Proza, góry i muzyka

wtorek, 16 lipca 2019

Z cyklu Kasine pisanie: Idąc pod prąd 10

Rozdział 10.1

Nowy Targ - Ochotnica Dolna, Górna. 

Miniona noc okazała się dla Rafała nieco łaskawsza niż poprzednia. Po drugiej operacji brzucha wciąż odczuwał dotkliwy ból, ale już nie tak straszny  jak przedtem. Mógł o sobie mówić, że jest wielkim szczęściarzem.  Gdyby był tam sam z pewnością by nie przeżył.  Bez chłopaków i tego lekarza skończyłby chyba na cmentarzu. Miał tego pełną świadomość. - Jezu, gdyby nie ten pieprzony upór Anglika, już bym nie żył - powtarzał sobie w duchu, któryś już raz z rzędu. Podobnie jak Łukasz nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Jak to możliwe, że padli ofiarą tych zbirów? Jakby ktoś mu coś takiego opowiedział pewnie by się popukał w czoło albo go wyśmiał. Do czego to doszło, żeby człowiek nawet w górach musiał się obawiać o swoje życie? Strach myśleć co by było gdyby to Justyna i Dawid na nich trafili. Bez mrugnięcia okiem zabiliby matkę z dzieckiem i zostawili na pastwę losu tak jak jego i chłopaków. Skąd te gnoje się urwały? Z kosmosu? Nigdy przedtem ich nie widział w tej okolicy, tak że chyba nie pochodzili z tych stron. Co prawda już nie raz słyszał o przejawach agresji wobec ratowników górskich, ale nigdy o tak brutalnym napadzie.





Kiedy tam leżał, na zimnej ziemi u stóp Kotelnicy, skąpany w kałuży swojej purpurowej krwi, gwałtownie tracąc ciepło miał przed oczami jedynie zamazany obraz otoczenia... A potem cyk i nastała egipska ciemność, jakby zgasło słońce. Stopniowo odpływał w próżnię, pozbawiony czucia... Pochłaniały go lęk i obojętność równocześnie. Głosy kumpli niespodziewanie umilkły, jakby ktoś nagle wyciszył odbiornik. To było straszne. Nigdy wcześniej tak się nie czuł. Nawet nie pamiętał momentu, w którym dostał kulkę w nogę. Niewiele pamiętał... Ledwie strzępki obrazów i słów, wyrwanych z kontekstu. I jak to teraz poskładać do kupy? Przyjdzie mu się zmierzyć z trudną układanką, w której co rusz brakuje jakiegoś elementu. Zapewne przesłucha ich policja w obecności prokuratora i trzeba będzie im powiedzieć coś sensownego, ponieważ bez dokładnych zeznań świadków nie dorwą sprawców tego zdarzenia. Ten major, kumpel Jacka Namyśla przysiągł, że zrobi wszystko by pomóc policji dopaść tych bandytów. Wiedzieli, że to nie będzie proste zadanie ponieważ trafili na cwane i nieprzewidywalne bestie. Ludźmi takich zwyrodnialców nazwać nie można. 

  • Hej Braciszku, wszystko okej? Jak się czujesz? - zapytała Justyna, gdy zobaczyła, że Rafał otwiera oczy. Poruszył się na łóżku jakby chciał się obrócić na bok, a wtedy na jego twarzy pojawił się znów grymas bólu. 
  • Hej siostra, dzięki że jesteś. - Rafał uśmiechnął się na widok Justyny siedzącej przy jego łóżku. Po tym wszystkim, co niedawno odwalił powinna się wypiąć i olać takiego gada jak on - Wiesz, bywało lepiej, ale najważniejsze że żyje. - Mówił cicho i słabo.  
  • Będzie lepiej bratku, tylko uzbrój się w cierpliwość. - Justyna uścisnęła bratu  dłoń.
  • Jesteś aniołem Justyna. - W łagodnych piwnych oczach Rafała czaił się smutek. Nie potrafił pozbyć się wyrzutów sumienia. Musi jej teraz wynagrodzić czas, który stracili z jego winy. Jako dzieciaki i nastolatki byli ze sobą niesamowicie zżyci, potem też... Dopóki nie wyjechał. Wtedy zaczęło się między nimi psuć. To samo było z Krysią... To z jego winy się popsuło między nim, a dziewczynami, bo pozwolił, żeby więzi, które ich łączyły poluzowały się.  Zmienił się na niekorzyść po śmierci ojca,  dopiero teraz  to do niego dotarło. Czemu tak późno do cholery? 
  • Mówisz o tym rogatym z ogonem? - Tym co powiedziała rozbawiła brata do łez.  Zaraz mu się przypomniało, że gdy byli małymi dziećmi i zaczynali szaleć po domu babcia Jasia wołała za nimi: "Chodźcie tu do mnie wy koje rogate aniołki".
  • Się rozumie przecież. - Rafał  spróbował się podnieść na łóżku do pozycji siedzącej co znowu spowodowało nieznośny ból.  - Aaaaj! 
  • Ej Raf, ty mi się tu lepiej nie gimnastykuj tylko leż spokojnie, bo ci jeszcze szwy puszczą i dopiero będzie cyrk - upomniała go Justyna. Zamierzała dopilnować żeby brat leżał spokojnie i więcej się nie wiercił. 
  • Staram się siostra - powiedział i opadł bezradnie na poduszkę.  
  • Musisz się teraz oszczędzać. Jesteś po dwóch ciężkich operacjach. Cudem przeżyłeś. 
  • Litości siostra, litości. - Mówiąc to miał minę zbitego psa. 
  • A  co ja ci takiego robię, że błagasz mnie o litość?  - Justyna patrzyła na niego z politowaniem. 
  • Po prostu  przestań się już nade mną tak rozczulać. Wszyscy przestańcie. Żyje i czuję się coraz lepiej. Mogą mnie już śmiało wypuścić z tego szpitala.
  • No dobra bratku odpuszczę... ale jak będę miała pewność, że już nic ci nie grozi.
  • Oby szybko, bo ja tu lada moment zwariuje. 
  • Aaaa słuchaj, wzięłam wczoraj Calvina na tą naszą przystań w Hubie - wyznała Justyna wstając z krzesła. Otuliła się mocniej szarym grubym szalem, który zarzuciła sobie na lekką lnianą bluzkę w kolorze kremowym. Była długa do bioder, zwiewna z rękawami do łokci, pozbawiona wszelakich ozdóbek. Do tego miała jasno niebieskie jeansy mocno dopasowane oraz eleganckie beżowe czółenka na wysokim obcasie. Stała bokiem do łóżka  i spoglądała w okno, a kiedy w końcu przerzuciła spojrzenie na brata dodała. - Mam wrażenie,  że on to się już na fest zakochał w tych naszych stronach. Dosłownie wsiąknął. 
  • I dobrze - ucieszył się Rafał. -  W sumie po to go tu przywiozłem. 
  • Żebyś ty widział jak on się cieszył z tego, że tam jest. Tak zupełnie na maksa, bez żadnych oporów  zachwycał się widokiem jeziora, gór i okolicy... no i mną też, rzecz jasna... To było takie... Jakby to powiedzieć? O już wiem, takie młodzieńcze zauroczenie.  Urocze niesamowicie. I on też był uroczy. - Na chwilę zamilkła, bo wolała narazie nie zdradzać nikomu co robili z Calvinem później. To była ich słodka tajemnica owiana dreszczykiem emocji. Było nieziemsko cudownie. Deszcz, ich mokre pocałunki i  elektryzujące pieszczoty. Mogłaby do tego wracać bez przerwy i nie miałaby dość. Gdy już skończyła przeżywać tamte chwile powróciła do przerwanego wątku. - Później jak wracaliśmy do szpitala wspomniał coś o tym, że chętnie by tu został, ale narazie nie może, bo musi wrócić do Angli i zamknąć dawny rozdział w swoim życiu, ponieważ tylko tak może zacząć nowy etap swojej egzystencji.
  • To tak jak ja. Też bardzo chce zacząć wszystko od zera i skończyć wreszcie z tymi żałosnymi pomyłkami. Ostatnie rozmowy z Calvinem wiele mi uświadomiły.
  • Całkiem niezły plan bracholku  - pochwaliła go siostra i przybili sobie po piąteczce.
  • Trzeba przyznać, że Cal to naprawdę bardzo konkretny i rozsądny facet - oznajmił Rafał i spuścił głowę, a kiedy znów na nią spojrzał powiedział. - Czasem chciałbym być taki jak on, zupełnie niezwykły, ale... nie umiem.
  • Janek mówi o nim dokładnie  to samo co ty - oznajmiła zaintrygowana Justyna i zerknęła mimochodem na tarcze swojego złotego zegarka.
  • No chyba sama przyznasz, że tego Angola za Chiny nie da się nie lubić... - Pochwyciwszy dziwne spojrzenie Justyny od razu zapytał. - No co tak na mnie patrzysz siostra? 
  • Tobie też Janek powiedział? - Wpatrywała się w brata podejrzliwie. 
  • Co mi miał powiedzieć? - Rafał nie rozumiał o co jej chodzi.
  • O Calvinie. Wygadał się przed mamą i Łukaszem, że Anglik jest we mnie zabujany. Myślałam, że go uduszę gołymi rękami.
  • Eee no coś ty. W tym temacie to akurat Janek nic mi nie musi mówić. Ja to już wiedziałem jak was wtedy zobaczyłem na parkiecie. Byliście bardziej zabujani niż ja i Majka.... No tak tak, nie patrz na mnie jak na kosmitę. 
  • Żartujesz? W to akurat nie uwierzę. - Justyna przewróciła oczami. 
  • Nie żartuję. - Pokręcił przeczaco głową i obdarzył ją lisim uśmieszkiem.
  • Dobra, dosyć już  tych głupot, mów co z tobą? Podobno zerwaliście z Majką.
  • To raczej ona ze mną zerwała - sprostował Rafał. - Z drugiej strony to nawet dobrze się złożyło, bo teraz to ja musiałbym zerwać z nią ze względu na Kynie... To na twojej przyjaciółce mi zależy i chciałbym zacząć od nowa to, co kiedyś się skończyło, z mojej winy... Jeśli ona da mi kolejną szansę będę znow najszczęśliwszym facetem na ziemi. 
  • Jestem pewna, że tak właśnie będzie - zapewniła go siostra. W tym samym momencie poprawiła ramię torebki, które opadło, a potem założyła włosy za ucho i na chwilę utonęła w bezkresnym oceanie myśli. 



