Proza, góry i muzyka

środa, 22 lipca 2020

Z cyklu Kasine pisanie : Idąc pod prąd cz. 21




Rozdział 21

Ochotnica Dolna - maj 2018




Wpadł do rodzinnego domu dosłownie na chwilę. Chciał się pożegnać ze wszystkimi przed wyjazdem, ale okazało się, że Justyna i Dawid jeszcze nie wrócili ze Szczawnicy, wypadało zatem na nich poczekać. Nie wiedział, że jego siostra umówiła się z Kynią, że ta odwiezie ich po badaniach do domu. Nie widzieli się i nie słyszeli od rana, ponieważ wyszła do pracy bardzo wcześnie, on zaś bardzo mocno spał, a gdy później dzwonił nie odbierała. Uznał że jego piękna musi mieć w robocie urwanie torby więc postanowił, że nie będzie jej już zawracać głowy. Do południa ogarnął trochę chatę, a później zaczął się pakować. To było coś czego nie znosił ponad wszystko.  Jak zwykle chrzanił się z tym tak, że zajęło mu to około trzech godzin. Kręcił się po chałupie bez ładu i składu, przekładał rzeczy z miejsca na miejsce to znów przerywał pakowanie, żeby odebrać telefon - kolejno od Łukasza, mamy, Jaśka i wreszcie komisarza, z którym cudem się dogadał. - Co oni się  wszyscy nagle wściekli  z tym dzwonieniem czy co do cholery? - mruczał pod nosem rozdrażniony Rafał. Wreszcie wyciszył komórkę i odłożył ją na blat szafki stojącej przy łóżku po jego stronie. Zamierzał wcześniej się położyć spać, aby nie mieć nazajutrz problemów ze wstaniem o szóstej. Musiał być trzeźwy i wypoczęty, gdyż czekała go blisko dwugodzinna jazda do Balic za kierownicą. Samolot do Yorku startował o godzinie jedenastej następnego dnia, trzeba było zatem dotrzeć na lotnisko dwie godziny przed wylotem ze względu na odprawę. Tak to już było...Nie mogł znieść myśli, że ukochana kobieta zostaje w Polsce, że nie będzie jej przy nim przez te trzy dni. Tak się nastawił, że spędzą ten czas razem, że pokaże jej piękny York i pojeżdżą konno po okolicy. Wszystko szlag trafił, znowu będą osobno, ona tu, on tam. Niemal go krew zalała gdy usłyszał, że szef cofnął Kyni urlop przez jakąś nową laske... Miał jej dać wolne w innym terminie, przedłużone o tydzień. - Niech se w dupe wsadzi ten dodatkowy tydzień.


  • Cześć Rafał - odezwała się Ewelina, gdy Orzecki wysiadł z samochodu i zatrzasnął drzwi. Przechadzała się po podwórzu od kilku minut, a kiedy zobaczyła że nadjezdza zaczęła iść w kierunku bramy. Wcześniej siedziała chwilę na  werandzie, opatulona ciepłym szalem babci Jasi. 
  • Cześć - odparł chłodno po czym minął ją i żwawo ruszył w stronę domu. Nie miał ochoty z nią gadać.
  • Justyny i Dawida nie ma. Nie wrócili jeszcze ze Szczawnicy - zawołała za nim! 
  • Poczekam na nich - odparł nie odwracajac sie do niej. W biegu rozpiął ciemną kurtkę poniewaz w aucie zrobilo mu sie cieplo. 
  • Rafał.... pogadajmy. - Patrzyła na niego z żalem. W jej głosie dalo sie wyczuc wyrzut. Czemu tak ja traktuje? Jeszcze mu nie przeszła ta złość na nią? Tyle czasu minęło odkąd po szkole wyjechała do Francji. Było to zaraz po pierwszej klasie zawodówki. Była na fryzjerstwie,  a potem przerzuciła się na kosmetykę. Dobrze jej szło w tym Paryżu. Ciotka opłaciła jej kursy i załatwiła pracę.  Wróciła do Polski żeby odnaleźć brata, z którym straciła kontakt jakiś czas temu.  Niestety po powrocie wpadła znowu w złe towarzystwo. Dała się wkręcić w narkotyki i to całe gówno którym jest dealowanie dragami. Co ten Orzecki musi o niej myśleć? 
  • Przecież gadamy - powiedział obojętnie po czym powoli się odwrócił i spojrzał na nią z politowaniem. Nie uśmiechał się, był śmiertelnie poważny. Wiedział, że ta rozmowa do niczego dobrego ich nie zaprowadzi, czuł że się ostro pokłócą. 
  • Normalnie, nie tak. - Zmarszczyla gniewnie brwi. Przejechala palcami po ciemnych włosach w które wplecione były jasne pasemka. Jego były czarne i błyszczące, krótko obcięte. Fajnie wyglądał, aż trudno było oderwać od niego wzrok. Pięknie wyrzezbioną klate i brzuch podkreślał wyraźnie ciasny podkoszulek z motywem z płyty Floydów, z płyty Animals. Doskonale ją pamiętała bo kiedyś razem jej słuchali i bardzo jej spasowała. Dzięki niemu polubiła Floydów. Umiał zarazić innych swoją muzyką.
  • Normalnie powiadasz.... Ha ha. - Założył ręce na piersi i drwiąco się uśmiechał . - Ewelina... czy ty kiedykolwiek traktowałaś mnie poważnie? 
  • Żałuję tego Rafał. - Jej usmiech był blady i ledwo tłumił smutek.
  • Szkoda, że tak późno się obudziłaś. - Mocno powstrzymywal sie przed tym, zeby nie wybuchnąć śmiechem. 
  • Zacznijmy od nowa. - Złapała go za przedramię, ale Orzecki natychmiast się uwolnił.
  • Co ty bierzesz dziewczyno? Weź to odstaw bo ci nie służy - warknął zły Krakus i odsunał się od Eweliny. Wkurzyla go tym gadaniem. - Gdy ja na ciebie lecialem ty mnie olewalas, a teraz co? Nagle cie olsnilo ze jestem cos wart? 
  • Mówię poważnie. - Odwrocila glowe i starla z policzka lzy, ktore niespodziewanie pojawily sie w jej oczach. Nie mogl zobaczyc ze placze z jego powodu. Poczula do niego gleboki zal za okazana jej niechec. To juz nie byl ten Rafal ktory tak jej sie kiedys podobal.
  • A ja mówię ci, żebyś mi dała spokój, ponieważ jestem z Kynią i tylko ona sie dla mnie liczy. Tylko ona jedna. - Wage swych slow podkreslil potrzasaniem wskazujacego palca. - Rozumiesz?
  • Jasne. - Pokrecila glowa, a potem znowu na niego spojrzala, a w jej oczach mógł dostrzec złość. 
  • No to super. Cieszę się, że się zrozumieliśmy - powiedział Krakus i splótł dłonie na karku.
  •  Słyszałam, że twoja siostra urodziła dziecko mojego brata. To prawda?
  • To już nie jest jego syn, więc lepiej niech Marcin o nim zapomni. 
  • Co ty do mnie chrzanisz? - wkurzyła się Ewelina. Była bliska przywaleniu mu w ryło. Jak mógł gadać takie rzeczy?  
  • Nie słyszałaś co powiedzialem? - Rafał podniósł głos. On też był wściekły. - Niech tylko twoj braciszek się zbliży do Justyny i Dawida to was kurwa wyślę na księżyc. Nie będę się pierdolił. 
  • Może najpierw zapytaj Justyne i Dawida czego chca! - Wydarla sie Ewelina. 
  • Wiesz co ci powiem... - Rafał czuł, że lada moment zaleje go krew. Czuł jak się w nim gotuje... Boże, po jaką cholerę on sprowadził tą france do ich domu? Teraz jeszcze skontaktuje się z bratem, a on przyleci do Ochotnicy żeby dręczyć Justynę.
  • No słucham Cię. - Gryka skrzyżowała ręce na piersi. 
  • Dopiero niedawno zrozumialem, co tak naprawdę twój brat wykręcił mojej siostrze i żałuję że go za to nie zatukłem. Gdybym wiedział jaki z niego zlamany fiut w życiu bym nie pozwolił by zagrzał miejsce w jej sercu. - Po tych słowach wyjął z paczki papierosa i podpalił go. - Nigdy nie był jej wart, a potraktował ją jakby była tanią lalunią spod latarni. 
  • A weź bo pierdolisz farmazony. - Wkurzona Ewelina trzepnęła go po ramieniu.
  • Marcin to zwykly skurwiel któremu nigdy na nich nie zależało, kapujesz Eve? - Postukał się po czole wolną ręką.
  • Jakim prawem obrazasz nasza matke? - oburzyla sie Ewelina. 
  • Mam ja w dupie. Ciebie i Marcina tez. Nie mam do was za grosz szacunku. Ani ty ani twoi rodzice nie byliscie w porzadku gdy on ja porzucil tuz przed porodem. Wszyscy mieliscie ją gdzieś, a ona cierpiala bo kochala tego gnoja, nie wartego funta klakow... - Musiał lekko zbastować bo krzyczenie go zmęczyło. Zrobił krótką przerwę,  a potem dokonczył. - Mozesz sie modlic do swojego braciszka ale znikniesz z tego domu najpredzej jak to mozliwe. Ja się o to postaram. 
  • Mogłeś się nade mna nie litować debilu. Po cholere mnie ratowales? - Była wzburzona jak wrząca woda w czajniku. Chciało jej się wyć i kopać. 
  • Bo nie sadzilem że nadal jestes taka... - Wolal nie konczyc. Szlag go trafial ze Ewelina broni Marcina. - Myślałem że sie zmieniłaś ale nie. Ciekawy jestem czym Cię przekupił. Co Ci nabił do tej głowy.
  • Nic. Dawno go nie widzialam. Rodzicow też. Kuzynka mi powiedziała że twoja siostra byla z nim w ciąży i że ma syna. Nie sadzilam ze... mógł zrobić coś takiego Justynie. 
  • To czemu go kurna bronisz? - Świdrował ją gniewnym spojrzeniem bijącym z piwnych oczu. - No czemu? 
  • Bo on zawsze bronił mnie przed ojcem. Nie zrozumiesz tego nigdy.
  • A ty nie rozumiesz co dla takiego dziecka znaczy nie mieć ojca. 
  • Pewnie masz rację.
  • Twoj brat potwornie skrzywdził Dawida i tego mu nie daruje. Mój siostrzeniec chcialby miec normalna pelna rodzine tak jak jego rówieśnicy, a nie ma tego ponieważ Marcin miał zasrany kaprys mu to zrujnowac. Nie macie pojecia co ten chłopak  czul kiedy dotarlo do niego ze wlasny ojciec go nie chce.
  • Oj Rafal, on jest jeszcze maly i niewiele rozumie... 
  • Gowno prawda! - uniósł się na nowo rozezlony Rafal. - Dawid rozumie wiecej niz ci sie zdaje. To fantastyczny chlopiec, wrazliwy i empatyczny. Sam chcialbym miec takiego syna. 
  • Przykro mi, naprawdę, ale nie miałam wpływu na jego postępowanie. Gdybym...
  • Przykro ci tak? To niech ci będzie przykro. A bratu powiedz, że nie ma prawa się tu pokazywać. Z daleka od Dawida i mojej siostry. 
  • Moglibyście mu dać szanse Rafal. Niefajnie, że go przekreśliliście. 
  • Nie wkurwiaj mnie już błagam Cię. Wystarczy mi na dziś. - Mówiąc to gwaltownie gestykulowal. - Czy ty naprawdę nie rozumiesz co on im zrobił? 
  • To jego syn Rafal. Bez wzgledu na wszystko. 
  • Po cholere mu taki ojciec, co? No powiedz mi po co? Wiesz ile nocy przez niego przeplakal? Ja sam sie poryczalem jak mi młody powiedział, że ojciec ma go w dupie bo nic nie wart. W jednej chwili zawalił mu się cały świat. 
  • O Jezu, aż tak? - Zakryła usta dłonią. Chwile potem poczuła piekace lzy splywajace jej po policzkach. Bylo jej zal tego Dawida. Taki słodki kochany, chłopiec, po prostu uroczy. Moze trochę ciekawski i za duzo gadal, ale zasluzyl na lepszego ojca niz Marcin. Nie sądziła że pięciolatek może być tak świadomy.
  • Marin skonczony... kutas i tyle. Nie jest ich wart. 
  • Nie wiedzialam ze tak za nią jestes. - Musiala przyznac ze byl bardzo dobrym bratem. Troszczył się o Justyne i jej syna jakby byli razem. 
  • Zawsze bylem i będę za moja siostra. Nie pozwole zeby ktoś znowu ja skrzywdzil. Dawida tym bardziej bo to tylko niewinny dzieciak.
  • Jest uroczym gadula. Chyba ma to po tobie. - Wytarla mokre oczy i usmiechnela sie. 
  • Jest też przystojny po wujku Rafale, nie? - Dumnie uniósł głowę do góry. 
  • To prawda. - Nie dało sie zaprzeczyć. Orzecki byl teraz pieronsko przystojny i  po zbóju seksowny. Mogla tylko zazdrościć Kyni. A ten Dawid byl do niego taki podobny, Po jej bracie mial tylko nos. Jednak najbardziej przypominał swoją matkę. - Charakter też ma po tobie?
  • Rafalku co się dzieje, że się tak wydzierasz? - Babcia stała na werandzie i  sprawiala wrażenie zaniepokojonej. - Chodzcie do domu bo zaraz obiad podam.
  • Spoko głowa babciu, nic się nie dzieje  - uspokoil ja Krakus. 
  • Szybciutko - ponaglila ich babcia Jasia i wrocila do srodka. 
  • Zmieniles sie - zauwazyla Ewelina. - Jesteś taki meski. 
  • A ty wyladnialaś. Lepiej ci w tym kolorze niz w tym rudym. - Powiedzial tak bo nie chcial wyjsc na ostatniego chama. Ostro jej pojechal fakt, ale gdy byl zdenerwowany nie przebieral w slowach. Marcin byl dla niego przegrany po tym co zrobil mlodemu i Justynie. Sam sobie nie mógł wybaczyc ze tak sie ostatnio do niej odezwal.
  • Byc moze. - Ucięła temat, choć zrobiło się jej milo, że tak powiedzial. Od razu poczuła się lepiej. Dawniej non stop ja komplementowal, a ona go olewała. Raz ja przydybal w busie na tylnym siedzeniu i zaczal namietnie calowac. To było niesamowite i cudownie smakowało, ale nie wiedzieć czemu wyszydziła go mówiąc żeby sie uczyl od lepszych od siebie. Upokorzyla go tym i co gorsza przy starszych chlopakach. To bylo rzeczywiscie wredne. Już nigdy więcej tego nie powtórzył, a ona ciągle  się zastanawiała jakby było z nim w łóżku. 
  • Pasuja ci do twarzy. Tamte srednio pasowaly. -   Twarz miala drobna jak zawsze a ciemne regularne rysy oddawaly jej charakter. Tak naprawdę szalal wtedy za jej nogami jak dziki. Szkoda że go wtedy tak upokorzyla przy tym Mariuszu Maniewskim. Wciąż nie mógł o tym zapomnieć.
  • Ty tez wyprzystojniales. Nie ten sam chlopak - oznajmila przygladajac mu sie z zachwytem. Ciekawe czy wciąż tak dobrze całował. Moze nie byl wtedy taki przystojny z geby jak ten jej Maniewski ale calowal zdecydowanie lepiej. 
  • No i nie mam juz pryszczy. - Uśmiechnął się półgębkiem. 
  • O jada dziewczyny z Dawidem.
  • No faktycznie - powiedzial i pomachal im. Czarne suzuki Kyni dobijalo wlasnie do bramy wjazdowej. Dziewczyny tez mu pomachaly. 
  • Kynia ma cholerne szczęście.
  • Rafal pomoz mi z Dawidem bo spi jeszcze. Zaniesiesz go do domu? - poprosila Justyna ktora wysiadla pierwsza.
  • Jasne siostra, nie ma sprawy. - Orzecki natychmiast zajal sie siostrzencem, a Ewelina oddalila sie zanim Kynia wysiadla. 
  • Cześć kochanie, jak tam? Spakowany? - Kynia odpiela pas a nastepnie wyjela klucz ze stacyjki. 
  • Prawie kochanie. - Krakus odpinal pas Dawida i juz go chcial brac na rece, ale  młody nagle sie obudzil. 
  • Hej wujek! - Dawid byl przeszczesliwy. Uwielbial Rafala bo byl najbardziej rozrywkowym wujkiem jakiego mial. 
  • Siema chlopaku, co tam? - przywital sie z chlopcem.
  • Lepiej nie pytaj. Same katastrofy.
  • A czemuz to? - Z niepokojem spojrzal na siostre. Od razu zauwazyl przygnebienie i zmeczenie ktore zasnuwaly jej ładną promienną twarz. 
  • Znow nie pojde w gory bo jestem bardziej chory. No ciagle cos kulwa nie tak. 
  • Dawid slyszalam -  oświadczyła Justyna po czym zgromiła syna chmurnym spojrzeniem.
  • Ale ja nie powiedzialem kurwa tylko kulwa, a to roznica mamo - wymądrzał się rozbawiony urwis.
  • Daaaawid. - Justyna złapała się za głowę, a Rafał nie wytrzymal i wybuchnal smiechem na całego. Ten chłopak zawsze potrafił go rozbroić. 
  • Bo mi r nie wyszlo - usprawiedliwial sie pieciolatek.
  • Całe szczęście. - Kynia zamykala drzwi po swojej stronie.
  • Czemu nie mogę przeklinać ciocia? - Chłopiec już był przy swojej chrzestnej  i przytulał się do jej boku.
  • Słonko nie mozesz tak przeklinac bo to nie przystoi dzentelmanom - tlumaczyla  dzieciakowi. - Daj rączkę aniołku.
  • A wujek Rafał tak mówi - bronił się mały urwipołć.
  • Mówi tak jak się zapomni, ale to nie znaczy że tak trzeba. 
  • Żebyś się czasem przy babci nie wypuścił z tym - przestrzegla go Justyna. - Slyszysz Dawid?
  • Na mnie tez nie kabluj bo mi babcia uszy natrze - odezwal sie znow Rafal. 
  • Ja ci pierwsza utrę jak będziesz mu te wszystkie głupoty opowiadał. 
  • A przepraszam jakie ja mu głupoty opowiadam? - zdziwił się Krakus.
  • Już ty tam wiesz jakie - odpowiedziała mu siostra. 
  • Młody... coś Ty mamie nagadał? - Orzecki wbił w siostrzeńca przenikliwe w spojrzenie. 
  • Takie tam, ble ble ble  - odparł pięcioletek i puścił mu oko.
  • Choć ty ble ble ble bo obiad czeka. - Justynie chciało się śmiać. Co innego jej pozostało? Nic nie poradzi, taki okres, że wszystko słyszy i powtarza. Wszystko go fascynuje, szczególnie sprawy dorosłych. 
  • Lecę mamo. - Dawid gotów był wskoczyć do kałuży, na szczęście Kynia go powstrzymała.
  • Ej synu, żadne bieganie bo się spocisz w tej kurtce i zapalenie płuc gotowe. Chcesz do szpitala iść? 
  • W życiu żyrafy mamo. 
  • Jak tam w robocie Śliczna? - spytał Rafał który przed momentem podszedł do Kyni. W końcu pocałował ją długo i namiętnie. Widziała to Ewelina stojąca na werandzie. 
  • Co w tym jest że tak to lubicie? - ciekawił się pięciolatek.  
  • Poczekaj jeszcze dziesięć lat to się przekonasz. - Rafał złapał ukochaną za rękę. 
  • Chce mieć taką dziewczynę jak ciocia albo mamusia. 
  • Uwielbiam tego chłopaka - wyznała po raz setny rozpromieniona Kynia. 
  • Masz racje młody. Mierz zawsze wysoko. 
  • Hej dzieci, pośpieszcie się. Zupę nalewam! - krzyczała babcia od drzwi. 


