"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

niedziela, 21 maja 2017

Wiosenno muzyczny powrót

Witajcie Kochani

Można powiedzieć, że kryzys twórczy już za mną. Nareszcie poszedł sobie sio... Jestem tu i piszę tego posta, co znaczy, że jest ze mną lepiej jak było. Strasznie długo mnie trzymało to ogólne zniechęcenie do wszystkiego. Okres od stycznia do kwietnia jest najgorszy dla mojej kondycji psychofizycznej. W ogóle nie mogłam się pozbierać, przez ten czas, do niczego zmobilizować. Ogarnął mnie taki marazm, że coś strasznego. Gdzieś na początku roku dopadła mnie rwa kulszowa, która odpuściła mi ledwie na miesiąc, by powrócić w trochę ostrzejszej wersji i męczy mnie do teraz, niemiłosiernie utrudniając funkcjonowanie. Niedawno skończyłam serię zastrzyków i wcale mi to nie pomogło. No może odrobinkę zelżało. Doktorka postraszyła mnie, że mam wysunięty dysk. Nieciekawie się mam, powiem Wam szczerze. Ból na każdym kroku, strach się przekręcić na bok, wstać, kichnąć żeby nie cierpieć. Chodzę pokurczona, utykam. Jest naprawdę paskudnie. Chyba w życiu się jeszcze tak źle nie miałam jak teraz. Wielkanoc w tym roku to była dosłownie męczarnia. Przy okazji złapałam dołka, z którego ciężko jest się wygrzebać. Walczę z tym cały czas, nie daje się. Raz jest dobrze raz gorzej, chociaż staram się nie myśleć o tym. Wiem, że muszę się więcej ruszać. Jeśli środki farmakologiczne nie pomagają to może chociaż ruch sprawi, że mi to cholerstwo przejdzie. Na zabiegi mam dopiero termin w listopadzie, a do neurologa w lipcu... Cóż, katastrofa, ale trzeba żyć dalej.Nie dzierżę zimna i wilgoci - wpływa to na mnie bardzo niekorzystnie. Bez wątpienia jestem osobnikiem ciepłolubnym. Mega ciepłolubnym, trzeba dodać. Mieszkanie w takich krajach jak Anglia, Szkocja czy Irlandia mogę sobie wybić z głowę, choć tak mi się marzyło, żeby tam pobyć dłużej. Dla mnie to prędzej Francja czy Portugalia gdzie rządzi ciepło. No i Włochy oczywiście. Podobało mi się tam, tęsknię za ich kulturą i jedzeniem, luźną atmosferą.
 
Żeby nie zwariować przy tym wszystkim jak zwykle karmie się dobra muzyka. Troszkę Klasyki, troszkę współczesnej muzyki.... No nie, chcąc być obiektywną muszę otwarcie przyznać, że Floydow i King Crimson wale końskie dawki. To się nazywa uzależnienie, co? Ale to tak poza nawiasem, tymczasem wracam do czasów współczesnych. Jeśli mowa o muzyce dziś to  rzecz jasna również rock progresywny obowiązkowo, rock,  no i blues, pop raczej rzadko. Jakoś tak przylgnęłam do tego rocka, że łykam wszystko co się ukaże nowego. Tyle tych wspaniałych rozmaitości, że hohohohho. Aż trudno wszystko naraz ogarnąć. Coraz więcej rzeczy poznaje i nie powiem, bardzo pozytywnie mnie zaskakują te nowości.... Żeby nie było, że tylko Legend Rocka słucham... Heheheh. Miałam  w lutym zrobić takie zestawienie współczesnych utworów które mi się najbardziej podobają, no ale widzicie. Wyszło jak wyszło, ze post się nie ukazały z powodu braku weny... To może teraz w końcu to zrobię i już mnie to nie będzie więcej prześladować. Te nowości czerpie oczywiście ze wspaniałych audycji z moich ulubionych radyjek internetowych Pro Radio, Rock time, Elita Caffe, Radio Polska Live, Radio Akadera. Koledzy naprawdę maja fantastyczne audycje przede wszystkim wiedze muzyczna godna pozazdroszczenia. Tak pięknej ambitnej muzyki nie usłyszycie w żadnym komercyjnym radiu. Wole sobie zatem posłuchać tych mniej popularnych mediów, ale nadających muzykę treściwą i wartościowa. Dzięki Kolegom z tych rozgłośni  moje uszy otworzyły się szerzej. Polecam Wam serdecznie, zwłaszcza tym co lubią dobra dawkę rocka. Spodoba się, gwarantuje.
 
Audycja Olo Karmazynowy pryzmat dźwięku w Pro Radio :  NIEDZIELA Godz 17 do 18 - rock progresywny, powtórki w czwartki o 19
Poniedziałek w Pro Radio Siódmy zmysł prowadzi Magdalena Zen. godz 22  do 23
Radio Akadera Płyty z górnej polki prowadzi Adam Musiuk poniedziałek co 2 tygodnie o 20 
Piątki w Pro Radio Cztery Pory Rocka od godz 21 prowadzą : Robert Błaszak, Mirosław Prog, Olo Kawecki, Paweł Sieradzki (przemiennie co tydzień)
Czarno Białe Klawisze w Pro Radio - sobota godz.22, prowadzi Jerzy Kapała
Ciemna Strefa Muzyki w Pro Radio - sobota godz.20, prowadzi Grześ
Wtorock w Radio Polska Live prowadzi Mikołaj Stężycki Wojtasiak we wtorek o 20 - Różne twarze Rocka
Elita Cafee prowadza Robert Duch Kuźnia i Gregor szczególnie dla tych co lubią ostra jazdę Metal i inne tego typu gatunki. Środy soboty, piątki, niedziele, przeważnie od 19 do ok 23

Polecam serdecznie w imieniu Kolegów i Koleżanki prowadzących.
 
 
A teraz proszę moje ukochane współczesne kawałki rockowe i nie tylko rockowe Te które najbardziej mnie zachwycają wbijają w fotel i tak dalej. Można by mówić i mówić. Bo jest się czym zachwycić. Okazuje się że współcześni też potrafią.
 
Black Mountain : Mother of the sun
 
 

 
The Pineapple Thief : The final thing on my mind
 
 
Leonard Cohen : You want it darker
 
 
Riverside : Time travellers
 
 
Riverside :  Discard your fear
 
 
Anathema :  Deep
 
 
 
Airbag : Identity
 
 
Bjorn Riss
 
 
Ali Ferguson : Why are we whispering?
 
 
Ray Wilson They never should have sent You roses
 
 
Big Big Train : A mead hall in winter
 
 
Robin Mc Kelle and The Flythons : Like a river
 
 
 
Lunatic soul : Gutter
 
 
 
Millenium :  Ego
 
 
Lizard : Autoportret
 
 
 Łukasz Gall : In the mirror of dreams
 
 
 Steven Wilson : Routine
 
 
Blackfield : Family man
 
 
Archive :  Again
 
 
Archive : Goodbye
 
 
Joe Bonamassa : Drive
 
 
Joe Bonamassa & Beth Hart : I'II take care of You
 
 
Beth Hart : Jazz Man
 
 
Amy Lee : Speak to me
 
 
David Gilmour : In any tongue
 
 
David Gilmour : Take a breath (co prawda z 2006 ale jakie cudeńko)
 
 
Ali Ferguson : All in the winds
 
 
Neil Finn :  The song of the lonely mountain
 
 
Nosound : In my fears
 
 
Jeff Beck and Lizzy Ball : Scared for a children z najnowszej płyty. Jak zawsze profesjonalna gitara
 
 
Anastacia : Absolutely Positively
 
 
The Ryszard Kramarski Project : Five hundred milions little bells
 
 
Snowy White : The blues talking
 
 
Abraham Lee :  The season turn
 
 
Storm Corrosion : Drag Ropes
 
 
 
Mark Knopfler : Privateering Cudowne smaczki gitary Marka jak zwykle.
 

 
Porcupine Tree : Trains
 
 
 
 
No byłoby tego na razie... Jak widzicie uzbierało się troszkę tej muzyczki. Niektóre z powyżej przedstawionych są bardziej współczesne inne są troszkę starsze. Większość to oczywiście pozycje z zakresu rocka progresywnego gdyż inaczej być nie może. Niekiedy wdziera się też bluesik i jazz. Gdyby nie audycje mogłabym się nigdy o nich nie dowiedzieć także chyle czoła w stronę moim drogim wymienionym powyżej kolegom. Możliwe że spotkaliście się gdzieś z tymi utworami, ale dla tych którzy nie znają postanowiłam je wymienić. Każdy powinien wśród nich coś znaleźć. W tym roku jadę z moją imienniczką na Festiwal Rocka Progresywnego do Torunia organizowany przez mojego sympatycznego kolegę Krzysztofa Jestera, który również prowadzi własną audycję ROCK PROG w środy w radiu Rock Time o 21. W jego imieniu serdecznie zapraszam Wszystkich którzy lubią wyborną muzykę. Wstęp na festiwal wolny, 2 dni koncertów 8 i 9 lipiec. Warto przyjechać poznać super ludzi i posłuchać razem z nimi dobrego rocka. Ja już się nie mogę doczekać!!!!
 