  • Wczoraj wieczorem siedziała u mnie chwilę i cały czas płakała, a ja byłem taki słaby że nawet nie mogłem jej kurde objąć. Głaskałem ją po włosach, wycierałem jej policzki i do znudzenia powtarzałem, że będzie dobrze. Tylko tyle mogłem zrobić dla mojej ślicznej Kyni. 
  • Biedna Kynia była wykończona nerwowo. Nie spodziewała się, że znów ci się pogorszy. 
  • Chyba nikt się tego nie spodziewał. Mama też strasznie płakała.  Ostatni raz widziałem ją w takim stanie jak umarł tata... Nie  mogę sobie darować, że wtedy nie otoczyłem jej należytą opieką i tego, że zwiałem w momencie,  kiedy najbardziej mnie potrzebowała. Nie mogę... Zasługiwała na to, żebym przy niej był, a ja zostawiłem własną matkę... Chryste... 
  • O mało nie zwariowała kiedy się dowiedziała w jakim jesteś stanie. Teraz też szaleje bo się boi, żeby znowu coś ci się nie stało.
  • Wiem, że jestem dla niej cholernie ważny i że to właśnie  z tego powodu tak się nade mną trzęsie. Staram się to rozumieć, bo jest naszą mamą, ale z drugiej strony... nic nie poradzę na to, że czasem mocno mnie wkurza jak zaczyna przesadzać z tą swoją troskliwością. 
  • Jak każda matka Raf. Ja ją doskonale rozumiem, bo sama jestem mamą i nieustannie trzęsę się nad moim Dawidem. Jak dorośnie to pewnie też uzna, że jestem wkurzającą, nadopiekuńczą mamuśką.
  • Pewnie tak. - Rafał spuścił wzrok i uśmiechnął się półgębkiem. Doskonale wiedział że nadal jest ukochanym synem Judyty, oczkiem w jej głowie, chociaż wyjechał i rzadko ją odwiedzał.  Teraz postanowił, że się poprawi i będzie częściej do niej wpadał by nie czuła się osamotniona. 
  • Przez to wszystko co się działo nie zmrużyłam oka przez całą noc. Babcia też.  Do rana siedziałyśmy przy stole nad kubkiem kawy i rozmawiłyśmy, a Calvin czuwał przy Dawidzie, który nie chciał spać, bo go bolał ząb.  Jak zasnął to była chyba druga w nocy. Oczywiście zmienialiśmy się co jakiś czas przy małym. Nie chciałam go za bardzo wykorzystywać chociaż on ma taki niesamowicie korzystny wpływ na Dawida. Mały chodzi za nim jak cień. 
  • W końcu jest świetnym psychologiem dziecięcym z ogromnym doświadczeniem.  Wie jak z nimi gadać, żeby słuchały. 
  • Bratek chciałam cię wreszcie przeprosić za to, że... - zaczęła Justyna,  ale brat jej przerwał.
  • Ty mnie chcesz przepraszać? Za co niby?  - zdziwił się Rafał. - Przecież to nie ty mi zrobiłaś krzywdę tylko ja tobie. 
  • Jaką krzywdę Raf? Daj spokój. Prawda jest taka, że ja też nie byłam wobec ciebie w porządku. W ogóle nie starałam się ciebie zrozumieć. Ciągle tylko opieprzałam i obwiniałam, a jak nie ja to znów mama i tak w kółko. Nie dziwię się, że nie chciałeś do nas wracać.  Miałeś prawo być zły. 
  • Ale nie miałem prawa powiedzieć tego co ci wtedy powiedziałem. Nienawidzę się za to, wiesz? Calvin ma racje, jesteś wspaniałą siostrą, matką i kobietą, a ten Gryka to zwykły gnój, który nigdy nie był ciebie wart.
  • A ty jesteś wspaniałym bratem i kocham cię takiego jaki jesteś. Zawsze, bez względu na to jakie głupoty robisz. Nigdy się nie zmieniaj. - Po tych słowach zbliżyła się do niego i przytuliła go mocno. - Kocham cię i zawsze będę. 
  • Ja też cię kocham drugi rogaty aniołku - odparł Rafał i dwa razy cmoknał siostrę  w policzek.
  • Nigdy w to nie wątpiłam bratku.
  • Ooo kurde, patrz siostra kto tu jest - powiedział Rafał wskazując palcem zbliżającą się do jego łóżka kuzynkę Janka. Prawie go zamurowało, ponieważ  w ogóle nie spodziewał się jej wizyty. Był przekonany, że już dawno wróciła do Gdańska. Czemu Janek mu nie powiedział, że jednak została? Nie miał już do niej  żalu, chociaż potraktowała go wtedy paskudnie i poczuł się mocno dotknięty jej słowami. Tymczasem skinął jej na powitanie głową i rzucił zdawkowe "cześć". Żadnych czułości ani serdeczności nie powinna się po nim spodziewać.
  • Hejka towarzystwo, miło was znów  widzieć - przywitała się z nimi kuzynka Jaśka.  
  • Cześć Majka, wzajemnie - odpowiedziała zaskoczona Justyna.  - Co u ciebie?
  • Jakoś leci,  dziękuję - odparła tamta i uśmiechnęła się do niej półgębkiem.
  • Myśleliśmy, że już wróciłaś do Gdańska. Zostajesz tu na dłużej? 
  • Wybieram się jutro do koleżanki, która mieszka w nowym Sączu i zostanę u niej jakieś dwa tygodnie. - Mówiąc to cały czas wpatrywała się w Rafała. Musiała przyznać, że mimo znacznego osłabienia wciąż  wyglądał cholernie dobrze. Cudowny seksowny brunet o niesamowicie pięknych piwnych oczach. Nic dziwnego, że tak szybko dała mu się uwieść. 
  • W takim razie baw się dobrze Majuś. Życzę ci miłego pobytu w naszych pięknych stronach.
  • Dzięki, na pewno skorzystam z propozycji, a teraz Justynko chciałam cię prosić żebyś na chwilę wyszła, bo muszę porozmawiać z twoim bratem na osobności. Byłabym ci bardzo wdzięczna gdybyś zechciała nas zostawić? - Ton Majki był dziwnie  oziębły jakby miała do Justyny jakiś ukryty żal. 
  • Jasne, że tak. Nie ma sprawy. - Justyna bez zwłoki skierowała kroki w stronę  korytarza. Na odchodnym mrugnęła do brata porozumiewawczo. 
  • Cieszę się, że cię widzę całego i żywego Słonko. Jak się czujesz? - odezwała się do niego, kiedy Justyna wyszła. 
  • Nienajgorzej, dzięki. Jeszcze chwila i będę zdrów jak ryba. - Rafał podrapał się po skroni, a potem po swędzącej dłoni. Nie znosił wenflonów.
  • Tak mi przykro, z powodu tego, co się stało Rafał. W życiu bym się nie spodziewała czegoś takiego. - Mówiąc to dotykała jego chłodnej ręki, delikatnie wodziła po niej palcami. W końcu przestała. - Okropnie się wystraszyłam jak usłyszałam o tym zajściu. Twoi bliscy musieli  przeżyć prawdziwy koszmar.
  • Ja też się trochę wystraszyłem, przyznaje. Trudno mi nawet opisać, co wtedy czułem, ale to było straszne. Gdyby nie Calvin i ten kardiolog pewnie gryzłbym już  kwiatki od spodu... Były momenty, kiedy zdawało mi się, że to już koniec, ale wtedy ten hardy Angol siłą wyrywał mnie z objęć śmierci. Skurczybyk chwyta byka za rogi i nie puszcza. - Rafał uśmiechał się do szyby w oknie, na które co chwila zerkał. 
  • Słyszałam. To szczęście mieć takiego kumpla.
  • Nie licząc Janka, Calvin to mój najlepszy przyjaciel. Zjedliśmy razem niejedną beczkę soli i wiem na pewno, że mogę na niego liczyć w najgorszych życiowych sytuacjach.  On na mnie również, ale nie wiem czy kiedykolwiek spłacę ten dług, bo nie potrafię być taki twardy jak on.
  • Dajże spokój Rafał. Nie musisz być nim, żeby być cudownym facetem. Bądź sobą i nikim więcej!
  • Nigdy nie próbowałem być taki jak on, nigdy. To był błąd Majka. Może gdybym się postarał być chociaż w pięćdziesięciu procentach taki jak ten facet, byłbym lepszym człowiekiem. - Rafał ukrył twarz w dłoniach. 
  • Co ty za bzdury gadasz? Boże. - Majka dosłownie osłupiała. 
  • Kiedy czujesz, że stąd oddchodzisz zaczynasz wszystko widzieć inaczej. Mówię serio. Nagle chcesz żeby Wszechmocny dał ci kolejną szansę, bo pragniesz dalej żyć i być wśród tych, których kochasz. Ja też chciałem przeżyć 
  • Gdybyś... nie daj Boże odszedł, zwariowałabym i wszyscy inni też.
  • Gdyby Bóg chciał żeby mnie nie było nie postawiłby mi na drodze Calvina. To dzięki niemu zrozumiałem wiele spraw, które dotąd były dla mnie czystą abstrakcją. Otworzył mi oczy. 
  • O kurna, Rafał,  pleciesz teraz jak jakiś nawiedzony  poeta.
  • Lepszy nawiedzony poeta jak pieprzony racjonalista. 
  • Czy tobie czasem coś ciężkiego nie spadło na łeb? - Kuzynka Janka patrzyła na niego jak na mieszkańca jakiejś odległej planety.
  • Może i tak. 
  • Tak mi się właśnie zdaje. Oprzytomniej w końcu, bo zaraz zaczniesz mi  tu recytować Małego księcia. 
  • Tylko mi nie mów, że nie lubisz Małego Księcia. - Rafał zrobił wielkie oczy. 
  • Rafał dość już tych bzdur! - skarciła go rozdrażniona Majka. - Przyszłam tu w innym celu niż rozprawianie z tobą o jakichś fizlozoficznych bajeczkach dla zatraconych marzycieli. Daruj mi błagam. 
  • No dobra, słucham co masz mi do powiedzenia. - Rafał skapitulował, gdyż miał już dość tłumaczenia Majce swojego punktu widzenia, którego najwyraźniej nie rozumiała i co gorsza nie chciała rozumieć. W przeciwieństwie do Kyni była zbyt przyziemna. Zdecydowanie do niego nie pasowała. 
  • Rafał, chce żebyś wiedział, że nie żałuję tego co się wtedy między nami wydarzyło. Podobało mi się to co wyprawialiśmy i z wielką chęcią bym to powtórzyła. Już mnie nie obchodzi co o tym pomyśli mój tata, chce żyć po swojemu i mieć obok siebie takiego fantastycznego faceta jak ty. Jeśli dasz mi szansę, żebym naprawiła mój błąd zrobię to i będziemy ze sobą szczęśliwi. 
  • Wybacz Majka, ale nie mogę i nie będziemy razem, bo nie możemy, a co do tamtego wyskoku...  To co się stało było strasznym błędem....  Oczywiście to jest tylko i wyłącznie moja wina. Ja to sprowokowałem i nie chce żebyś się czuła za to odpowiedzialna... Przepraszam cię że do tego doszło. 
  • Ja też cię przepraszam za to co wtedy mówiłam. Musiało Cię to bardzo zranić. - Z trudem przyszło jej to wyzwanie, ale musiała to powiedzieć.  Czuła się z tym paskudnie. W kółko wracała do tamtej chwili, gdy nazajutrz rano wyszedł z sypialni wzburzony po tym co mu powiedziała. 
  • Nie ukrywam, że nie, ale mogłem być rozsądniejszy. Dałem się ponieść emocjom i hamulce puściły, a ja... jak zwykle nie umiałem zapanować nad tym urządzeniem w spodniach. Przykro mi.
  • Oboje daliśmy się ponieść, ale seks był naprawdę super. Nie mogę tego zapomnieć. Nawet nie chce... A poza tym ja cię Rafał kocham. 
  • Majka bardzo cię polubiłem, ale kocham tylko Kynie i jedynie z nią chce być. Zawsze była dla mnie najważniejsza. Nic na to nie poradzę. 
  • Weź nie chrzań Rafał. Mówiłeś, że z Kynią od dawna już nic Cię nie łączy - zdenerwowała się Majka. Totalnie ją zszokował tym wyznaniem. 
  • Tak myślałem, ale to się zmieniło.  - Mówił półgłosem patrząc w okno.
  • Oczywiście. Nagle cię olśniło, że jednak chcesz być z nią. Rewelacja! -  Majka poczuła, że od emocji aż się w niej gotuje. Dosłownie szlag ją trafiał na myśl o tym że Rafał woli  Kynie, która kiedyś go olała. 
  • Ciebie też jak widać. Dopiero co mówiłaś, że między nami nic więcej nie może być, bo twoj tatuś i jego opinia są dla ciebie najważniejsze, aż  tu nagle bah... całkowita zmiana frontu.
  • Wiem, ale miałam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno żeby naprawić ten błąd. 
  • Dla mnie i dla ciebie jest już o wiele za późno Majka. Przykro mi. 
  • Tobie jest przykro ?Właśnie widzę jak ci jest kurna przykro... Z resztą  mam to w dupie wiesz? - Powiedziawszy to odwróciła się od niego i spojrzała w okno. Do oczu gwałtownie napływały jej łzy.  Zaczęła je szybko wycierać dłońmi,  żeby nie widział że płacze. Kolejny raz dotarło do niej jaka była okropnie głupia, że poszła z nim do łóżka, a za głupotę się płaci, czasem najwyższą cenę.  Mogła sobie darować ten dziki seks z bratem Justyny, chociaż był on naprawdę sakramencko zadowalający!  Powinna sobie wówczas odpuścić by teraz nie żalować i nie pragnąć więcej tego czego już nie dostanie. Gdyby była troszkę rozsądniejsza w życiu nie dopuściłaby do podobnej sytuacji.  Pomimo tego, co Rafał powiedział na ten temat, Majka i tak czuła się podle i jeszcze bardziej nienawidziła siebie za to co się stało.   
  • Muszę panią wyprosić, zaraz przyjdzie do pacjenta lekarz - zakomunikowała pielęgniarka, która nagle weszła do sali Rafała ciągnąc za sobą mały wózek napakowany lekami i innymi środkami medycznymi. 
  • Nie ma sprawy. Do widzenia. - Majka zalana łzami wyleciała z pokoju Rafała jak z procy,  nawet się na niego nie oglądając. Nie chciała go więcej oglądać.  
  • Majka przepraszam! - zawołał za nią Rafał. Miał nadzieję, że usłyszała.  Było mu przykro, że poczuła się odrzucona, lecz musiał postawić sprawę jasno, nie pozostawiając złudzeń.
  • Ciszej proszę pana - upomniała go wkurzona pielęgniarka. - To jest Oiom, oddział na którym pacjenci dochodzą do siebie po operacji i pan też powinien, odpoczywać, a nie urządzać sobie schadzki z panienkami. Już mówiłam tej pani na korytarzu,  że wizyta tu nie powinna trwać więcej niż dwie trzy mimuty. 
  • Jakie schadzki z panienkami? 
  • Swoją drogą ma pan cholerne powodzenie. W kółko kręcą się przy panu jakieś ładne kobiety. - Czterdziestoletnia Alicja Ryszko też zachwycała facetów swoją urodą. Może nie miała tali jak osa, ale za to cholernie zgrabne długie nogi i ponętny biuścik.
  • Taak. - Rozgoryczony Rafał  czuł się jeszcze gorzej. Nie chciało mu się gadać z tą pielęgniarką chociaż była całkiem sympatyczna. Ładna też, nie dało się zaprzeczyć, ale wolał swoją Kynie i jej seksowne szerokie bioderka. Kobieta zmieniła mu kroplówkę i podała leki, które grzecznie przyjął. Nagle coś mu się przypomniało. - Jaki dziś jest dzień? 
  • Czwartek trzeciego maja proszę pana. 
  • O kurna! Zaczęli kurs beze mnie - krzyknął, gdy niespodziewanie przypomniał sobie o kursie dla gorotłazów. Tak mu na tym zależało. Na kolejny taki kurs jeszcze długo poczeka.



Rozdział 10.2 

Nowy Targ - Ochotnica Dolna, Górna. 



Gdy Justyna wróciła do domu ze szpitala było koło jedenastej. Byłaby wcześniej, ale droga z Nowego Targu znowu była zakorkowana z powodu trwających przy niej prac drogowych. Jadąc w kierunku Przełęczy Knurowskiej i Ochotnicy Górnej zwykle omijali korki, lecz bus miał zupełnie inną trasę. Gdyby nie dobra wciągająca  książka, ktorą zawsze brała do torby na drogę, zanudziłaby się na śmierć. Z drugiej strony szalenie cieszyło ją to że w końcu na dobre pogodziła się z bratem i właśnie ta myśl ją odrywała od lektury. Wszystko sobie wyjaśnili i jedno do drugiego nie miało już żalu. Aż się prosiło, żeby wreszcie zakończyli ten chory konflikt, który trzymał ich od siebie na dystans przez tak długi czas. Nie umiałaby dłużej z tym żyć przez wzgląd na niezwykłą więź, która ich łączyła do czasu jego wyprowadzki do Wielkiej Brytanii. Największym tego plusem była znajomość z Calvinem Coulterem. Nie dość, że uratował  mu życie to jeszcze pomógł im się pogodzić. Ten cudowny, niezwykle rozważny mężczyzna  miał wręcz zbawienny wpływ na jej buntowniczego braciszka. Prócz tego wniósł do ich domu wiele harmonii i radości, szczególnie w jej trudne samotne życie. Niby był obok jej ukochany syn i reszta bliskich, ale pozostawał jeszcze inny rodzaj pustki. Odkąd pojawił się Calvin uczucie osamotnienia zelżało, stało się bardziej znośne. Dlatego usilnie oddalała od siebie myśl o jego wyjeździe. Odpychała ją od siebie z całej siły. Wiedziała, że będzie za nim ryczeć, tak jak już dawno nie ryczała za nikim. Nie zdoła się uwolnić do tego, co czuje do czarujacego Anglika. Nie ma szans.



Po powrocie zastała w domu jedynie Calvina i Janka. Obaj byli w kuchni i kończyli gotować obiad, który powierzyła im babcia Jasia.Ona sama poszła po jajka do swojej przyjaciółki sąsiadki i siłą rzeczy zasiedziała się tam, a Judyta i Dawid nie wrócili jeszcze od dentysty. Tym razem pojechali do Tylmanowej. Potem mieli podjechać do szpitala, żeby zobaczyć się z Rafałem i wrócić na obiad. Przed wyjściem mały zrobił im dziką histerię, po czym schował się tak, że długo go szukali. W końcu po długiej rozmowie z Calvinem uspokoił się i zdecydował, że pójdzie do  tego dentysty, bo jest dużym facetem, a duzi faceci nie beczą z powodu wizyty u stomatologa. Wszyscy byli pod wrażeniem takiej postawy, także Calvin, który obiecał mu za to super model starego angielskiego samolotu do składania. Oświadczył małemu, że dostanie prezent zaraz po jego powrocie z Angli. Uradowany pięciolatek nie myślał już o niczym innym tylko o tym modelu. Teraz gotów był nawet zgodzić się na wyrwanie zęba. Calvin pokazał mu pewną stronę internetową z modelami samolotów, żeby chłopczyk mógł sobie wybrać jakiś konkretny wymarzony model dla siebie. Od samego rana słuchał opowiadań  synka Justyny o tym jak był z Jankiem na pikniku lotniczym w Krakowie i że podziwiali z bliska stare samoloty. Chętnie pojechałby z nimi do tego muzuem lotnictwa w przyszłym tygodniu, gdyby nie musiał w tym czasie być w Yorku i załatwiać pogrzebu byłej żony. Rozmowy z Dawidem pomagały mu uciec od tych ponurych myśli chociaż momentami było mu cholernie ciężko skupić się na czymkolwiek  innym niż to. Kolejną rzeczą, która go pognębiła było to że odwołali mu lot w niedzielę w zwiazku z czym musiał wracać do domu dzień wcześniej. To oczywiście przekreśliło wszelkie plany na sobotę. Z wielkim trudem pogodził się z tym, że nie spędzi cudownego dnia z Justyną i jej synem, a także z tym że  nie pójdą na tą długo wyczekiwaną wyjątkową kolację we dwoje. Wszystkie ich plany w jedynym momencie wzięły w łeb. O mało go szlag nie trafił. Przez kilkanaście seksund miał ochotę umrzeć. Tak strasznie miał dość swojego przytłaczającego skomplikowanego  życia. Bardziej się nie dało.