Po obiedzie znów się zaczęło marudzenie. Dawid wymyślił sobie że chce jechać do Jaworek na konie. Już od kiedy mu to obiecują... Nie pomogło tłumaczenie że jest ulewa i że się zaziębi, bo co to za problem zabrać peleryny, on przecież nie jest z cukru żeby się roztopił. "Ani tak ani siak, wszystko źle i kulwa nie tak" - podpisywał  się przed nieugiętą rodziną. Mógłby tak przez resztę popołudnia psioczyć i lamentować. Tego nigdy nie miał dość. - Co to za facet co nie marudzi ciocia, znasz takiego? - zwrócił się do Krysi, która o mało z krzesła nie spadła z wrażenia. Gdy marudzenie nie przyniosło skutku, zaczął się szantaż emocjonalny... W końcu  się obraził na cały świat i nikogo nie chciał słuchać (nawet ukochana ciocia nagle była be). Wujek Heniek już dawno nie widział żeby młody tak się zachowywał. W sumie nie dziwił się chłopcu, biedak ciągle kiblował w tym domu, a jedyną rozrywką dla niego były te zabiegi w Szczawnicy. Dorosłego by potargało, a co dopiero takiego energicznego pięciolatka. Miał już tego wszystkiego powyżej uszu, chciał iść tu tam, poszaleć jak inne dzieciaki. Nieraz mówił Justynie, że to całe zdziwianie, latanie po zagranicznych specjalistach nic Dawidowi nie daje, a chłopak tylko dziczeje w domu izolowany od rówieśników. Henio zawsze był sceptyczny bo nie lubił lekarzy. Nie ufał im, gdyż nie na jednym już się przejechał - i to porządnie. Tylko jednego Jacka Namyśla szanował, uważał go za najlepszego lekarza na całym Podhalu. Jego brat Wiktor nie cierpiał Namyśla. Stale mu się zdawało że były Judyty ciągle coś do niej ma, w końcu była jego pierwszą miłością. Gdyby nie rozdzieliły ich studia pewnie byliby razem. - Dajże se spokój Wiktor, on ma swoją rodzinę i wątpię by chciał to rozwalać z powodu tęsknoty za twoją żoną - przekonywał młodszego brata.



Szwagier Judyty uważał, że prędzej Jacek by pomógł synowi bratanicy niż jacyś doktorzy z dalekiej północy, nie chciał jednak dobijać tej biednej delikatnej istoty, która robiła co mogła żeby pomóc swojemu dziecku. Widział jak dziewczyna cierpi, jak zamartwia się o tego urwisa. To co przeżyli ostatniej nocy przybiło samego Henia. To był horror, taki prawdziwy, żaden film by tego nie przebił. Gdyby nie Wójcik i ten Olsen, którzy przyjechali w sekundę niewiadomo czy nie skończyłoby się na Oiomie. Sytuacja była naprawdę poważna. Pierwszy raz w życiu Dawid spanikował. Nawet później gdy wszystko co najgorsze przeszło nikt poza tym dzieciakiem nie potrafił już zasnąć.  Justyna wierciła się albo wstawała i chodziła po pokoju. I tak zeszło jej do piątej. Wójcik przyjechał koło siódmej żeby ich zawieźć do Szczawnicy. Teraz musiała odreagować dlatego zostawiła wszystkich i wyszła na dwór, żeby pobyć trochę sama ze sobą. Potrzebowała się wyryczeć. Ucieczka Dawida ostro podniosła jej ciśnienie. Jakie to szczęście że ten facet go złapał i w ostatniej chwili odciągnął, inaczej potrąciłby go ten wan. Nie przeżyłaby tego.
  • Ej siostra, trzymasz się?  - spytał zmartwiony Rafał, który w końcu przyszedł za Justyną. Siedziała za szopą na trawie i płakała, nie przeszkadzało jej że jest mokro. Najpierw przykucnął obok niej i położył jej rękę na ramieniu, a potem usiadł obok. Nagle pomyślał ze złością o sobie. - Kurwa gdzie ją byłem gdy potrzebowała pomocy i wsparcia. - Zawiódł ją wtedy na całej lini. To Jasiek i Kynia byli przy niej w najgorszych chwilach. 
  • Już mi lepiej, dziękuję bratek - powiedziała wycierając mokrą od łez  twarz. 
  • Nie mogę sobie  darować, że cię zostawiłem. - Przyłożył dłoń do czoła i masował. 
  • O czym ty gadasz? - zdziwiła się Justyna. 
  • Nie było mnie przy tobie w najgorszych chwilach. Byłem durnym... zadufanym w sobie półgłówkiem... Kurwa mać. - Na koniec klepnął się otwartą dłonią w czoło. Tak mocno że aż zabolało.
  • Rafał ja też nie byłam w porządku względem ciebie. - Przytuliła się do niego. - A poza tym... chyba  już wszystko wyjaśniliśmy sobie w szpitalu. Pamiętasz nie? 
  • Wiem ale mimo wszystko mam do siebie żal. Mogłem Ci tyle pomóc w czasie gdy byłem obrażony na cały świat. Zachowywałem się jak Dawid teraz. Jak rozwydżony gówniarz myślałem jedynie o sobie. 
  • Ty Raf, a co cię tak nagle wzięło na rozpamiętywanie o tamtych czasach? Co się znów stało? - Teraz patrzyła na niego podejrzliwie. 
  • Pożarłem się z Eweliną... - popatrzył na siostrę zmrużonymi oczami.
  • Kiedy? - dotknęła jego ramienia. Mogła się domyśleć. Brat od początku był na nią zły.  Nie wybaczył Ewelinie dawnych upokorzeń. 
  • Tuż przed waszym przyjazdem. Ja też niedawno przyjechałem, a ona stała na podjeździe. Strasznie ją zjechałem. Aż sam nie wierzę że tak się wydarłem na kobietę, ale jak zaczęła bronić braciszka wstąpił we mnie diabeł. Powiedziałem jej że jak tylko Marcin się do was zbliży to ich wyśle na księżyc. Strasznie mnie wkurw... Wczoraj mnie Łukasz wkurzył, ale doszliśmy w końcu do porozumienia. 
  • Ona ma z nim kontakt? - Justyna aż zdrętwiała. Myśl że Marcin mógłby się nagle pojawić i wszystko zepsuć dobijała ją. Teraz chciała tylko Calvina. 
  • Twierdzi, że nie ale jej nie wierzę. - Wyjął z kieszeni paczkę lightów, potem zapalił i włożył do ust. - Na bank od niego miała te dragi. Mówię Ci. 
  • Jakoś mnie to nie dziwi. Ją zawsze ciągnęło do narkotyków.
  • Cud że mnie nie wciągnęła. 
  • No weź przestań.  Byłeś za mądry na to.  
  • Nawet mądry czasem traci rozum. Chwilowy zanik zdrowego rozsądku. - Po tych słowach oboje zaczęli rżeć jak konie. Dobrze wiedziała o czym ukochany braciszek mówi. Oczywiście nawiązywał do albumu Pink Floyd "A momentary lapse of reason". Pasowało faktycznie, jak on potrafił kojarzyć. Odniosła wrażenie że Rafaello był bardziej zakochany w Floydach niż sam Calvin, ten znów ubóstwiał ponad wszystko King Crimson i Emerson, Lake and Palmer. No i Led Zeppelin oczywiście, tych obaj kochali. 
  • Hej Raf, a co ta Ewelina tak Cię z biegu zagadała o Marcinie? - Patrzyła na brata z wielkim zaciekawieniem.
  • Powiedziała,  że wie, że Dawid jest jego synem. Dowiedziała się tego od Magdy, tej swojej kuzynki z Młynnego. - Orzecki miał zacięty wyraz twarzy. 
  • Co za plotkara no. - Skrzywiła się Krakuska. 
  • Nie ona jedna. Założę się kurna, że cała wiocha o nas plotkuje.  
  • Raczej na pewno. To ulubione zajęcie mieszkańców Ochotnicy, a przynajmniej niektórych. 
  • Począwszy od pieprzonej Wasiakowej - warknął Krakus, po czym mocno się zaciągnął dymem papierosa. 
  • Znów ci się naraziła? - zapytała patrząc w zachmurzone niebo. 
  • Już nawet Łukasz wie, że ja i Majka... Ciekawe kto mu doniósł.
  • Może sam się domyślił. Głupi nie jest. Wie że wtedy po akcji z Krzysiem spotkałeś się z nią.
  • Wiem że nawalilem wtedy jak cholera. Nie pomyślałem że Kynia może źle się czuć z tego powodu i że nadal jej na mnie zależało.
  • Fakt była okropnie zawiedziona. Cały wieczór rozmyślała o tym co robisz z kuzynką Jaśka. 
  • Zaszalałem na maksa to prawda, ale zaraz na drugi dzień rano pożałowałem, że tak popuściłem cugle z Majką bo to co mi powiedziała po wszystkim sprawiło że poczułem się jak ostatnia szmata. Wykorzystała mnie... - Urwał bo wahał się czy powinien mówić jej więcej. Nie sądził, że stać go na taką spowiedź przed siostrą... Ale w sumie czemu nie? Kiedyś mówił jej wszystko, ufał jej bezgranicznie pod każdym względem i w każdym temacie. Nie mógł zapomnieć tego, że zawsze kryła go  - Tak, wiem jak to śmiesznie brzmi. Dorosły facet dał się wykorzystać. Jak powiedziałem Calvinowi to tak się śmiał że aż się zapowietrzył... Potem przepraszał, powiedział, że nie umie sobie wyobrazić mnie wykorzystanego. 
  • Nie przejmuj się, zdarza się - pocieszyła go Orzecka. 
  • I ty to mówisz siostra? - spytał i roześmiał się na cały głos.
  • Też nie byłam lepsza. - Patrzyła na niego ubawiona. 
  • Co ty znowu gadasz? - Zdawało mu się że się przesłyszał. 
  • Przespałam się z Filipem... - Przerwała gdy dostrzegła że przygląda jej się z przerażeniem. Szybko pospieszyła go uspokoić. -  To było rok temu Raf, przed jego wyjazdem do Szwajcarii. Nie myślałam, że tak mnie weźmie więc dałam się zaprosić na te tańce a potem już całkiem straciłam głowę. Potrzebowałam chwili szaleństwa i poszło. - Złapała się za głowę. 
  • Urwał wam się film? 
  • Źle się z tym czuje bo to wyszło tak jakbym go wykorzystała. Potwornie.
  • Nie przesadzaj znów. - Rafał zakrył usta dłonią. 
  • Nie przesadzam, bo prawdą jest że tak naprawdę zależało mi wtedy tylko na seksie, a on coś do mnie czuł... Bratek nie śmiej się no.