Do następnego Kochani Czytelnicy :) Ściskam
 
 
 

wtorek, 24 stycznia 2017

Zima jak malowanie

Dzień dobry Wszystkim

No i mamy prawdziwą zimę Kochani. Kto by przypuszczał że będzie tak super. Jak zaczęło sypać w Wigilię tak się trzyma do dziś. Jak dla mnie mogłoby tak zostać, nie narzekam na mrozy. Przynajmniej zabije te wszystkie zarazki i śnieżek będzie do jazdy na sankach. Zima bez sanek i bałwana to jak  nie zima przecież. A kto potrzebuje prawdziwej zimy niech jedzie w góry najlepiej. Na pewno się nie zawiedzie. Wystarczy w Gorce, w Pieniny albo w Beskid Sądecki. Ja właśnie  niedawno byłam  pod Bereśnikiem. Tym razem zabrałam ze sobą nie tylko rodzinkę, ale i przyjaciółkę Kasie, która wzięła swoich synów spragnionych śniegu i sankowego szaleństwa. Ku ich radości było cudownie biało, jak w krainie z baśni o Królowej Śniegu albo jak w Narni Lewisa. Pięknie jak marzenie. Oczywiście wszyscy bawiliśmy się wyśmienicie. Dzieciaki się wyjeździły na maksa, wytarzały się w śniegu na dziesiątą stronę. Jakbym widziała nasze husky Glorie i Amura, tyle było z tego radości. Bardzo im brakowało takich klimatów w mieście, bo u nas w Krakowie tego śniegu było jak na lekarstwo. Myślę, że szybko tam wrócimy. Jak wiecie góry są dla mnie drugim domem od bardzo dawna, bez nich nic nie miałoby sensu. Kocham klimat Szczawnicy, która mimo że trochę zasmogowana nadal jest moją ukochaną miejscowością górską. Tym razem wpadliśmy też do Czarnej Wody, żeby trochę połazić po tej łemkowskiej wsi. Kasia była tam z synami po raz pierwszy i bardzo im się spodobało. Mówi, że koniecznie muszą tam wrócić w lecie. Razem z nami. Bardzo mnie cieszy, że pokochali te miejsca tak samo jak my. Chętnie słuchali moich długaśnych wywodów na temat tamtych stron i w ogóle się nie nudzili za co jestem im wdzięczna, bo żaden ze mnie przewodnik. Staram się tylko jak najlepiej pokazać te wszystkie miejsca których inni nie znają, okrasić je magią i ciekawostkami z przeszłości. Fajnie że ktoś widzi w tym dobre strony i docenia moje starania :) Dla takich ludzi warto to robić :) Miło mi niezmiernie Kasieńko i zapraszam Was znowu w moje ukochane Góry.

Na koniec pragnę dodać, że okolice Małych Pienin czyli dawna Ruś Szlachtowska (Szlachtowa, Jaworki, Biała Woda i Czarna Woda) są jak najbardziej warte odkrywania. Ilekroć tam jestem za każdym razem ujmują mnie swoim pięknem. W zimie góry jawią nam się zupełnie inaczej niż latem czy jesienią, odkrywają swoje inne mroźne "Ja" przykryte śnieżnobiałą pierzynką. Następnym razem pokażę więcej, bo latem można się zapuścić nieco dalej, jest bardzo dużo możliwości : Wysoka, Trzy Korony, Sokolica, Spisz, okolice Jeziora Czorsztyńskiego.
 
Tu macie trochę zdjęć z tego wyjazdu, grudniowego . Wybrałam najlepsze ujęcia
 
Poniżej : Szczawnica, ul Zdrojowa
 
 
Poniżej : Plac Dietla : Budynek pijalni
 
 
 
 
Poniżej : Przy ulicy Języki
 
 
 
Poniżej : Park Górny, zza drzew wyłaniają się nam pięknie Trzy Korony
 
 
 
 
 
 
 
Poniżej : Widok na Małe Pieniny ( zdjęcie robione pod Bacówką)
 
 
Poniżej : A to nasza Bacówka pod Bereśnikiem
 
 
 
 
 
 
Poniżej : Jaworki
 
 
 
  
 
Poniżej : wodospad na potoku Czarna Woda we wsi Czarna Woda
 
 
 

 
 
 Poniżej : Dawna cerkiew łemkowska w Jaworkach obecnie funkcjonuje jako kościół rzymskokatolicki  
 
 
No i tak było. Podobają się zdjątka?
 
****
 
Jeśli chodzi o czytanie książek zeszły rok wyszedł u mnie raczej blado. Nie wiem czemu, ale szło mi dosyć opornie niestety co rzadki się zdarza. Może jakieś zaburzenia koncentracji czy coś. W tym roku zamierzam to zmienić. Muszę mieć więcej czasu na czytanie książek i basta. Zdecydowanie. Teraz czytam dwie powieści naraz i o dziwo mi się nie myli. Obie wciągają tak samo. Są naprawdę fantastyczne, bardzo ciekawe i porywające. Oczywiście dwa kryminały :) Kiedyś, a było to zdaje się w 2011 roku czyli kawał czasu założyłam sobie specjalny zeszyt w którym zapisuje cały czas przeczytane tytuły, czasem notuje także opisy żeby było wiadomo o czym ta książka była ( tak na wszelki wypadek gdybym zapomniała). W porównaniu do 2015 roku kiedy zanotowałam 17 tytułów ten 2016 wypadł bardzo słabo, bo wyszło że przeczytałam tylko siedem książek. Boże, czyżby aż tak źle było z moim czytaniem? Chyba ostatnio w 2014 tak mało przeczytałam. Nie, wtedy było o 1 więcej tytuł więcej. Wśród tytułów które przeczytałam były Malowanie ciemności Roberta Goddarda, Saga Rodu Forsyth'ów Johna Galsworthy, Tajemnica Bladego konia Agathy Christie, Spotkanie w Bagdadzie też Agatki, potem wzięłam się za książki Jeffrey' a Archera i były to takie tytuły jak Prosto jak strzała oraz Synowie fortuny. Obie świetne przeczytane od dechy do dechy. Ciężko było się oderwać od tych książek. Archer to doskonały pisarz. Muszę jeszcze coś jego poczytać. Pod koniec roku trafiłam przypadkiem na doskonałą serię kryminalną autorstwa pani Kate Atkinson, której bohaterem jest prywatny detektyw były policjant Jackson Brodie. Pierwszą którą dorwałam nosiła tytuł Zagadki przyszłości. Akcja powieści toczy się w angielskim miasteczku Cambridge, które od dawien dawna uchodzi za miasteczko studenckie ze swoimi tradycjami i starymi katedrami, tam też urodził się i dorastał mój ukochany gitarzysta David Gilmour dokładnie przy Grantchester Meadows. Podobnie jego szkolni koledzy Syd Barrett i Roger Waters z którymi grał potem w Pink Floyd. To ich rodzinne strony :)
 
Ta książka natychmiast mnie porwała tak że zrobienie sobie przerwy na jedzenie było już poważnym problem. Klimat powieści jest niesamowity, zawsze porywa cię ciekawość co dalej....? Teksty również fajne jak przystało na rodowitą Angielkę. Ale nie od dziś wiadomo co ze mną robi czarny angielski humor, prawda? Zawsze byłam fanką Monty Pythona i Czarnej Żmii, nie wiem czy już o tym wspominałam, kocham też niewyparzony język Jeremy' ego Clarksona :) Mam gdzieś jedną z jego książek...Tymczasem wracając do lektury muszę dodać, że nigdy wcześniej nie czytałam nic Kate Atkinson, a teraz szczerze z całego serca polecam jej książki bo ta kobieta pisze po prostu REWELACYJNIE!!!!! Potrafi mocno zaskoczyć czasem wystraszyć, a czasem momentami mocno rozbawić, mimo że to kryminał. Tym się różnią kryminały angielskie od skandynawskich że nigdy nie brakuje w nich szczypty dobrego ang humoru, nie są też takie suche ani zimne. Książki Kate to zdecydowanie Literatura na wysokim poziomie napisana z wysokim rozmachem. Kolejną przeczytaną przeze mnie książką tej autorki była Przysługa, chyba jeszcze lepsza od poprzedniej. Naprawdę majstersztyk. Druga część toczy się w Edynburgu czyli w Szkocji. Podczas festiwalu sztuki dochodzi do przestępstw w które wplątany zostaje nasz detektyw Brodie. Kolejne wątki mnożą się niczym grzyby po deszczu. Trzeba uważać żeby się nie pogubić. Bardzo fajnie się czytało. Polecam! Jeśli zaś chodzi o twórczość Goddarda to mam już na koncie sporo przeczytanych książek, sięgnęłam po nie już jakiś czas temu. Było ich chyba dziewięć zdaje się, a między nimi : Zamknięty rozdział, Uchwycona w światło, Pożyczony czas, Zapisane w kamieniu, Zbyt późno, Ucieczka spod Obłoków, Dłoń w rękawiczce, Co kryje mrok, Cienie przeszłości. Trudno powiedzieć która z tych powieści była najlepsza, ogólnie rzecz biorąc wszystkie historie opowiedziane przez tego Pana bardzo mi się podobały. Robert Goddard uznawany jest za jednego z Mistrzów Suspensu. Suspens to technika polegająca na wstrzymaniu biegu akcji lub jej niespodziewanym zwrocie w celu wywołania silniejszych wrażeń u odbiorcy, zaskoczenia go. Stosuje się go w zarówno w kinematografii jak i w literaturze ( źródło: http://portalwiedzy.onet.pl/109054,,,,suspens,haslo.html ). Z tego co widzę jest jeszcze wiele pozycji których nie czytałam. Bardzo lubię jego styl i z wielką przyjemnością zagłębiam się w historię bohaterów tego autora. Z tego co wiem Goddard studiował w Cambridge historię :) No proszę jaki ten świat mały...
 