  • Cześć Słoneczko napijesz się ze mną kawy?  - zapytał Calvin witając ją w sieni. Akurat ściagała buty. Uśmiechał się, żeby zamaskować przygnębienie wymalowane na swojej smutnej twarzy.
  • Bardzo chętnie Cal. Dzięki że o mnie pomyślałeś - powiedziała podnosząc  się z ławeczki. Następnie wstała i całą sobą przylgnęła do Calvina, który natychmiast wziął ją w czułe objęcia. Zaczęli się całować i chętnie przeciągali by to w nieskończoność,  gdyby nie Janek, który postanowił ich przywołać do porządku. 
  • Halo obywatele, co to ma być? Przestańcie wy mi tam w kącie świntuszyć i chodzta czym prędzej  do stoła.
  • A ty co, nasza przyzwoitka? - zwróciła się do Janka Justyna po czym cmoknęła go w oba policzki. 
  • Odezwał się ten co sam ostatnio pojechał po całości - przypomniał mu Calvin i poszedł sprawdzić czy woda w czajniku eletronicznym już się ugotowała. Okazało się że jeszcze nie. 
  • No sorry Angliku, ale Rafała i Majki to już nikt na tej wsi nie przebije. Podejrzewam, że za sprawą Wasiakowej całe obie Ochotnice już wiedzą jak to krewna Zuberów  zabawiała się pod ich dachem z synem Orzeckich. Materiał w sam raz na pierwszą stronę Głosu Ochotnicy. Mnie i Baśki przynajmniej nikt nie widział... jak sobie dogadzaliśmy.
  • Co ty mówisz Janek? - Justyna wpatrywała się w przyjaciela z niedowierzaniem. Była odrobinę zszokowana, ponieważ nie znała szczegółów tego epizodu. - Naprawdę zrobili to w domu twoich rodziców? 
  • Wasiakowa podejrzała ich przez okno w kuchni jak robili Bóg wie co, na kuchennym blacie. Z początku jej się wydawało, że to ja, ale później zobaczyła twojego brata i jej się przypomniało że to jego widziała z Majką. Niech się tylko moi staruszkowie o tym dowiedzą to dopiero będzie jazda. 
  • Oooo w morde jeża! - Justyna zakryła usta dłonią. 
  • Według niej to co oni odstawili było podobno nawet lepsze od seksu. Sam Lucyfer by się nie powstydził takiej akcji - dodał Calvin i puścił Justynie oko. - A ja o mało się nie położyłem ze śmiechu na szosie jak to usłyszałem. Niezły kabaret. 
  • Mam jeszcze nadzieję, że bardziej niż te erotyczne ekscesy Rafała i Majki mieszkańców obu wsi zainteresuje fakt, że nasz proboszcz ma nową seksowną gosposie, w dodatku całkiem młodą. Właśnie modlę się o przypływ namiętności na plebani, żeby Wasiakowa zapomniała o tym co widziała u nas na podwórku. - To co powiedział Janek wywołało u Calvina gwałtowny wybuch śmiechu.
  • W takim razie trzymam kciuki za gosposie waszego proboszcza, żeby szybko zadziałała - oświadczyła Justyna. - A tego naszego Sylwka to już raczej nic nie ruszy.  Choćby mu tuzin takich gospoś przyprowadzili. 
  • Sylwek to już jest za stary na takie figle siostra. Jedyne co go jeszcze podnieca to wygrana jego parti w wyborach. A poprzednią gosposie odesłał do innej parafi, bo ponoć miała za duży biust i go rozpraszała przy kazaniu.
  • Co ty pieprzysz? - Calvin znów zaczął się śmiać. -  Młoda jakaś była?
  • A nie wiem nawet ile miała,  ale tego biustu to jej nawet Wasiakowa zazdrościła.
  • Cholera, muszę przyznać, że ci wasi duchowni wiodą tu całkiem przyjemne i wygodne  życie - zaczął rozbawiony Anglik. - Celibat jak widać w żaden sposób ich nie ogranicza skoro mają pod ręką gosposie i kochankę w jednym. U nas duchowni mają zgorzkniałe żony i jeszcze bardziej zgorzkniałe zupełnie nieseksowne gosposie. Przy takim układzie to dupa za bardzo nie poszaleje.
  • A te ich kochanki to też są takie zgorzkniałe i nieseksowne? - dopytywał się zaciekawiony Janek.
  • Dla tych kochanek stary to oni zazwyczaj porzucają stan duchowny i zrywają do innego miasta żeby ich ludzie nie wytykali palcami, a żony i gosposie od razu idą w odstawkę. Wracając zaś do tych kochanek to ci powiem, że tym gościom jest zupełnie obojętne czy taka laska jest  ładna, zgorzkniała czy nieseksowna. Ważne, że swieżutka sztuka i  że na boku. To ich najbardziej kręci. 
  • Ja bym tam nie chciał zgorzkniałej ani nieseksownej - skomentował Janek. Mówiąc  to krzywił się. - Jak już grzeszyć to przynajmniej z taką, która tego grzechu jest warta.
  • Też jestem tego zdania Janek 
  • Ojciec Mateusz to ma dopiero fajową tą gosposie. I nigdzie jej nie odeśle - powiedziała Justyna śmiejąc się do swoich towarzyszy. Gdy dotarło do niej, że Anglik nie wie o co chodzi wyjaśniła.  - Ojciec Mateusz to taki polski serial o księdzu, który się bawi w detektywa. Uwielbiam Żmijewskiego w tej roli. 
  • Te siostra, a pamiętasz tego detektywa w sutannie? Ojczukek wszędzie chodził z z taką odjechaną zakonnicą, a ona to chyba odrobinę się w nim podkochiwała.
  • Pewnie, że pamiętam. Przecież na okrągło to oglądaliśmy. - Powiedziawszy to Justyna poprawiła Calvinowi kołnierzyk, który mu się podwinął. Dziś miał na sobie swoją błękitną koszulę i ciemne jeansy. 
  • Ja też pamiętam Detektywa w sutannie - wtrącił się Calvin. - Niezła laska była z tej zakonnicy. Zawsze liczyłem na to, że ona i ten ksiądz coś ze sobą nakręcą, a tu taaaaki zawód... 
  • Ożesz kurna ja też na to liczyłem. - Janek klasnął w ręce. - Co odcinek był tekst "No weź ją w końcu pocałuj ojczulku". Było widzieć minę babci Jasi wtedy. 
  • No to się przeliczyliście - skwitowała Justyna. - Co z tą kawą Słonko?
  • O właśnie, zapomniałem o kawie. Wszystko przez tą gosposie waszego proboszcza. 
  • O kuzwa, powiedział to w końcu słyszałaś? - zawołał podekscytowany Janek
  • Co kuzwa powiedziałem? - Calvin popatrzył na nich zadziwiony. Właśnie zalewał wrzątkiem trzy kawy. 
  • No przecie że o tego proboszcza mi chodzi. Nareszcie przebrnąłeś przez to nasze koszmarne szcz. - Janek przemieszał rosół po tym jak dodał do niej trochę wegety. - Czekaj zmniejsze gaz, bo jak się rosół wygtuje to mnie babcia Jasia zatłucze i zrobi ze mnie nowy.
  • A co to już nie ma kur w gospodarstwie, żebyś ty łeb podkładał?  
  • Tak się składa Cal, że oni akurat kur nie mają?  - powiedział i odłożył koszyk z przyprawami na miejsce.
  • Nawet pół koguta? - spytał zdziwiony? Zagladnął do garka z rosołem, a następnie wziął do ręki dużą drewnianą łygę i spróbował zupy.  - Aaaa wspaniałości. 
  • Ani ćwiartki. Wszystko dostają od sąsiadów w zamian za pomoc - wyjaśnił Jasiek. - Od czasu pożaru nie ma zwierzaków w gospodarstwie. 
  • A ja okropnie nie mogę się doczekać jutra - powiedziała uradowana Justyna. Stojący za nią Anglik objął ją w pół i kołysał w objęciach. Gdyby teraz zobaczyła jego minę od razu domyśliłaby się, że coś nie gra.
  • Co ty powiesz Justyna? Naprawdę? - spytał zadziwiony Janek, który nic nie wiedział o wcześniejszych planach Justyny i Calvina. Wiedział tylko, że Anglik nazajutrz wyjeżdża, bo koło południa miał samolot. Wymienił z nim pytające spojrzenie, a potem zapytał go wprost. - Co wyście znów wymyślili Calvin? 
  • Mamy spędzić cały dzień we trójkę w Szczawnicy. Ja Cal i Dawid. Z kolei  wieczorem urywamy się stąd tylko we dwoje - odpowiedziała za Anglika Justyna. - Będzie wreszcie romantycznie. Tak jak lubię.
  • Zaraz, zaraz...  z tego co ja wiem to Calvin jutro około dwunastej wylatuje. Mam go z rana zawieźć do Balic na lotnisko.
  • Jak to jutro? - zapytała zdezorientowana Justyna. Z wyrazem rozgoryczyczenia  spoglądała to na Janka, to na Calvina. Nagle ogarnął ją ogromny smutek. - Przecież on ma lot w niedziele pod wieczór. 
  • Odwołali mu tamten lot w niedziele, a innych nie ma, więc musi lecieć jutro - wyjaśnił Janek. - Nie mówił ci jeszcze? 
  • Kiedy jej miałem powiedzieć Jasiek? - wzburzył się podminowany Anglik. - Przecież dopiero dziś  rano się dowiedziałem, a jej nie było... Kurwa mać! - Calvin był tak zły, że miał ochotę czymś rzucić w ścianę, na przykład talerzem czy szklanką, ale nie wypadało, bo nie był u siebie. Dosłownie go roznosiło. Gdyby palił poszłaby teraz cała paczka fajek. Zostawił swoją kawę i poszedł pod okno. Chwilę stał przy nim sam pogrążony w milczeniu. 
  • Nie denerwuj się. Nadrobimy to po twoim powrocie  - oznajmiła Justyna półszeptem i przytuliła się do Anglika, a on wziął ją za rękę. Teraz oboje pogrążeni w ciszy patrzyli w okno. 
  • Dlaczego tak się dzieje, że jak już coś zaczyna iść w dobrym kierunku to zaraz potem musi się wszystko spierdolić? Nie mogę tego ogarnąć. - Nadal tkwiła w nim ogromna złość. Aż nim trzepało z emocji i nie mógł się uspokoić.
  • Tak już jest w tym życiu, że jak coś zaczyna się walić to wali się wszystko naraz. Jak domino, trącisz jeden element, a za nim lecą wszystkie inne. 
  • Weź to teraz wytłumacz Dawidowi. On już się tak napalilł na ten wypad, że nie wiem jak to zniesie. Cholernie się cieszył, że spędzimy ten dzień we trójkę. Dokładnie tak jak ja. 
  • Będzie musiał to jakoś przeżyć. Tak jak my. - Było jej smutno, tak smutno, że o mało się nie rozpłakała. Powstrzymywała się jednak, bo nie chciała go dobijać. Był już wystarczająco podminowany. - Niech się uczy od małego, że życie jest ciężkie i nie zawsze możemy mieć to na co mamy ochotę. 
  • Szlag mnie trafi Justyna, naprawdę. - Twarz Anglika była zachmurzona i smutna, a w jego spojrzeniu zagościła iskierka złości. - Mam już kurwa serdecznie dość wszelkich przeciwności losu. Co ja takiego zrobiłem, że mi się nagle wszystko wali na łeb? Nie mam już siły. 
  • Mi też jest cholernie przykro z tego powodu, ale co zrobić? Na pewne rzeczy nie mamy wpływu i musimy je po prostu  zaakceptować. Co nam da walenie głową w mur?
  • Ta bezradność mnie czasem dobija - oświadczył Angliki przysiadł na parapecie, a  następnie posadził sobie Justynę na kolanach. 
  • Wiem Calvin, mnie też - przyznała zasmucona Justyna po czym zbliżyła twarz do jego twarzy. Czule muskała jego skronie, wargi i policzki. Odpowiedział tym samym z jeszcze większą czułością. Nie mógł przestać jej tulić i całować. 
  • Zwariuje tam... bez ciebie... Bez was. - Ledwo mówił, gdyż łamał mu się głos przy każdym wypowiedzianym słowie. Trząsł się wewnątrz i na zewnątrz, puls przyspieszył, a serce mu się ściskało przy każdym głębszym oddechu. Przestraszył się, że znowu coś zaczyna się z nim dziać. Próbował się uspokoić. 
  • Hej zabujani, kawa wam stygnie - przypomniał Janek, który wziął się za obieranie ziemniaków. Jak zawsze szło mu to dość sprawnie. Ledwo zaczął, a już kończył. 
  • Zaraz je wezmę, poczekaj - powiedział Calvin i oboje z Justyną wstali. 
  • Spotkałam się dziś z Majką w szpitalu. Przyszła się zobaczyć z Rafałem - oświadczyła nagle Justyna siadając przy stole. - Gadali chwilę, a potem wyleciała stamtąd z płaczem...  Chyba się ostro posprzeczali. 
  • Wczoraj też była na oddziale, ale nie weszła do niego, bo ją od tego odwiodłem mówiąc, że twój kochany braciszek marnie się czuje. Odpuściła. 
  • Zakochała się w nim po prostu. Nie wiesz jak to jest? - powiedziała Justyna.
  • Kynia też i raczej nie odstąpi Majusi Rafała. Za żadne skarby świata - dorzucił  ubawiony Janek i wziął do ręki kolejnego ziemniaka. Doskonale rozumiał zakochanych, bo sam był od wieków śmiertelnie zakochany w swojej Baśce i nie wyobrażał sobie bez niej życia. Nie dziwił się Calvinovi i Justynie, że ciągle szukali okazji do całowania się.  Według niego każda okazja była dobra do tego, żeby się ukradkiem pocałować. Ciekaw był tylko kiedy ta namiętność w nich zakiełkowała. Stanowili piękną parę. 
  • Oooo rety, czuje, że nadciąga kolejna wojna stuletnia - rzucił do Janka Anglik. Właśnie stawiał swój i Justyny kubek na stole.  - No dobra wypijemy kawę i pójdę na górę się spakować, bo potem nie będę miał czasu. Koło osiemnastej jedziemy z Łukaszem do Nowego Targu, żeby się spotkać z mamą Krzysia. Rozpacza teraz po zniknięciu starszego syna.
  • Kochany jesteś, że się zgodziłeś pomóc Łukaszowi. On chyba nie za bardzo wie jak się za to zabrać... A to dlatego, że od pewnego czasu też jest samotny. 
  • Cholernie mocno się tym przejąłem. Współczuję tej kobiecie bo znalazła się w okropnie trudnej sytuacji. Jeden syn w śpiączce,  a drugi niewiadomo gdzie. Można oszaleć. 
  • I właśnie za to cię uwielbiam Angliku. Za to, że dobro innych liczy się dla ciebie bardziej  niż wszystko inne. 
  • Tak mnie wychowali i taki jestem - odparł, a następnie starł z mokrego policzka kolejną łzę. Strasznie mu było żal Krzysia. Jak długo jeszcze będzie w tej śpiączce? To okropne, że w koło działy się takie rzeczy. Dramat za dramtem. Miał nadzieję, że zdoła pomóc, chociaż matce tych chłopców.


Judyta i Dawid przyjechali niedługo po powrocie babci Jasi, jakieś pół godziny później. Dzięki pomocy Janka obiad był prawie gotowy. Ziemniaki dochodziły, a pieczeń czekała w piekarniku. Mały był zadowolony, że mógł w końcu odwiedzić wujka Rafała. Strasznie za nim tęsknił. Od razu pochwalił mu się dyplomem dzielnego pacjenta, który dostał od pani doktor za to, że nie krzyczał, nie płakał i nie uciekał tak jak kiedyś. Rafał pogratulował siostrzeńcowi postawy godnej dojrzałego faceta i obiecał, że jak tylko wyjdzie ze szpitala pójdą obaj do parku linowego. Chłopiec wiedział, że Rafał zawsze dotrzymuje obietnic. Jeszcze tak nie było żeby nie znalazł dla niego czasu.  Judyta także była dumna ze swojego jedynego wnuka. Zawsze zachowywał się przy niej grzecznie i uważnie słuchał co ma do powiedzenia, nie przegadywał jej jak inni mali chłopcy swoje babcie. Uwielbiała spędzać z nim czas, a Dawid z nią. Bardzo nie chciał, żeby wracała do Krakowa, gotów był się nawet rozchorować na zawołanie, żeby zatrzymać babcie w Ochotnicy. Trochę mu było przykro, że Judyta nie lubi gór, bo on je kochał tak jak mama, ciocia Krysia i ulubieni wujkowie.  Na palcach obu rąk potrafił wymienić, które szczyty już zdobył. Calvin był pod wielkim wrażeniem, że taki malec był już w tylu miejscach i wiedział gdzie co jest. Jak Dawid zaczął mu coś opowiadać to nie mógł skończyć. Był niesamowitą gadułą i ciekawskim. - Urodzony Sherlock Holmes - stwierdził Janek przyglądając się swojemu chrześniakowi latającemu po kuchni z lupą i zaglądającemu w każdy kąt. Miał nawet taki sam płaszczyk i czapkę jak Sherlock, bo dostał je kiedyś od Rafała.

Obiad jedli na dworze, bo na zewnątrz było ciepło i słonecznie. Janek i Justyna pomagali babci podawać do stołu, a Judyta zajmowała się swoim uroczym rozgadanym wnukiem. Wreszcie dołączył do nich Calvin, który zdążył się już spakować, zajęło mu to mniej niż godzinkę. Musiał być gotowy do drogi, gdyż nazajutrz o siódmej rano wyruszali. Wciąż miał grobowy nastrój, co nie umknęło uwadze Judyty. Nigdy wcześniej nie widziała go takim smutnym. Po cichu liczyła na to, że może Dawidowi uda się go rozbawić. Ten niesamowity pięciolatek zawsze potrafił poprawić innym humor, miał dryg do rozśmieszania wszystkich. - Ciężko mi będzie się z wami rozstać - pomyślał Anglik patrząc na syna Justyny przytulonego do babci i z miejsca poczuł jak mu się z bólu ściska serce. Chętnie zabrałby ich ze sobą do Angli, ale chwilowo było to niemożliwe. Ze względu na leczenie Dawida oraz różnorakie zabiegi zmuszeni byli zostać na miejscu. Coraz bardziej nie chciał opuszczać tego niezwykłego miejsca otoczonego górami.  Tak dobrze mu tu było z rodziną najlepszego przyjaciela - z tymi kochanymi gościnnymi ludźmi. Nie miał pojęcia jak długo przyjdzie mu pozostać w Angli. Śledztwo w sprawie śmierci Maggie, mogło się przecież toczyć w nieskończoność. Świadomość tego przerażała go, przygniatała jak ciężki głaz i nie pozwalała mu spać spokojnie, a kiedy już zasnął budziły go koszmary senne. Wstawał wtedy, szedł do łazienki, odkręcał kurek z zimną wodę i wsadzał głowę pod kran. To mu w jakiś sposób pomagało odgonić prześladujące go demony. Czasem musiał zażyć coś na wyciszenie, żeby znów zasnąć. Każda noc spędzona samotnie w dużym zimnym mieszkaniu w Yorku była dla Calvina niewyobrażalną męką, nieustanną walką z przeszłością. Tutaj w domu rodzinnym Rafała i Justyny nie miał podobnych problemów. Zasypiał i przesypiał spokojnie całą noc. Nie potrzeba mu było leków na uspokojenie i tych na spanie.