  • Boże Justyna ale dajesz czadu. W życiu w to nie uwierzę. 
  • Ja se wyobrażam że może Ci być ciężko to ogarnąć ale tak było. 
  • Ten Gawęda to zawsze za Tobą gonił. Nawet jak chodziłaś z tym wałkiem Dawidem nie mógł sobie odpuścić. Nie zapomnę jak się tłukli na moście, a  ja skandowałem Filip, Filip. Myślałem, że mnie Dawid zabije samym spojrzeniem. 
  • Ewelina też sobie nie chce odpuścić. Widzę jak za Tobą wodzi wzrokiem. - Siostro puściła mu oko. 
  • Powiedziała mi że wyprzystojniałem. - Strasznie go rozbawił ten komplement. - Bardzo mnie ciekawi jakby teraz wypadł przy mnie ten jej Maniewski. Pewnie wygląda jak Pudzian, a ja  jak Korzeniowski. 
  • Teraz to już bijesz na głowę nawet dziesięciu takich Maniewskich mój kochany Rafaello - wyznała i cmoknęła go w policzek. 
  • Słuchaj siostra... jak tylko wrócę z tego Yorku idziemy razem w góry. Tylko i ja. Będzie jak dawniej,  zobaczysz. Nadrobimy wszystko.
  • Myślisz że Calvin mnie gdzieś puści z moim szalonym bratem? - Znów się roześmiała.
  • Już ja go urobię. Pogadam z Dawidem i Jaskiem żeby Anglika pod Bereśnik wyciągnęli.
  • Jaka konspiracja. - Była zachwycona. 
  • Cieszysz się?  - Nie przedstawał się śmiać. 
  • Jeszcze się głupio pyta... No jasne! - Miała ochotę go wyściskać na setną stronę.  Wrócił jej ukochany brat.
  • Tak mi tego cholernie brakowało. - Mówiąc to był smutny. 
  • Mnie Ciebie i tych naszych wycieczek. Za tobą to zawsze w ogień szłam. 
  • Bardzo Cię kocham siostra. Ciebie i Dawida. Nie pozwolę żeby jakiś głupi skurwiel was skrzywdził. Nigdy w życiu. Wolałbym w pudle zgnić niż mieć świadomość że znowu tak cierpicie oboje.
  • Ale Cię ponosi. - Nie lubiła, gdy za bardzo przeklinał,  ale w tym przypadku rozumiała, że kierowały nim emocje. On naprawdę się zmienił na lepsze. Znów mogła na niego liczyć. To dzięki Calvinovi i tamtej akcji tak się zmienił. 
  • Tak się bałem że już was nie zobaczę. Całe życie mi przeszło przed oczami jak film gdy tam leżałem we krwi i traciłem siły... Ale nie miałem szans odejść bo  ten zawzięty Anglik cały czas mnie dociskał. Darł się przeklinał i miał w dupie, że ja mam w dupie. Raz mi przywalił w ryja, żebym się ocknął.
  • I chyba za to go pokochałam. Że uratował mi brata. - Justyna znów się wzruszyła. Była bliska płaczu. Przypomniała sobie chwilę kiedy Janek powiedział jej o Rafale, o tym, co się stało na górze. Przez chwilę chciała umrzeć bo dotarło do niej, że mogła stracić całą trójkę. Nie wyobrażała sobie tego. Później poszła do Calvina na oddział, po prostu musiała go zobaczyć i dać do zrozumienia ile dla niej znaczyło to co zrobił dla Rafała. Nikt nigdy tyle dla niej nie zrobił... aż tyle. To było wszystko, bo bez niego... Nie chciała kończyć myśli.
  • Janek też się wtedy spisał. Nie wiem czemu uważa że skrewił. Gdyby nie pozbawił tego kretyna broni tamten zastrzeliłby nas wszystkich. 
  • Nawet mi nie mów. Jak se pomyślę że jakiś gnój celował do was... - Znów poczuła ciarki na plecach. 
  • Podziękowałem mu wczoraj. Chciałem żeby wiedział że jestem mu wdzięczny za wszelki wysiłek. Zuber zawsze był jest i będzie moim przyjacielem tak jak Calvin. Może był okres, że omijaliśmy się szerokim łukiem, ale to się zdarza w każdej znajomości.
  • Jemu też Cię brakowało - zapewniła Orzecka. - Wierz mi. Kochamy Cię Rafaello. Cholernie Cię kochamy, a ja najbardziej na świecie. 
  • Dobrze wiedzieć Sister... dziękuję. - Przytulił ją jeszcze mocniej.
  • Nikt nie ma takiego brata jak ja. - Naprawdę była z niego dumna.
  • Nigdy nie będę takim świetnym ratownikiem jak on czy Julek. Brakuje mi tego czegoś co oni mają więc czarno to widzę - odezwał się po chwili milczenia.
  • Nie pierdol dobra? - wkurzyła się Justyna. - Będziesz super ratownikiem i tego się trzymajmy... I nie chce słyszeć, że się migasz bo każe Calvinovi zrobić Ci pranie mózgu. 
  • Telefon Ci dzwoni - powiedział chcąc zmienić temat. 


Rozdział 21.1

Ochotnica Górna - maj 2018


Rafał poszedł spać z kurami za to Kynia dopiero koło pierwszej w nocy. Co najmniej do w pół do jedenastej siedziała przy kompie nad korektą jakiegoś śmiesznego romansu. Ile by dała za to, żeby to była Lackberg albo Larsson, ale pomarzyć dobra rzecz. Nie znosiła romansów, odkąd mama kazała jej czytać harleqiny. To nie dla niej, za nic w świecie. Przeważnie chwytała się za trillery i kryminały albo fantastykę. Sapkowskiego i Canavan już dawno przerobiła. Ubóstwiała Wiedźmina i postacie z trylogii Czarnego Maga oraz Ery Pięciorga. Zaraziła tym nawet Justynę i Baśke, chociaż one obie były bardzo sceptycznie nastawione do tego gatunku. Jaśka pierwszego przekonała do Tolkiena, chociaż ten znany był jako zagorzały fan Gry o tron Martina, ale jak już usiadł do Hobbita tak wsiąknął całkowicie i po tygodniu ogarnął trylogię. Miała dar przekonywania, nie dało się zaprzeczyć. Z Rafałem nie miała żadnego problemu, bo on od dziecka pożerał książki, wszystko poza lekturami szkolnymi ma się rozumieć... No dobra trylogię Sienkiewicza też lubił, przez Kmicica. Zawsze chciał być jak Kmicic. Nieraz sypał cytatami z trylogii co jego mame okropnie wkurzało. - Dziecko, co ty zjadłeś tą książkę czy jak? - spytała Judyta dziwnie mu się przyglądając. Rafał nienawidził, gdy Judyta nazywała go dzieckiem.

Gdy po prysznicu przyszła do sypialni jej ukochany nawet się nie poruszył. Spał jak zabity kamiennym snem. Nawet cały tabun strzelców by go nie zbudził. Zazdrościła mu tego, bo jej wystarczył czasem nawet drobny szelest żeby się wyrwać ze snu. Jej sen był czujny, nigdy dosyć głęboki, nawet, gdy wypiła. Nie mogła zasnąć przez ten wyjazd Rafała, za dużo o tym rozmyślała. Chciała aby wrócił za pięć minut, a nie za trzy dni. Jak tu wytrzymać tyle? Chyba faktycznie pójdzie do Orzeckich na ten czas, tam przynajmniej będzie zajęta gadaniem Dawida i ten czas jakoś zleci. Tu by nie mogła nawet spokojnie pracować. Bała się, że gdy zostanie sama ktoś może się włamać tak jak ostatnio kiedy była z Dorianem na  policji. Komisarz powinien zostawić chłopaków w spokoju. Przecież to ten oszołom się włamał do domu, oni tylko się bronili. Kiedy o tym rozmyślała zapadła w końcu sen z głową przytuloną do gołej  klaty Orzeckiego. Tak cudownie było mieć go przy sobie.