A oto i ten sympatyczny pan pisarz
 
 
                                          Źródło : http://thewritersacademy.co.uk/robert-goddard/
 
 
***
 
Jeszcze jeden temat mam tu dziś poruszyć, żebym nie zapomniała, a mianowicie przedstawić pewnego bardzo fajnego bloga, którego czytam od jakiegoś czasu z zapartym tchem. Autorką tego bloga jest kolejna moja imienniczka, a nazywa się Kasia Wołek... Same fajne zdolne Kaśki ostatnio w moim otoczeniu z czego bardzo się cieszę. Zawsze staram się zwrócić uwagę na blogi wybitnie zdolnych ambitnych blogerów i tym razem powiem trochę o osóbce równie zdolnej i niezwykle barwnej postaci którą po prostu warto znać i czytać. Styl Kasi od razu przypadł mi do gustu. Sami z resztą zobaczycie co ta Dziewczyna potrafi robić ze słowami. Jej teksty na pewno same się obronią, ale mały pean z mojej strony nie zaszkodzi a zmotywuje i doda animuszu. Jak już się biorę za jej bloga mam problem z opuszczeniem go. Przepadam na dłuższy czas. Pięknie potrafi ubrać tekst w najlepiej dobrane... trafne słowa.  Gdyby tak zebrała wszystkie te teksty w jedną całość pewnie byłby to kawał dobrej książki. Gdy je czytacie są one niczym soczysty pełen kolorów dojrzały owoc, który możesz jeść do woli i nigdy nie masz dość. I właśnie ta soczystość wyrazów u Kasi mnie najbardziej zdumiewa. Sama tak chyba nie potrafię... jeszcze. Ta wyrazistość i oryginalność aż bije w oczy, nie sposób tego nie wyczuć. Czy to liryka czy epika ta ona spokojnie daje radę. Warto się zatem bliżej przyjrzeć temu co tworzy. Mam nadzieję, że docenicie jej twórczość i sami w tą sztukę wsiąkniecie. Według mnie Kasia jak najbardziej na to zasługuje. Trudno w dzisiejszych czasach o ludzi tak ambitnych którym się coś chce, którzy w różny sposób dążą do ulepszania współczesnej rzeczywistości, wzbogacają ją. Takim wybitnym jednostkom ciężko jest jednak zaistnieć w dzisiejszym świecie, ponieważ konsumpcja dziś jest nastawiona na łatwy kąsek i nie dostrzega wyższych wartości w sztuce. Bez zastanowienia biorą to co wciska im Komercja : byle było proste lekkie i przyjemne (zależy dla kogo przyjemne) bez wartości estetycznych. Wszystko się teraz stawia  na ilość nie na jakość i to mnie dziś wkurza najmocniej. Mało kto dziś patrzy na jakość, na estetykę tymczasem warto tworzyć oryginalnie, a nie po łebkach, bez strachu że komercyjny odbiorca tego nie przyjmie, bo woli coś oklepanego, a ambitne odrzuci bo mu będzie zalegać na półce. Są jeszcze Ludzie Ambitni obok Nas którzy łakną tego co w sztuce najlepsze, a nie tanie pozbawione gustu i smaku. Nie dajmy umrzeć prawdziwej Sztuce, wskrzeszajmy to co pokazali nam rodzice.
 
Jak dla mnie ten blog to jaskinia inspiracji :) Można z niego czerpać pełnymi garściami... Tylko nie zapomnijcie o głębokich kieszeniach żebyście to mogli pomieścić. Każdy post na tym  blogu daje do myślenia i to jest następny plus. Zawsze cenię prawdziwość w tekście i to jak człowiek wyraża swoje myśli, czy to w muzyce czy w literaturze albo w filmie. Prawda może być najczarniejsza, ale zawsze powinno się o niej mówić otwarcie, nic nie ubarwiać, nie obwijać w bawełnę po prostu mówić o niej takiej jaka jest w rzeczywistości. Mówić w sposób oryginalny ale bez ogródek walić prosto z mostu. To jest prawdziwa sztuka, czasem wykrzyczana, czasem mroczna, ale prawdziwa. Zapraszam do lektury pod podanym linkiem : https://calexicos.me/ 
 
 
 Mam nadzieję że pamiętacie o zaglądaniu na bloga Walecznej, która pisze o Wielkiej Brytanii i wspaniale fotografuje. Ostatnio napisała fantastyczny wyczerpujący post na temat uwielbianego przeze mnie Tolkiena po ang i okrasiła super zdjęciami. Zapraszam w Imieniu Dzielnej Brytanki :) Tutaj proszę : http://www.catherinethebrave.com/tolkiens-oxford-guide/
 
 
 

 

wtorek, 3 stycznia 2017

Taki był 2016 rok czyli trochę smutku i trochę radośći.

Witajcie Kochani

Znów się opuściłam w pisaniu bloga. Grudzień się skończył a ja ani jednego posta  nie skleciłam w miesiącu... Dlaczego? A dlatego, że tym razem wzięłam się troszkę za swoją książkę. Chciałam coś pchnąć do przodu, żeby nie mieć odczucia, że ciągle stoję w miejscu. Niestety nie da się robić wszystkiego naraz. Coś trzeba zaniedbać żeby ruszyć z czymś innym. Musiałabym mieć chyba kilka par rąk jak pająk, żeby wszystko ogarnąć. Niemniej jednak mam wyrzuty sumienia, że Was tak zostawiłam... Nie, nie obiecuje nic bo nie lubię obiecywać i nie wywiązywać się z obietnic, mam tylko nadzieję, że się to zmieni. Zwyczajnie nie ogarniam tego nawału pomysłów które gdzieś mi tam kiedyś w głowie zaświtały.... Wciąż brak czasu na zrealizowanie tych planów oraz idei. Szkoda... A co tak poza tym? Ostatnio co drugi poniedziałek słucham sobie pięknej audycji Płyty z górnej półki w radio Akadera. Dwa tygodnie temu Redaktor Adam Musiuk mówił o Jimie Morrisonie i jego niesamowitym rockowo bluesowym zespole The Doors. Muzyka Doorsów jest fenomenalna, bo oni byli fenomenalni!!!!!!!!! Magia i prawdziwa wirtuozeria, coś czego do końca nie można ogarnąć słowami. Wielki zespół i wielki artysta czyli Jim lider The Doors, który odszedł z tego świata mając zaledwie 27 lat. Kochany i wspominany przez rzesze fanów na całym świecie, bo nie sposób zapomnieć kogoś takiego jak on. Gdyby żył miałby dziś 73 lata. Ale żył tylko 27...  Bardzo nam szkoda Jimmy' ego, po prostu szkoda. Trudny to był człowiek, nie da się ukryć. Skomplikowany, zagubiony totalnie w tym zwariowanym pełnym okrucieństwa świecie, młody bardzo wrażliwy człowiek, który nie potrafił żyć bez uzależnienia od narkotyków i jednocześnie wielki poeta tamtych czasów (koniec lat 60 i lata 70 te) który jest autorem niepowtarzalnych tekstów piosenek, prawdziwych, dogłębnych, niebanalnych, poruszających, przenikliwych do bólu. Kto dziś tak pisze jak on? Mało kto. To był Artysta, którego nie wolno nam zapomnieć...

 
Poniżej : grób Jima Morrisona na cmentarzu Pere Lachaise w Paryżu, gdzie spoczywają między innymi Edith Piaff, Fryderyk Chopin, komediopisarz Mollier, Victor Hugo
 


 
Niestety nie obejdzie się znów bez smutnej zapowiedzi... Otóż niedawno o czym każdy już pewnie wie, a może nie każdy odszedł od nas kolejny wspaniały muzyk artysta, gitarzysta o wspaniałym głosie Greg Lake, członek takich grup jak King Crimson oraz Emmerson Lake & Palmer. Pokonał go Rak... Ten wredny przebiegły rak na którego wciąż nie ma sposobu. Dopiero co pisałam o Leonardzie Cohenie a tu już następne żniwo tej choroby. Liga Mistrzów się wykrusza coraz bardziej... Z trwogą myślimy : Kiedy to się skończy? To boli gdy pomyślimy, że pewnych muzyków którzy dawali nam radość swoją wspaniałą muzyką już nigdy więcej nie zobaczymy, a muzyki na żywo nie zastąpi nic, żadna nawet najlepiej nagrana płyta.... A tak w ogóle to brak mi słów na to co się dzieje ostatnio. Bezwzględna Kostucha pustoszy bezwzględnie nasz ukochany muzyczny świat. Pamiętam jak zabrała Ricka Wrighta a jego śmierć pozbawiła fanów Pink Floyd wszelkich złudzeń. Już wtedy było wiadomo, że to koniec Pink Floyd bo ten zespół bez Ricka nie mógłby funkcjonować czego jestem absolutnie świadoma. Jak kiedyś słusznie powiedział David Gilmour, nikt nie zastąpi Richarda. Szczęściarze, którzy byli na koncercie Davida w Stoczni w 2006 mogli zobaczyć i usłyszeć na żywo tego znakomitego klawiszowca, artystę, wokalistę towarzyszącego swojemu przyjacielowi w czasie trasy promującej album On a Island. Podczas tego koncertu po raz ostatni David i Rick zaśpiewali swoje Echoes, jeden z najpiękniejszych utworów w historii Pink Floyd, który dokładnie 45 lat temu wybrzmiał w Pompejach w 1972 roku.

Teraz wspominam Grega słuchając jego utworów i nadal go opłakuje ponieważ trudno nie płakać gdy świat utracił jedną z najcenniejszych Pereł Rocka. Kocham jego głos, szczególnie z czasów młodości... Boziu jaki ten chłopak miał głos... Tym głosem skruszał niejeden lód... Prócz tego był takim uśmiechniętym uroczym chłopakiem jak wielu muzyków w tamtych czasach. Cudowny Długowłos z głową pełną wspaniałych pomysłów. Dzięki koleżance z grupy fejsbukowej znalazłam pewną wersję Epitaph King Crimson gdzie Greg śpiewa ten utwór praktycznie acapella. Muszę powiedzieć że ta wersja ścięła mnie z nóg i miałam ciary na całym ciele gdy pierwszy raz jej posłuchałam.... Przepraszam Was że tyle smutku ostatnio w moich postach, lecz od pewnego czasu przytłacza mnie świadomość, że  śmierć jest tak wszechobecna... Ona nie daje człowiekowi wytchnienia. Dopada nas z zaskoczenia zatruwając dusze ostrzem swej kosy... Zabiera naszych bliskich i innych ludzi, starych młodych i nic niewinne dzieci... Echhhh :(

Do zobaczenia po Ciemnej Stronie księżyca Master Lake. Kiedyś się zobaczymy...

Posłuchajcie teraz tego wykonania. Może pozwoli Wam ono choć na momencik zagłuszyć pustkę w sercu jaka powstała kiedy zgasł kolejny promyczek światła którym był Greg Lake. Wsłuchajcie się w ten cudowny łagodny wokal, wyobraźcie sobie że zatapiacie się w jego głębi, pozwólcie by obezwładnił każdą komórkę Waszego ciała.... Oby przyniósł ukojenie.


 
Co czuliście słuchając tego...????