  • Co się dzieje Calvin? Czemu jesteś taki podminowany? - spytała zaniepokojona Judyta. Podążyła za Anglikiem, który niespodziewanie oddalił się od stołu, gdy skończyli jeść zupę. Znalazła go za domem pogrążonego w głębokim smutku i złości. Strasznie martwił ją jego obecny  stan ducha. Widziała, że coś się z nim dzieje, coś niedobrego. Czyżby dopadała go depresja? 
  • Wszystko mi się pierdoli Judyta, dosłownie wszystko - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Cały czas walczył z nawracającą złością. Wściekłość w niczym mu nie pomagała, bezradność zaś kopała pod nim coraz głębszy dołek. 
  • Aż tak źle? - Pociągnęła papierosa, a następnie głęboko się zaciągnęła. Gapiąc się na niego jak sroka w kość  zastanawiała się co by było gdyby nagle go zaczęła dotykać.  Chętnie by  się przekonała  jak zareaguje na jej pieszczoty. Kusiło ją, żeby go sprowokować do jakichś niekontrolowanych czynów. Czy odwzajemniłby jej pocałunki i dotyki. Mogłaby zaryzykować, że się wkurzy na nią albo obrazi. Dla tej  jednej chwili przyjemności było warto. 
  • Gorzej już być nie może. - Mówiąc to patrzył w niebo licząc na to że wypatrzy jakiegoś sokoła czy myszołowa. Ręce miał schowane w kieszeniach jeansów. Pociągnął nosem. 
  • Nie chciałbyś się wygadać? - Położyła mu rękę na ramieniu, a on spojrzał na nią i się uśmiechnął. Uwielbiała tego faceta i to nie tylko dlatego, że uratował jej syna. Był po prostu fantastycznym mężczyzną, odważnym, mądrym i na jej zgubę zabójczo przystojnym. Z taką urodą i seksapilem mógł mieć każdą kobietę, lecz pragnął jedynie jej córki, o która była tak głupio zazdrosna. Miała na niego wielką ochotę, sakramencką. Od chwili, gdy go pierwszy raz zobaczyła na oczy. - Co z tego, że jest od ciebie trochę młodszy? - powiedziała jej przyjaciółka z pracy. - Jeśli go pragniesz zrób pierwszy ruch, sprowokuj go. 
  • Sam już nie wiem czego chce i to jest chyba najgorsze... Cały kurwa ja. - Wypowiadając ostatnie zdanie Calvin wskazał palcem na siebie.
  • Chcesz być z Justyną i Dawidem, ale nie możesz tu zostać, bo coś cię tam jeszcze trzyma, prawda?... jakieś niedomknięte skomplikowane sprawy... Ale wrócisz bo ich kochasz, wiem o tym. Mądrze robisz wracając tam i ona to docenia, chociaż rozstanie z tobą przyniesie jej wiele bólu. - Mówiąc to wpatrywała się w niego jak w obrazek. Wyglądał niesamowicie z rozwianymi przez wiatr włosami.
  • Justyna ci powiedziała? - Calvin odgarnął włosy do tyłu i przytrzymał je ręką. Patrzył daleko przed siebie w jakiś konkretny odległy punkt w górze. - Dla mnie to będzie tak samo trudne, może nawet dużo trudniejsze bo nie wyobrażam sobie już życia bez Justyny i młodego... Nie wiem jak ja zniosę tą rozłąkę. Nie wiem. - Na chwilę zamknął oczy, z których znów popłynęły łzy. Gdy je otworzył obraz otoczenia wydał mu się zamglony. 
  • Tak Calvin, rozmawiałyśmy o tym - odparła  poruszona Judyta.  - Długo ją musiałam maglować, żeby w końcu przyznała mi się, że  jest w tobie zakochana po uszy... A na koniec dodała, że już dawno, żaden facet jej tak bardzo nie zawrócił w głowie jak ty.  
  • O cholera, serio? Nie sądziłem, że jestem jeszcze w stanie komukolwiek tak bardzo zawrócić w głowie, a już na pewno nie Justynie. 
  • A jednak... I nie tylko jej... 
  • Judyta... daj spokój. - Wyznanie matki Justyny trochę go zbiło z tropu. 
  • Cieszę się, że moja Justysia... trafiła akurat na ciebie. Według mnie jesteś mężczyzną z którym będzie jej dobrze i takim, który będzie przy niej zawsze bez względu na wszystko. Wierzę że będziesz jej okazywał wsparcie w najtrudniejszych momentach i obronisz, kiedy zajdzie taka potrzeba. Wierzę mocno.
  • Zrobię wszystko co w mojej mocy żeby Justyna była przy mnie szczęśliwa. Dawid też. Przysięgam ci Judyta... A jeśli coś nie daj Boże... spieprze, dorwiesz mnie i zabjesz, okej? - Mówiąc to przygryzał wargę. 
  • No właśnie, a Dawid mi mówił, że jutro jedziecie we trójkę do Szczawnicy na cały dzień. Jest bardzo szczęśliwy z tego powodu, taki szczęśliwy że chyba dziś w ogóle nie zaśnie. Nie masz pojęcia ile się dziś o tobie nasłuchałam jak jechaliśmy do Rafała. Calvin to, Calvin tamto, same zachwyty. Niesamowite! 
  • Taki był plan, ale niestety nie wypali, bo odwołali mi ten pieprzony lot w niedziele i musiałem przebukować bilety na jutro. Jednym słowem wszystko szlag trafił i mnie też chce trafić bo bardzo mi na tym zależało. Ostatnie chwile przed wyjazdem chciałem spędzić właśnie z nimi i pewnie dlatego to posrane  życie tak nam pokrzyżowało plany.
  • Co się odwlecze to nie uciecze słonko. Pamiętaj.
  • Nawet nie wiem jak to teraz powiedzieć młodemu. Będzie zawiedziony jak cholera kiedy mu oznajmimy, że z naszych planów zostały nici. Jeszcze wyjdę na takiego co nie dotrzymuje obietnic, a wtedy to już na bank stracę w jego oczach. 
  • Nie kochany, on to na pewno zrozumie. To najmądrzejszy młody mężczyzna jakiego znam. Może troszku sobie popłacze, ale szybko mu przejdzie i nie będzie chował urazy. Nasz Dawidek to jest przecież złote dziecko. 
  • Oby było tak jak mówisz. 


  • Hej kończcie już te pogaduchy i do stolu. Zaraz drugie danie podajemy!  - zawołał na nich Janek. 
  • Czekajże Jasiek, bo kończę palić. Nie poganiaj - Powiedziawszy to  Judyta  strzepnęła popiół z papierosa i żwawym krokiem ruszyła w kierunku wielkiego drewnianego stołu, w kształcie okręgu, elegancko zastawionego. Siedział przy nim Dawid  bawiący się serwetkami, a obok niego milczący i dziwnie zasępiony Łukasz. 
  • Drzyj się głośniej stary bo cię tu słabo słychać - krzyknął do niego Calvin i pobiegł przed siebie mijając po drodze Judytę, która przystanęła, żeby poprawić buta.
  • Hej ciocia, a gdzieś ty się wczoraj podziewała? - zapytał Janek stając koło Judyty. - Zniknęłaś tak nagle bez słowa, a my cię z Basią jak głupki szukaliśmy po całym szpitalu.
  • Wyszłam sobie na miasto z takim jednym supermanem, a co? Mam wam się ze wszystkiego spowiadać?
  • To znaczy z tym kardiologiem, tak? Znowu ze sobą kręcicie? - Janek był pod wrażeniem. Były chłopak Judyty z liceum był obecnie jednym z najlepszych kardiochirurgów w kraju i za granicą. 
  • Kręcić to sobie można kołki na głowie synek. I nie nazywaj mnie ciocią bo tak ci nakopię do szmat, że się nakryjesz nogami. Zrozumiano?
  • Tak, oczywiście Psze Pani  - żartował z nią Janek. 
  • Nawet Calvin mówi do mnie po imieniu i nie sprawia mu to większych trudności - oświadczyła i puściła Anglikowi oko. 
  • On to jest w ogóle na jakichś specjalnych warunkach u ciebie. Przyznaj się.
  • Nie wiem o czym mówisz Jasiu. - Judyta zrobiła minę poker face. 
  • Czasem lepiej nie wiedzieć.
  • A miałam się was pytać czemu rozmawiacie cały czas po angielsku skoro Calvin tak świetnie  zna polski? - Zaintrygowana Judyta zwróciła się do Janka i Calvina.
  • Z Rafałem to już przyzwyczajenie,  a z Justyną i Jankiem to taka nasza umowa. Rzekomo chcą podszlifować swój angielski - pośpieszył z wyjaśnieniem Anglik. Przy okazji uraczył ją kolejnym uroczym uśmiechem. 
  • Poza tym Raf boi się, że przy Calvinie gadającym po polsku zapomni, że zna angielski - dodał Janek
  • No teraz to już wszystko jest dla mnie jasne - mruknęła Judyta i pokiwała głową. 
  • Jutro wyjeżdżamy razem na Słowację - pochwaliła się Judyta . - Jacek wymyślił sobie jakiś Słowacki Raj czy coś takiego.  Będzie bajecznie. 
  • Oooo ja pitole! - Zaskoczony Janek trzepnął Calvina w ramię i roześmiał się na całego. Był w szoku, że Jackowi udało się namówić Judytę na Słowacki Raj.  -Jakich czarów musiał użyć żeby tego dokonać? 
  • Aaauua! - krzyknął Calvin i odsunął się od Janka. On też się śmiał.  
  • I czego się ze mnie nabijacie? - zwróciła się do nich oburzona Judyta. 
  • Czyżbyś nie poinformowała Jacka, że nie przepadasz za tego typu atrakcjami?
  • Co masz na myśli? 
  • Ty chyba w ogóle nie masz pojęcia co to jest ten Słowacki Raj, nie? Jak zobaczysz to zwątpisz. 
  • Czekaj, czekaj, zaraz sobie to wyguglam. - Powiedziawszy to Judyta sięgnęła do kieszeni spodni po komórkę. Zaraz potem zaczęła szukać. 
  • O witam pana naczelnika - przywitał się z Łukaszem Calvin, a ten w odpowiedzi podniósł rękę do góry i pomachał. 
  • Calvin, a jak jest Dawid po angielsku?  - spytał syn Justyny, gdy zobaczył stojacego koło niego Anglika.
  • Dawid proszę pana to jest po angielsku David. - Calvin podniósł figurkę origami zrobioną z serwetki i uważnie się jej przyjrzał. - Co to jest takie fajne, wow? 
  •  Aleeee suuuuper! - zawołał zachwycony pięciolatek. - Prawda babciu, że David jest super?
  • Tak  słoneczko - potwierdzìła Judyta i schowała telefon do kieszeni.  - Mnie także bardzo się podoba. Mój pierwszy chłopak, którego poznałam na kolonii miał na imię David. Wakacje spędzał w Polsce, bo miał tu dziadków.  Któreś z rodziców było z Polski, już nie pamiętam które.  W każdym razie chłopaczek był piękny jak marzenie i kochałam go na zabój. 
  • W takim razie od tej pory wszyscy  muszą mówić do mnie David. Amen. 
  • Tak jest sir - powiedzieli chórem Calvin i Łukasz, a potem popatrzyli na siebie, pokręcili głowami  i zaczęli się śmiać. 
  • Wujku,  a ty jak masz na imię po angielsku  - spytał Łukasza chłopiec. Coraz bardziej wkręcał się w ten temat angielskich imion. 
  • Zaraz, daj mi pomyśleć... - Łukasz udał, że się zastanawia. -  Zdaje się że Lucas
  • Lucas? Też fajnie, ale David brzmi lepiej.
  • Nie śmiem się z tobą kłócić sir - powiedział Łukasz i szeroko uśmiechnął się do małego.
  • Lordzie Davidzie, a może ci podnóżek przynieść - żartował z nim Janek. 
  • No teraz to już wujek przesadziłeś. - Chłopiec dziwnie popatrzył na Janka. - Pojechałeś po bandzie. 
  • I jak tu nie kochać takiego  czadowego chłopaka? - Judyta zaczęła tulić wnuka.  
  • Gdybyś przestała mnie kochać babciu, byłbym bardzo nieszczęśliwy.
  • Nigdy w życiu wnusiu. - Powiedziawszy to pocałowała go w czubek głowy.  
  • Dawidku przołóż proszę ten kubek w inne miejsce, bo muszę gdzieś postawić ten garnek - powiedziała Justyna, która właśnie podeszła do stołu. Trzymała w rękach  wielki  goracy garnek z ziemniakami. - Zaraz się poparzę .
  • Daj mi ten garnek Justyś, potrzymam ci go - powiedział Calvin i zabrał jej garnek. 
  • Dzięki Cal, będę wdzięczna. - Miała  wielką ochotę pocałować Calvina, ale zrezygnowała ze względu na obecność syna, któremu zaraz musiałaby się tłumaczyć, czemu całuje swojego  nowego kolegę... Tak właśnie myślał jej syn, że Calvin to jedynie kolejny kumpel jego ukochanej mamusi, dla której zawsze będzie jedyny i najważniejszy. Nie wiedział jeszcze, co się święci, ale uznała, że chyba czas go przygotowywać na pewne zmiany w ich życiu. 
  • Nie Dawid tylko David mamo - poprawił ją szybko synek, a gdy się nad nim pochyliła pocałował ją mocno w policzek.
  • A cóż to za różnica Kochanie? Przecież to jest jedno i to samo tylko, że inaczej  się  pisze i inaczej brzmi.  Ile chcesz  ziemniaczków? 
  • Ale David jest duuuużo ładniejsze - oponował Dawid i zaraz się naburmuszył -Moje imię jest... jakieś takie... suche. Zupełnie jak to drewno na opał. - Słowa Dawida spowodowały, że wszyscy obecni przy stole wybuchnęli histerycznym śmiechem i trudno było im przestać się śmiać.  Judyta dosłownie popłakała się ze śmiechu. - No co się śmiejecie? To jest przecież naga prawda. 
  • Ej dzieciaku, odpuść mi już bo zaraz zdechnę ze śmiechu. - Łukasz trzymał się za brzuch.
  • Mówi się umrę, a nie zdechnę Łukasz - poprawiła go siostra. - Jak się odzywasz przy dziecku? 
  • Czekaj Śliczna, ja już... porozkładam te ziemniaki... do końca - odezwał się do Justyny Calvin, który nadal nie mógł przestać się śmiać.
  • No dobrze to dokończ rozkladać, a ja lecę do domu po pieczeń.  
  • Mamusiu czemu mi nie dałaś na imię David? - marudził dalej mały.  Patrzył bykiem na ziemniaki leżące na jego talerzu. 
  • A dlatego że u nas daje się dzieciom polskie imiona, a nie angielskie czy amerykańskie - wyjaśniła mu szybko mama.
  • A to ciekawe, bo Alan też nie jest polskie, a rodzice i tak mu je dali. 
  • Jezu synku co cię napadło?  Dotąd ci jakoś nie przeszkadzało, że jesteś Dawidem. 
  • To chyba moja wina.  - Calvin zrobił minę winowajcy. - To ja mu powiedziałem, że po angielsku ma na imię David... No i przypadkiem mu się spodobało. 
  • A niech już sobie będzie tym Davidem jak chce.  Co ci zależy mamusiu muminka? - wtrącił się wreszcie Janek. 
  • Ja ci zaraz dam mamusie muminka. - Justyna zamachnęła się na niego łyżką do ziemniaków. 
  • Mamusia jest migotką wujku - sprostował Dawid. - A ciocia Krysia to Mała Mi.
  • A ja pewnie jestem Włóczykijem, co David? - zagaił do niego Janek. 
  • Włóczykijem jest wujek Rafał - poprawił go Dawid. 
  • Noooo masz. Poddaje się. 
  • To gdzie masz białą chorągiewkę? - zastrzelił Janka Dawid. 