  • Jezuuuuu nieeeee, nieeee! - krzyknęła wyrwana ze strasznego snu. Prawie podskoczyła na łóżku. Popatrzyła w stronę okna, za którym wciąż było ciemno. Mogła być druga lub trzecia, nie dalej. Nie miała odwagi znów zamknąć oczu. 
  • Kynia co jest? - spytał wystraszony Krakus. Natychmiast wziął ją w ramiona i przytulił. Był na w pół przytomny, rozespany. - Kochanie.
  • Zły sen, cholernie zły - wyjaśniła wycierając oczy. 
  • Znów ten sam? - Spoglądał na nią z niepokojem. 
  • Kuba... śniło mi się że strzelił sobie w łeb na moich oczach, a jego mózg był na naszych ścianach... Bożeeee, nie mogę kurna, to ciągle do mnie wraca. - Powiedziawszy to rozryczała się na dobre.
  • Ja pierdole - zaklął półgłosem. Zaczął ją głaskać po głowie w nadziei, że szybko się uspokoi. Przerażało go, że ona nadal się obwinia o śmierć tamtego faceta. To nie była jej wina tylko jego (Rafała) jeśli już. To on zniszczył marzenia Kubie,  pokrzyżował mu plany. Nie mógł pozwolić, żeby tamten gościu ją poślubił. To by był koniec. - Już dobrze Kochanie, nie ma go tu. Nie płacz. 
  • To się... nigdy nie skończy Raf. Już zawsze... będzie mnie nachodził w snach. - Nie mogła się uspokoić, ciągle łkała.
  • Jeśli nie przestaniesz się obwiniać to na pewno.
  • To moja wina. Gdybym nie zaczepiła go na urodzinach Ulki Bieńki dziś wciąż by żył bo... Było w ogóle tam nie iść kurwa.
  • Przestań pieprzyć kochanie. Nie ponosisz za to żadnej odpowiedzialności. Jeśli miał problem z tym co zaszło mógł iść na terapię, a nie zabijać się. Nawet Cal tak uważa.... - Mówiąc to całował ją po gołych plecach i szyi. Bosko wyglądała w tej swojej koronkowej koszulce na ramiączkach do kolan w kolorze ecrie. Tak skąpo odziana podniecała go jeszcze bardziej niż nago. 
  • Powiedziałeś o tym Calvinovi? - spytała nie odwracając głowy. - Super.
  • Żadnych nazwisk przysięgam.  Tak tylko zapytałem co sądzi o czymś takim. Absolutnie masz się nie przejmować tym co Ci napisał. To było kurwa tak żałosne, że aż brak mi słów. Czemu do mnie nie wystartował z mordą?  Nawet nie stać go było żeby mi w pysk dać. Co to za facet?
  • Faktycznie niesamowicie twardy facet z tego Cala - przyznała zachwycona Kynia. - Najpierw stracił córkę, potem odeszła od niego żona... Gdybym była na jego miejscu pewnie skończyłabym w kaftanie bezpieczeństwa w jakimś dobrym psychiatryku, a on stawił wszystkiemu czoło i jeszcze pomaga innym. 
  • Eeeej bo jeszcze pomyślę że Calvin podoba Ci się bardziej niż ja - wyszeptał jej do ucha. Jego rozpalone wargi znów powędrowały po plecach, a potem po ramionach ukochanej Góralki.
  • Zwariowałeś? - oburzyła się Kynia. Odwróciwszy się do niego dodała. - Bardzo go lubię i szanuje za to jaki jest i że uratował ci życie, ale Calvin to facet twojej siostry i ani myślę spojrzeć na niego inaczej jak na brata. Z resztą on poza nią świata nie widzi, więc nie miałabym żadnych szans.
  • Nie chce więcej słyszeć o tym Kubie, jasne? 
  • O trupa też jesteś zazdrosny geniuszu? - spytała Kynia i pocałowała go w usta. Zanim przerwała minęło conajmniej dwie minuty.
  • O każdego dupka - odparł opuszczając prawe ramiączko jej koszuli nocnej.
  • Kuzwa Raf, która jest godzina? Miałeś się wyspać. 
  • Bura - odpowiedział dotykając jej twardego stojącego sutka na prawej piersi. W jednej sekundzie poczuł jak twardnieje jego członek, a w spodenkach zaczyna robić się ciaśniej. Uwielbiał patrzeć na jej cudowny pełen biust. Przy nim piersi Majki zostawały mocno w tyle. Była szczuplejsza to prawda, ale to nie ją kochał tylko przyjaciółkę swojej siostry, dziewczynę, która była z nim zawsze. Ona nigdy go nie upokorzyła i od lat kochała go takim jaki jest.
  • Aaaa - krzyknęła gdy poczuła jego wargi na drugim skutku. Ten ból był taki przyjemny, że wręcz pożądała go całą sobą.
  • Mam gdzieś że się nie wyśpię. Chce przed wyjazdem zdrowo Cię przelecieć.
  • Kocham Cię lubieżniku - oświadczyła i roześmiała się. - I nie wiem jak zniosę te wszystkie godziny bez Ciebie, poranki bez twoich ust na moim brzuchu i poniżej. 
  • No ja tym bardziej. - rzekł zasapany zdejmując swoje seksowne czarne gatki. Ledwo w nich wytrzymywał podczas wzwodu. Dobrze, że wcześniej założył gumkę, nie musiał się teraz z nią mordować. 
  • Widzę że jednak się przygotowałeś - pochwaliła go kiedy już leżał pochylony nad nią i całował po piersiach. Szczerze wolała go bez gumki, ale teraz nie mogła zajść. Lekarka poradziła, żeby się narazie wstrzymała z ciążą. Miała powiedzieć Rafałowi o swoim problemie ale jakoś nie było okazji, tym bardziej teraz, gdy tak ich wzięło na seks. Nie umiała sobie tego odmówić, szczególnie jeśli on chciał się kochać. Ostatnio stale chcieli. 
  • Mówiłaś że masz przerwę od spiralki więc musiałem - wyjaśnił przerywając pieszczenie sutek. - Chyba, że chcesz żebyśmy się postarali o małego Orzeckiego.
  • Może jeszcze poczekamy. - Pogłaskała go po twarzy, a potem musnęła wargami jego usta, a Rafał natychmiast odwzajemnił. I tak z minuty zrobiło się dziesięć. Musieli na chwilę przerwać żeby nabrać powietrza. 
  • Nie ma problemu - mówił wodząc palcem po jej brzuchu.
  • Oooo jaaaa nie mogę, aaaaa! - wyrzuciła z siebie, kiedy poczuła jego delikatne chłodne palce między nogami. Aż jej zaparło dech w piersiach. To była najwspanialsza pieszczota jaką jej dawał. 
  • Jesteś sensem mojego życia dziewczyno. Zawsze byłaś. - W tamtym momencie był tak szczęśliwy, że to szczęście o mało go nie rozwaliło. Tylko na chwilę zwolnił tempo pieszczot żeby Kynia mogła złapać oddech.
  • Weź bo się kurna poryczę. Już dziś jeden facet mi to zafundował. - Oczywiście miała na myśli małego Orzeckiego. Ten słodki urwisek zawsze wiedział jak ją poruszyć. Mogłaby mieć takiego cudownego syna jak Justyna... Może kiedyś. 
  • Czyżby Dawid? - Zaciekawiony Orzecki bawił się jej włosami to znów całował w usta albo po szyi. Pamiątką po jego pocałunkach były urocze malinki.
  • Aha - odparła i dalej szczypała go wargami po sterczących sutkach.  Miło było ujrzeć ekstazę na jego twarzy. Był wniebowzięty, ona też. 
  • No tak, tylko on... jeden w naszej rodzinie  jest... specjalistą od rozczulania kobiet. - Ledwo łapał oddech, tak  niesamowicie go podniecała ta. 
  • To też ma po tobie. - Objęła go za szyję, a potem przycisnęła jego głowę do swoich piersi. Wciąż czuła jego dłonie w okolicy krocza, rozpalające pieszczoty, które doprowadzały ją do ogromnej ekstazy. Chwilę później, gdy wszedł w nią  pierwszy raz  delikatnie, ale zdecydowanie miała wrażenie że jest w niebie. Już dawno nie czuła się tak dobrze z facetem. Nawet seks po jego powrocie nie był tak dobry i szalony jak teraz. Ten był tak idealny, po prostu doskonały jak nigdy wcześniej. Trudno powiedzieć które z nich pierwsze odleciało. 
  • I jak, dobrze Ci? - spytał pół szeptem gdy zmienili pozycję i Kynia była na górze. To jeszcze mocniej go podkręcało biorąc pod uwagę jaką miała moc. Potrafiła go zniewolić, sprawiała że dryblował na granicy. 
  • Przestań zadawać durne pytania - skarciła go, a zaraz potem głośno krzyknęła gdy Orzecki uniósł się do pozycji siedzącej i mocno do niej przylgnął.  To sprawiło, że momentalnie zakręciło jej się w głowie. Orgazm był mega silny, gdyż oksytocyna działała na pełnych obrotach. Krysia oplotła jego biodra nogami mocniej, a ręce zacisnęła na ciepłej pościeli żeby jakoś wytrzymać to co zawładnęło jej ciałem w całości  z całą siłą. To się działo tak szybko, że z trudem łapała oddech, ale wciąż dotrzymywała kroku Rafałowi. Jego ruchy były równie dynamiczne jak jej, a ich krzyki zagłuszały bicie obu serc jednocześnie. - Jesteś cudowny Raf,  nie zwalniaj, bo chce umrzeć. - Byli już blisko punktu kulminayjnego, kolejny raz 
  • I to jest komplement kochanie - powiedział pomiędzy jednym,  a drugim oddechem, a jego twarz rozpromienił najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek u niego widziała. A później gďy doszli nadal nie mieli dość. Mogliby tak do świtu gdyby nie jego wyjazd... Dla niego najgorszą karą było  nie mieć przy sobie tej obłędnej dziewczyny. 

Koniec części II 

Serdecznie dziękuję za czas na lekturę i komentarze. Miło że Jesteście.


piątek, 17 lipca 2020

Idąc pod prąd - spis rozdziałów


Witajcie Kochani

W tym poście zamieszczam wszystkie rozdziały mojej gorczańskiej opowieści Idąc pod prąd  po kolei żeby Wam było prościej do nich dotrzeć, szczególnie nowym Twarzom, które jeszcze nie czytały  i które również witam z wielką radością.

Dziękuję Sady Sana za podrzucenie tego pomysłu  😃😃😃

Post ten będzie się znajdował na lewym marginesie i opisany jako Polecany post.

1 ) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/03/idac-pod-prad.html

2) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/04/z-cyklu-kasine-pisanie-2-idac-pod-prad.html

3) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/05/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-cz.html

4) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/05/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-4.html

5) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/06/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-cz.html

6) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/06/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-cz_21.html

7) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/06/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-7.html

8) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/07/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-cz.html

9) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/07/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-cz_4.html

10 ) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/07/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-10.html

11) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/07/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-cz_23.html

12) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/07/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad.html

13) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/08/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-13.html

14) https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/09/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-14_21.html

15 ) https://kasinyswiat.blogspot.com/2020/01/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-15.html

16) https://kasinyswiat.blogspot.com/2020/01/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-16.html

17) https://kasinyswiat.blogspot.com/2020/02/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-17.html

18) https://kasinyswiat.blogspot.com/2020/02/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-18.html

19) https://kasinyswiat.blogspot.com/2020/03/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-19.html

20) https://kasinyswiat.blogspot.com/2020/06/z-cyklu-kasine-pisanie-idac-pod-prad-20.html

Dziękuję za odwiedziny, czas na lekturę i komentarze.

Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie

piątek, 26 czerwca 2020

Z cyklu Kasine pisanie : Idąc pod prąd 20


Rozdział 20

Szczawnica- nad Grajcarkiem- maj 2018





Już drugą godzinę siedział sam nad jednym piwem. Normalnie przez ten czas wypiłby już dwa pełne kufle, a tymczasem wychylił zaledwie odrobinę. Zajmował miejsce przy stoliku pod parasolem nieopodal drewnianej budki z napojami oraz słynnej restauracji Pod kolejką. Przy stacji wyciągu i w okolicy nie było już praktycznie nikogo poza jednym facetem opartym o ogrodzenie palącym papierosa.  Chyba na kogoś czekał, bo ciągle się rozglądał. Wszystkich innych gapiów gdzieś wywiało i plac nad Grajarkiem opustoszał. Ci którzy zeszli z wyciągu po całym zajsciu od razu uciekli w popłochu w kierunku centrum Szczawnicy. Byli naprawdę przerażeni tym czego niedawno doświadczyli. Kilku z nich zostało do dyspozycji policji i prokuratora obecnych na miejscu zdarzenia. Kiedy po dopełnieniu niezbędnych formalności  samobójce przejęła ekipa pogotowia ratunkowego Łukasz zebrał swoich ratowników i udali się  do   Goprówki.  Musieli jeszcze załatwić sprawę fałszywego alarmu z tym licealistą. Rafałowi nie poszedł z nimi.  Poprosił żeby go zostawili samego aby mógł w spokoju odreagować przeżyty szok.  Figła nie był do końca przekonany czy może go tak zostawić, ale ostatecznie przystał na to. Nie tylko on  zauważył, że młody Orzecki kiepsko zniósł to co się stało, Janek i reszta chłopaków także. Polecili mu żeby jechał do domu, ale Rafał nie chciał nigdzie jechać, potrzebował po prostu pobyć chwilę sam. Był podłamany i otępiały. Z początku zupełnie nie wiedział gdzie się podziać i co ze sobą począć.  W życiu by się nie spodziewał, że Michał zechce się zabić. Musiał mieć jakieś poważne problemy, o których mu nie powiedział. Z czym sobie nie radził że tak to się skończyło? Michał Kasprzyk był bardzo dobrym człowiekiem i kumplem, zawsze można było na niego liczyć, niemal w każdej sytuacji. Jak to możliwe że tak pozytywny osobnik jak on, zarażający wszystkich pozytywną energią zdecydował się targnąć na swoje życie? Dziwne? Nie, dziwne to za mało powiedziane. Prędzej niewiarygodne, podejrzane.  - Jak ja mam coś takiego ogarnąć? - zastanawiał się na głos zdołowany Krakus. Mało brakowało żeby się poryczał przy ludziach. Zanim poszedł na piwo przespacerował się kilka razy po pobliskim parkingu i alejką nad Grajcarkiem. Strasznie go wkurzyli ludzie, którzy bezmyślnie kręcili durne filmiki komórkami, gdy Seba z tym drugim dostarczyli ciało do czekającej na nie karetki. Miał wielką ochotę obić im ryje i pozbawić telefonów. Pieprzeni gapie ze wszystkiego robili temat do sensacji.  Zero szacunku do  czyjejś śmierci.


