsze utwory z gatunku rock i zapoznam Was z ich tekstami.

wszystkie  zapożyczone zdjęcia pochodzą z bazy google pictures



 

środa, 5 listopada 2014

Robbie Williams z bliska... :)




Jego pełne imię i nazwisko to Robert Peter Maximillian Williams. Urodził się w środkowej Angli 13 lutego 1974 i większość dzieciństwa spędził w Stoke-on - trent. Już jako dziecko zaczął przejawiać zdolności sceniczne. W 1991 roku poszedł na przesłuchanie, które miało wyłonić członków grupy Take That, najpopularniejszego brytyjskiego bandu w tamtym czasie. Na początku lat 90 - tych wydali aż 8 singli, które od razu wylądowały na szczycie brytyjskich list przebojów. Kariera Robbie'go w zespole nie trwała długo. Odszedł z niego po czterech latach, kiedy zrozumiał że nie jest to szczyt jego marzeń, bardzo nie podobały mu się liczne ograniczenia, które mu narzucano dlatego opuścił grupę w 1995 roku i rozpoczął karierę solową. Take That rozpadło się rok później.
 
Robbie zadebiutował wydając cover znanego przeboju George'a Michael'a Freedom, jednak jego prawdziwa kariera zaczęła się w 1997 roku, kiedy na brytyjskim rynku ukazał się jego pierwszy solowy album "Life Thru A Lens". Artysta był współtwórcą wszystkich piosenek na płycie, drugim autor był Guy Chambers, który później stał się naczelnym współautorem i producentem wokalisty. Wspominając okres związany z nagrywaniem pierwszego albumu przyznaje, że nie wierzy iż sam był w stanie cokolwiek stworzyć. Największy rozgłos dał mu przebój Angels, który od razu pokochały miliony - ciężko się temu dziwić, bo to naprawdę przepiękna piosenka. Poza nią hitami były jeszcze tytułowa Life Thru a Lens, Lazy Days, Old before I die, South of the border i Let me enterntain You. Zdecydowany sukces odniosła następna płyta I've Been Expecting You  która ukazała się w październiku 1998 roku. Materiał powstał na Jamajce, a twórcami większości utworów są Robbie i Guy Chambers. Jej największym plusem są takie hity jak Millenium, No refrets i She's the one. Po tym albumie ukazał się krążek The Ego has landed zawierający najlepsze piosenki z dwóch poprzednich płyt, było to pierwsze wydanie amerykańskie. Przy pracy nad trzecim krążkiem Robbie współpracował ze swoimi dawnymi znajomymi z grupy Sound 5 pochodzącej z jego rodzinnego Stoke -on - trent. Część tego materiału ukazała się  w 2000 roku na krążku Sing when You're winning, przeważały na nim utwory napisane przez Robbiego i Chambersa, były to : szokujący, ale chwytliwy przebój Rock Dj oraz Kids w duecie z Kylie Minouge, Supreme, Let vove be your energy. Kawałek Road to Mandalay ukazała się w lipcu 2001 roku na podwójnym singlu wraz z premierowym utworem Eternity. Utwór Kids ukazał się jednocześnie na płycie Kylie Light years, na którą Guy i Robbie napisali jeszcze dwie piosenki. Album Sing when You're winning sprzedał się w samej Wielkiej Brytani w milionach egzemplarzy. W 2001roku Robbie wydał singiel z piosenką Have You met Miss Jones, która była znalazła się na ścieżce dźwiękowej do filmu Dziennik Bridget Jones. Niespodziewanie wpadł na pomysł, żeby nagrać całą płytę w duchu swinga. Na płycie Swing when You're winning znalazły się utwory Franka Sinatry, Dean'a Martina, Sammiego Davisa juniora i innych artystów tego gatunku. Standarty swingowe znał Robbie już jako dziecko, słuchał je i kochał dlatego tak bardzo zapadły mu w pamięć, stąd pomysł na taki album. Większość utworów nagrano w studiu w Los Angeles, w Capitol Recording Studios, tam gdzie powstawały oryginalne wersje. Jedyną nową piosenką otwierającą ten album było I will talk and Hollywood listen. Znajdziemy na nim sporo ciekawych duetów, między innymi z Nicole Kidman w Something stupid, z aktorem Jonem Livitzem, Jane Harrocs czy Jonathanem Wikesem. Dzięki życzliwości osób, które rozporządzają schedą po Sinatrze pojawiło się archiwalne nagranie It was a very good year z udziałem samego mistrza swingu. Po wydaniu powyżej wspomnianego albumu artysta zrobił sobie rok przerwy. Podczas kolejnej trasy po Europie ukazał się film dokumentalny pt. Nobody someday wydany później na DVD, który obrazował życiowe wzloty i upadki Robbiego Williamsa.

W tym czasie w Los Angeles powstawał materiał na kolejny album Escapology. Praktycznie wszystkie piosenki na nim zawarte wyszły spod pióra Robbiego i Chmabersa. Wyjątkiem jest kawałek Come undone napisany przez New York Boots Offsad, zaś Nan's song jest w całości dziełem Robbiego. Artysta napisał ją dla swojej zmarłej niani, którą bardzo kochał. Jeden z utworów nagrał w stroju Supermana. Przy nagrywaniu tego albumu artysta zaczął mieć kłopoty z alkoholem. W którymś wywiadzie przyznał, że wszystko go wtedy drażniło i często zaglądał do kieliszka. Mimo tych problemów oddał się pracy nad płytą od początku do końca. Nagrywanie Escapology przyniosło mu jednak wiele radości i dobrze się przy tym bawił podobnie jak wtedy gdy powstawało Swing when You winning. Ten album wiele zmienił w jego życiu. Towarzyszyła mu wówczas 60 -cio osobowa orkiestra symfoniczna. Z początku było mu bardzo ciężko dostosować wokal do akompaniamentu, ale w rezultacie wyszło to bardzo dobrze co sam przyznaje. Było to dla niego ogromną przyjemnością. Świetnym ukoronowaniem trasy z płytą Swing when You're winning był wspaniały koncert w Royal Albert Hall z udziałem gwiazd kina, muzyki i innych wspaniałych gości, na koncercie obecna była również mama Robbiego. Jest to według mnie najpiękniejszy i najbardziej wzruszający koncert tego wokalisty jaki kiedykolwiek oglądałam. Stylowo, elegancko z charakterem, w niebywałej aranżacji i podniosłej atmosferze swingowych standardów. Śmiem powiedzieć że Rob po prostu urodził się do śpiewania swinga. Idealny mocny głos z domieszką subtelności i delikatności plus urok artysty to niesamowite połączenie.

Dalszego ciągu niestety nie ma, ponieważ biografia artysty nie jest od pewnego czasu na bieżąco aktualizowana. Zamieszczone tu informacje zaciągnięte zostały ze strony : http://www.robbiewilliams.pl/biografia.html


Niektóre ważniejsze nagrody Robbiego Williamsa :

- Smash Hits ( najśmieszniejsza osoba na świecie - 1996 rok)
- The Sun Newspaper ( najlepszy piosenkarz - 1997)
- Brit Awards (najlepszy singiel - 1998)
- The Sun Newspaper ( za najlepszy album 1998)
- MTV European Music Awards (najlepszy wokalista - 1998)
- The 12th Headlines Readers Poll Awards [Hong Kong]: Best Male #1, Best Songs "Millennium", Best Album "I've Been Expecting You", Best Video "Millennium" (najlepszy wokalista, najlepsza piosenka roku "Millennium", najlepszy album roku  - 1999
- New Musical Express Premier Awards [UK]: Best Solo Artist (najlepszy wokalista - 1999)
- Songwriter Of The Year: Robbie Williams & Guy Chambers "Angels" (najlepszy tekst piosenki roku za "Angels" - 1999
- Brit Awards [UK]: Best British single "She's the one", Best British video "She's the one" (najlepsza piosenka i najlepsze wideo za "She's the one" - 2000
- MTV European Music Awards [UK]: Best Song "Rock DJ", Nominations in 3 other categories: Best male singer, Best video, Best Pop "Rock DJ" najlepsza piosenka "Rock DJ, i 3 inne nominacje  - 2000
- Capital Awards [UK]: Best album "Sing When You're Winning"  najlepszy apbum "Sing when..." - 2001
- MTV European Music Awards: Best Male Artist  najlepszy wokalista - 2001
- Echo Awards [D]: Best male artist international najlepszy wokalista międzynarodowy - 2002
- MTV Europe Music Awards [UK]: Nomination for: Best International Male Artist nominacja na najlepszego wokalistę - 2002
- MTV Asia Awards [SGP]: Favorite Male Artist ulubiony wokalista - 2003
- Amadeus Music Awards [A]: Best international Artist of the Year (najlepszy wokalista roku - 2003
- Nordic Music Award [N]: Special award of honour for being one of the best selling artists in Denmark, Sweden and Norway  - 2004
- Brit Awards [UK]: Best single (Angles) last 25 years (Angels najlepszym singlem ostatnich 25 lat - 2005

Moje ulubione albumy Robbiego :

I've been expecting You
Swing when You winning
Escapology
Reallity killed the video star'
Swing Both ways

Moje ulubione piosenki Robbiego Williamsa :

Angels
Feel
No regrets
Millenium
She's the one
Let me enterntain You
Supreme
Road to Mandalay
Something beautiful
Eternity
Come undone
Sexed up
Love somebody
Strong
Bodies
You know me
Won't do that
Misunderstood
have You met miss jones
Rock Dj
Better Man
Nan's song
I will talk and Hollywood listen
Morning sun
Shame
Different
Go gentle
Candy
Loosers

Ukochane covery z udziałem Robbiego :

Something stupid
Me and my Shadow
Mack the knife
My way
Beyond the sea
Dream a little dream of me
I wanna be like You
It was a very good year
Little green apples


A tu link do koncertu Robbiego z Royal Albert Hall - najpiękniejszy, najbardziej wzruszający i najbardziej spektakularny koncert jaki widziałam. Uwielbiam go!!!!  Warto zobaczyć.


https://www.youtube.com/watch?v=tdf05QkctPQ 


Jeśli ktoś chciałby bliżej poznać Robbiego powstała książka o nim pt.Anioły i Demony, można też poszukać wspomnianego filmu Nobody someday .