czwartek, 4 lipca 2019

Z cyklu Kasine pisanie: Idąc pod prąd cz. 9

Rozdział 9 

Nowy Targ - Huba - Jezioro Czorsztyńskie -  Maj 2018




  • Powiecie w końcu co się stało czy nie? - krzyczała zdenerwowana Judyta. Była blisko histeri. - Co z moim Rafałem do cholery? 
  • Jezu chłopaki...  powiedzcie coś, błagam. - Kynia patrzyła błagalnie na Calvina i Janka.  Szlochała podobnie jak Judyta, która ledwo trzymała się na nogach. 
  • Zabrali go znów na blok operacyjny... Jakieś piętnaście minut temu - odpowiedział półgłosem Janek. - Podobno bardzo mu się pogorszyło i lekarz natychmiast zdecydował o kolejnej operacji... Nieee... nie było wyjścia . 
  • Co jeszcze wiesz? Mów Janek, bo ja tu zaraz zeświruje. 
  • Nic więcej nie wiemy, przysięgam ciocia. Nie było nas chwile, bo poszliśmy na kawę do bufetu, a jak wróciliśmy na oddział Rafała już nie było. Pytaliśmy co się stało, ale pielegniarka powiedziała nam, że trzeba z lekarzem gadać. 
  • Ja pierdziele. Nie wierzę że to się dzieje naprawdę. Nie wierzę - powtarzała w kółko roztrzęsiona Kynia. W końcu podszedł do niej Janek i objął ją. 
  • Boże, dlaczego na to pozwalasz? Dlaczego? - Załamana Justyna mocniej przytuliła się do Calvina, który teraz na każdym kroku okazywał jej wsparcie i troskę. Nie potrafił inaczej, a ona już też nie panowała nad emocjami. Pragnęła więcej tego, co teraz dostawała od tego czułego Anglika. W takich chwilach chciała mieć przy sobie silnego empatycznego mężczyznę, gotowego ją cały czas wspierać. Miała już dość samotności, dość pustego miejsca w łóżku.  Dość.
  • Muszę wiedzieć, co się dzieje z moim synem! Muszę... - Po tych słowach Judyta wybuchnęła płaczem i płakała długo. 
  • Spokojnie Judytko, ja tam zaraz pójdę i się dowiem wszystkiego  - oświadczył Jacek, żeby ją uspokoić. Był cholernie przygnębiony z powodu tego, co się stało. Ukochany syn kobiety, która była dla niego kiedyś najważniejsza na świecie walczył o życie na sali operacyjnej, a on nie mógł dla nich nic zrobić poza tą jedną rzeczą. To była zaledwie kropelka w oceanie. 
  • Naprawdę Jacuś? Zrobisz to dla mnie? - Judyta podniosła głowę i popatrzyła na niego z niedowierzaniem. Nie sądziła, że były facet jest w stanie zrobić dla niej tak wiele. Nie umiała nawet opisać tego, co poczuła gdy to powiedział.  - Jesteś aniołem Skarbie, ale czy ciebie w ogóle tam wpuszczą.
  • Muszą mnie wpuścićSłońce, przecież jestem chirurgiem. - Powiedziawszy to objął ją i tulił tak długo aż nie przestała drżeć. - Już dobrze. Wiem teraz, że go z tego wyciagną. Marek to świetny lekarz i ma doskonały zespół. Zaufajcie im. 
  • No tak, faktycznie... Przepraszam,  ja już głupieje przez to co się dzieje. 
  • Będzie dobrze - zapewnił ją Jacek. 
  • Dobra ludzie, zbieramy się na górę. Szkoda czasu - zarządził wreszcie wnerwiony Janek. Ledwo trzymał nerwy na wodzy. 
  • No właśnie chodźmy już. Będziemy czekać na Rafała na piętrze. - Powiedziawszy to Kynia skierowała kroki w stronę wind, które znajdowały się w innym korytarzu. Wszyscy poszli za nią. 
  • Calvin, a ty wiesz, że mamy do pogadania, prawda? Pani Ewa już dzwoniła do mnie w sprawie twojej ucieczki z oddziału. - Jacek groźnie patrzył na Anglika, który stał przy drzwiach windy ze wzrokiem utkwionym w podłodze. Widać ciężko było spojrzeć w twarz zawiedzionemu lekarzowi.
  • To prawda Cal? Zwiałeś z oddziału? - spytała zszokowana Justyna lustrujac go pełnym dezaprobaty spojrzeniem. Nie mogła uwierzyć, że Anglik faktycznie to zrobił. Miał charakterek
  • Tak Justyś, zwiałem i jeszcze dziś stąd wyjdę, bo nie mam ochoty spędzić ostatnich dni przed powrotem do Angli w szpitalu. Nie ma takiej opcji, rozumiesz? - powiedział to stanowczo patrząc jej głęboko w oczy. Jego spojrzenie miało w sobie dużo ciepła, ale i czarcią iskrę. 
  • Rewelacja - skwitowała jego występek. Była zła. - Jestem pod wrażeniem panie Coulter.
  • Czy ja dobrze słyszę? Chcesz się wypisać ze szpitala? Dzisiaj? - Zdezorientowany Jacek miał nadzieję że tylko się przesłyszał. - A co z badaniami, z leczeniem? Calvin... zastanów się nad tym. 
  • Mam takie prawo Jacek. - Calvin zmierzył lekarza lodowatym spojrzeniem. 
  • Oczywiście, że masz, tylko że kurwa mać to nie jest mądra decyzja... wręcz idiotyczna. Nie wiem co cię napadło... Co z tą windą do cholery. - Lekarz dwa razy walnął w guzik, przywołujący dźwig. Aż się w nim gotowało po tym co uslyszał od Calvina. 
  • Przepraszam Cię doktorku Mam ku temu poważny powód - tłumaczył się Anglik. 
  • Mówiłem, że cię Jacek dojedzie - przypomniał kumplowi Janek. 
  • Stul dziób okej? - uciszył Janka Anglik.
  • Jacek walnijże mu jakiś środek na spanie i po problemie - podsunął Janek.  Cały czas obserwował wkurzonego Anglika. 
  • Policzymy się w domu stary - odgrazał się Calvin. 
  • Wsiadamy, hallo - zaalarmowała Kynia. Po chwili wszyscy byli w windzie. 
  • Zostańcie tu, a ja idę zamienić słówko z Markiem. Może uchylą przede mną rąbka tajemnicy  - powiedział Jacek gdy wysiedli z windy.  Zostawił ich wszystkich w holu i pospieszył
  • Mam nadzieję że mu coś powiedzą. - Judyta patrzyła przez łzy za oddalajacym się Jackiem. Po chwili zniknał za drzwiami na bloku operacyjnym.
  • Kuzwa, jakie poświęcenie normalnie. W szoku jestem - oznajmił Janek patrząc na Judytę. 
  • Byliśmy kiedyś parą  - wyznała wreszcie Judyta. Przysiadła na parapecie. 
  • Naprawdę? Ciocia no,  nic się nie chwaliłaś.
  • Ja ci zaraz dam w łeb za tą ciocie Jasiek. - Judyta udała że rzuca w Janka torebką. - Przysięgam.
  • A ty gdzie idziesz Justyna? - spytała Kynia widząc że przyjaciółka się oddala.  
  • Dajcie mi chwilę okej? - rzuciła do nich z odległości dwóch metrów. Chciała być chwilę sama. Postępowanie Calvina trochę ją rozczarowało. Jak mógłbyć taki lekkomyślny i jednocześnie uparty? W sumie nie powinno jej to dziwić. Jak każdy  mężczyzna był wszechwiedzący, więc wiedział lepiej co dla niego lepsze. Poszła do końca korytarza i zatrzymała się przy oknie.  Spędziła przy nim jakieś dziesięć minut gapiąc się na zamglone Tatry rozmyślając o tym wszystkim co się ostatnio działo z nią i Calvinem. Iskrzyło między nimi odkąd się pojawił. Już od dawna żaden facet tak na nią nie działal. 


  • Wiem, że jesteś na mnie zła za to, co zrobiłem,  ale ja naprawdę... - odezwał się Anglik, który podszedł do niej zupełnie niezauważenie. - Mam ważny powód. - Po tych słowach Justyna odwróciła się od szyby, założyła ręce na piersi  i spojrzała na niego smutno. Anglik również nie był w najlepszym nastroju. 
  • Jesteś dorosły Cal i podejmujesz decyzje oraz czyny, za które potem poniesiesz odpowiedzialność. - Mówiąc to patrzyła na niego smutno. 
  • Wiem o tym. - Skinął potakująco głową i dotknął jej delikatnej drobnej dłoni. Instynktownie cofnęła ją.
  • Kiedy chciałeś mi...  powiedzieć,  że wyjeżdżasz? - W oczach Justyny pojawiły się łzy, a gardło miała ściśnięte tak, że z trudem mówiła.  Serce też ją bolało, czuła się rozdarta. 
  • Dopiero wczoraj się dowiedziałem Justyna. Zapytaj Janka. Peter do mnie zadzwonił w tej sprawie. Powiedział, że w poniedziałek przed południem muszę być w Yorku. Zaskoczył mnie tym... strasznie.  
  • Rozumiem. - Nie chciała dochodzić po co, na co. Wolała nie wiedzieć. 
  • Wolałbym zostać z wami, ale to niemożliwe. Sprawa jest poważna i wymaga mojego osobistego stawiennictwa. Nic nie poradzę. 
  • Aż się boję pytać jak poważna. - Zaczęła nerwowo błądzić wzrokiem. 
  • Powiem Ci wkrótce. - Anglik puścił jej rękę by zaraz potem ująć nimi jej twarz. Następnie obrócił ją tak, żeby  Justyna patrzyła mu w oczy. - Hej śliczna, co się stało?  
  • Nie musisz mi nic mówić. To przecież  nie moja sprawa. 
  • Przejdziemy się gdzieś?... Tak tylko we dwoje  - zaglądnął jej w oczy, a następnie starł łzy z jej zaczerwienionych policzków. Było mu cholernie przykro, ponieważ wiedział, że płacze z jego powodu. - Nie płacz, błagam. 
  • Nie ma tu gdzie chodzić. - Justyna poprawiła sobie włosy. 
  • Byle gdzie. Po prostu chce pobyć z tobą sam. - Calvin nie odrywał wzroku od jej  zapłakanej twarzy. Był bliski pocałowania Justyny i to tak, żeby się ziemia pod nią zatrzęsła. Już od poprzedniego wieczora się nosił z tym zamiarem. Dlaczego do cholery znowu tego nie zrobił? Przecież oboje bardzo tego chcieli. 
  • Poczekajmy aż, przyjdzie Jacek i powie nam co z Rafałem. Poza tym bez wypisu  i w piżamie stąd nie wyjdziesz. 
  • Chcesz się przekonać? - spytał i zaczął się śmiać. 
  • Nie przeginaj. -  Trzepnęła go karcąco w ramię.
  • Ejże, chorych się nie bije. Już zapomniałaś? 
  • Chorzy nie uciekają ze szpitala. 
  • Ano tak, rzeczywiście. 
  • Ooo Łukasz przyszedł, chodźmy do nich - powiedziała do Calvina po czym ruszyła w stronę wuja pospiesznym krokiem. 
  • No jesteście w końcu - rzuciła do nich Judyta. Oczywiście zobaczyła, że mają splecione dłonie. Wezbrała w niej trudno do zrozumienia złość, którą próbowała ukryć przed wszystkimi. 
  • Cześć wam - przywitał się z nimi Łukasz. Od razu zauważył, że Calvin trzyma Justynę za rękę, ale uznał to za pewną normalność. 
  • Czekamy na wieści od Jacka. Jest na bloku. Poszedł zapytać lekarza Rafała co jest grane - wyjaśniła mu szybko chrzestnica. 
  • Tego się kurna nie spodziewałem. Szlag mnie zaraz trafi! - Łukasz przyłożył rękę do skroni i jednocześnie przymknął zmęczone oczy. Widać było, że nie spał w nocy. Nie mógł. Ciągle wracał do niego tamten obraz sytuacji, którą zastał po przybyciu na miejsca zdarzenia. 
  • A kto się spodziewał? - Janek się skrzywił. Przechadzał się po korytarzu z rękami w kieszeniach. 
  • Żeby było ciekawiej to jeszcze brat Krzysia zniknął. 
  • O nie - powiedział zmartwiony Calvin. Aż mu szczęka opadła z wrażenia. 
  • No właśnie tak - potwierdził Łukasz. - Prawdopodobnie uciekł z domu w nocy. Matka tych chłopaków odchodzi od zmysłów. Wpadła dziś do mojego biura z płaczem i objechała mnie z góry na dół. Uważa, że gówno robimy w tej sprawie. 
  • A tamtego znaleźliście? Tego Doriana czy jak mu tam? - dopytywał się Janek. 
  • Nie. Przekazaliśmy sprawę policji. 
  • Co z tymi dzieciakami jest, że tak się zachowują? - odezwała się zaskoczona Kynia. 
  • Calvin, a może ty byś spróbował pogadać z tą mamą Krzysia? - poprosił Anglika  Łukasz.  Patrzył na niego tak jakby był ostatnim psychologiem na ziemi.  
  • Czy ja wiem czy się nadaje do ratowania załamanych kobiet. Prędzej z dzieciakami dojdę ładu.
  • Oj nadajesz się, nadajesz  - powiedziała Judyta i obdarzyła Anglika promiennym uśmiechem.  - Myślisz, że nie widziałam jak się troszczysz o moją córkę. Aż jej zazdroszczę. 
  • Nie wierzę w to co słyszę - oświadczył zmieszany Anglik i przerzucił pytające spojrzenie na Justynę.
  • Mnie nie pytaj o co biega - odparła Justyna. 
  • Calvin...to  jak będzie? - spytał Łukasz. Patrzył na niego teraz jak zbity pies na swojego nieugłaskanego właściciela. 
  • Dobra, kiedy? - Calvin zmarszczył brwi. 
  • Jutro po południu... Gdzieś tak koło osiemnastej. 
  • Jesteś złoty chłopak.  Piąteczka. 
  • Gdzie ten Jacek, matko? - Judyta coraz bardziej się denerowała. 

Jacek opuścił blok dziesięć minut później. Na szczęście miał dla nich dobre wiadomości.  Sytuacja została opanowana i co najważniejsze były widoki na to, że więcej kryzysów nie będzie. Wytłumaczył im wszystko, jasno i dokładnie jak zwykłym śmiertelnikom, oszczędzając medycznego żargonu. Ten to potrafił. Operacja miała potrwać jeszcze godzinę.  Judyta i Krysia popłakały się z emocji. W końcu Justyna podeszła do nich Justyna i zaczęły się ściskać. Teraz już wszystkie trzy płakały. Na takie wiadomości czekali. Lekarz Rafała miał się z nimi spotkać po zabiegu, żeby dorzucić swoje pięć groszy. Potem Jacek porwał Calvina ze sobą na górę żeby dać mu ten upragniony wypis ze szpitala. Wciąż był na niego wkurzony o tą bezmyślną decyzję, ale nie mógł go przecież zatrzymać siłą. Kiedy Anglik zdradził mu powód dla którego musiał wyjść ze szpitala, lekarz odrobinę zbastował. Dał mu inhalator na drogę i receptę na kolejne dwa, żeby się nimi ratował w razie duszności. Calvin obiecał mu, że jak tylko wróci z Angli to zaraz się zgłosi do niego na leczenie. Jacek dał mu wypis i kazał pielęgniarce wydać mu jego rzeczy. Była zszokowana, że wychodzi tak szybko, ale powstrzymała się od ciętych komentarzy.