  • Hej młody, jak tam? Lepiej coś? - Łukasz położył rękę na ramieniu siostrzeńca pochylonego nad stołem i nie zabierał jej przez dłuższą chwilę. Rafał siedział nieruchomo ze wzrokiem wbitym w drewniany blat i obejmował głowę rękami. Figła wypatrzył go, gdy krążył w okolicy stacji wyciągu. Od razu zdecydował się do niego podejść. 
  • A gdzie tam kurna lepiej. Wręcz przeciwnie. - Podniósł głowę i sięgnął po szklankę z piwem. Upił trochę po czym odstawił naczynie na miejsce. - Miałem ochotę zdrowo się urżnąć, ale jakoś nie mogłem. Siedzę nad  jednym piwem już dwie godziny. - Krzywił się jakby miał w ustach coś wstrętnego. 
  • Synu... - Powiedziawszy to naczelnik głęboko westchnął. Wyraźnie widział, że Rafał jest mocno przybity. Stracił świetnego kumpla, z którym znali się od dawna. Choć Michał był od niego trochę młodszy rozumieli się bez słów. 
  • Myślałeś, że mnie szlag trafił? - Orzecki utkwił spojrzenie w stojącej przed nim szklance i pociągnął nosem, a zaraz potem zaczął stukać palcami o blat. - Spokojnie, złego diabli nie biorą.
  • Daruj sobie takie durne teksty, dobra? - Oburzony Łukasz starał się opanować kiełkujące w nim zdenerwowanie, co było cholernie trudne. Nie znosił, gdy młodziki mu pyskowały, a wśród tych których znał jego siostrzeniec był najgorszym pyskaczem. Wszyscy inni mieli przed nim ogromny respekt. - Nikogo to nie bawi. - W końcu usiadł na ławce po drugiej stronie, na przeciwko syna Judyty.
  • Wybacz, ale posługiwanie się sarkazmem weszło mi już w krew.  - Przekręcił się na bok i rzucił okiem w stronę Grajcarka. Potok płynął wartkim nurtem, a nad nim szybowała szarawa, krzykliwa mewa. Chwilę później przysiadła na jednym z głazów i zaczęła się rozglądać. Czasem zdarzało jej się pozować do zdjęć. - To się nazywa syndrom emigranta z Wysp Brytyjskich gdybyś nie wiedział. 
  • Niesamowite. - Zamrugał teatralnie oczami.
  • Wyobraź sobie, że mnie też nie jest do śmiechu. Straciłem przyjaciela. 
  • Słuchaj Rafał, nie chciałbym ci teraz specjalnie truć, ale jako twój ojciec chrzestny mam prawo przemówić ci czasem do rozsądku, więc... - Zaczął rozwiązywać krawat. Marynarkę miał rozpietą od góry do dołu.
  • Tak, oczywiście. - Mówiąc to kiwał twierdząco głową. 
  • Uważam, że powinieneś się uodpornić na takie rzeczy, bo one się po prostu zdarzają i koniec. Życie stale zabiera nam ludzi, których lubimy, cenimy i kochamy i co gorsze nie daje nam szansy byśmy się na ten cios przygotowali. Zostaje nam tylko zaakceptować dany stan rzeczy i nauczyć się żyć na nowo bez tych osób... - Wypowiadając ostatnie słowa posmutniał. Cały czas myślał o swojej ukochanej Ewie. 
  • O czym ty do mnie kurwa chrzanisz? - Rozgoryczony Orzecki walnął pięścią w stół. - Chcesz mi powiedzieć,  że ty się już całkiem pogodziłeś się z tym, że Ewy z tobą nie ma? Tak? 
  • Przestań mnie do cholery łapać za słowa! - Powiedziawszy to Figła walnął w stół. Miał już dosyć tej pyskówki. - To bezcelowe. 
  • Tak czy nie? -  Wściekły Krakus świdrował krewnego chmurnym spojrzeniem. 
  • Nie... to znaczy nie do końca - odparł półgłosem spuszczając wzrok. W jego głosie oraz w  łagodnych piwnych oczach czaił się dogłębny ból. Wyraźnie dawał młodemu do zrozumienia, że nie radzi sobie z dotkliwą nieobecnością swojej żony... To dlatego wciąż nikogo nie miał. Bał się że nie zdoła pokochać żadnej innej kobiety, a ranić też nie chciał.
  • No to nie pierdol mi tu za przeproszeniem o akceptacji danego stanu rzeczy, bo sam nie wiesz o czym mówisz... W ogóle nie chce mi się już słuchać tych bzdur. - Mówiąc to ciskał w brata matki wściekłe błyskawice. Ta cała złość, która w nim siedziała sprawiała, że czuł się słaby.  Był  zły na wuja, na los, na wszystko. - Czegoś takiego nie da się kurwa zaakceptować, kapujesz? Nie da się i już. - Teraz jeszcze zaczął mu się łamać głos. 
  • Przykro mi, że Michał nie żyje - oznajmił Łukasz przerywając wreszcie długie milczenie. - To był fajny młody facet, mógł jeszcze spożyć.
  • Mnie też jest przykro i co z tego? To mu nie zwróci życia - wycedził przez zaciśnięte zęby. 
  • Myślisz, że mnie jest łatwo bez Ewki?! - wybuchnął w końcu Figła. - Nic a nic. Ale żyje dalej i nie rozczulam się na sobą. Radzę sobie jak mogę. 
  • O kurwa mać... - Rafał przyłożył rękę do czoła. Cały się trząsł ze złości. 
  • Jezu Rafał, nie unoś się tak do ciężkiej cholery! - Rozłożył ręce w geście bezradności. - Dobrze wiesz, że nie chce dla ciebie źle. Czemu się tak wściekasz? Bo ci powiedziałem, że powinieneś się uodpornić na zło i przeciwności losu? Weź pod uwagę, że to ci się przyda w pracy i w życiu.  
  • Nie chcesz mnie w pogotowiu prawda? - skwitował rozgniewany Orzecki patrząc swojemu towarzyszowi w twarz. - Uważasz, że jestem za miękki do tej roboty i za mało opanowany. Nie to co Dawid, Janek czy Julek. Ci trzej to przecież  profesjonaliści pełną gębą, a ja nie. 
  • Że co przepraszam?! No nie, ja nie mogę, trzymajcie mnie! Kto ci powiedział, że ja cię nie chce w pogotowiu? Co to za brednie?! - krzyczał  Łukasz. Teraz to już naprawdę był zdenerwowany.  Jak ten młody gamoń mógł wygadywać takie głupoty? Przecież nie od dziś wiedział, że wiele osób chce by do nich dołączył, w tym on sam czyli naczelnik GOPR - u. 
  • Zaprzeczasz?! - Założył ręce na piersi i zaśmiał się kpiąco. 
  • Owszem ponieważ pleciesz trzy po trzy! - Mówiąc to gwałtownie gestykulował.
  • A to ciekawe, bo mi się wydaje, że tak właśnie jest. 
  • Wobec tego jesteś w wielkim błędzie - zapewnił Rafała i zerknął na tarcze swojego zegarka. Było dwadzieścia po trzynastej. 
  • No tak. Jakże by mogło być inaczej. - Pokręcił głową. 
  • Posłuchaj mnie uważnie Rafał! - zaczął ostro naczelnik. - Dawid, Julek i Janek nie są ratownikami od dziś, mają już pewne doświadczenie. Ty za kilka lat też będziesz tacy jak oni. Gwarantuje ci to. Masz  wszelkie predyspozycje do tego by zostać jednym z najlepszych ratowników w naszym pogotowiu. Uważam, że świetnie się  do tej roboty nadajesz więc nie wciskaj nikomu kitu, że jest inaczej. Masz obszerną wiedzę, doskonałą orientację w terenie i inne potrzebne umiejętności. Kondycję psychiczną możesz jeszcze podreperować, masz na to czas. 
  • Niech mnie cholera - mruknął pod nosem osłupiały Orzecki. Było mu teraz cholernie głupio, że wygadywał takie bzdury. Łukasz zawsze był za nim. 
  • Chce żebyś wiedział, że to nie jest tak, że od razu jesteśmy wszyscy takimi supermanami i że ze wszystkim sobie radzimy.  Każdy z nas przeszedł kiedyś jakiś kryzys, gdyż tak naprawdę jesteśmy tylko ludźmi, najzwyklejszymi. - W tym miejscu urwał na moment i uśmiechnął się do Rafała. - Wszyscy musieliśmy się nauczyć godzić ze śmiercią, która nieraz wychodzi nam naprzeciw. Chyba nie muszę ci mówić, że w naszym fachu zdarza się to dość często dlatego musimy być twardzi jak stal żeby móc sprawnie działać. 
  • Ty naprawdę... uważasz, że się do tego nadaje? - Rafał nie dowierzał temu, co przed momentem usłyszał. Dosłownie wybałuszył na niego oczy. 
  • Gdybym uważał, że jest inaczej powiedziałbym ci to wprost, bo przecież zawsze walę prosto z mostu i ty doskonale o tym wiesz. Nie mam zwyczaju ściemniać.
  • Faktycznie. Nie da ci się zarzucić nieuczciwości. Jesteś najszczerszym gościem jakiego znam. - Krakus wreszcie się uśmiechnął. 
  • Aaah byłbym zapomniał... Dawid wspomniał, że doskonale sobie radzisz w terenie, a inne chłopaki w tym Janek i Julek to potwierdzili. Gratuluję. -  Wyciągnął do siostrzeńca dłoń, którą ten bez wahania uścisnął. 
  • Przepraszam Łukasz... przepraszam za to co mówiłem. W sumie za wszystko. - Znowu spoważniał. Mówił półgłosem patrząc w ziemię. Gdy w końcu odważył się spojrzeć wujkowi w twarz dodał.  - Ostatnio zdrowo mi odbija.
  • Ja również przepraszam za moje zachowanie. Szczególnie za dziś, bo miałeś rację, a ja cię niesłusznie ochrzaniłem i do tego przy kolegach. Przepraszam. 
  • Chyba wszyscy się zmieniliśmy po tamtej akcji. -  Zaczął rozpinać kurtkę. Było mu trochę za ciepło, ponieważ nagle zaczęło grzać, a wiatr ustał. Pod spodem miał ciemny podkoszulek z krótkim rękawkiem. 
  • Dobry z ciebie chłopak, wiesz? Mądry i bardzo rozgarnięty. Ojciec na pewno jest z ciebie dumny. Gdziekolwiek teraz jest. - On też był dumny ze swego chrześniaka i nie zamierzał tego przed nim ukrywać. - Ja też jestem z ciebie dumny.  Jak cholera. 
  • O rany dzięki... Aż nie wiem co powiedzieć. - Rafał przeczesał palcami kruczo czarne krótkie włosy. Niedawno był u fryzjera, ponieważ zaczęła mu przeszkadzać gęsta czupryna. Nie mógłby nosić takiej fryzury jak Calvin. 
  • Wcale nie musisz nic mówić. - Machnął ręką. 
  • A co z mamą? - zmartwił się Orzecki. - Przecież ona się wścieknie jak się dowie, że po kryjomu wstąpiłem do pogotowia. Nigdy tego nie zaakceptuje, czuje to. 
  • Daj jej czas, którego potrzebuje. W końcu się z tym pogodzi. 
  • Pogadasz z nią o tym? Błagam cię. - Orzecki wpatrywał się w niego jak w jakiegoś świętego czyniącego cuda, a ręce miał złożone jak do modlitwy. - Ja bym pogadał, ale nie bardzo wiem jak zacząć gadkę, żeby mnie z marszu nie zakrzyczała. Przeważnie nie daje mi dojść do głosu w takich sytuacjach, a ty zawsze potrafisz ją przekonać do swoich racji. Cudotwórca. 
  • Postaram się, ale nic nie obiecuje - odpowiedział Figła i splótł dłonie na karku. Cieszył się, że wreszcie doszli z młodym do porozumienia. 
  • Miło, że zawsze można na tobie polegać. Dzięki bardzo. - Poklepał chrzestnego po ramieniu. 
  • Jak na Zawiszy.  - Mrugnął do niego okiem. 
  • Dasz radę odwieźć mnie do domu? Nie za bardzo mi się uśmiecha tłuc do Ochotnicy busem. 
  • Pewnie, że Cię odwiozę. Dopij tylko to piwo i zaraz się zmywamy. 
  • No to super, dzięki - ucieszył się Krakus. 
  • A co u Calvina? Wszystko u niego gra? - zainteresował się Łukasz.
  • Powiedzmy, że jakoś leci. Wczoraj pytał o Krzysia i jego mamę. Chciał wiedzieć jak się mają. 
  • Niestety bez zmian - odparł poważnie Łukasz. 
  • O cholera... to słabo. 
  • Hej Rafał, co za spotkanie. - To była Majka, która właśnie podeszła do ich stolika. Wyglądała szałowo w kremowym jednoczęściowym kostiumie z lekkiego zwiewnego materiału. Górna część odsłaniała opalone ramiona, a stopy zdobiły białe sandałki na wysokich obcasach.  Jasne długie i pofalowane włosy były rozpuszczone. W prawej ręce trzymała okulary przeciwsłoneczne. 
  • Cześć Majka - odparł i szybko uciekł wzrokiem w bok. Zaskoczyła go i to bardzo.  Była ostatnią osobą, którą miał ochotę teraz widzieć. 
  • Witam panią - przywitał się Figła. - Dawno się nie widzieliśmy. 
  • Dzień dobry panie naczelniku, miło pana widzieć. - Uśmiechnęła się do niego szeroko.  Teraz wydał się jej jeszcze przystojniejszy. 
  • Spacerek na Palenice koleżanko? - zgadywał Krakus. Wymieniwszy z Łukaszem porozumiewawcze spojrzenie dodał. - Tylko uważaj, podejście jest dosyć ciężkie, a w tych pięknych bucikach to raczej nie dojdziesz na szczyt. 
  • Wyciąg niestety nie działa - wtrącił naczelnik i puścił jej oko. 
  • Chyba żartujesz Rafał - oburzyła się Majka. Wkurzył ją tymi głupimi żartami.  - Ani myślę się tam wspinać. Idę na spotkanie. 
  • Aha, okej. - Podniósł szklankę do ust i pociągnął kilka niewielkich łyków.  
  • Spieszę się, więc nie pogadamy dziś, ale może niedługo znów się spotkamy.
  • Zaraz lecę do Angli więc pewnie nie prędko. - Uśmiechnął się do niej półgębkiem. 
  • Wracasz tam? - zdziwiła się. 
  • Tylko na chwilę. Muszę pozamykać kilka spraw zanim się na dobre wyprowadzę. 
  • Dobrze Raf, muszę lecieć. Miłego dnia  - pożegnała się, a potem prędko oddaliła.
  • Co ona taka sztywna dzisiaj? - spytał zaintrygowany Figła.
  • Nie mam zielonego pojęcia. - Mówiąc to poderwał się z miejsca. - Chodźmy już.  
  • Chodziliście ze sobą?  - Łukasz też wstał i zaczęli iść w kierunku parkingu.
  • Nie wiem, czy można nazwać chodzeniem to co między nami było. 
  • Niezobowiazujący seks? - odgadł naczelnik. - Czasem warto dobrze się zastanowić zanim się z kimś odleci.
  • Serio? - Rafał patrzył na Łukasza jak na kosmite. Schował ręce do kieszeni w spodniach. 
  • Wiem co mówię... Też się tak kiedyś przejechałem. 
  • Hej... a skąd ty wiesz,  że ja...  z Majką? - zapytał wlepiwszy w niego pełne konsternacji spojrzenie. Dopiero po chwili  dotarło do niego skąd wuj mógł wiedzieć. - No tak, pieprzona Wasiakowa,  to ona rozgaduje! Co za wredne babsko. 
  • Przed nią nic się nie ukryje. Wszystko widzi, słyszy, a potem... klops. - Poklepał siostrzeńca po ramieniu. - Taki lokalny monitoring.
  • Lepiej bym tego nie określił. - Ukrył twarz w dłoniach. 
  • Wsiadaj młody - polecił Figła otwierając drzwi po stronie kierowcy. 
  • Zabije tą małpe, przysięgam - warczał Krakus wsiadając do samochodu. 