Z jednej strony życie coś nam daje by zaraz potem to odebrać. Coś lub kogoś. Dało nam takich muzyków jak Greg Lake, Jim Morrison, John Lennon, Richard Wright, Freddie Mercury, którzy wypełnili to życie wspaniałymi niezapomnianymi dźwiękami. Te dźwięki będą w nas tkwić, pozostaną na zawsze jeśli będziemy chcieli je zachować i pielęgnować pamięć o nich. Pozwólmy tej pięknej muzyce wryć się w nasze wnętrze. Wierzę w pozytywne oddziaływanie muzyki na życie, w to że muzyka leczy ból lepiej niż jakakolwiek terapia u psychologia. Jeśli ją kochamy ona kocha nas i umacnia, podnosi, daje siłę do tego żeby się podnieść po najgorszym upadku. Terapia muzyką to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie możemy sobie zafundować kiedy wpadamy w nasze najgłębsze życiowe dołki. Moja ukochana muzyka już z  niejednego dołka mnie wyciągała. Gdy nie pomagały rozmowy z ludźmi, którzy rzekomo chcieli dla mnie dobrze, gdy zawodziły słowa i wszystko wydawało się być do kitu radość i ukojenie przyniosła mi Muzyka, na którą postanowiłam się otworzyć. Jak już kiedyś powiedziałam Muzyka to jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu, bez której nie wyobrażam sobie swojego życia, bo to ona mnie inspiruje w mojej pracy jaką jest pisanie, ona podsyca moją wyobraźnię. Może nie jestem muzykiem, nie śpiewam, nie gram na instrumentach, nie komponuje spełniam jednak rolę strażnika, który strzeże jej od zapomnienia bo jest tego warta. Mogę wałkować w nieskończoność takie utwory jak Imagine Lennona, Brain damage Pink Floyd, Layle Claptona Bohemian Rapsody Queenów, Cry Baby Janis Joplin czy Light my Fire Doorsów bo wiem, że te kawałki są tego warte. Można by jeszcze wymieniać, wymieniać, można bez końca przebierać w klasyce ponieważ nie da się jej ogarnąć za jednym razem. Tyle jest tego co warto ocalić od zapomnienia. Warto!!!!

Poniżej Greg Lake

 
Poniżej Greg Lake w King Crimson
 
 
Poniżej : Greg w Emmerson Lake and Palmer
 
 
 

Na początku grudnia byliśmy z Darkiem na koncercie Uriah Heep w Katowicach. Niesamowicie energiczna grupa trzeba to głośno powiedzieć. Mam nadzieję, że jeszcze nie jeden raz ich zobaczymy i usłyszymy na żywo. Pierońsko dobrzy są w tym co robią. Warto było pojechać. Zrobili z nas totalną miazgę jak na Legendę Hard Rocka przystało. To co  najlepsze w jednej pigułce - istne szaleństwo. Swoją grą przenieśli nas w magiczne lata 60 - te i 70 - te, zarówno pięknymi balladami jak i tymi żywszymi kawałkami. Naprawdę mało kto dziś tak gra jak ci starsi ale dziarscy panowie - Legendy Rocka w doskonałej formie, dający z siebie wszystko do tego bardzo sympatyczni. Kocham te klimaty, wówczas jestem w swoim żywiole. Jak zawsze wybawiłam się na maksa - wyskakałam i wykrzyczałam. Aż dziw że głosu  nie straciłam na drugi dzień. Ekstra było, dosłownie brak słów by to wszystko opisać. Żadne filmiki tego nie oddadzą co się dzieje na takich koncertach rockowych. Trzeba poczuć to drżenie pod stopami, usłyszeć prawdziwe brzmienie gitar i perkusji. To bez wątpienia wspaniały prezent od życia gdy człowiek może być świadkiem czegoś takiego na co czekał tyle czasu, co poznawał przez lata od małego szkraba. Koncerty takich Legend jak Uriah to taki magiczny wehikuł czasu. Idziesz tam by się oderwać od szarej rzeczywistości, wyłączyć myślenie i przenieść w czasy kiedy powstawała Twoja ulubiona muzyka. To jest to!!!! Trzy godziny wspaniałego grania równa się trzy godziny w całkiem innym wymiarze. Nie do opisania.

Z oryginalnego składu zespołu pozostał tylko Mick Box (gitara prowadząca) - wiecznie uśmiechnięty starszy pan w przyciemnionych okularach z długimi platynowo blond włosami, którego od razu go polubiłam. Dostałam od niego  nawet kostkę do gitary na pamiątkę. Jak relikwia. Mick gość co prawda wiekowy, ale jak on gra to normalnie... forma po prostu superowa. Bernie Shaw to znów wspaniały wokalista, bardzo miło się go słucha, jego ogromna energia robi wrażenie, kiedy szaleje po scenie. Organy Phila Lanzona także robią swoje - po prostu obłędne brzmienie, absolutny czad. Gra nieziemsko budząc dawny klimatu grupy. Klawiszowiec Uriah wizualnie przypomina trochę Ricka Wrighta z Pink Floyd, taka była moja pierwsza myśl, gdy go zobaczyłam. Największe wrażenie zrobiły na mnie solówki Micka, perkusisty oraz Lanzona no i takie kawałki jak Gypsy, July Morning, Lady in Black, Look at yourself, Easy livin. Rewelacja!!! Moją uwagę zwrócił również czadowy basista Davey Rimmer (przedtem  basista Judas Priest) oczywiście długowłos. Byłoby dziwne, gdyby się Kasi się nie spodobał długowłosy gitarzysta. Obecnie najmłodszy w zespole, występuję w nim od 2013 roku. Zabójczo wymiata na tej swojej basówie, aż iskry lecą jak zasuwa. Nie wolno nam zapomnieć o obecnym doskonałym perkusiście zespołu czyli Russelu Gilbrooku, którego solówki zachwycają i powalają na kolana zarazem. Nie ma dobrego zespołu bez dobrego perkusisty, a ja zwyczajnie kocham popisówki perkusistów. Coś pięknego. Ważne by każdy członek zespołu miał swoje pięć minut tak więc i Russel miał swoje. Żal było gdy skończyli grać. Po wszystkim stwierdziłam że mogłabym na takie koncerty chodzić co najmniej raz w miesiącu. Ci goście po prostu roznieśli klub i nas fanów swoją ponadczasową muzyką. Kto nie zna powinien się przejść i przekonać co znaczy prawdziwa muzyka na żywo. Czekam na następny koncert za rok.

 
 


Jako gość specjalny  Uriah Heep wystąpiła polska grupa Lizard, która ma już ponad 30 lat i nadal zachwyca. Niedawno obchodzili swój Jubileusz. Oczywiście byłam na ich jubileuszowym koncercie i od tamtej pory pilnie śledzę poczynania grupy. Bardzo lubię jej niepowtarzalny styl. Ambitne, ciekawe teksty i muzyka na bardzo wysokim poziomie. Doskonała gra na gitarze młodziutkiego Daniela Kurtyki i wokal Damiana Bydlińskiego zwróciły moją szczególną uwagę. Myślę że zajdą wysoko i daleko, ponieważ są świetną grupą, która ani trochu  nie spuszcza z tonu. Od tylu lat są na scenie i wciąż pozostają oryginalni. Trzymam za nich kciuki. Taka grupa jak Lizard jest przyszłością naszej polskiej sceny muzycznej. Niesamowicie roztrzaskała mnie ich wersja 21 th century schizoid man grupy King Crimson, którą wielbię bezwzględnie. Jak na tak trudny utwór to cover wykonany został obłędnie za co należy im się wielki szacun. Gratulujemy Panowie.

Na koniec chciałam Wam Kochani Czytelnicy złożyć najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności, zdrowia, radości na co dzień, żeby nie było w Waszym życiu miejsca na zbędne troski i smutki, spokoju w sercu i radochy z najmniejszych rzeczy a także spełnienia największych marzeń.

P. S. Dziękuję każdemu kto tu zagląda. Do zobaczenia.

Źródła :

http://www.belfasttelegraph.co.uk/entertainment/music/news/marianne-faithfull-claims-her-exboyfriend-killed-the-doors-jim-morrison-i-mean-im-sure-it-was-an-accident-30486262.html

http://zwiedzamyparyz.pl/zabytki-paryza/cmentarz-pere-lachaise

http://www.factmag.com/2016/12/08/greg-lake-king-crimson-emerson-lake-palmer-has-died/

 http://keywordsuggest.org/19443-king-crimson-band.html

http://www.mirror.co.uk/tv/tv-news/greg-lake-dead-aged-69-9416870

poniedziałek, 21 listopada 2016

So hard to say goodbye... ( pol. Tak trudno powiedzieć żegnaj)

 

Spoczywaj w pokoju Mistrzu





Witajcie Kochani Czytelnicy
 
Wreszcie przyszedł czas na tego posta i nie będzie on lekki, ale nie mogłabym o tym nie napisać. Nie mogłabym nie wspomnieć o tym człowieku, niesamowitym artyście o polskich korzeniach żyjącym w Kanadzie, który opuścił nas 7 listopada tego roku czyli dość niedawno. Zapytacie czemu tak późno? Musiałam uporządkować myśli, zebrać je do kupy by ułożyć z nich coś sensownego. Nasz Mistrz Leonard Cohen odszedł do Pana całkowicie pogodzony z jego wolą, co nie każdemu łatwo przychodzi. Wielu z nas kurczowo trzyma się życia, bo boimy się tego co nas czeka po drugiej stronie. I'm ready my Lord ( jestem gotowy mój Panie) - takie słowa padają w utworze You want it darker pochodzącym z ostatniego albumu Cohena o tym samym tytule. Odszedł jak to mówią do tego lepszego świata, gdzie nie ma bólu, łez, zła... Choć tak naprawdę nie wiadomo jak tam jest i ta niewiedza jest dla wielu z nas nurtująca, u innych budzi lęk, dezorientacje... A może zbawienna jak niektórzy sądzą. Ja tylko mam nadzieję, że kiedy odejdę spotkam tam wszystkich których kochałam na Ziemi. Ciężko było oswoić się z myślą, że Cohen odszedł. Spodziewałam się trasy koncertowej, kolejnego koncertu w Polsce, a tymczasem dowiedziałam się o śmierci Leonarda. Bardzo chciałam go zobaczyć i posłuchać na żywo, jednak to marzenie pozostanie niespełnione. Tamtego ponurego poranka 7 listopada kiedy otworzyłam oczy usłyszałam od męża : Kasia wiesz, że Cohen zmarł? Te słowa mnie zatrwożyły. Byłam w szoku i do dziś nie mogę się z tego otrząsnąć. Ile razy sobie o tym przypomnę napawa mnie to przytłaczającym smutkiem. Chciałam by to był tylko zły sen. Chciałam obudzić się jeszcze raz i upewnić się, że to nieprawda. Ale to była prawda. Leonard Cohen, doskonały Artysta o ogromnej wrażliwości zmarł zostawiwszy nas ze swoim ostatnim albumem, który okazał się być niestety pożegnaniem z muzyką, z życiem, z nami. Kolejny raz przyszło nam połknąć gorzką pigułkę ponieważ ten rok naznaczony jest stratami, stratami wielkimi dla muzycznego świata, dla fanów. Najpierw odszedł David Bowie, potem Piotr Grudziński - doskonały gitarzysta Riverside, następnie Prince, a teraz przyszło nam powiedzieć Żegnaj Mr Cohen. Dlaczego? Trudne pytanie, ale zadajemy je wszyscy wielokrotnie. Dlaczego odszedł ktoś taki?
 
 
 
Ciężko znaleźć słowa, które w sposób najbardziej ścisły wyraziłyby  żal po jego śmierci, ponieważ słowa to zawsze za mało. Nie ma takich słów, które oddają rozmiar cierpienia, które odczuwamy po stracie kogoś kogo kochamy, szanujemy i podziwiamy, a Leonard był człowiekiem bardzo wartościowym, człowiekiem, którego śmiało można nazwać Ikoną Muzyki Wszechczasów i Gentelmanem, uroczym Panem o przepięknym czarnym głębokim głosie, którego muzyka jest istną poezją ubraną w najpiękniejsze wersy, człowiekiem, którego będziemy pamiętać zawsze. Kiedy zaczyna brakować słów milkniemy i ronimy łzy, łzy które powinny przynieść ukojenie, ale nie przynoszą. Są łzy, które nigdy nie przynoszą ulgi, tak jak rany, które nigdy się nie zabliźnią. Los znowu spłatał nam okrutnego figla - chce się powiedzieć, a słowa te nie przychodzą łatwo... Bo przecież słowa to za mało by powiedzieć że przemijające życie boli  jak rana  zadana  nożem  prosto w serce... Jest raną śmiertelną. Twórczość Leonarda jest jedną piękną deklamacją przepełnioną harmonią mądrością, jest lirycznym Arcydziełem. Ma w sobie to coś, co nas ujmuje i ubogaca, znajdujemy w niej utwory które radują, podnoszą na duchu a także takie, które zmuszają nas do refleksji nad sobą samym i nad naszym życiem... Szczególnie ta ostatnia płyta You want it darker, album bardzo mroczny i jednocześnie piękny, subtelny. Ten album jest monologiem Leonarda skierowanym do Boga. Leonard mówi, a Pan go słucha w milczeniu i być może przytakuje kiwając głową, wie, że Jego syn jest już gotowy na ostatnią podróż. W końcu wyciąga do niego swą wszechmocną dłoń mówiąc : No chodź synu, czekam. Dając nam tą płytę Mistrz Cohen chciał nas przygotować do tego co miało nadejść, miał świadomość, że odchodzi i pożegnał nas w wspaniały sposób... Zostawiając nam fanom jedną z najpiękniejszych swoich płyt w całej swojej twórczości. Bo dla mnie to jest jeden z najpiękniejszych albumów Cohena jakie słyszałam. Już od pierwszego przesłuchania byłam nią zauroczona, chociaż momentami odczuwałam pewien niepokój, a po całym ciele rozchodziły mi się ciarki. Mam tak za każdym razem. Kocham jego utwory, kocham jego głos, kocham jego wrażliwość. Trudno go nie kochać i nie mówić o nim bez bólu, który zakiełkował w naszych sercach w momencie, gdy dowiedzieliśmy się że umarł. Na szczęście tylko materialnie, bo duchowo zawsze będzie z nami. Miejmy nadzieje, że jeszcze kiedyś nam zaśpiewa swoje cudowne i nasze ukochane Hallelujah. Czekamy na to z wielkim utęsknieniem Mistrzu... Raz jeszcze powtórzę, że słowa to za mało by powiedzieć jak nam ciebie brakuje i by podziękować ci za muzykę którą nam zostawiłeś, a która była dla nas wszystkim co najlepsze. Dziękujemy ci za wszystko Mistrzu. Dziękujemy za to że byłeś z nami!!!!!!!!!
 
 
Zagłębmy się w te utwory najbardziej jak możemy. Pozostawiam je bez komentarza, bo jak już wspomniałam słowa to za mało...  Interpretacje zostawiam Wam.
 
You want it darker
 
 
String reprise / Treaty
 
 
Leaving the table
 
 
On the level
 
 
If I didn't have your love
 
 
Traveling lights
 
 
 
 
Kogo jeszcze przyjdzie nam pożegnać? - pytamy  mimowolnie i zaraz uciekamy od tych myśli. Boimy się wywoływać wilka z lasu. To już zaszło za daleko, czyż nie? Niektórzy pewnie popukają się w głowę i powiedzą : Cóż ona tak przeżywa? Przecież to tylko "jakiś tam" piosenkarz. Ile razy słyszałam podobne bolesne drwiące słowa to już nie zliczę. Odpowiadam więc : A dla mnie nie "jakiś tam" tylko wielki piosenkarz i człowiek przede wszystkim. Człowiek którego muzyka wiele mi dała. Muzyka według mnie jest czymś co ubogaca człowieka, jest sensem życia, łączy ludzi, nieraz uspokaja i koi ból. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez muzyki, bez moich ukochanych artystów, zespołów, dzięki którym zaznałam tyle radości i wzruszeń. Jakie byłoby ono  puste bez tego co mam i co przeżyłam? Przejmuje się takimi rzeczami jak śmierć artystów/ muzyków, ponieważ uważam, że
wszyscy jesteśmy równi (przynajmniej w oczach Boga, bo u ludzi to już ciężej ),  muzyk nie muzyk jesteśmy takimi samymi ludźmi i każdy z nas ma w sobie ukryty talent, którym może zadziwić drugiego. Żal mi każdego człowieka, nawet takiego, który mną gardzi i źle mi życzy. Żal mi ludzi bez pasji, bo dla mnie pasja to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Dzięki niej poznałam wiele wspaniałych pozytywnych osób, które mnie rozumieją. To wspaniałe, gdy spotykasz na swojej drodze takich ludzi, którzy mimo ogromnych odległości żywią do Ciebie głęboką sympatię, z którymi możesz porozmawiać o wszystkim i nie powiedzą Ci, że ich nudzisz, ludzi którzy lubią słuchać innych, a nie tylko chcą by ich słuchano. Piękne prawda?
 
A teraz trochę starych kawałków Mistrza Cohena, które podnoszą mnie do nieba
 
In my secret life  
 
 
Closing time
 
 
A thousand kisses deep
 
 
Hallelujah
 
 
Coming back to You
 
 
Im your man
 
 
Everybody knows
 
 
Dance to the end of love - utwór został wykorzystany w niesamowitym filmie pt. Zapach kobiety z Alem Pacino w roli głównej.
 
 
Boogie street
 
 
Susane
 
 
Ten post jest moim osobistym hołdem dla Leonarda, pożegnaniem wspaniałego Artysty - Poety, który dla mnie zawsze pozostanie doskonały a jego niesamowita twórczość niezapomniana. Nie da się zapomnieć kogoś takiego jak Cohen. Dla każdego mężczyzny powinien być wzorem do naśladowania jak należy obchodzić się z kobietami. Był Gentelmanem w każdym calu, kochał i szanował kobiety i chyba za to najbardziej go podziwiam i szanuje.
 
 
 
Zdjęcia pochodzą ze stron :
 
 

sobota, 19 listopada 2016

Moje ANTIDOTUM na jesienną chandrę to MUZAAAAAAAAAAAA cz. 1


Czuję się kaprawo, paskudnie wręcz... Nie mogę się na niczym skupić. Jak czytam książkę muszę po kilka razy czytać jedno zdanie, żeby coś zrozumieć. Jestem totalnie rozbita... Ciężko się do czegokolwiek zabrać. Wszystko z przymusu. Jeszcze ten zasmogowany Kraków... Uciekłoby się gdzieś w góry i to jak najprędzej. Tak ogólnie siedzę sobie wygodnie i słucham mojej cudownej muzyczki bez której nie wyobrażam sobie świata. Zasłuchana kompletnie i tak mi się błogo wtedy robi, tak lekko na ciele i duszy. Muzyka potrafi zdziałać cuda z duchem człowieka. Przy muzyce często tworze, pisze rysuje albo maluje ( bo wróciłam ostatnio do mojego starego hobby). Lubię też poczytać dobrą książkę. Akurat mam pod ręką pewien fajny kryminał autorstwa Kate Atkinson pt. Zagadki przeszłości. Kończę ją i zaczynam następną. Akcja toczy się w Cambridge ( w rodzinnym mieście Davida Gilmoura i Syd Barretta). Każda książka tej pani to część cyklu o detektywie Jacksonie Brodiem. Napisana tak, że czyta się lekko, dosłownie wchłania się tą książkę, do tego ten czarny angielski humor... Chwilami można się zdrowo uśmiać. Polecam...
 
 
Zapraszam do mojej magicznej muzycznej machiny czasu. Zapinajcie pasy i w drogę...
 
WELCOME TO THE MACHINE

Na pierwszy ogień pójdzie dziś Fish ze swoim boskim Cliche ( pl. Frazes). Bardzo mi się podoba ten utwór... Tfu, ja go ubóstwiam. Ten głos Fisha, ajajajajaj.... Po prostu bajka... Ostatnio dostałam straszną zajawkę  na Fisha i Marillion oczywiście z Fishem tylko i wyłącznie... Dla mnie nie ma Marillionu bez Ryby. Roznosi mnie jak słucham tego gościa. On coś ma w tym głosie. Toż to czarodziej. Poniższy utwór pochodzi z przepięknego albumu o tytule Vigil in a Wilderness of mirrors - niestety nie ma go tu w bazie :( kilka utworów zaledwie. Miodek dla uszu. Posłuchajcie, zagłębcie się w tą marillionową krainę. Jest w tym wytchnienie jakieś...

Zatem słuchamy Clishe... Dajmy się porwać magii Fisha...

 
Poniżej tekst genialnie przetłumaczony przez ś.p. Tomka Beksińskiego, człowieka, który czuł muzykę jak nikt inny. Dziękujemy Tomku

Cliche ( pol. Frazes)

 Mam reputację człowieka posiadającego dar słów
Typ romantycznego poety czy jakoś tak mówią
Trudno mi jednak wyrazić to, co czuję do ciebie
Bez napotykania starych, wytartych frazesów

Tę pieśń rozpoczynałem już wiele razy
Nigdy jednak nie udało mi się uniknąć tego, co ty nazwałabyś starym frazesem

Chcę powiedzieć, że cię potrzebuję, że tęsknię, gdy cię nie ma i że to los…
O właśnie, znowu frazes

Nie w tym rzecz, że jestem speszony czy nieśmiały, w końcu znasz mnie aż nazbyt dobrze
Chcę jednak, żeby była to pieśń wyjątkowa
I żebyś poznała, że napisałem ją wył‚ącznie dla ciebie
I dla nikogo innego
Dla mojej najlepszej przyjaciółki
Ukochanej
Czy potrzebuję pomocy?

Frazes?

Wszystko, co chcę ci powiedzieć, jest opakowane w stare frazesy
Tak długo czekałem, by cię odnaleźć,
Przeżyłem ból złamanego serca
Przeżyłem cierpienie
Lecz to już wiesz, przecież przeszłaś przez to samo

Dlatego właśnie chcę powiedzieć coś najszczerszego
Coś, co jak widzę sprowadza się do podstawowej prostoty
najlepszy jest stary frazes
Zawsze najlepszy jest stary frazes
Pozwolę więc, aby to był‚ ten najlepszy, stary frazes
Kocham Cię

Tekst polski by Tomasz Beksiński
 
 
Fish The Great Unravelling
 
 
Fish Family buisness
 
 
 
 
Fish Gentleman' s Excuse me
 
 
 
I jak? Cudownie co? Może jeszcze coś z Marilliona zarzucę.
 
Bez Lavendera się nie obędzie
 
 
Kayleigh także nie może zabraknąć.
 
 
Jeśli chodzi o Fugazi to również cudowna płyta... Niesamowity klimat, kunszt i w ogóle odjazd. Atmosfera jak w baśni.. Gdzieś pomiędzy jawą a snem...
 
Fugazi płyta przesłuchana przeze mnie w ostatnim czasie, chyba z 30 razy od dechy do dechy.
 
 
Marillion Chelsea Monday
 
 
Momentami cudownie zajeżdża Genesisami <3
 
 
Dobrze to teraz się jeszcze bardziej cofniemy w czasie, dużo wstecz bo aż do końca lat 60 - tych czyli najbardziej moje klimaty. Kasia przecież uwielbia lata 60 i 70 - te. A zatem zatrzymamy się na chwile w 1967 roku przy grupie Procol Harum w której jestem ostatnio zabujana. Uwielbiam czuć
ten powiew lat 60 - tych. Miłość do takich kapel jak ta nigdy nie przemija. W mojej pamięci zapisali się już na zawsze jako jedna z najwspanialszy grup rockowych na świecie grających ubóstwiany przeze mnie rock progresywny. Wspaniałe brzmienie, które rozkosznie muska nasze ucho, niczym delikatny powiew wiatru na wzgórzu, teksty, technika - KLASA sama w sobie, nieprawdaż? Tacy muzycy, mistrzowie jakich dziś rzadko można spotkać, którzy stworzyli muzykę ponadczasową, o której zapomnieć nam nie wolno, muzykę, która nas rozpieszcza...
 
Proszę Państwa, Whiter shade of pale ( polski tytuł : Bielszy odcień bieli)
 
 
A  poniżej polski tekst tego utworu
 
Przeszliśmy od fandanga
Do serii skocznych „gwiazd”
Czułem się jak po sztormie
Lecz tłum zagrzewał nas
Narastał szum i jazgot
I pułap się zatracił
Na znak, że w szkle znów widać dno
Kelner przyszedł z tacą

I było tak, że potem
W czas dziwnych opowieści
Jej twarz, już przedtem blada
Wpadła w bieli, odcień bielszy

To samo z siebie – rzekła
Jak jest naprawdę – widać
Lecz spojrzałem w swoje karty
I jej nie pozwoliłem
By w szesnastce dziewic Westy
Miała udać się na brzeg
I choć oczy miałem wciąż otwarte
Równie dobrze mógłbym zamknąć je

I było tak, że potem
W czas dziwnych opowieści
Jej twarz, już przedtem blada
Wpadła w bieli, odcień bielszy

To brzeg już – wyszeptała
Choć wokół było morze
Więc zabrałem ją przed lustro
I by mogła oprzytomnieć
Rzekłem – Tyś syreną chyba
i Neptuna pragniesz zwieść
Lecz tak smutny mi posłała uśmiech
Że od razu zgasł mój gniew

I było tak, że potem
W czas dziwnych opowieści
Jej twarz, już wcześniej blada
Wpadła w bieli, odcień bielszy

Jak muzyka jest chlebem miłości
Tak jej królem jest śmiech
A gdy tył się staje przodem
To bezecność cnotą jest
Moje usta, natenczas – jak kartka
Wyślizgnęły się mej głowie
I już śmiało daliśmy nurka
W to oceaniczne łoże
 
A teraz druga piękny utwór instrumentalny tej niesamowitej grupy czyli Repent walpurgis
 
 
 
Poniżej koncertowa wersja powyższego utworu...
 
 
Poniżej : Salty dog, utwór pochodzący z płyty o tej samej nazwie czyli Salty dog z 1969 roku jak dla mniej jeden z najwspanialszych albumów Procol Harum... Czuję się kompletnie znokautowana przez ich muzykę, która trafia głęboko do mojego serca, bez żadnych zahamowani. Pięknie się rozwija ten utwór. Słuchając go czuje się jakbym żeglowała.
 
Pożeglujemy trochę? Pewnie, z nimi popłynę chociażby na skraj świata.
 
Salty dog... czyli Solony pies...
 
 
Wszyscy na pokładzie, mamy prowadzić na wodzie!", słyszę kapitana krzyk,
"Zbadaj łódź, zastąp kucharza: nie pozwól nikomu przeżyć!"
Po drugiej stronie cieśniny, wokół Rogu: jak daleko mogą żeglarze polecieć?
Pokręcony kurs, umęczony cykl, nikt nie przeżył
Wypłynęliśmy w nieznane rejony, gdzie statki wpływają dla śmierci
Żaden wzniosły szczyt, ani solidna twierdza, nie pasują na (kapitańskie) oko naszego kapitana
Po 7. dniu choroby morskiej zawinęliśmy do portu
Piasek tak biały, morze tak niebieskie, to nie jest miejsce śmiertelników....
Odpaliliśmy działa, płonie maszt, z wiosłami ze statku na brzeg
Kapitan zapłakał, my żeglarze płakaliśmy: to były łzy radości
Teraz wiele księżyców i wiele czerwców od miesięcy i miesięcy minęło od znalezienia wyspy
Wilku morski, z dziennika marynarza: twoje świadectwo mojej własnej ręki (strony)
 
No i znów magiczny rok 1967.  W tym roku ukazał się singiel Homburg. Pragnę nadmienić iż w 67 roku ukazał się pierwszy album grupy Pink Floyd która powstała w 1965. Dwa  lata czekali Floydzi na ukazanie się ich pierwszego albumu. Wcześniej grali rythym bluesowe kawałki, covery.
 
Dobrze póki co zostajemy przy Procol Harum i Homburg
 
Czujecie głębię? Ja czuje. Jest bardzo namacalna. Wystarczy dać się zanurzyć.

 
 
Wieloletnia przyjaciółka twa, wzięła rzeczy, poszła precz
Zmięta pościel cała w szmince, w popielniczce tlący się pet
Lustro puste tkwi na ścianie, jej odbicie znikło gdzieś
Twoja ziemia niska dla niej, zbyt, niebo - za wysokie jest

U twych nogawek brudnych sznurówki plączą się
Kapelusz zaś do płaszcza nie pasuje, więc go zmień

Na wieży ratuszowej zegar śpiący już od lat
Gdy się zbudzi wnet się dowiesz, że poruszasz się już wspak
Że dla ciebie czas nieważny, bo samotność z czasu drwi
Słońce, księżyc oraz gwiazdy, nie prowadzą cię już dziś

U twych nogawek brudnych sznurówki plączą się
Kapelusz zaś do płaszcza nie pasuje, więc go zdejm

U twych nogawek brudnych sznurówki plączą się
A homburg na twej głowie już nie zdobi cię, boś na dnie
 
Conquistador przenosi nas w lata 70 - te (1972)
 
Ten utwór jest genialny!!!!!
 
 
Konkwistadorze twój ogier stoi
W potrzebie towarzystwa
I jak jakiś anioł w aureoli na czole
Śmierdzisz czystością
Widzę twoją zbroje na piersi
Już dawno straciła połysk
A w twoim śmiertelnym wyrazie twarzy
Nie ma znaków które będą dostrzeżone

I chociaż miałem nadzieję coś znaleźć
Nie widziałem żadnego węzła do rozsupłania

Konkwistadorze siedzący sęp
Na twojej srebrnej tarczy
A w twej zardzewiałej pochwie teraz
Piasek zebrał ziarna
I choć inkrustowane diamentami ostrze
Nie zostało jeszcze splądrowane
Morze obmyło twoją twarz
Zabierając wystarczająco

I chociaż miałem nadzieję coś znaleźć
Nie widziałem żadnego węzła do rozsupłania

Konkwistadorze nie ma czasu
Musze spłacić swój szacunek
I choć przybyłem by z ciebie drwić
Teraz odchodzę z żalem
I jak mrok zaczyna zapadać
Widzę że nie ma, tylko wszystko
I choć przyszedłeś z podniesionym mieczem
Niczego nie podbiłeś, tylko poległeś.