Po uregulowaniu należności w księgowości Anglik opuścił oddział kardiologiczny i poszedł do windy. W hallu spotkał się z Justyną. Stała przy drzwiach i czekała na niego. Tak się umówili. Jej mama, Łukasz i przyjaciele poszli do bufetu, żeby w końcu coś zjeść. Nie namawiali ich na wspólny posiłek, bo było dla nich jasne, że Justyna i Calvin chcą pobyć ze sobą sam na sam.  Tak właśnie było. Ona już dobrze wiedziała gdzie go zabierze. Chciała wreszcie poobcować z nim, ale na łonie górskiej natury, którą tak kochała. Brakowało jej pewnych miejsc. Na busa czekali jedynie pięć minut. Jechał w stronę Krościenka nad Dunajcem, więc mogli się zabrać. Kierowcą był kolega Justyny z podstawówki Justyny, Filip Zawada. Zanim się przeprowadził do Harklowej mieszkał w Ochotnicy Dolnej, niedaleko kościoła. Jego rodzice też się  wyprowadzili i sprzedali swój piękny góralski dom. Jako dzieci Justyna i Filip bawili się razem, bo ona zawsze wołała bawić się z chłopakami. Wysadził ich w miejscowości Huba, skąd do przystani nad Jeziorem Czorsztyńskim mieli już rzut beretem. Calvina natychmiast oszołomiło piękno okolicy. Może nie było tak cudownie tak jak tam na Lubaniu, ale też mu się podobało. W międzyczasie trochę się ochłodzilo i ciemne deszczowe chmury zasnuły niebo. 

  • Rozumiem, że to jest to samo jezioro, na które patrzyłem wczoraj z Lubania. 
  • No tak, zgadza się. Brawo. - Uśmiechnęła się szeroko. - Jezioro Czorsztyńskie widać jeszcze z innych szczytów. A najlepiej to...  chyba z pasma należącego do Żaru na Spiszu, ale nie jestem pewna. Jasiek wie lepiej, bo jest obcykany w topografi terenu.
  • Okolica jest cudowna.  Dawno nie widziałem tak pięknych miejsc. - Idąc  z Justyną rozgladał się i podziwiał otaczającą go niezwykłą przyrodę. Gdzie nie spojrzeć wszędzie góry albo wspaniałe ukwiecone polany i w reszcie to malownicze jezioro. Wokoło setki owiec pasących się na soczyście zielonych łąkach wkomponowanych w górski krajobraz. Ten już na zawsze pozostanie w jego pamięci i w sercu. Jak mógł nie pokochać tych miejsc?  
  • To było kiedyś nasze ulubione miejsce... Moje i Rafała, jak byliśmy nastolatkami.  Bardzo często tu przychodzilismy żeby sobie popływać po jeziorze.
  • Było? - zdziwił się Calvin. - Hej Justyś, nie mów tak jakby Rafała już nie było. 
  • Racja, źle się wyraziłam - przyznała mu racje. Mijali właśnie samotny dom. 
  • Jeszcze nie raz tu przyjdziecie razem... Jak kiedyś. 
  • Staram się myśleć pozytywnie.  Cały czas. 
  • Będzie dobrze. Wiem o tym. - Urzeczony rozkosznymi widokami Anglik zatrzymał się w miejscu i dłuższą chwilę patrzył gdzieś w dal podczas, gdy Justyna troszkę się oddaliła.  Była osiemdziesiąt metrów od niego. 
  • Hej Calvin, chodź ze mną  na pomost! - zawołała Justyna i skierowała kroki w stronę brzegu. 
  • Idę! - odparł wyrwany z zamyślenia. Szybko dogonił Justynę i poszli na niewielką przystań. Stąd mógł podziwiać jeszcze lepsze widoki. 
  • Patrz, tam na drugim brzegu już jest Spisz. - Wskazała palcem ledwie widoczną spiską wieś Frydman. Uwielbiała piękny malowniczy Spisz, pełen zieleni i pasących się na łąkach owiec. Obrazek żywcem wyrwany z jej beztroskiego dzieciństwa. Bywała tam z tatą niezwykle często.  Już od malutkiego chodzili w Pieniny. Tak strasznie za tym tęskniła, a najbardziej za swoim troskliwym ojcem. 
  • Rafał mówił, że nad tym jeziorem są jakieś dwa zamki. - Calvin patrzył we wskazanym przez swoją uroczą towarzyszkę kierunku. Widoki były wprost oszałamiające.  
  • Faktycznie są.  Jeden z nich to ruiny zamku obronnego w Czorsztynie i zamek w Niedzicy, który kiedyś należał do Węgrów. To spory kawałek stąd, bliżej Krościenka nad Dunajcem. Kiedyś się tam wybierzemy większą ekipą. Do Szczawnicy też. 
  • Jezu jakie trudne nazwy. W życiu tego nie wypowiem jak należy. 
  • Nigdy nie mów nigdy. - Powiedziawszy to roześmiała się.  
  • Macie więcej takich ciekawych nazw? - Rozbawiony Anglik również zaczął się śmiać. Z jego radosnych niebieskich oczu jak zwykle bił niesamowity blask, a uśmiech był powalający.
  • Szczawa, Szczawnik, Niedźwiedź. Wymieniać dalej? 
  • O Jezu nie, błagam. - Calvin udawał przerażonego.
  • Te nazwy jak Szczawa, Szczawnica wzięły się od kwaśnych wód leczniczych, których źródła odkrywano w tych okolicach i nie tylko - wyjaśniła mu Justyna. 
  • Cudownie wyglądasz Justyna. - Calvin objął ja w pasie i zanurzył usta w jej włosach. 
  • Dziękuję - powiedziała. Gdy nagle poczuła na szyi jego ciepłe rozkoszne wargi zdrętwiała i wymruczała półgłosem coś niezrozumiałego. To co robił było naprawdę cholernie przyjemne. Mógłby nie przestawać jej dotykać. 
  • Chryste, czemu ja cię nie spotkałem jakieś dziesięć lat temu? - Patrzył na nią jakby byla ósmym cudem świata.
  • Widocznie tak nam było pisane. 
  • Nie do wiary ile się człowiek musi nacierpieć, żeby zaznać w końcu szczęścia. 
  • Czy on naprawdę czuje się przy mnie szczęśliwy? -  spytała w duchu. Następnie Odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy. Totalnie ją zastrzelił tym, co powiedział. Jeśli rzeczywiście było tak jak mówił to ona też czuła się szczęśliwa. Czy Marcin kiedykolwiek powiedział jej coś tak pięknego. - Życie to nie bajka Cal, ale zdarzają się momenty, dla których warto żyć. 
  • Jak to możliwe, że polubiłaś tak cholernie pokręconego kolesia jak ja? - spytał zaintrygowany. W jego spojrzeniu była ogromna czułość i zachwyt. To właśnie czuł gdy patrzył na Justynę -  nieogarnięty zachwyt. 
  • Tak się składa, że ja akurat lubię takich pokręconych gości jak ty. 
  • Coś podobnego. - Calvin opuścił ręce w dół i splótł swoje chłodne dłonie z jej dłońmi. 
  • A tak poza tym... naprawdę dasz się lubić. Masz w sobie mnóstwo empati i ciepła. 
  • Nie do wiary.
  • Gdybym uważała inaczej to bym ci powiedziała. Zawsze walę prosto z mostu.  
  • Nigdy nie sądziłem, że zagrzeje miejsce w polskiej rodzinie. Serio. 
  • Nie chce żebyś nas zostawiał - wyznała przerywając w końcu trwające prawie dwie minuty milczenie. Mówiąc nas miała oczywiście na myśli "siebie". On doskonale  wiedział co miała na myśli. Trudno było się nie domyślić. Jedynie zakochany facet mógł tak czytać między wierszami. - Nie wyjeżdżaj... proszę.  
  • Boże Justyna... powiedział Anglik obracając Justynę twarzą ku sobie. Nastepnie przyciągnął ją do siebie. Nie było pomiędzy nimi nawet milimetra odstępu. .Już wiedział co zaraz zrobi. Już sie nie cofnie, nic go nie powstrzyma. Nic.
  • No co jest? - spytała,  a odpowiedzią na jej pytanie był jego pocałunek -  długi, gwałtowny i namiętny, cudownie obezwładniający. Spragniony czułości zachłannie i bez opamiętania  pochłaniał jej wargi swoimi. Była wniebowzięta. 



Za sprawą niekontrolowanych poczynań Calvina, Justynie zakręciło się w głowie, a nogi całkiem zmiękły jakby były z waty. Niewiele brakowało, aby wpadła do jeziora, ale na szczęście Anglik mocno ją trzymał. Przy nim nic jej nie zagrażało, nawet najmniejsze niebezpieczeństwo. Całowali się jak szaleni i ani myśleli przestać, choć już po trochu zaczynało brakować im tchu. Dotykali się, gdzie popadło, zupełnie po omacku, a każdy kolejny dotyk jeszcze mocniej rozpalał ich zmysły. Każde z nich pragnęło zachłannie drugiego, jakby za chwilę mieli się rozstać na zawsze. Oparci o drewnianą  balustradę schodów do woli oddawali się wciąż tym samym fizycznym rozkoszom. - Co on do cholery, ze mną wyprawia? - myślała, gdy bez reszty poddawała się elektryzujacym pieszczotom rozkochanego w niej Anglika. Z nim zapewne działo się to samo, gdy go całowała i dotykała. Omotani namiętnością słyszeli tylko swoje przyspieszone oddechy, dzikie walenie serca i stłumione jęki.  Poza sobą nie widzieli nikogo więcej,  nikt inny się nie liczył. Nagle nawet walory przyrody straciły na wartości. To czego właśnie doświadczali trudno było opisać słowami. Żadne z nich nie pamiętało, czy kiedykolwiek przeżyli coś tak wspaniałego z innym partnerem.




  • Hej wy tam, ten seans to za darmo czy trzeba płacić za oglądanie? - krzyknął do nich rozbawiony rybak,  który nagle podpłynął do molo niezauważony.
  • A jak się panu zdaje? Dziś wszystko ma swoją cenę - odpowiedział mu bardzo poważnie  Calvin.
  • Aaaaha, to taki numer. W takim razie poczekaj pan jak was zaraz skasuję za wtargnięcie na moją przystań. 
  • Dobra Cal, spadamy stąd,  szybko - powiedziała do niego Justyna. Po tych słowach  pognali po schodach na górę aż się za nimi kurzyło. Potem jeszcze chwilę biegli przed siebie aż w końcu zatrzymali się pod jakimś rozłożystym drzewem żeby złapać oddech. Nieopodal stał dom, który wyglądał na okropnie zaniedbany i opuszczony. Gdy odpoczęli poszli w jego stronę trzymając się za ręce. 
  • Niech to cholera weźmie! Czy tu u was wszyscy muszą wszystko widzieć i słyszeć?  -  spytał lekko rozczarowany Anglik. Oparł się o ścianę budynku i na moment zamknął oczy. 
  • Taka mentalność, co ja ci na to poradzę? - Justyna przylgnęła do niego na nowo i odgarnęła mu włosy za ucho. Uwielbiała jak się do niej uśmiechał. Nie dało się nie  kochać tych jego uroczych dołeczków w policzkach, które się pogłębiały przy każdym uśmiechu i tych pięknych pełnych radości oczu. 
  • Jezuuuu dziewczyno, ale przy tobie  odleciałem.  
  • Ja przy tobie też... I chce jeszcze. - Zarzuciła mu ręce na szyje i splotła je na karku. - Jeszczeeeee.
  • Jesteś pewna? Bo wiesz...  Ze mną takie zabawy kończą się zwykle wielką katastrofą. - Oczywiście żartował jak zawsze. 
  • Zaryzykuje - oświadczyła i tym razem to ona pierwsza go pocałowała. Długo nie dawała mu wtchnienia, praktycznie pozbawiła tchu. Odwdzięczył się jej tym samym, lecz w jego pocałunku było więcej szaleństwa. Zaszalał do tego stopnia, że nawet na sobie poczuł dreszcze, które przeszły po ciele Justyny.  W tej samej chwili zaczęło kropić, oni jednak tego nie zauważyli,  dopiero gdy deszcz zmienił się w ulewę poczuli jego moc. 
  • No super kurna, po prostu odlot - powiedział Calvin patrząc w niebo. Tak jak Justyna był kompletnie przemoczony. Nie przepadał za tym. 
  • Tylko mi nie mów Angliku że ci przeszkadza deszcz. Przecież pochodzisz z krainy deszczowców i powinno ci to zwisać. - Ubawiona Justyna bezlitośnie nabijała się z Calvina, który próbował wytrząsnać z włosów deszcz.
  • No i właśnie z tego samego powodu go nie znoszę... Bo ciągle kurwa pada. - Przeklinał i śmiał się równocześnie. Ostatecznie ściągnął z siebie przemoczony sweter i położył go na znajdującej się w pobliżu ławeczce. Został w cienkiej białej koszuli zapinanej od góry do dołu. Podwinął mankiety
  • Powkurzaj się jeszcze trochę, robisz się wtedy cholernie zabawny - prowokowała go Justyna.  
  • O ty jędzo, poczekaj. - Złapał ją zanim zdążyła mu uciec, a następnie wziął w ramiona i delikatnie przyparł do ściany domu. Zaczął ją całować po skroniach i po szyi, a ona w przypływie namiętności pomięła mu koszulę, która lepiła się do jego nagiej skóry. Wreszcie przestał myśleć o tym, że leje i że jest cały mokrusieńki, bo znowu odleciał.  Mokra Justyna odziana w błękitną seksowną sukienkę jeszcze bardziej rozbudziła jego wyobraźnię i pożądanie. 
  • A co wy tu do jasnej wyprawiacie?! - rozległ się nagle wrzask jakiejś starszej baby, prawdopodobnie właścicielki domu. 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Z cyklu Kasine pisanie: Idąc pod prąd cz. 8


Rozdział 8

Ochotnica Górna  - Nowy Targ - Podhalański Szpital Specjalistyczny  - maj 2018




Po powrocie do Ochotnicy Górnej późnym wieczorem Janek zastał czekajacą pod domem rodziców swoją ukochaną Basie.  Ciekaw był ile na niego czekała. Okazało się że przyjechała zaraz po tym jak się dowiedziała z telewizji o zajściu w górach, ale pocałowala klamke. Wystraszyla się nie na żarty. Zwyczajnie nie mogła  uwierzyć, że coś takiego przydarzyło się właśnie im i do tego tam. Umierała z niepokoju, gdy Janek dłuższy czas nie odbierał telefonu. Dzwoniła też do Rafała, ale jego telefon był całkiem głuchy. Wreszcie po kilkudziesięciu próbach dodzwoniła się do Łukasza, który po krótce streścił jej przebieg dramatycznych zdarzeń. Kiedy wreszcie ujrzała swojego faceta wysiadającego z samochodu odetchnęła z ulgą.  Podbiegła do narzeczonego i rzuciła mu się na szyję. Dłuższą chwilę stali przed domem jego rodziców tuląc się do siebie i całując. Mieli gdzieś co na to powie wścibska Wasiakowa. Komu przeszkadza ich namiętność niech nie patrzy. Potem przy wspólnej kolacji, którą przyrządziła Basia opowiedział jej o wszystkim co zaszło od momentu znalezienia w głębi lasu tego szubrawca udajcego złamanie... Planował pominąć najgorsze rzeczy, ale jak zaczął mówić to już poleciało. Basi nawet by nie przyszło do głowy, że ktoś mu zabrał komórkę  i groził przy tym pistoletem. Mocno nią wstrząsnęła ta historia. Słuchała jej z otwartą buzią. To co mówił było tak potworne, że zaniemówiła. Wiedziała, że ten koszmar pozostanie z nim już na zawsze. Będzie do niego powracał w snach i w myślach. Z trudem wyobraziła sobie jak zdołał to przeżyć i nie zwariować. Wreszcie oboje się popłakali. Tama puściła, bo emocje, które nimi zawładnęly w tamtej chwili były jak fala powodziowa zrywająca brzeg rzeki z ogromną mocą. Ta siła obezwładniła ich oboje.