 Rozdział 20.1 

Szczawnica - maj 2018

Dochodziła pierwsza, a na zewnątrz wściekle padało. Pogoda zmieniła się w mgnieniu oka. Przygnębiona Justyna nadal czekała na Dawida pod gabinetem zabiegowym. Wyglądała przez okno i co rusz wycierała łzy z policzków. Po zaczerwienionych oczach było widać, że długo płakała. Jej biedny synek był pod opieką pielęgniarek, które poddawały go specjalnym zabiegom zaleconym przez lekarza prowadzącego. Miały wspomóc jego osłabiony organizm. Siedzieli w Inhalatorium od siódmej trzydzieści rano, a ponieważ w nocy w ogóle nie spała, czuła się okropnie znużona i ledwo kontaktowała. O ósmej mieli wizytę u pewnego wybitnego profesora z Finlandii, Arve Godve, specjalisty od chorób górnych dróg oddechowych. W nocy młody ostro zagorączkował, a przy tym miał potworne duszności. Wystąpiły nagle, ni stąd ni zowąd, zupełnie ją zaskoczyły. Babcia Jasia prawie wychodziła z siebie żeby ulżyć prawnukowi. Zwilżała mu gorące czoło i uspokajała. Przerażona Justyna zadzwoniła do doktora Wójcika, a zaraz potem do Norwega. Przyjechali do nich obaj o drugiej w nocy i  na szczęście zdołali pomóc zmęczonemu łapaniem powietrza pięciolatkowi. Podali mu kroplówkę, po której duszności natychmiast ustały. Na gorączkę dostał paracetamol w czopku. Dzięki staraniom Olsena profesor przyjął Dawida w pierwszej kolejności. Mimo sędziwego wieku dobrze mówił po angielsku, więc dogadali się bez większych problemów. Olsen również był obecny podczas tej wizyty. Przekazał profesorowi Godve historię choroby chłopca i wszystko objaśniał. Jednocześnie starał się dodać otuchy strapionej matce i swemu dzielnemu pacjentowi. Już dawno nie widział Justyny w tak kiepskiej formie psychicznej. Jego również zaskoczył taki obrót sprawy. Miał nadzieję że konsultacje z jego mentorem coś dadzą i znów wyjdą na prostą.