I chociaż miałem nadzieję coś znaleźć
Nie widziałem żadnego węzła do rozsupłania

Wreszcie przyszedł czas na Grand hotel, najlepiej posłuchać całego albumu. Coś niesamowitego.
 
Polecam gorąco, nie pożałujecie. Wssysa jak Czarna Dziura. A jak fajnie się tworzy przy tym.
 
 
Przyznajcie że nie da  się tego nie lubić?
 
Grand hotel
 
Dziś śpimy w jedwabnej pościeli
Pijemy dobre wino i jemy rzadkie mięsa
Kręcąc się na karuzeli i obstawiając w kasynie
Szczęście najpierw przyspiesza a potem się rozpływa
To świeca, to żyrandol
To srebrny i krystalicznie czysty talerz
To serenada i sarabanda
W nocach w hotelu Grand

Dziś jemy w hotelu Ritz
Złote naczynie na każde życzenie
Ściany pokryte lustrami i aksamitne draperie
Wytrawny szampan i pękające winogrona
Sola i Oeufs Mornay
Ciastka z kremem i brzoskwinie w ogniu
Kelnerzy tańczą na palcach
w nocach w których jemy w hotelu Ritz

Jeszcze jeden toast na powitanie poranka
Jedzenie i picie tańczą do świtu
Gdzie moja kontynentalna narzeczona?
Skoczymy w bok po europejsku
Poranne szczypanie i kąsanie
(Te francuskie dziewczyny zawsze lubią powalczyć)
To serenada i sarabanda
W nocach w hotelu Grand
W nocach w hotelu Grand
 
 To co zostajemy na razie w latach 60 -tych i 70 - tych? Podoba Wam się klimat. Tylko troszeczkę go zmienimy bowiem posłuchamy sobie teraz King Crimson (polska nazwa grupy to Karmazynowy Król) zespół którego muzyka zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie ma dnia, żebym ich posłuchała. Karmazyn niczym jakiś Czarodziej zaczaił się na mój umysł i sprawił, że nie potrafię żyć bez jego muzyki od jakiegoś czasu. W sumie King Crimson znam nie od dziś, ale jakieś 7 lat i od tamtej pory często do nich wracam. Pierwszym utworem który usłyszałam było oczywiście Epitaph (Epitafium - napis nagrobny)
 
 Utwór ten natychmiast wpadł mi w uszko, a do tego poruszył moje czułe serce w niesamowity sposób.
 
Poniżej : pierwsza wersja tego utworu
 
 
Poniżej : druga wersja tego utworu
 
 
 
 
 
Epitafium
 
Mur na którym pisał prorok
Pęka w szwach.
W narzędziach, które niosą śmierć
Światło słońca jasno lśni.
Gdy każdy człowiek jest rozdarty
przez koszmary i przez sny,
Nikt nie złoży wieńca laurowego
Gdy cisza zagłusza krzyki.

Chaos będzie moim epitafium.
Gdy pełznę zepsutą ścieżką
Jeśli ją pokonamy, możemy wszyscy usiąść i się śmiać.
Ale obawiam się że jutro będę płakał.
Tak obawiam się że jutro będę płakał.
Tak obawiam się że jutro będę płakał.

Pośród żelaznych losu bram,
Nasiona czasu zostały zasiane.
I podlane uczynkami tych,
Którzy wiedzą i wiedzieli;
Wiedza jest zabójczym przyjacielem
Jeśli zasad nikt nie ustala.
Los całej ludzkości widzę że
Jest w rękach głupców.

Mur na którym pisał prorok
Pęka w szwach.
W narzędziach, które niosą śmierć
Światło słońca jasno lśni.
Gdy każdy człowiek jest rozdarty
przez koszmary i przez sny,
Nikt nie złoży wieńca laurowego
Gdy cisza zagłusza krzyki.

Chaos będzie moim epitafium.
Gdy pełznę zepsutą ścieżką
Jeśli ją pokonamy, możemy wszyscy usiąść i się śmiać.
Ale obawiam się że jutro będę płakał.
Tak obawiam się że jutro będę płakał.
Tak obawiam się że jutro będę płakał.
Płakał...
Płakał...
Tak obawiam się że jutro będę płakał.
Tak obawiam się że jutro będę płakał.
Tak obawiam się że jutro będę płakał.
Płakał...
 
 
Piękne słowa, piękna muzyka, porażająco doskonałe DZIEŁO
 
Okay, to teraz mój ulubiony kawałek, mój numer jeden jeśli chodzi o kawałki tej grupy.
 
Czas na 21 th Century Schizoid Man - świetnie się czuje słuchając tego kawałka, taki psychodeliczny fenomen, totalnie zwariowany
 
 
 
 
Schizofrenik 21 wieku
 
Kocia łapa, stalowy pazur
Neurochirurg krzyczy nienasycony
U zatrutych wrót paranoi
Schizofrenik 21 wieku

Krwawe tortury; drut kolczasty
Polityczny stos pogrzebowy
Niewinni napalmem poparzeni
Schizofrenik 21 wieku...

Nasienie śmierci, ślepa chciwość
Głodujące dzieci na żer poetów
Może nie liczyć na żadne spełnienie
Schizofrenik 21 wieku...

(tłumaczenie Tomka Beksińskiego)
 
Dziwny tytuł, dziwne słowa, dziwne brzmienie może Wam się wydać, ale utwór kapitalny, tysiące niesamowitych wariacji idealnie harmonizujących ze słowami z ich znaczeniem. Kocham tą dzikość w ich muzyce. Ci muzycy to prawdziwi spece od kombinacji i eksperymentów muzycznych i za tą oryginalność ich ubóstwiam najbardziej. Kocham NIEBANALNOŚĆ w MUZYCE przede wszystkim... Bo muzyka musi oddawać w pełni barwę naszych emocji to co chcemy przekazać w sposób niebanalny, nie może być pusta bez przekazu, bo wtedy jest do dupy...  Ta piosenka napisana pod koniec lat 60 - tych, a tak doskonale odnosi się do dzisiejszych czasów. Jakby muzycy przewidzieli wszystko jak będzie.
 
In the wake of Poseidon kawałek nieco spokojniejszy od poprzedniego, ale jakże ujmujący duszę, otulający zmysły, podniosły.
 
 
Przebudziwszy Poseidona ( moje tłumaczenie tytułu z kontekstu)
 
Plato złożył zimne okryte bluszczem oczy
Pułapce prawdy w kościach i globie.
Monety Harlequin'a bezcelowymi grami
Szydzą w papuzich sukniach.
Dwie kobiety płaczą, dama purpurowego ekranu
Roni gwałtowne teatralne deszcze.
Podczas gdy ciemności we śnie północnej królowej
Znają ból każdego człowieka.

W powietrzu, ogniu, ziemi i wodzie
Świat w podziałce.
Powietrze, ogień, ziemia i woda
Balans zmian
Świat w podziałce
Na skalach.

Królowie biskupi kręcą ostrzem wyroków
Zdrapują wiarę z grobów bezimiennych.
Zbierają popiół i piasek skarbów czarownic
Linami i łańcuchami do tortur dla niewolników
Którzy przy kominku strachu sfermentowanych słów
Wtedy wychowują by zepsuć ucztę;
Podczas gdy w przejściu zwariowany mężczyzna się uśmiecha
On przejmuje się tym najmniej.

Ręce bohaterów odsączają kamienie dla krwi
By naostrzyć nóż to łuskowania.
Ślepi Magowie z wizją światłości
Zarabiają na śmierć w grozie życia.
Ich dzieci klęczą przed Jezusem dopóki
Nie nauczą się wartości gwoździa;
Podczas gdy wszyscy wokół naszej Matki Ziemi
Czekają zbalansowani na podziałce.
 
Moonchild - delikatnie i pięknie, pozwala się zagłębić w dźwięk i sens. Odpływasz, odpływasz, odpływasz, pozwalasz się zanurzyć zmysłom w głębi muzyki...  Na moment się wycisza, tak gdzieś w połowie by po chwili wprowadzić w inny zupełnie stan ducha, rozpieszcza nas nowymi dźwiękami, nasyca uszy niezwykłymi wariacjami instrumentalnymi. To jest to co uwielbiam u Karmazynów... Karmazynowe dźwięki inne niż wszystkie.
 
 
 

 
 
Dziecię Księżyca
 
Wołają na nią Dziecię Księżyca
 Tańczące w mieliznach rzeki
Samotne dziecko Księżyca
Śniące w cieniu wierzby.

Mówiące dziwnie do pajęczyn drzew
Śpiące na stopniach fontanny
Machające srebrnymi różdżkami do piosenki nocnych ptaków
Czekające na słońce w górach

Ona jest dziecięciem Księżyca
Zbierającym kwiaty w ogrodzie
Śliczne dziecko Księżyca
Dryfuje w echach godzin.

Żeglujące na wietrze
w mleczno białej sukni
Upuszczające okrągłe kamienie na tarczę słońca
Bawiące się w chowanego
z duchami świtu
Czekające na uśmiech dziecka Słońca.
 
Ależ mnie urzekł ten utwór.
 
Wyciszyłam Was  a teraz trochę pogłośnię tym utworem, który równie mocno uwielbiam.
 
The Court of the Crimson King
 
 
 
Poniżej : wersja koncertowa
 
 
 
Dwór Króla Karmazynu
 
Łańcuchy rdzawe księżyców z celi
Zgruchotał słońca blask
Więc ruszam w drogę poza widnokrąg
Bo turniej zacząć czas
By chór zaśpiewał w odwiecznej mowie
Purpurowy grajek dmie we flet
Dla dworu Króla Karmazynu
Trzech kołysanek wznoszą zew

Dzierżący klucze wszego miasta
Marzeniom daje kres
Ja czekam u pielgrzyma wrót
Mój plan tak skąpy jest
Królowej czerni żałobny marsz
Sprowadzi ognia wiedźmę w gród
Gdy dźwięknie pęknięć dzwonów fałsz
Na dwór ją wezwie Belzebub

Ogrodnik wieczną wsadza zieleń
A miażdży stopą kwiat
Ja ścigam bryzę z grani statku
By poczuć słodycz i kwas
A żongler wznosi rękę swą
I z wolna jak żarna ruch
Orkiestra rozpoczyna grać
Na dworze Władcy Much

O świcie mędrcy mówią dowcip
A wdowy ronią łez mnóstwo
Ja gonię by pojąć wróżby znaki
A spełniam jej oszustwo
Zaś żółty błazen nie bawi się
Lecz lekko w sznurkach gmera
I śmieje się gdy kukieł tan
Snują ludzie u Lucyfera
 
Zostańmy jeszcze troszkę w tych czasach i otwórzmy Drzwi do świata Jima Morrisona. Mam nadzieję, że lubicie The Doors tak jak ja. Zostawiamy zatem brytyjski rock progresywny i jedziemy do Ameryki Północnej w latach 60 i 70 - tych. Robi się odrobinę luźniej The Doors to mieszanka rocka z bluesem, myślę że też dadzą się kochać. Przedstawię Wam kilka moich ulubionych utworów tej niezwykłej grupy. Jest ich mnóstwo szczerze mówiąc, ale jakbym chciała wszystkie omawiać to bym do rana się nie wyrobiła.
 
Light my fire to utwór bardzo kultowy i jednocześnie bardzo kontrowersyjny, w tamtych czasach narobił trochę zamieszania w muzycznym świecie. Dlaczego? A  po tego że w kawałku tym Morrison umieścił słowo higher czyli "na haju, odlatywać, terminy te odnoszą się oczywiście do doznań po spożyciu narkotyków. Jak wiadomo wokalista Jim Morrison narkotykami nie gardził, a wręcz przeciwnie, one też przyczyniły się niestety do jego przedwczesnej śmierci (miał 27 lat). Narkotyki pozwalały mu uciec do innego świata, oderwać się od rzeczywistości, podsuwały różne obrazy które w niesłychany sposób opisywał słowami i muzyką. Pewnie dlatego jest ona tak porywająca dla współczesnych słuchaczy jak była dla tych którzy żyli w tamtych czasach i nie tylko.
 
 
 
"Wznieć We Mnie Ogień"
Wiesz, że byłoby to nieprawdą
Wiesz, że byłbym kłamcą
Gdybym ci powiedział
Dziewczyno
Nie mogliśmy być na większym haju

Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc

Czas wahania jest już za nami
Nie czas na zanurzanie się w błocie
Spróbuj, teraz możemy tylko stracić
A nasza miłość przerodzi się w pogrzebowy stos

Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc

Czas wahania jest już za nami
Nie czas na nużanie się w błocie
Spróbuj, teraz możemy tylko stracić
A nasza miłość przerodzi się w pogrzebowy stos

Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc

Wiesz, że byłoby to nieprawdą
Wiesz, że byłbym kłamcą
Gdybym ci powiedział
Dziewczyno
Nie mogliśmy być na większym haju

Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Chodź, kochanie wznieć we mnie ogień
Spróbuj rozpłomienić noc

Spróbuj rozpłomienić noc
Spróbuj rozpłomienić noc
Spróbuj rozpłomienić noc
 
 
Touch me jak dla mnie niesamowicie porywający, gorący, mocno zakręcony. Uwielbiam brzmienie głosu Jima, tą lekkość śpiewania, tą melodie. Jego teksty i głos pisały opowieści które pokochały miliony fanów  na świecie. MAGIA istna MAGIA. Magia namalowana głosem Jima. Nie tylko Jim rzecz jasna tworzy te historie, ale cały The Doors. Wspaniałe partie klawiszowe Manzarka oddziałują na muzykę, którą słyszymy. To jest niesamowite... Czasem brak słów by wyrazić zachwyt.
 
 
 
 
"Dotknij Mnie"

Yeah! Dalej, Dalej, Dalej, Dalej
Dotknij mnie, kochanie
Czy nie widzisz, że się nie boję?
Co było obietnicą, którą złożyłaś?
Czemu nie chcesz powiedzieć mi, co ona mówiła?
Co było obietnicą, którą złożyłaś?

Będę cię kochał póki niebo nie powstrzyma deszczu
Będę cię kochał póki gwiazdy nie spadną z nieba dla mnie i dla ciebie

Dalej, Dalej, Dalej, Dalej
Dotknij mnie
Czy nie widzisz, że się nie boję?
Co było obietnicą, którą złożyłaś?
Czemu nie chcesz powiedzieć mi, co ona mówiła?
Co było obietnicą, którą złożyłaś?

Będę cię kochał póki niebo nie powstrzyma deszczu
Będę cię kochał póki gwiazdy nie spadną z nieba dla mnie i dla ciebie

Będę cię kochał póki niebo nie powstrzyma deszczu
Będę cię kochał póki gwiazdy nie spadną z nieba dla mnie i dla ciebie

Cóż za obietnice złożone przez mężczyznę. Wierzycie Jimmy' emu Dziewczyny?
 
ALABAMA / whisky bar - Nieziemski. Kocham Bluesa, kocham, kocham. Po prostu mniam. Zaraz mi wpadła w ucho. Od pierwszego przesłuchania. Serio. Niech Was rozrusza ten utwór. Jak nie przepadacie za bluesem to polubicie. Mam nadzieje  
 
 
Poniżej : wersja koncertowa.
 
 
Więc pokaż mi drogę
Do następnej knajpy z whisky
O, nie pytaj dlaczego
O, nie pytaj dlaczego

Pokaż mi drogę
Do następnej knajpy z whisky
O, nie pytaj dlaczego
O, nie pytaj dlaczego

Bo jeśli nie znajdziemy
Następnej knajpy z whisky
Powiadam ci, że umrzemy niechybnie
Powiadam ci, że umrzemy niechybnie
Powiadam ci, powiadam ci
Powiadam ci, że umrzemy niechybnie

O, księżycu Alabamy
Teraz musimy się pożegnać
Zgubiliśmy starą dobrą mamę
I musimy wypić whisky, o, wiesz dlaczego

O, księżycu Alabamy
Teraz musimy się pożegnać
Zgubiliśmy starą dobrą mamę
I musimy wypić whisky, o, wiesz dlaczego

Więc pokaż mi drogę
Do następnej maleńkiej
O, nie pytaj dlaczego
O, nie pytaj dlaczego

Pokaż mi drogę
Do następnej maleńkiej
O, nie pytaj dlaczego
O, nie pytaj dlaczego

Bo jeśli nie znajdziemy
Następnej maleńkiej
Powiadam ci, że umrzemy niechybnie
Powiadam ci, że umrzemy niechybnie
Powiadam ci, powiadam ci
Powiadam ci, że umrzemy niechybnie

O, księżycu Alabamy
Teraz musimy się pożegnać
Zgubiliśmy starą dobrą mamę
I musimy wypić whisky, o, wiesz dlaczego

 
People are strange - czyli Ludzie są dziwni. Oj tak są. Ludzie nas otaczający bywają niekiedy bardzo dziwni. Ten utwór zasłyszany już dawno szybko wpada w ucho i w pamięć. Ujmuje prawdziwością jak zwykle. Bo muzyka The Doors jest prawdziwa jak cholera.
 
 
 
 
 
Ludzie są dziwni
 
Ludzie są dziwni gdy jesteś inny
Twarze są wstrętne gdy jesteś sam
Kobiety wydają się nieznośne gdy jesteś niechciany
Ulice są nierówne gdy jesteś przybity

Gdy jesteś inny
twarze wyłaniają się z deszczu
Gdy jesteś inny
nikt nie pamięta twojego imienia
Gdy jesteś inny
Gdy jesteś inny
Gdy jesteś inny

Ludzie są dziwni gdy jesteś inny
Twarze są wstrętne gdy jesteś sam
Kobiety wydają się nieznośne gdy jesteś niechciany
Ulice są nierówne gdy jesteś przybity

Gdy jesteś inny
twarze wyłaniają się z deszczu
Gdy jesteś inny
nikt nie pamięta twojego imienia
Gdy jesteś inny
Gdy jesteś inny
Gdy jesteś inny, tak

Gdy jesteś inny
twarze wyłaniają się z deszczu
Gdy jesteś inny
nikt nie pamięta twojego imienia
Gdy jesteś inny
Gdy jesteś inny
Gdy jesteś inny
 
 
To tyle na dziś Kochani. Mam nadzieje, że udało mi Was wdrożyć w klimat tych utworów, które przedstawiłam w tym poście. Jeśli kogoś udało mi się przekonać do tych cudownych magicznych kawałków to bardzo się cieszę. Do usłyszenia.
 
 
"Motelowy Blues"

Ciągle w drogę wpatruj się
Nie puszczaj kółka z rąk
Ciągle w drogę wpatruj się
Nie puszczaj kółka z rąk
Tak, motel jest już blisko
Zabawa niedaleko stąd
Tak, zaraz za tą budą
Jest małych domków rząd
Tak, zaraz za tą budą
Jest małych domków rząd
W sam raz dla takich ludzi
Którzy płyną pod prąd
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć
Kręć przez całą noc
Szara damo
Szara damo
Zaklęcie zrzuć
Zaklęcie zrzuć
Zbaw to miasto
Zbaw to miasto
Już!
Gdy wstałem tego ranka
Wypiłem piwo sam
Gdy wstałem tego ranka
Wypiłem piwo sam
Przyszłość jest niepewna
Koniec stoi u bram
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć
Kręć przez całą noc


Poznaj historię zmian tego tłumaczenia

"Motelowy Blues"

Ciągle w drogę wpatruj się
Nie puszczaj kółka z rąk
Ciągle w drogę wpatruj się
Nie puszczaj kółka z rąk
Tak, motel jest już blisko
Zabawa niedaleko stąd
Tak, zaraz za tą budą
Jest małych domków rząd
Tak, zaraz za tą budą
Jest małych domków rząd
W sam raz dla takich ludzi
Którzy płyną pod prąd
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć
Kręć przez całą noc
Szara damo
Szara damo
Zaklęcie zrzuć
Zaklęcie zrzuć
Zbaw to miasto
Zbaw to miasto
Już!
Gdy wstałem tego ranka
Wypiłem piwo sam
Gdy wstałem tego ranka
Wypiłem piwo sam
Przyszłość jest niepewna
Koniec stoi u bram
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć, mała, kręć
Kręć się, kręć
Kręć przez całą noc


Poznaj historię zmian tego tłumaczenia