"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

sobota, 5 lipca 2014

Muzyka francuska też może być cooool

Skąd moja miłość do muzyki francuskiej? No oczywiście, że wszystko przez GAROU. To przez niego w ogóle pokochałam ten język. Niestety muszę przyznać, że zanim poznałam tego niesamowitego artystę, nie cierpiałam francuskiego. Dziwnie mnie wtedy drażnił. Nawet piosenek Celine Dion słuchałam tylko i wyłącznie po angielsku. Tolerowałam jedynie filmy z Louisem de Finnesem i to tylko dlatego, że były śmieszne, no i z Alainem Delonem, bo facet był pierońsko przystojny. Jednakże francuski jako język był dla mnie nie do przetrawienia. Sama siebie dziś nie rozumiem jak mogłam nie trawić tak wspaniałego niezwykle przyjemnego języka - jak i równie trudnego, czego nie da się ukryć. Wszkakże nie taki diabeł straszny jak go malują. Kiedy zaczęłam się uczyć zobaczyłam, że wcale nie jest tak źle jak niektórzy opowiadają. Ale o tym napiszę innym razem. Ten post ma dotyczyć stricte muzyki w tymże czarującym języku.
Tak więc zaczęło się od Wilkołaka. W jego głosie zakochałam się już od pierwszego usłyszenia
w radio. "Gitan" zaraz wpadło mi w ucho, a potem było "Sues le vent" w duecie z Celine Dion
i "Seul". Jednak najbardziej zniewolił mnie utwór "Je n'attendais que vous".  Ta piosenka to szczyt możliwości w jego wykonaniu. Przepiękna poruszająca ballada, którą znam na pamięć do dziś i nucę nieustannie. Mogę jej słuchać non stop. Potem był występ Garou w Sopocie. Tournee w Polsce i mój pierwszy koncert Uszatego, na którym byłam w Katowicach zakochana po uszy, a później było już tylko więcej, więcej, więcej i więcej Wilkołaka. Nie ukrywam,  że oszalałam na jego punkcie, na punkcie jego głosu i jego dojrzałej pięknej muzyki. Wreszcie dowiedziałam się o musicalu w którym zagrał główną rolę czyli "Notre Dame de Paris", którego libretto powstało na podstawie powieści Victora Hugo pt "Katedra Maryi Panny w Paryżu". Historia o szpetnym garbusie, dzwonniku z Notre Dame. Jak powszechnie wiadomo, Garou gra w musicalu właśnie tegoż dzwonnika, ale jakże fantastycznie i prawdziwie - po prostu genialnie. Jakże ten chropowaty niski głos pasuje do tej tragicznej postaci. Dzięki temu musicalowi poznałam także innych wspaniałych artystów, którzy występują obok Garou. Bruno Pelletier, Daniel Lavoie, Patrick Fiori, Julie Zanetti, Helen Segara
i Luke Mervill - osoby te to niezwykle utalentowani artyści, których role w "Notre Dame de Paris" zostaną w mojej pamięci na zawsze. Nie licząc już Wilkołaka najbardziej przypadli mi do gustu Bruno Pelletier, na którego koncercie byłam także tego roku oraz Daniel Lavoie. Po prostu uwielbiam ich słuchać, kocham za niepowtarzalne głosy i dojrzałość muzyczną. Są po prostu doskonałymi muzykami i wrażliwymi serdecznymi ludźmi o czym miałam się już okazję przekonać. Koncert Bruno na który tyle czekałam, a który był spełnieniem marzeń, bo odkąd go usłyszałam