  • Słuchaj Justyna... bardzo mi przykro z powodu tego co zaszło. Nie spodziewałem się że po tym leku coś takiego się będzie działo. Dotychczas... nie było skutków ubocznych więc... - Olsen ukradkiem zbliżył się do Justyny i położył jej rękę na ramieniu. Najchętniej by ją objął lecz bał się, że ona źle to przyjmie. Mógłby ją odbić temu Anglikowi gdyby go nie kochała, lecz jak na złość ona właśnie jego pragnęła. Przystojny niebieskooki Norweg odziany był w białą, perfekcyjnie skrojoną marynarkę i beżowe spodnie w kantke. Eleganckie skórkowe buty również były jasne. 
  • Nie przejmuj się... Zrobiłeś co mogłeś i... jesteśmy Ci za to bardzo wdzięczni. Do końca życia ci się nie wypłacimy. - Wciąż łkała i nie mogła przestać. Popatrzyła na swego rozmówcę oczami pełnymi rozpaczy. 
  • Daj spokój. Myślę, że każdy inny lekarz zrobiłby dla was to samo, gdyby mógł. 
  • Nie każdy Olsen. - Pokręciła głową. - U nas jest cholernie ciężko trafić na lekarza z prawdziwego zdarzenia. 
  • Nie płacz kochana... Będzie dobrze. Dojdziemy do tego czemu tak się stało i zapobiegniemy temu. Będziemy walczyć o Dawida z całych sił. Zobaczysz, że jeszcze będzie normalnie żył.
  • Olsen... ja myślałam, że on się udusi na moich oczach. Tak strasznie się męczył, że... - Justyna urwała, żeby wytrzeć chusteczką zalaną łzami twarz. - Nie mogłam tego znieść... Dlaczego go to dotyka? Nie dość że skrzywdził go własny ojciec to jeszcze to... Czym sobie na to zasłużył? Jezuuu... - Po ostatnich słowach wybuchnęła płaczem i w końcu przylgnęła do niego tak jak nieraz przytulała się do Calvina. Zapomniała się, a kiedy doszło do niej co zrobiła, było jej tak głupio jak nigdy. Jak mogła się tak zapomnieć? Nie może mu w ten sposób dawać złudnych nadziei na coś czego nigdy nie będzie. 
  • Już dobrze Justynko. Nie płacz bo mi serce pęknie  - mówił półszeptem głaskając ją z czułością po plecach. Wiedział, że musi być jej cholernie ciężko. Potrzebowała dużo ciepła i troski. Zaraz pomyślał że jeśli Anglika przy niej nie ma, on to wykorzysta i zdobędzie jej serce... Przynajmniej spróbuje.  
  • Nie mam już siły do tego wszystkiego. Co chwilę coś się chrzani. A już myślałam,  że... będzie lepiej i znów się posypało.  Młody też już ma dość takiego życia.  Chciałby iść do przedszkola,  być wśród dzieci. 
  • To może być frustrujące wiem. Ale takie jest życie i nie mamy na wiele rzeczy wpływu. Niestety. 
  • Boże przepraszam cię Olsen... Nie wiem co mnie napadło. - Justyna odskoczyła od niego jak oparzona. Czuła się okropnie niezręcznie, więc spuściła wzrok. 
  • Za co? Daj spokój. - Norweg dotknął jej twarzy, a ona spojrzała na niego przez łzy. Był przystojny i czarujący, to prawda. Potrafił też wprawić kobietę w zakłopotanie.
  • Nie mogę tak. Mam kogoś - powiedziała i pociągnęła nosem.  
  • Kochasz tamtego faceta? - spytał zrezygnowany i oparł głowę o ścianę. Bał się usłyszeć odpowiedzi choć wiedział, co odpowie. - Tego Anglika. 
  • Tak, kocham Calvina.  Odkąd się pojawił jest dla nas wielkim oparciem. 
  • To dlaczego go przy was nie ma? Teraz, gdy najbardziej go potrzebujecie.
  • Musiał wyjechać. Nie miał wyboru. - Patrzyła na niego skonsternowana. Zupełnie nie wiedziała co myśleć. 
  • Ach tak... Rozumiem. - Pokiwał głową. Bolało go to, że Justyna nigdy nie będzie jego. Pieprzony Angol ma szczęście, a on nie. 
  • Gdyby nie musiał zostałby z nami. Wiem, że nie chciał wyjeżdżać. 
  • No dobra... Gdyby kiedyś ci przeszło to...  wiedz że czekam na ciebie. 
  • O co ci chodzi Olsen? Czy ty... ? - spytała strapiona. Próbowała coś wyczytać z jego twarzy. Nie musiała kończyć pytania, bo szybko zrozumiała. Zakochał się w niej i był zazdrosny o Calvina... jak diabli... Cholera by wzięła. 
  • Nie nic, nic. - Sięgnął dłonią do czoła, a później zakrył oczy. Ośmieszył się przy niej.  Pomyślał, że straszny z niego kretyn. Ona nigdy nie zrezygnuje z tego Anglika, ani on z niej. - Po prostu jestem głupi.
  • - Wcale nie Olsen. - Uśmiechnęła się do niego. 
  • Ależ tak. Głupi i naiwny. - Walnął ręką w ścianę. Jego wnętrze całe kipiało ze złości. 
  • Daj spokój. - Dotknęła jego ramienia, ale nie zareagował.
  • Skończyliśmy już doktorze - oświadczyła pielęgniarka, wysoka brunetka. Trzymała Dawida za rękę, a ten był bardzo naburmuszony. W oczach  miał łzy.  Bokiem mu wychodziły te wszystkie badania i inhalacje. 
  • I jak zuchu, dało się to przeżyć? - spytał chłopca Olsen. 
  • Nie, nie, nie! - odparł rozezlony Dawid i jeszcze bardziej się skrzywił. 
  • Obrażony na cały świat - powiedziała rozbawiona siostra Lilka. - Do zobaczenia w przyszłym tygodniu Słoneczko. 
  • Nie przyjdę tu już więcej - zaprotestował. Wreszcie tupnął nogą. 
  • Chodź kochanie, lecimy. Ciocia Krysia pewnie już czeka, odwiezie nas do domu. - Po tych słowach wzięła swego ukochanego pięciolatka za rękę, a na odchodnym zwróciła się do pielęgniarki i lekarza. - Dziękuję Wam bardzo, do widzenia. 
  • W przyszłym tygodniu mnie nie będzie - oznajmił Norweg żeby ją zatrzymać. Miał nadzieję że wzbudzi tym jej żal. Czy będzie tęskniła.- Lecę w sobotę do Oslo na dwa tygodnie. Mam dwie ważne konferencje. Profesor dobrze się wami zajmie. 
  • Aha... No to do zobaczenia po powrocie. Trzymaj się - pozdrowiła go na pożegnanie. 
  • Wy też, pa - odpowiedział chłodno Olsen. Rozchodzili się w dziwnej napiętej atmosferze, a z drugiej strony nie umiał sobie wyobrazić jak wytrzyma tyle czasu bez tej uroczej kobiety? A może dobrze, że nie będą się widzieć. Może rozłąka pomoże mu nabrać dystansu do tego, co do niej czuje.
  • Narazie doktorze - pożegnał się Dawid. Potem pomachał Olsenowi i pobiegł za mamą. 
  • I jak synuś? Lepiej się czujesz po tych zabiegach? - zapytała, gdy byli sami w korytarzu. Cieszyła się widząc, że chłopczyk  jest żywszy niż rano. To był dobry znak. Zatrzymali się chwilę przy drzwiach wyjściowych. 
  • Nie wiem - odpowiedział obojętnie. Po buzi było widać, że jest w fatalnym humorze. Znów czeka go siedzenie w domu i branie leków. 
  • Jak to nie wiesz? - Kucnęła przy Dawidzie. - Chyba czujesz różnicę pomiędzy tym jak czułeś się wcześniej, a tym jak masz się teraz... Hej kotek, rozchmurz się. - Odgarnęła mu włosy z czoła, a później pocałowała w policzek. Nie lubiła kiedy się boczył. 
  • Może trochę lepiej, ale i tak tego wszystkiego nienawidzę. - Założył ręce na piersi i dalej się krzywił. - Tyle czasu tracę na durne zabiegi, że aż chce umrzeć ze złości. Alan może się bawić  z kolegami, a ja co? Ciągle siedzę w domu. Mam tego dość  mamo. 
  • Wiem, że jesteś zły, ja też, ale musimy jakoś to wytrzymać. Musimy. - Zaglądnęła mu głęboko w oczy.  
  • Ile to jeszcze potrwa? Chce iść z wami w góry. Muszę pokazać Calvinovi tyle miejsc, a jak będę chory to mnie nie weźmiecie.
  • Pójdziemy z nim wszędzie, zobaczysz. 
  • Obiecujesz. - Podniósł głowę i spojrzał na Justynę z nadzieją. Twarz mu się wypogodziła.
  • Słowo harcerza. - Położyła prawą dłoń na sercu.
  • Mamo.... a czemu Olsen tak na ciebie patrzy? - Dawid wbił w matkę uważne spojrzenie.  Akurat wychodzili z Inhalatorium głównym wejściem. 
  • Jak kochanie? - spytała zdziwiona Justyna. Zatrzasnęła drzwi wyjściowe. 
  • Jakby był w tobie zakochany. Gdyby Cal wiedział przyłożyłby mu. 
  • Co ty powiesz. Ja nic nie zauważyłam. - Rozejrzała się za przyjaciółką, której wciąż nie było. Cały czas czuła na sobie świdrujące spojrzenie swojego dziecka. Nikt tak na nią nie patrzył jak jej własny syn kiedy chciał się czegoś dowiedzieć. Był  niesamowicie bystry.
  • Nie chce żeby oni się bili. Bardzo lubię Cala i Olsena - oznajmił, kiedy schodzili po schodach. 
  • No proszę cię... To są dorośli mężczyźni, a nie dzieci na placu zabaw. 
  • Wujek Janek mówi, że dorośli też się czasem leją - wymądrzał się dalej.
  • Niewiarygodne co ci twoi wujkowie wygadują - rzuciła półgłosem jakby do siebie. 
  • Jesteś taka piękna i niesamowita, że wszyscy cię kochają. A ci dwaj najbardziej. 
  • Tak uważasz?  - Patrzyła na syna z wielką czułością.  Jak zwykle ją rozbroił. Jej cudowny chłopak.  - Dzięki synku, to miłe.
  • O mnie też się będą dziewczyny zabijały jak dorosnę. Będę superman,  bardziej niż Lewandowski. - Powiedziawszy to spojrzał na swoje buty. - O but  mi się rozwiązał. 
  • Oczywiście sir. - Powiedziawszy to posadziła chłopca na ławce i zaczęła wiązać mu buty.  Mieli czekać na Kynie w parku koło Inhalatorium. Jeszcze jej nie było, zapewne wpadła na korek.  - A mogę wiedzieć kto ci to wszystko powiedział? 
  • Wujek Rafał. On wie najlepiej co i jak?  
  • No nie śmiem zaprzeczyć. - Zaskoczona przewróciła oczami. Już ona sobie pogada z braciszkiem. 
  • Czy ty i Calvin będziecie ze sobą spać jak wróci? Alan mówi, że jego rodzice... 
  • O cholera, nie mogę  - zaklęła z wrażenia. Jak to możliwe, że jej pięcioletni syn pyta o takie rzeczy? Chyba czas pogadać z ojcem Alana. Nie może wciąż opowiadać Dawidowi takich rzeczy. -  Synu,  daj sobie spokój z takimi pytaniami.  To nie jest temat dla ciebie. 
  • Mamo... ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie - odparł ubawiony, a potem mrugnął do niej zawadiacko. 
  • Dawid, powiedziałam dość - zdenerwowała się Justyna. - To są sprawy dorosłych.  Jak będziesz trochę starszy to pogadamy. 
  • Mogę jeszcze o coś spytać? 
  • No dawaj - odparła patrząc na niebo. 
  • Czemu dorośli krzyczą kiedy leżą ze sobą w łóżku.  - Starał się być poważny, ale zupełnie mu to nie wychodziło. 
  • Ej młody, wystarczy już. - Justyna podparła boki. Czuła że zaraz opadną jej ręce.  Czy musi mu tłumaczyć te rzeczy już teraz? - Będę musiała pogadać z rodzicami Alana. Nie chce żeby ci mówił o takich rzeczach.  
  • O nie, nie mów im nic, bo Alan się obrazi że wypaplałem. Please.
  • Trudno. Nie powinień w ogóle się tym z tobą dzielić.  Tym razem przegiął. 
  • Pójdziemy na lody? Mamusiu błagam. 
  • No coś ty, chory jesteś - przypomniała mu matka. - Chcesz żeby Ci się pogorszyło? 
  • Ale jesteś okropna. Mówisz teraz jak czarownica! - W jednym momencie zeskoczył z ławki. 
  • Synu... zastanów się trochę nad sobą. 
  • Na nic mi nie pozwalasz. Idę sobie od ciebie - oznajmił obrażony chłopiec i zaczął uciekać.  Był szybki jak błyskawica. 
  • O Jezu Dawid, wracaj tu, zaraz! Dawid! - Justyna porwała się  do biegu, ale nie mogła dogonić syna. Pędziła za nim co sił w obawie, że wpadnie pod samochód. Co mu przyszło do głowy żeby przed nią uciekać? Powoli zaczynało jej brakować tchu, ale nie poddawała się, biegła dalej.... Nagle któryś pojazd zahamował z piskiem opon, a ona zamarła...  na moment. Przez sekundę wydawało jej się, że to już koniec, że już po nim. O mało jej serce nie wyskoczyło z piersi, gdy zobaczyła swojego syna stojącego na środku ulicy. Na szczęście w porę złapał go jakiś mężczyzna stojący przy swoim samochodzie i odciągnął na chodnik inaczej Dawid wpadłby wprost pod koła zbliżającego się ogromnego Vana. Gdyby nie tamten facet stałoby się potworne nieszczęście. Ocalił mu życie. 
  • Hej dzieciaku, co jest! Gdzie to się ucieka? - skarcił go nieznajomy. Udawał groźnego żeby uświadomić chłopcu że źle postąpił.  Nieznajomy był wysoki i łysawy, a twarz miał bardzo sympatyczną. 
  • Niech mnie pan puści! Ej no! - krzyczał wzburzony Dawid. W końcu się rozpłakał.
  • Jezu, dziękuję panu. Uciekł mi zanim się zorientowałam. - Justyna odetchnęła z ulgą ale nadal płakała.  Mało brakowało, a dostałaby zawału serca przez własnego syna. - Nie wiem co w niego wstąpiło. Pierwszy raz w życiu tak skandalicznie się zachował. 
  • Też tak miałem z córką, więc rozumiem panią - wyjaśnił mężczyzna.  - Można się czasem najeść strachu przy tych dzieciach.
  • Dawid jeszcze nigdy nie zrobił mi czegoś takiego. - Patrzyła z żalem na zapłakanego syna.  Zwariowałaby gdyby coś złego mu się stało.  
  • Teraz będzie wiedział czym to grozi. - Spojrzał srogo na Dawida, który się wyrwał i od razu schował za mamą. Gdy na nią spojrzał zobaczył że płakała. - Przeproś mamę bo przez ciebie najadła się nerwów. Nie wolno tak robić.  
  • Przepraszam - wydusił z siebie rozżalony pięciolatek. 
  • Dziękuję panu - zwróciła się do nieznajomego. Mocno tuliła chłopca do siebie. - Gdyby nie pan... 
  • Nie ma sprawy.  Dobrze, że akurat byłem w pobliżu. Mam nadzieję, że Dawid będzie już grzeczny bo jak nie... Do widzenia.
  • Do widzenia. Wszystkiego najlepszego. 
  • Wzajemnie. - Mężczyzna wskoczył na miejsce kierowcy i zatrzasnął drzwi. 
  • Justyna, Dawid! - doszedł ich wesoły głos Kyni. Właśnie się zbliżała. Dzieliło ją od nich najwyżej dziesięć metrów.  Była rozpromieniała, a jej ciemnymi włosami targał wiatr. Miała na sobie białą i bluzkę z falbanami i jasne dżinsy, pasowały do jej delikatnie opalonej skóry. 
  • Ciocia idzie, patrz - wskazał na palcem palcem. Szła z centrum. Pomachali jej. 
  • Cześć wam. Jak tam zabiegi? - Kynia mocno objęła Dawida. Od razu zauważyła jego zaczerwienioną od płaczu buzie. Justyna też miała czerwone oczy. Nie dało się ukryć, że ryczała.  - Ej no, co wam się stało?
  • Uciekłem mamie na ulicę.
  • O Jezu dziecko... tak nie można przecież. Chcesz żeby mama zawału dostała? Słoneczko ty moje. - Kynia patrzyła na chrześniaka z przerażeniem. - Ciotce by serce pękło z rozpaczy gdybyś... Dawid przysięgnij mi, nigdy więcej takich numerów. Albo się pogniewam i nie pójdziemy na koniki. 
  • Dobra ciocia, przysięgam - obiecał kładąc prawą rączkę na sercu. 
  • Uśmiech poproszę... ooo tak. 
  • Gdyby nie jeden facet wpadłby pod pędzącego Vana. Złapał go w ostatniej chwili - odezwała się Justyna. 
  • Oj Dawid, Dawid.  Co Ci do tej głowy przyszło? Przecież to jest bardzo niebezpieczne.  Mogłeś zginąć kochanie.  
  • Wiem. Jestem bardzo niedobry. Obraziłem się na mame, bo powiedziała że nie kupi mi lodów.  I zacząłem uciekać.  
  • Też się obrażałam na swoją mamę, ale nie uciekałam przed nią na ulicę. 
  • A co było najgorsze co zrobiłaś swojej mamie? - dociekał zaintrygowany Dawid. 
  • Wolę nie mówić. - Kynia wymieniła spojrzenia z Justyną. 
  • On ma to po Rafale - oznajmiła rozchmurzona Justyna. - Mama czasem przy nim nie wyrabiała. To co twoj ukochany wyprawiał jako gówniarz to się w pale nie mieści... Nie chcesz wiedzieć. 
  • Nie byłby sobą gdyby czegoś nie odwalił. - Śmiejąc się otworzyła przed Dawidem tylnie drzwi. 
  • Chce być już duży, bo bycie dzieckiem to straszna nuda - zaczął siadając na foteliku w samochodzie cioci. Jego mama zajęła miejsce z przodu koło kierowcy.  
  • Niemożliwe. A czemuż to? - Kynia zapięła go pasami. Była bardzo ciekawa co jej ulubieniec odpowie. 
  • Bo jak się jest dużym to można się umawiać z dziewczynami,  spać z nimi w jednym  łóżku i się całować....  To chyba fajne co nie? - Po tych słowach zaczął radośnie rehotać. 
  • O czym ty dziecko mówisz?  - Zbita z tropu Kynia zamknęła drzwi od strony chłopczyka. O mało nie przytrzasnęła sobie dłoni. Ona w jego wieku nie miała pojęcia o tych sprawach. Z drugiej strony bardzo ją rozbawił tym swoim mędrkowaniem. Ciekawe co jeszcze wie i kto go tak wyduekował. 
  • Synku przestań! - warknęła na niego mama. Zaczynało brakować  jej cierpliwości do własnego dziecka. Kiedy zrobił się taki nieznośny? 
  • Nie udawaj ciocia, dobrze wiesz o czym mówię. - Młody zuch nie dawał za wygraną.  Coraz bardziej go to bawiło. Zaczął stukać palcami w siedzenie matki. 
  • Dawid, prosiłam cię o coś. - Rozdrażniona Justyna napotkała pełne rozbawienia spojrzenie przyjaciółki, która właśnie rozsiadła się w swoim fotelu. 
  • Zapomniałem. - Pięciolatek wyszczerzył bielutkie ząbki w szerokim uśmiechu. 
  • Szybko ci się humor poprawił.  Zapomniałeś już o lodach?
  • Masz jeszcze czas na te sprawy Aniołku. Naprawdę - przekonywała chłopca Kynia,  a następnie zapięła swój pas i przekręciła kluczyk w stacyjce. - Teraz się skup na tym co możesz robić jako dziecko. Ja na przykład chciałabym być mała i nie mogę.  Chętnie poszłabym do przedszkola zamiast się użerać z wujkiem Rafałem. Czasem bywa nieznośny jak każdy dorosły.
  • Serio? - zdziwił się syn Justyny. 
  • No pewnie że tak - zapewniła i posłała ku niemu czułego buziaka.  Po chwili ruszyli w drogę do Ochotnicy.
  • Ale wtedy nie mogłabyś mieszkać z wujkiem Rafałem. 
  • Cicho Dawid, cicho. Uczepiłeś się tego tematu jak rzep psiego ogona. - Justyna miała już dość tego jego szczebiotania. Puściła radio żeby już nie myśleć o tym co się działo przed przyjazdem Kyni. Akurat leciał Krakowski spleen Maanamu. Uwielbiały ten numer najbardziej ze wszystkich. Zaczęły śpiewać razem z Korą, Dawid też się dołączył.


  • A wiesz ciociu że pan doktor też szaleje za mamą? - rzucił pięciolatek. Właśnie mu się to przypomniało i chciał się tym podzielić z ukochaną ciocią.  
  • Przeginasz młody. - Justyna odwróciła się do tyłu i pogroziła synowi palcem. 
  • No coś takiego, wow! - Kynia walnęła otwartą dłonią w klakson. Patrzyła na zmieszaną przyjaciółkę z niedowierzaniem. Czekali teraz na zmianę światła.  - To ci dopiero historia. Kurdeeeee. 
  • Kynia błagam cię. - Justyna zamknęła oczy i oparła głowę o zagłówek. - Ani słowa Rafałowi o tym. Słyszysz? 
  • Spoko Justyś, spoko. - Kynia nie przestawała się uśmiechać. 
  • Ciebie też się to tyczy Dawid. 
  • Wujkowi Łukaszowi też mam nie mówić, mamusiu? - Sięgnął rączką ramienia matki. 
  • Nikomu - powiedziała stanowczo jego mama. 
  • A babci mogę? - Chłopczyk przez chwilę udawał poważnego. 
  • Nikomu to znaczy nikomu. Buzia na kłódkę Słonko.  - Kynia położyła palec na wargach. Miała ochotę wybuchnąć gromkim śmiechem, ale powstrzymała się ze względu na Justynę.  Była w nienajlepszym nastroju. Syn dał jej popalić.  
  • Ostatnio powiedziałem Olsenowi, że mamusia i Calvin wezmą ślub i on teraz jest zazdrosny.  



  • Jesteś niemożliwy Dawid. Po co mu to powiedziałeś? - Kynia docisnęła pedał gazu i przyspieszyli. - Boziu. 
  • Wypsnęło mi się ciociu. - Mały wcale nie sprawiał wrażenia skruszonego.
  • Który to już raz synku? - spytała Justyna, ale odpowiedziało jej milczenie ponieważ jej synek chwilę temu już zasnął. - Uuuuf nareszcie chwila spokoju. Jak się rozgada to koniec. 
  • Zupełnie jak Rafał w dzieciństwie. - Kynia zaczęła się śmiać.  Przykryła usta dłonią. Właściwie do teraz był okropną gadułą.
  • Nie, Rafał nie był aż takim gadułą.  Bardziej Jasiek.
  • To teraz nadrabia zaległości. 
  • A Jasiek cichutki jak trusia. 
  • To jak było z tym Olsenem? Całowaliście się? - spytała, a wzrok miała skupiony na przedniej szybie.
  • Coooo...? - Justyna podskoczyła na siedzeniu jakby się oparzyła. - Chyba zwariowałaś Kynia. W ogóle nie ma mowy o czymś takim. Nie mam zamiaru mieszać mu w głowie. To by było nieuczciwe. 
  • To się czasem zdarza. Bez względu na to czy tego chcemy czy nie. Gdyby Olsen zaczął... 
  • Kynia odpuść sobie takie bajania, okay? - Wkurzyło ją gadanie Krysi. Olsen owszem, był fajnym sympatycznym facetem, lecz nie dla niej. Nie miał w sobie tego co Calvin - tego ukrytego głęboko ciepła i tajemniczości. W porównaniu z Anglikiem był dużo mniej spontaniczny. 
  • Jest coś takiego jak wypadek przy pracy moja Kochana. Mnie ostatnio dorwał Daniel i też go poniosło... Rafał by go rozerwał na strzępy gdyby nas wtedy zobaczył. 
  • Który Daniel? - zainteresowała się Justyna. - Ten co tak za nim szalałaś w podstawówce? Nie gaaaaadaj. Co on tu robi?  
  • Wrócił na chwilę załatwić jakieś sprawy spadkowe i wraca do Kanady. 
  • To dobrze, bo jeszcze się spotkają z Rafem i będzie bida. - Justyna pokiwała głową. 
  • Justyna...a ty myślisz czasem o  tym Dawidzie z liceum? No wiesz, o którego  mi chodzi. Był największym wrogiem twojego brata. 
  • Czekaj, czekaj... - Justyna dotknęła ręką skroni. Próbowała go sobie przypomnieć. 
  • No ten Litwin, co miał dzianego staruszka z najdroższą bryką na waszym osiedlu.  - Kynia pstryknęła palcami. - Podobno mieszka teraz w San Francisco.  
  • Wcale mi się nie śni - zaprzeczyła automatycznie Justyna. Kiedyś faktycznie kochała się w tym chłopaku, bo był dość przystojny i dobrze jej się z nim całowało. Zaiskrzyło między nimi, gdy kończyła pierwszą klasę liceum. Z twarzy przypominał trochę Dylana z Beverly Hills. Może odwzajemniał wówczas jej uczucie, ale szybko jej przeszło gdy się okazało jaki jest wredny. No i rzecz jasna nie była to miłość szalona i namiętna jak Rafała i Kyni. Zawsze im zazdrościła, że tak się kochają. -  Co ci znów do głowy przyszło z tym Dawidem?
  • Boże jak oni się z Rafałem nienawidzili. Aż iskry leciały jak się ścieli nieraz. 
  • Pamiętam, że zawsze lądowali u dyra jako główni sprawcy największych szkolnych afer. Tylko oni dwaj. 
  • Mieli temperament obaj. - Kynia lewą ręką uchyliła lekko boczne okno. - Pamiętasz jak się pobili u Wyszki na polskim. To chyba na zastępstwie było. Kobita chciała ich rozdzielić i oberwała w nos, a facet od chemii  żeby jej dogryzc powiedział, że nie wchodzi się między dwa żrące się psy. Ale mi się śmiać chciało. 
  • Pamiętam, pamiętam.  Potem jego ojciec z naszym u dyra świecili oczami za nich. Gościu chciał ich za to zawiesić na miesiąc w prawach ucznia. Nasza mama prawie zawału dostała.  Nie mogła znieść, że Rafi w klasie maturalnej takie cyrki odstawia. 
  • Nigdy nawet nie spytałam czemu właściwie zerwaliście z Dawidem - Faktycznie nigdy dotąd nie zapytała o to Justynę. Teraz już nie mogła nie spytać o to co ją tak nurtowało od dawna. 
  • A bo gadał o tobie okropne rzeczy, a ja przez wzgląd na ciebie i Rafała nie mogłam mu tego darować więc powiedziałam mu że z nim kończę. To był czas kiedy jeszcze byliśmy z moim braciszkiem blisko więc sama wiesz... Poza tym nie  chciałam dalej być z kimś kto tak mówi o mojej najlepszej przyjaciółce. 
  • A to gnojek no! - obruszyła się Kynia. Jej też się z początku podobał ten ich polski szkolny Dylan. W gębie zawsze był mocny, ale tylko poza salami lekcyjnymi. Najbardziej bał się gościa od fizyki. - Co mu odbiło?... Ej a może zwyczajnie chciał przez to rozgryźć Rafałowi. 
  • Możliwe bo im dłużej darli koty z moim bratem tym stawał się gorszy.  Swoich rodziców doprowadzał do czarnej rozpaczy.  
  • Podobno był kiedyś we mnie zabujany - oświadczyła Krysia i zwolniła przed wyjazdem na most w Krościenku. - Tak mówiła ta Iga Wyrwa z naszej klasy. Dziwne bo ja nawet nie zauważyłam żeby ten koleś do mnie zarywał.  Na przerwach latał za tobą albo za Marzenką Śliwą, naszą miss szkoły.
  • Za Marzenką przede wszystkim - podkreśliła Justyna. 
  • Ty pomyśl sobie Justyś, że nagle wraca ten Dawid z USA i bierze się za ciebie. 
  • Taaa jasne. Facet już sto razy zapomniał o moim istnieniu, a ty wymyślasz Bóg wie co. - Przeczesała włosy palcami. Kilka dni temu była u fryzjera i odrobinę je skróciła. 
  • A nawet gdyby to Calvin zaraz by go przywrócił do rzeczywistości. - Kynia puściła przyjaciółce oko. 
  • Myślisz, że Cal jest typem nieznoszącym konkurencji? - zastanawiała się.
  • Jestem tego pewna. 
  • Tata nie cierpiał Jacka, byłego mamy. Był o nią piekielnie zazdrosny. 
  • Lepiej żeby Olsen o tobie zapomniał, bo Anglik nigdy mu nie odpuści. Wyczuwam ostre tarcie między nimi i to że doktorek pierwszy się wycofa.
  • Z tego, co pamiętam z historii to Skandynawowie podbili Anglię. Knut Wielki, młodszy syn, Świętosławy, siostry Chrobrego. Oni są twardzi i zawzięci. 
  • Tym razem będzie odwrotnie. Anglia pokona Norwegię.
  • Nigdy nie byłam bardziej zakochana niż teraz. - Justyna utkwiła wzrok w bocznej szybie. Cholernie tęskniła za Calvinem i jego dotykami, za jego wargami na swoich wargach, szyi i dekolcie. Jest obłędny, seksowny i dokładnie wie czego ona pragnie. Dziś o trzeciej nad ranem napisał jej smsa o treści : "Hej Kochanie, tak mi przykro że nie ma mnie z wami w takich trudnych chwilach. Gdybym mógł urwałbym się stąd w tej sekundzie i zaraz byłbym z Wami. Jeszcze trochę i wracam do Was. Trzymajcie się. Kocham Was! Calvin". To ją rozczuliło. 
  • To fakt. Nigdy nie byłaś bardziej zakręcona na punkcie jakiekolwiek faceta, a znamy się  od małego... Dlatego tak cię wzięło kiedy przyjechał. Jego też. 
  • Gdyby Rafał wcześniej przywiózł ze sobą tego Coultera nigdy bym nie spojrzała na Marcina. Zaręczam ci. 
  • No ja myślę. - Skręciła teraz na Ochotnice. Właśnie byli za mostem w Tylmanowej. 
  • To kiedy lecicie do tej Angli Niunia? - spytała Justyna. 
  • Aaa szkoda gadać. Rafał sam leci, bo nie dostałam urlopu - odpowiedziała markotnie Białko. - Jutro o 15 ma lot do Yorku... Kurwa, tak chciałam lecieć z nim i wszystko cholera wzięła tylko dlatego że szef dał wolne nowej.
  • Ożesz kurna... bez sensu. - Orzecka posmutniała. Instynktownie złapała przyjaciółkę za rękę i uścisnęła ją. Wiedziała co to dla niej znaczyło, tak się nastawiła że poleci do Yorku z jej bratem.  - Współczuję Słonko. 
  • Zwariuje bez niego. - Kiedy pomyślała o samotnych porankach i pustym miejscu  w łóżku chciało jej się wyć. Tak miło było się budzić przy ukochanym mężczyznie, czuć przy sobie jego ciepło nagie ciało. Uwielbiała, gdy budził ja całusami, od pępka po czubek głowy. - Teraz gdy jest nam ze sobą tak dobrze Rafi musi znów wyjechać sam... Chyba zabije mojego szefa. Debil. 
  • To może przyjdziesz na ten czas do nas, co? 
  • Mam kupę pracy, a przy twoim uroczym synu to ja raczej nie popracuje. Wiesz o tym. Pięćdziesiąt egzemplarzy jakiegoś drętwego romansidła do korekty. Ja pitole Justyna, czujesz to? 
  • To ja popracuje za ciebie, a ty się zajmiesz Dawidem. 
  • Oczywiście. Nie ma sprawy. 

Dziękuję za odwiedziny i czas na lekturę oraz komentarze. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej lektury Kochani.

sobota, 23 maja 2020

W sercu mojego miasta

Witajcie Kochani

Dziś będzie więcej zdjęć niż gadania. W zeszły piątek byłam w starym mieście i troszkę fotografowałam, tak w ramach ćwiczeń. Jako, że jestem amatorem muszę ciągle ćwiczyć próbować, może kiedyś do czegoś dojdę w dziedzinie fotografii. Największy problem sprawia mi fotografowanie architektury. W piątek na rynku było tak przyjemnie pusto i na Floriańskiej też.  Przyjemnie i cicho. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby w centrum Krakowa było tak spokojnie. Mogłam w końcu wybrać się sama i odpocząć od codziennego zgiełk. Do końca roku szkolnego coraz bliżej. Nie mogę się doczekać aż będę mogła się wybrać gdzieś dalej, poza Kraków.  Brakuje mi lasów i gór tak bardzo, że trudno to opisać. Sami wiecie, znacie mnie. Z tego co wiem szlaki już otwarte i ludzie dużo chodzą po górach. W niedzielę znów byłam w centrum,  niestety już nie było tak pusto jak w piątek. Poszłam sobie tym razem z Rynku Głównego na Wawel i też troszkę fotografowałam, poprawiałam błędy. Co mi z tego wyszło?  Zaraz zobaczycie. 



A takie sobie obrazki Krakowa 

Największy problem mam z fot. Kościoła Mariackiego 


Pusta ulica Floriańska... puściutka jak nigdy 



Zawsze klimatyczny kościółek św. Wojciecha na Rynku Głównym 






Poniżej: Pomnik zacnego wieszcza Mickiewicza 









Sukiennice zamknięte 


Rzeźby są najpiękniejszą ozdobą starych krakowskich kamienic 


















Poniżej: Przy kościele św.  Idziego nieopodal Wawelu


Poniżej: Wieża zegarowa na Wawelu 



Wokół murów obronnych Wawelu 


Pytanie : Wieże, którego kościoła widać na horyzoncie? 



Poniżej: z tej strony jeszcze nie robiłam zdjęć nigdy 


Poniżej : Widok na wieże mariackie ze wzgórza wawelskiego 





Poniżej: Plac Matejki z pomnikiem grunwaldzkim 



Pomnik Tadeusza Kościuszki na wzgórzu wawelskim

Zapomniałam zrobić zdjęcia z przodu


Poniżej: Jedna z bram wjazdowych na Wawelu 




Poniżej: Król Władysław Jagiełło na koniu 








Od malutkiego mam słabość do centrum Krakowa - starego miasta, w którym jest tyle historii i tyle piękna, w każdym budynku i pomniku. Jak byłam mała rodzice czy babcie często zabierali mnie na miasto i pokazywali, opowiadali. Teraz ja jestem nauczycielem moich córek, uczę je i pokazuje ważne miejsca. 








Poniżej : Rzeźba zdobiąca bramę przed kościołem apostołów Piotra i Pawła 


Poniżej: Uroczy Rynek Mariacki i kościół św. Barbary 



Poniżej: Kościółek Św. Andrzeja. Bardzo lu








Tu także pusto

Kwarantanna ma malutkie plusy 

Przyznaję że nie znoszę tłumów w mieście 

Poniżej: Przed kościołem Mariackim 



Pniżej : pomnik Fredry przed Teatrem Słowackiego 



Poniżej: przepiękny barokowy kościół apostołów Piotra i Pawła 










Które zdjęcia Wam się podobają najbardziej,  a które byście poprawili? Mówcie śmiało. 

Dziękuję serdecznie za odwiedziny i komentarze. Cieszę się że Jesteście. Wasza obecność tu wiele dla mnie znaczy.