Basia Suślik studiowała pielegniarstwo w Nowym Sączu. Poza zajęciami odbywała jeszcze praktyki na oddziale urazowym w tamtejszym szpitalu. Pochodziła ze Starego Sącza, gdzie nadal mieszkała jej rodzina, ona sama natomiast pomieszkiwała na obrzeżach Nowego Sącza, skąd codziennie dojeżdżała busem na uczelnie lub do szpitala. Razem ze swoją koleżanką z roku Iwoną wynajmowały niewielki pokój w studenckiej przystani "Żaczek". Bardzo dużo się uczyła, wręcz pochłaniała ją wiedza.  Poza tym kierunek, który obrała wymagał od niej ogromnego zangażowania oraz samodyscypliny. - Medycyna to nie przelewki - powtarzała każdemu. Mimo wielkich wyrzeczeń lubiła to i bardzo chciała być pielęgniarką, taką z prawdziwego zdarzenia Pragnęła całym sercem służyć chorym ludziom tak jej dzielny facet służył poszkodowanym w górach turystom. W całej  Ochotnicy wszyscy znali Basie jako zdolną i ambitną młodą kobietę z mocnym charakterem. Wiedzieli, że Janek kocha ją do szaleństwa, a ona jego. Źle znosił długotrwałą rozłąkę z najdroższą, dlatego często gadali ze sobą po nocach na skypie. Czasem tylko to im zostawało, ponieważ często wyjeżdżała gdzieś, na szkolenia i konferencje. Dla niej również rozłąka z Jankiem nie była łatwa, ale musiała myśleć przede wszystkim o skończeniu studiów i przyszłości. Czasem dopiero po półtorej tygodnia przyjeżdżala żeby spędzić z nim trochę czasu oczywiście, jeśli on nie miał w tym czasie dyżuru.


  • Kochanie, ile jeszcze razy mam ci powtarzać, że jesteś najdzielniejszym i najbardziej zaradnym facetem, jakiego znam? Dociera to do ciebie w ogóle? Nie chce słuchać głupot w stylu nie dałem rady albo zawaliłem, rozumiesz?  Janek... - Zasmucona Basia zostawiła mycie talerzy i podeszła do stołu, przy którym siedział jej ukochany, nieziemsko przystojny mężczyzna. Objęła go za szyje i przutiła głowę do jego głowy. Widziała że jest kompletnie podminowany. Już dawno nie widziała, żeby miał takiego doła po jakiejś akcji w górach. -  Jesteś wyjątkowy. 
  • Gdyby nie Calvin i jego opanowanie, te zbiry by nas wszystkich wystrzelali. Czujesz bluesa? - Janek nie odrywał wzroku od blatu stołu w kolorze jasnego dębu.
  • Ale on jest psychologiem, więc wie jak się zachować w takich kryzysowych sytuacjach. To co innego. - Powiedziawszy to westchnęła głęboko, a potem dodała. - Wyluzuj Słoneczko. 
  • A ja ratownikiem górskim, który też ma już pewne doświadczenie i powinien być  odporny na takie coś, a nie szaleć jak kretyn... Dałem dupy Basia. - Podniósł głowę do góry i spojrzał jej głęboko w oczy. Nie mógł się na nią napatrzeć. Nie dość że mądra i dobra to jeszcze oszołamiajaco piękna. Miała w sobie coś z Audrey Hehburn, zdecydowanie. Jakby się przyjrzeć twarzy, dostrzeglibyście duże podobieństwo do tej uroczej aktorki. Długie włosy jego Basi miały jednak kolor miodowy z pięknym połyskiem. W tali i w biodrach nie była zbyt drobna, taka w sam raz. Piękna długa szyja budziła jego pożądanie ilekroć ją odsłomiła.
  • Janek natychmiast przestań bredzić - zdenerwowała się Basia. - Tym razem było inaczej,  bo chodziło o Rafała, twojego przyjaciela. Gnoje zrobili mu krzywdę na twoich oczach, a ty nie byłeś tego w stanie przewidzieć. Każdy by tak zareagował. Nie możesz się obwiniać, że w tej sytuacji straciłeś grunt pod nogami. Uspokój się już, dobra!!! 
  • Zaczynam mieć wątpliwości czy jeszcze się nadaje na ratownika.
  • Janek do cholery, co za bzdury ci do głowy przychodzą?! Nie wierzę w to co słyszę. - Zirytował ją. Gdyby miała pod ręką talerz, to by go rozbiła. 
  • Kochanie, ale ja naprawdę... źle się z tym czuje. Mam kłamać że nie? 
  • Zaraz cię strzele - pogroziła mu palcem ukochana. Jego marudzenie zaczynało ją  coraz bardziej wkurzać. 
  • Już dobrze, nie złość się. - Potakął ruchem głowy. Nie zamierzał jej już denerować. - Przepraszam kochanie. 
  • No i to rozumiem - pochwaliła go Basia, a następnie cmoknęła go w usta. Najmocniej jak się dało. Janek odwzajemnił pocałunek i zaczęli się całować, długo i namiętnie. Gdy wreszcie skończyli Basia powiedziała. - Kocham Cię.
  • Ja ciebie bardziej - droczył się Janek.
  • Akurat. 
  • Wiesz co? Mówiłem Calvinovi o tym jak się poznaliśmy na Lubaniu - oświadczył Janek, po czym wstał od stołu, przyciągnął do siebie ukochaną i objął. Tak mu brakowało tej bliskości z nią, że teraz musiał to nadrobić z nawiązką. -  Był pod wrażeniem mojego podrywu. 
  • Nie wątpię Słoneczko.  -  Basia roześmiała się, a potem nagle spoważniała, gdyż przypomniała sobie o Justynie. - A jak Justyna przeżyła to co się stało Rafałowi? Pogodzili się w końcu? Wiem, że ona okropnie tęskni za tym jak było kiedyś między nimi. To dla niej bardzo trudny temat.
  • Pewnie, że się pogodzili. Co by nie? - Janek bawił się rozpuszczonymi włosami ukochanej. Zaplatał je w warkocz i z powrotem rozplatał. 
  • No to super - ucieszyła się Basia. - Czas najwyższy. 
  • Aaa i powiem ci coś jeszcze - dodał rozpromieniony.
  • Nooo mów, mów. - Zaczęła mu rozpinać koszulę, guzik po guziku. Lubiła patrzeć na jego delikatnie owłosioną klatkę piersiową i przytulać się do niej, gdy leżeli obok siebie.  
  • Justyna poleciała wczoraj na oddział kardiologiczny żeby odwiedzić naszego Anglika i wróciła bez głowy. - Gdy to mówił próbował być poważny. 
  • Justyna? Niemożliwe. - Zaskoczona Basia kręciła przecząco głową. Mało prawdopodobne było to żeby Justyna tak zaraz straciła głowę dla ledwo poznanego faceta. Nie mogła w to uwierzyć, bo za dobrze ją znała. No chyba że Calvin był bogiem. 
  • Możliwe, możliwe. Była tak rozpromieniona, że myślałem, że lada moment odleci. Bóg tylko jeden wie, co oni wyprawiali w tym jego pokoju jak ich Jacek samych zostawił. 
  • Ale z ciebie bajkopisarz - rzuciła do Jaśka ubawiona. Znów zaczęła się śmiać. 
  • Wcale nie. Zapytaj się Łukasza jak nie wierzysz. Albo Judyty. Justyna najnormalniej w świecie  przepadła za tym facetem. 
  • Nie uwierzę jak nie zobaczę - oświadczyła. 
  • Raf mówi, że baby tracą dla niego głowę. A żeby nie było zbyt nudno to Judyta też się w nim... 
  • Judyta też?  Weź nie żartuj. - Basia wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. 
  • No przeca, że ją wzięło na niego. Było widzieć minę Judyty jak powiedziałem przy niej, że Calvin się zabujał w jej córce. Nie wiedziała w którą stronę ma patrzeć.  Wygląda na to urzekł je obie.
  • Ooo toś mnie kurde zastrzelił. - Ukochana Jaśka miała taką minę jakby jej powiedział, że nazajutrz przyleci UFO. 
  • Ja cię zaraz zastrzelę, poczekaj kochanie - wyszeptał jej do ucha i delikatnie przyparł do ściany. Wiedział, że lubiła gdy tak robił. Uwielbiała to.
  • Rób ze mną co chcesz - zamruczała cicho Basia. Zamknęła oczy, gdy Janek pieścił wargami jej dekolt, szyje i okolice za uszami. Dosłownie chciało ją roznieść z rozkoszy, gdy wreszcie dotknał jej sutek.- Aaaa Janek!  Boże...
  • Ej śliczna,  tylko nie krzycz za głośno, bo Wasiakowa znów poleci do proboszcza jak po tej akcji z Rafalem i Majką - zażartował Janek patrząc jej w oczy. Oczywiście bardzo chciał żeby głósno krzyczała  gdy będą się kochać jak szaleni. Zawsze go to nakręcało. Zaczął się śmiać. - Żartowałem. Krzycz ile wlezie. 
  • Jakiej akcji? Co oni tu robili? - pochwyciła szybko zszokowana Basia. Nie sądziła, że Majka, córka tak srogiego konserwatysty zdolna jest do tego, żeby pod dachem wujostwa pójść do łóżka z facetem, którego znała ledwo trzy dni.  - No nie, twoi rodzice chyba oszaleją jak się dowiedzą o tym od tej nawiedzonej baby. Będzie z tego niezła afera. Czuję to. 
  • Opowiem ci jak skończymy. - Omotany dziką namiętnością Janek pociągnął Basię w stronę znajdujacego się przy kuchni niewielkiego pokoju gościnnego. Wpadli do srodka jak torpedy i rzucili się na sofę.




Było coś koło dziesiątej, gdy Janek zajechał wreszcie pod szpital. Byłby wcześniej gdyby po drodze nie napotkał okropnego korka, a ten zaczął się już koło Dębna. Zaparkował wóz na pierwszym wolnym miejscu, a następnie wysiadł z niego i powędrował w stronę głównego wejścia. W halu wpadł na Jacka, który właśnie wychodził na zewnątrz w towarzystwie jakiejś koleżanki, innej doktorki Pozdrowili się tylko w przelocie i każdy poszedł w swoją stronę.  Lubili się z Jackiem Namyślem. Uważał go za bardzo równego gościa, Łukasz także. Często się spotykali w tym miejscu, gdyż nieustannie przywozili na SOR jakichś poszkodowanych turystów. Gdyby nie wstawiennictwo Jacka, zastępcy ordynatora, pielęgniarka, która akurat była na dyżurze za żadne światy nie wpuściłaby go do Calvina. Doskonale rozumiał że wizyta przyjaciół pomoże Anglikowi szybciej dojść do siebie. - Anioł nie człowiek z tego doktora  - powiedziała jedna z pacjentek, ktora była podopieczną Jacka od wielu wielu lat. Faktycznie. Na niego zawsze mogli liczyć, niemal w każdej sprawie. To był cud, że akurat znalazł  się na miejscu zdarzenia i pomógł chłopakom. Bez niego byłoby ciężko, nawet bardzo ciężko. Zdawał sobie sprawę z tego jak ważny jest czas w takich ciężkich przypadkach. Trzeba działać szybko. Czasem to minuty, a nawet sekundy decydują czy ofiara przeżyje. Dzięki temu, że Mirek szybko zadzwonił po GOPR, szanse Rafała na przeżycie wzrosły, chociaż i tak jego stan był jeszcze długo krytyczny.

Pojechał najpierw na pierwsze piętro, żeby odwiedzić Rafała na intensywnej terapii. Poprzedniego wieczora nie wchodził już do przyjaciela, bo ten był wtedy jeszcze za słaby na dłuższe wizyty. Najważniejsze, że Justyna, Krysia i Judyta mogły go zobaczyć. Łukasz również sobie odpuścił. Kiedy wysiadł z windy zobaczył dwóch policjantów szwendającyh się po hallu, gadali z tym lekarzem, który zajmował się jego przyjacielem. Niezauważony otworzył drzwi wszedł na oddział. Od razu dostrzegł Calvina stojącego samotnie na korytarzu i wpatrzonego w okno. Janek zdziwił się że nie leży na górze pod tlenem, bo na jego oko facet ledwo się trzymał na nogach. Zdziwił się, że nie leży na górze pod tlenem. Podobnie jak on wyglądał mizernie, a do tego sprawiał wrażenie mocno przygnębionego.


  • Hej Calvin, co ty tu robisz? Puścili cię? - spytał na widok kumpla Jasiek. Kiedy do niego podszedł uściskali się serdecznie na powitanie. 
  • Eeee coś ty... Zwiałem, żeby zobaczyć się z Rafałem - odpowiedział mu Anglik i strzelil do niego jedną z tych swoich zabawnych minek, która Janek już znał. - Ta harpia oddziałowa nawet do kibla nie chciała mnie samego wypuścić. Żebym się nie udusił. 
  • Spierdzieliłeś im? - Janek zrobił na niego wielkie oczy. - No brawo ty! Ciekawe co na to  powie Jacek.
  • A jak myślisz? - Calvin przewrócił oczami. - Wkurwi się na mnie zapewne. Tym bardziej, że obiecałem mu, że zostanę na badaniach, a tymczasem ja planuje się wypisać na własną odpowiedzialność... Po południu.
  • Jeszcze lepiej stary - przyklasnął mu przyjaciel. Patrzył na Calvina i kręcił głową. 
  • Przełożyli kolejną część badań  na jutro Janek, a ja muszę stąd wyjść jak najszybciej, bo przecież w niedziele wyjeżdżam... Aha, no i nie ukrywam, że chce jeszcze trochę  pobyć z Justyną... Nie odpuszczę. 
  • To najważniejsze - skwitował Janek.
  • Tylko jest jedno ale. - Anglik zaraz spoważniał. Odczuwał w tym temacie ogromny dyskomfort.  Po drugie nie znosił pożegnań.  - Jak ja jej powiem, że zaraz wyjeżdżam i dlaczego? 
  • Najlepiej w łóżku jak już będzie po wszystkim. Kobitki są wtedy taaaakie bardziej łagodniejsze, wiesz?
  • Bardzo śmieszne - powiedział oburzony Anglik. Wcale mu nie było do śmiechu. 
  • Nie wiem czy śmieszne, ale na pewno prawdziwe - odpowiedział Janek i roześmiał się. 
  • Jak usłyszy, że muszę pochować żonę, która już od dawna nie żyje to się dziewczyna załamie. - Calvin faktycznie obawiał się, że Justyna tego nie przełknie albo co gorsza uzna, że zmyślił sobie całą historyjkę.  
  • Eee tam, myśle że to jeszcze będzie w stanie przełknąć, nie martw się. Ważne że jesteś wolny i nie masz innych zobowiązań. Mów jej zawsze wszystko Cal, nawet najgorszą prawdę, bo ona nie znosi facetów, którzy kłamią... Raz ją tylko okłamałem, więc wiem jak ciężko to potem naprawić. 
  • Postaram się niczego nie schrzanić - obiecał Calvin śmiertelnie poważnie.
  • Tak czy siak ty już zdobyłeś jej serce.
  • Ooo tak, pewnie. - Calvin uśmiechnął się do ściany. 
  • Wiem co mówię Cal, w końcu znam ją nie od dziś. Justyna już dawno tak się nie przejęła żadnym mężczyzną tak jak tobą. A przynajmniej ja nie pamiętam czegoś takiego. Jak ją zostawił ten nadęty sukinsyn.. dwa lata miała w życiu pustkę. Żyła tylko dla Dawida, który...  Sam wiesz... To tylko dzieciak, a taka kobieta jak ona potrzebuje u swego boku dojrzałego faceta.
  • Właśnie zauważyłem, że ten mały ma nabite do głowy, że jest oczkiem w głowie mamy. Będzie mu trudno zaakceptować to, że w jej życiu jest nagle inny facet... Oczywiście pod warunkiem, że ona będzie chciała w swoim życiu takiego pokręconego gościa jak ja.
  • Wszystkim wam będzie z początku ciężko, ale potem wszystko  się ułoży.  Dawid to bardzo mądry facet, chociaż narazie zbyt młody żeby ogarnąć rzeczywistość dorosłych. 
  • Masz szczęście, że jesteś im taki bliski. Dawid traktuje cię tak jakbyś był jego ojcem. A mnie na pewno tak szybko nie zaakceptuje. 
  • Jak ociec to może za dużo powiedziane, ale faktycznie łączy nas silna więź.  
  • Raf mówił, że mają w tobie duże oparcie odkąd syn Justyny się urodził.
  • Chyba bardziej w Łukaszu. To naprawdę solidny i bardzo opiekuńczy gość. 
  • Nie przeczę, ale to podobno ty byłeś przy porodzie. - Calvin uważnie przygladał się kumplowi. Zauważył, że jest okropnie zdołowany. 
  • Krysia też przy niej była, ale nie mogliśmy być oboje naraz w sali porodowej, więc się wymienialiśmy. Oczywiście kochane dziewczynki zdecydowały, że mam być z Justyną w momencie kiedy mały wyjdzie na świat tak więc to ja  pierwszy miałem Dawida na rękach.  Potem przyszła Kynia i prawie oszalała z radości jak go zobaczyła. 
  • Niesamowite. - Oczy Calvina zaświeciły się od łez. Przypomniał sobie moment, w którym on sam zaraz po urodzeniu maleńkiej trzymał  ją na rękach. 
  • Żebyś wiedział. Aż się poryczałem. On był taki malutki, że nie wiedziałem jak go trzymać. Trząsły mi się ręce, cały się trząsłem.
  • Poczułeś się trochę  jak prawowity ojciec, co?
  • Coś w ten deseń. 
  • To musiało dla niej wiele znaczyć, że byłeś z nią w tak trudniej chwili. Dzięki tobie nie czuła się osamotmiona w cierpieniu.
  • Nie mógłbym jej tak zostawić. 
  • Pięknie się zachowałeś, masz za to u mnie wielki szacunek Jasiek. 
  • Panowie do tego pacjenta? - spytała pielęgniarka, która akurat wyszła z pokoju Rafała. - Możecie do niego wejść, ale tylko na chwilę. Wciąż nie czuje się dobrze.  Miał ciężką noc. 
  • Ale obaj naraz - spytał zdziwiony Janek i wymienił z Calvinem spojrzenia.
  • Dosłownie na chwilkę. 
  • Tak jest - odpowiedzieli chórem i weszli do sali przyjaciela. 
Wizyta była krótka, nie trwała nawet dwie minuty, ponieważ Rafał czuł się fatalnie i nie był w stanie nawet pogadać z kumplami pogadać. Nie dość, że ciągle wymiotował, to jeszcze dokuczała mu wysoka gorączka, której nie mogli niczym zbić. Lekarze obawiali się jakiejś infekcji pooperacyjnej ,więc nad Rafałem zawisła groźba kolejnej trudnej operacji. - Niestety po takim urazie - mówiła czuwająca nad stanem Rafała pielęgniarka odziana w jasno zielony strój -  trzeba się liczyć z komplikacjami. Calvin i Janek wyszli z jego pokoju mocno zaniepokojeni. Już nie wiedzieli czego się spodziewać. Czyżby za szybko uwierzyli w to, że będzie lepiej?  Na to wyglądało.




  • Kurde, miało być lepiej, a nie gorzej - powiedział zmartwiony Calvin. Opadł na  najbliższe krzesło i przez chwilę tempo patrzył w ścianę. 
  • Miało być. - Janek też usiadł po czym głęboko westchnął. - Kurwa. 
  • Straszna szkoda, że taka fajna wycieczka skończyła się tak beznadziejnie. Naprawdę cholernie mi się tam spodobało, a teraz to miejsce będzie mi się kojarzyć tylko z tą masakrą. 
  • Weź mi już nic nie mów, dobra? - Powiedziawszy to Janek ukrył twarz w dłoniach. 
  • Nie mogę uwierzyć w to co się stało. 
  • Janek! - zawołała Majka, która właśnie wpadła na oddział i biegła w ich stronę. Ubrana była w długą jeansową tunikę bez rękawów, na nogach miała cienkie cieliste rajstopy i sandałki. W rękach niosła sweter. Włosy miała splecione w warkocz. Wyglądała na zdenerowaną. 
  • Skąd ty się tu wziełaś...? - spytał Janek. Prawie oniemiał ze zdziwienia na widok kuzynki. 
  • Baśka mi wszystko opowiedziała. Mówiła, że pojechałeś do szpitala zobaczyć się z Rafałem - odparła zdenerwowana Majka. - Co z nim? 
  • Właśnie przed chwilą od niego wyszliśmy. Nie jest dobrze. Niewiadomo czy nie będą musieli znów go operować. Prawdopodobnie wdała się infekcja, co się często zdarza po takich urazach.
  • Co ty gadasz Janek? - Majka była przerażona. Do oczu momentalnie naszły jej łzy. O mało się przy nich nie rozkleiła. - O Boże, biedny Rafał. Tak okropnie się martwię o niego. 
  • Co z tobą? Nagle ci się przypomniało, że jednak ci na nim zależy? Niewiarygodne! 
  • Daj sobie spokój z tymi docinkami! - ochrzaniła go Majka. - Po prostu się o niego martwię.  
  • Pewnie. Najpierw mu zamotałaś we łbie,  a potem odstawiłaś. Wyobraź sobie jak musiał się po tym super czuć. 
  • Ja mu zamotałam? - wkurzona Majka postukała się w czoło. -  Chyba ci się coś pochrzaniło Janek. To ty chciałeś żebym poznała twoich przyjaciół, a poza tym to Rafał pierwszy... 
  • A co ja jestem duch święty i miałem przewidzieć, że on się akurat  do ciebie  przyklei. Od razu zwal wszystko na mnie. To że poszliście tak szybko do łóżka to też moja wina tak?! 
  • Janek!!! Nie no, teraz to już przegiąłeś. - W ciepłych oczach dziewczyny pojawiła się złość.  Dzika złość!
  • Ten łoś się w tobie zakochał na maksa, a ty się pobawiłaś i rzuciłaś w kąt jak zabawkę. To było nie fair z twojej strony! 
  • Do prawdy? - Majka udawała ogromnie zdziwioną. 
  • Po co tu przyszłaś? Żeby mu dalej mącić w głowie? 
  • Janek odpuść jej już. Chciała to przyszła i koniec -  powiedział stanowczo Calvin. Chciał załagodzić konflikt między zwaśnionym kuzynowstwem.
  • Cześć Calvin, przepraszam że cię przedtem nie zauważyłam. Jestem w kompletnym szoku po tym czego się dowiedziałam. Policja podobno dalej szuka tych gnoi, ale nie mają jeszcze dokładnych rysopisów. Jezu co za zbiry, żeby nawet w górach na ludzi napadać. 
  • Pójdziemy jeszcze dziś na policję i złożymy zeznania - oświadczył Calvin patrząc jej w oczy. 
  • Chce go zobaczyć - powiedziała Majka patrząc w szybę.
  • To nie jest dobry pomysł - oponował Janek. 
  • Na szczęście nie ty o tym  decydujesz tylko lekarz. - Dziewczyna poczuła jak wszystko się w niej gotuje . 
  • Nie byliśmy u niego długo, bo fatalnie się czuł - wyjaśnił jej zdenerwowany kuzyn. - Ma gorączkę, wymiotuje i nie jest w stanie nikogo przyjmować. Może jak się unormuje jego stan to wtedy. 
  • To prawda. Zaledwie chwileczkę - potwierdził Anglik.
  • A ty też leżysz w szpitalu? - spytała Majka Calvina widząc że jest w piżamie. - Co się stało?
  • Podejrzewali zawał więc wrzucili mnie na kardiologię. Ale to prędzej astma, tak mówi mój lekarz.  
  • Mój brat też ma astmę oskrzelową. Ciągle musi nosić przy sobie inhalator, bo inaczej się dusi. Raz o mało nie doszło do tragedii. Z ulicy zabrali go do szpitala na sygnale. 
  • O rety, niefajnie. - Anglik aż się skrzywił. 
  • Dobra chlopaki, ja się zwijam, bo muszę lecieć do lekarza. O trzynastej mam wizytę. Czekam na cynk o Rafale. Narazie pa. 
  • Niech się tylko Kynia dowie, że Majka znów się kręci koło Rafała to jej kota pogoni - powiedział Janek kiedy kuzynka już się oddaliła. 
  • Hej Janek, a tobie się nie wydaje, że trochę niesprawiedliwie ją potraktowałeś? Rafał nie jest przedszkolakiem i sam sobie poradzi z Majką, nie musisz go zatem bronić. A poza tym to faktycznie on ją zaczepił wtedy w knajpie i nie odpuszczał. Byłem przy tym, więc mogę coś powiedzieć. Poza tym jakby nie chciał to by się z nią nie przespał, więc twoje ataki są pozbawione podstaw przyjacielu.  
  • O cholera, odezwał się znów pan psycholog - rzucił do niego oburzony Janek.
  • Żebyś kurwa wiedział? Znasz mnie nie od dziś i wiesz, że jak mi się coś nie podoba to walę prosto z mostu. W sprawie Justyny też się nie chrzaniłem z Rafałem, prawda? - Calvin był wściekły na Janka za głupie gadanie.
  • Ojej przperaszam, że  ośmielilem w ogóle odezwać w tej sprawie. 
  • Dobrze by było jakbyś nieco wyluzował. A teraz chodź na kawę, bo na piwo to mnie nie wypuszczą. 
  • Poczekaj jak cię Jacek dojedzie za ucieczkę z oddziału.  Zerwiesz taki zastrzyk w dupę,  że nie siądziesz sobie na niej do kolejnego Bożego Narodzenia - postraszył go Jasiek, a następnie wstał z krzesła i pognał do drzwi wyjściowych 
  • Co mi zrobi? Co to znaczy dojedzie?  - dopytywał się Anglik. Nie rozumiał tych nowych polskich zwrotów. Jego dziadek ani niańka nie używali nigdy podobnych wyrażeń.  Zmieszany wstał i poleciał za Jankiem. - Hej.


Justyna jej mama i przyjaciółka pojechały do szpitala same samochodem Kyni. Pojazd prowadziła Judyta, bo Krysia nie była w stanie się na niczym skupić. Jej myśli non stop szusowały po innej orbicie. Myślała jedynie o Rafale przez co ich rozmowa  w ogóle się nie  kleiła. Mogły powtarzać to samo setki razy a ona nic, jakby była na innej planecie. Całkowicie poza zasięgiem...Tym razem Łukasz nie mógł im towarzyszyć, ponieważ wcześniej rano pojechał do głównej siedziby GOPR w Rabce Zdrój, żeby uzupełnić raporty. Obiecał, że dojedzie do nich jak tylko uporządkuje wszystkie służbowe sprawy, a tych było chyba z milion. Jego biurko wiecznie uginało się pod ciężarem teczek i książek. Patrząc na rosnącą sterte papierów naczelnik tylko wzdychał po czym brał je, rozkładał i studiował jeden po drugim. Judyta już nie krzyczała na brata ani nie robiła mu ciętych uwag odnośnie jego profesji czy miłości do gór. Widziała, że po tym co się stało Łukasz jest wystarczająco przybity. Nigdy w życiu nie widziała swojego młodszego brata w tak marnej kondycji psychicznej. Miała wyrzuty sumienia, że wcześniej go zaatakowała bo była zła o to, co się stało synowi, który kochał góry tak jak on. Całkiem niepotrzebnie. - To się mogło stać wszędzie - tłumaczyła sobie cały czas. Góry nie są niczemu winne. Poza tym powinna być dumna z Łukasza. Przecież ratował ludzi. Poleciał tam na górę po jej syna i  tak szybko jak się dało odstawił go do szpitala. Ogólnie rzecz biorąc Łukasz przejmował się nie tylko Rafałem, ale wszystkimi dookoła. Taka była prawda. Czemu wcześniej tego nie dostrzegała?


  • Okej dziewczyny jesteśmy na miejscu. Wysiadajcie - poleciła Judyta, gdy wreszcie zajechały na parking przed szpitalem w Nowym Targu. Udało im się znaleźć miejsce bliżej głównego wejścia. Wyjmując kluczyk ze stacyjki znowu się odezwała.  -  Słuchajcie kochane, ja muszę jeszcze zadzwonić do koleżanki z pracy . Dogonię was. 
  • Dobra mamo. - Justyna odpięła pas, otworzyła drzwi i wysiadła z samochodu. 
  • Będziemy czekać przed wejściem - oświadczyła Kynia po czym odpięła swoj pas bezpieczeństwa i też wysiadła. - Justyna nie pędź tak. 
  • A gdzie ja znów pędzę? - spytała zdziwiona Justyna. 
  • No jak nie jak tak. - Kynia popatrzyła na przyjaciółkę jak na kosmitkę.  
  • Dzwoniła dziś do mnie Basia Suślik. - Justyna poprawiła sobie kołnierzyk, a następnie odgarnęła do tyłu niesforne włosy. -  Gadałyśmy chyba ponad godzinę. Też przeżyła koszmar wczoraj, bo nie mogla się dodzwonić ani do Janka ani do Łukasza. Dopiero potem udało jej się z nim  skontaktować. Mówi, że Janek strasznie się podłamał i nabrał wątpliwości czy się nadaje na ratownika. 
  • Poodbnie Łukasz. On też nie jest sobą.  Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby on tak przeżywał jakąś akcję. Jak wczoraj przyjechał do mnie, żeby mi przekazać co się stało  to trzęsło nim z nerwów.  Wypalił ze mną trzy fajki, jedna po drugiej. 
  • On się tak wszystkim przejmuje. Każdym dzieciakiem, każdym nierozważnym gówniarzem i resztą debilów, którzy bezmyślnie ryzykują swoje i ratowników. 
  • A co z tym małym Krzysiem z cukrzycą, co go znaleźli wtedy w jaskini? 
  • Jest w tym drugim szpitalu... pogrążony w śpiączce - odparła zasmucona Justyna. 
  • Jednak?  Ooo kurde? - Kynia była przerażona. 
  • Kliga mówi, że mały był mocno wyziębiony i wystraszony kiedy go wyciągnęli. Niewiadomo jak długo siedział sam w tej jamie. Ja bym zwariowała. 
  • Ja też, bo nie cierpię ciemności i nietoperzy. - Kynia aż się wzdrygnęła.
  • O dzień dobry paniom - zaczepił je Jacek, który akurat szedł w stronę wejścia. 
  • Dzień dobry doktorze - odparła Justyna. Uśmiechnęła się do niego. Od dawna lubiła Jacka Namyśla. Uważała, że jest przeuroczym cieplym człowiekiem. Mimo wielkiej tragedi, która go spotkała nie stracił ducha. Nie poddał się chociaż mógłby bo to co na niego spadło dobiłoby niejednego. Łukasz nieraz jej opowiadał o tym lekarzu. - Gdybym miał się kiedykolwiek komuś dać  pokroić to tylko jemu Justyna. Ufam temu człowiekowi jak własnej matce.  Nawet samemu sobie tak nie ufam. 
  • Hej doktorze - powiedziała wypogodzona Kynia. Ona też lubiła Jacka.  
  • Jak tam się sprawuje nasz wspaniały Anglik? - zapytała Justyna z bananem na ustach. - Mam nadzieję że nie zwiał.
  • Ujdzie w tłoku - zażartował lekarz. Rozbawiło go to pytania. Patrząc na Justynę pomyślał że Calvin ma cholerne szczęście.  
  • No jestem już - oznajmiła Judyta która właśnie do nich dołączyła. Schowała komórkę do torebki i spojrzała na Jacka. -  Oooo cześć Jacuś, w końcu wpadliśmy na siebie. - Judyta bardzo się ucieszyła, że go spotkała. Jacek był jej pierwszą szaloną miłością. 
  • Cześć Judyta, miło cię widzieć. - Jacek aż się rozpromienił na jej widok. Dawno jej nie widział. W liceum Judyta i on byli najbardziej znaną parą. Dziś mógł już tylko powspominać ich gorący romans, który był wtedy na ustach wszystkich. Wspominał często ponieważ brakowało mu jej. Kiedy poszli ona studia, każde z nich gdzie indziej wszystko nagle się zakończyło. Nie do wiary. 
  • Jak tam mój syn? Wiesz coś? 
  • Oj nie kochana, nie wiem nic niestety. Nie widziałem się jeszcze z Markiem od rana, bo zalatany jestem. Trzech zawałowców przyjąłem dziś na oddział, a na jutro mam wpisane w grafik dwie operacje wszczepienia rozrusznika.
  • Jak zwykle zapracowany do granic możliwości. 
  • To co, może już wejdziemy do środka? - zaproponowała zniecierpliwiona Kynia. 
  • Chodźmy, chodźmy - powiedziała Judyta i ruszyła po schodach do góry, a za nią  jej córka, Krysia i Jacek. Po wejściu do hallu zobaczyły Janka i Calvina. Czekali na nich oparci plecami o filar, a miny mieli takie, że od razu było wiadomo, że coś się stało.  Judyta zbladła. Niewiele brakowało, żeby zaczęła wrzeszczeć.  - Co się stało chłopaki? Mówcie zaraz. - Podeszły do nich, towarzyszący im Jacek również. 
  • Calvin... - zwróciła się do niego Justyna. Anglik błądził chwilę wzrokiem po ścianach, ale w końcu odważył się jej spojrzeć w oczy. Gdy zobaczyła w jego  oczach łzy i rozpacz zdrętwiała. Dobrze, że szybko wziął ją w ramiona i uchronił przed upadkiem. - Co z moim bratem? 


Ciąg dalszy nastąpi...

Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknego wieczoru. Dziękuję też za Wasz czas poświęcony na czytanie bloga. Wszystkiego dobrego Kochani