w musicalu chciałam go zobaczyć i usłyszeć na żywo. Powalił mnie i resztę publiczności na kolana. Występ ten można uznać za wspaniały recital, biorąc pod uwagę unikalny repertuar artysty, fantastyczny klimat i atmosferę jakie potrafił stworzyć w czasie tego koncertu. Przez cały czas miałam łzy w oczach, ponieważ nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę,.Że Bruno naprawdę z nami jest. Tych emocji, które wtedy czuliśmy nie da się opisać. To zbyt piękne. Powoli poznaje dyskografię Bruno, ale jest to trudne, bo jego płyty nie są dostępne na polskim rynku. Trzeba je sprowadzać z Kanady skąd pochodzi artysta, ale myślę, że warto, bo to muzyka warta poznania - ciekawa, ambitna, intrygująca. Taki właśnie charakter ma język francuski. Muzykę Bruna możecie poznać też oglądając niektóre materiały na kanałach Youtube. Zapewne znajdziecie tam mnóstwo fajnych filmików z jego koncertów i teledysków. Podobnie jest  z Daniel'em, którego też ubóstwiam jako artystę. Jego dyskografię możecie znaleźć na Chomiku, ale zamierzam w przyszłości sprowadzić sobie jego oryginalne płyty, podobnie jak Bruno. Marzę również o tym, by zobaczyć Daniela na żywo. Jedna z moich koleżanek miała już raz to szczęście być na recitalu Daniela w Paryżu, czego bardzo jej zazdroszczę. To niesamowite szczęście móc przeżyć coś takiego. Polecam Wam jego twórczość. Posłuchajcie, a nie pożałujecie.
Poza kręgiem artystów z musicalu lubię też posłuchać innych francuskich i francuskojęzycznych wokalistów. Często powracam do starych utworów Celine w języku francuskim. Jak dla mnie najpiękniejsze płyty Celiny to "D'eux" oraz "S'il Suffsait D'aimer", które powstały we współpracy
z Jean'em Jacqiem Goldmanem. Ostatnia jej płyta, która ukazała się po francusku "Sans Attendre" również jest niezła. Właśnie te po francusku najbardziej mi się podobają bo są niezwykle oryginalne
i klimatyczne. Obok Celine jeszcze bardziej podziwiam Larę Fabian. Wokalistkę o niesamowicie poruszającym głosie, Patricie Kass, której ciekawa niska ciemna barwa głosu tak mnie zachwyca, gdyż jest bardzo rzadka u kobiet. Równie fantastyczna jest Zaz, która naprawdę nazywa się Isabelle Geffroy. Wydała już trzy świetne albumy, które po prostu kocham. Piosenki tej niezwykłej wokalistki relaksują i sprawiają, że świetnie się bawisz. Można jej słuchać przy każdej okazji. Zaz łączy w swojej muzyce jazz i soul przez co jest bardzo oryginalna. Niezwykła barwa
i charakterystyczne vibrato to kolejne zalety jej śpiewania. Moje ulubione utwory to "Je veux"; "Les Passant"; "La pluie"; "Éblouie par la nuit"; "On ira". Bardzo się cieszę, że poznałam twórczość Zaz. Chętnie wracam też do żywych i energicznych piosenek Alizee jak "Moi Lolita"; "J'en ai marre", "J'ai pas vingt ans". Ostatnio artystka wydała nową płytę. Po pierwszych przesłuchaniu wydaje się dość ciekawa i dojrzała. Jedną z moich ulubionych francuskojęzycznych piosenkarek jest też Natasha Saint - Pierre. Lubię ją także za niezwykle silny głos i specyficzny klimat w utworach. Polubiłam ją od razu. Nie zapomnę świetnego duetu Natashy z Pascalem Obispou który wykonał utwór "Mourir demain". Natasha ma też liczne duety ze swoim ulubionym kumplem i rodakiem Garou, które też bardzo lubię. Poznałam trzy jej płyty i uwielbiam do nich wracać. Niezwykle podziwiam też innych artystów śpiewających po francusku. Są tą Nadya znana z przebojowego utwóru "Parle moi", na pewno ją pamiętacie, Isabell Boulay, śpiewająca po francusku Włoszka Alberini, którą kojarzyć możecie z takimi przebojami jak "Tu es foutu"; "In tango"; "Shock"; "Mamma mia", Kate Ryan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz