"See You on a Dark side of the moon" - Pink Floyd


piątek, 22 kwietnia 2016

Przecieranie szlaku na Żar :)


Pierwsza wyprawa na Spisz - sierpień 2015

Z racji tego, że wcześniej nie byłam w Pieninach Spiskich postanowiłam wybrać się z rodzinką do Dursztyna czerwonym szlakiem prowadzącym z Niedzicy przez Tabor, Cisówkę, Barwinkową Górę oraz najwyższy szczyt Hombarków (Polski Spisz) górę Żar (883 m n.p.m). Oczywiście staraliśmy się wejść na szlak jak najwcześniej żeby zdążyć potem na ostatni autobus odchodzący z Dursztyna i o dziwo się to udało, jednak mało brakowało a zostalibyśmy tam do rana. Gdy doszliśmy na przystanek mieliśmy dokładnie dziesięć minut do odjazdu busa na Nowy Targ, potem w Harklowej przesiadka na Szczawnice. Na uroki szlaku nie można w żadnym razie narzekać, gdyż jest to naprawdę piękna chociaż długa trasa wzbogacona dodatkowo przez cudne widoki. Z jednej strony można podziwiać rozległe na 8 km Jezioro Czorsztyńskie,  Zamki Czorsztyn i Niedzica, z drugiej znów Pieniny Właściwe z kulminacyjnymi  Trzema Koronami (982 m), a nad pasmem pienińskim wyraźny zarys dominujących nad nimi Gorców, Beskidu Sądeckiego oraz zamglone Tatry.






Szlak ten po deszczu sprawia turyście nie lada trudności i to nie tylko ze względu na warunki atmosferyczne. Jest bardzo zarośnięty, miejscami nie widać nawet ścieżki ani znaków które ukryte są za liśćmi i gałęziami drzew to też trzeba bardzo uważać aby nie zgubić drogi. Nam się udało z pięć razy zgubić szlak przez co straciliśmy 1,5 godziny. Błąkaliśmy się ciągle po jakichś polach, łąkach otoczonych uroczymi zielonymi pagórkami, zajadając przy okazji dzikie maliny, których wszędzie było pełno. Było bardzo ciepło, momentami słońce prażyło wręcz niemiłosiernie dlatego najlepiej szło się lasem, pod warunkiem że ścieżka nie było całkowicie zarośnięta. Gdzieniegdzie trawa była tak wysoka że niemal całkowicie zakrywała nasze dzieci. Gęste chaszcze i osty oraz pnącza malin czepiały się nas z każdej strony utrudniając poruszanie się. Na szczęście były to tylko momenty jednak najgorsze okazało się dopiero zejście z tegoż wybitnego Żaru : mokro, ślisko ścieżkę ledwo było widać. Co krok noga się ślizgała i zaraz leżeliśmy na trawie a buty i nogawki całe były w błocie.

Zanim weszliśmy na szczyt Żaru zrobiliśmy sobie odpoczynek na ogromnej polance z  której roztacza się nieziemski widok na rozległy masyw Tatr, a nieco na zachód widoczne są wciąż Trzy Korony w otoczeniu niższych od siebie punktów. Na moment straciliśmy orientacje w którą stronę należy dalej pójść ponieważ w pobliżu nie było znaków i znów trzeba było ich dobrze  poszukać. Wreszcie  trafiliśmy na niego i stamtąd droga pięła się już cały czas pod górę samym skrajem. W prześwitach ukazywało się naszym oczom Jezioro Czorsztyńskie i leżące na jego brzegu niewielkie spiskie osady jak Falsztyn, Frydman, Krempachy. Jak już wspomniałam zejście z tej bardzo wymagającej góry było niczym horror, który nieraz powraca do mnie w snach, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło wszak nie codziennie spotykają nas takie przygody. Dziś jest co wspominać i nawet się z tego śmiejemy. Kolejny chrzest bojowy zaliczony.

Poniżej : widoki z Niedzicy

 
Poniżej : Zatoka Kosarzyska

 
Poniżej : Czerwony szlak z Niedzicy do Dursztyna

 
Poniżej :  Zamek obronny w Czorsztynie

 
Poniżej : Żeby nie było, że ze szlaku schodzimy. To jest szlak turystyczny :) Czerwony
 
 

 



 
 
 
Poniżej : Wreszcie trafiliśmy na właściwą ścieżkę
 
 
 
 
Poniżej : Jesteśmy na szczycie (Żar 883 m n.p.m)
 

Ta wyprawa warta była zachodu bo widoki naprawdę niezwykłe. Poza tym czuje się dumna z moich córek bo dały radę tym 883 metrom. Cały czas szły dzielnie pokonując swój strach i walcząc ze zmęczeniem. Szły i płakały, ale się zahartowały. Z każdą górą są mocniejsze i gotowe na kolejne wyzwania. Najwyżej były z nami w Tatrach. Szliśmy wtedy niebieskim szlakiem z Kuźnic przez Wielką Królową Kopę na hale Kondratową. Dziewczyny na medal. Każda wycieczka musi się czymś zaznaczyć w pamięci. Zdecydowanie Spisz Polski to jeden z najpiękniejszych regionów w naszym kraju. Co prawda Niedzica i Dursztyn to jeszcze nie cały Spisz, ale na pewno jeszcze tam wrócę żeby poznać inne miejscowości. A teraz trochę opowiem o niektórych spiskich miejscowościach położonych właśnie w tym regionie.

Spisz Polski zwany także Hombarkami to niewielkie lecz bardzo malownicze pasmo górskie rozciągające się z zachodu na wschód, od  Białki po drogę na Nowy Targ . Ku płn opada w kierunku Jeziora Czorsztyńskiego (nazywane też jest Morzem Pienińskim), ku płd w kierunku Niedzicy, Łapszanki i Trybskiej Rzeki. Długość tego pasma wynosi 14 km, natomiast szerokość tylko około 3 km. Poza Żarem inną równie wybitną kulminacją jest Cisówka (777 m n.p.m). Poszczególne stoki porozcinane są dolinami, które mają swój początek w kotlinach źródliskowych, a co za tym idzie to, to, że potoki spływają nieraz po gołych skałach. Pomimo niewielkiej wysokości względnej rzeźba tego pasma jest niezwykle urozmaicona. Łagodne grzbiety oraz kopulaste hombarki ostro kontrastują ze śmiałymi formami skalic typu Czerwona (791 m), Biała (637 m), czy Zielone (ok. 640 m).

Osady ludzkie położone są na samym obrzeżu pasma, zamieszkane przez gościnną ludność spiską (polską z domieszką słowackiej). Ostało się w nich trochę starego budownictwa ludowego, a co rusz napotkamy interesujące kapliczki i parę kościołów, które zaliczono do czołowych zabytków Podtatrza. Największą popularnością cieszy się Zamek Niedzicki (zwany także Dunajcem) stanowiący niezwykły pomnik architektury na Spiszu. Nazwa Pieniny Spiskie została upowszechniona dopiero po wojnie. Stanisław Sosnowski proponował nazwę Pieniny Niedzickie (1924) lub Pieniny Niedzickie czyli Spiskie (1930 m), a znawca Podtatrza Jan Reychman używał nazwy Pieniny Niedzickie czyli Hombarg, zaś ludzie miejscowi mówią o Hombarkach, na niektórych mapach wciąż widnieje błędna nazwa Pasmo Braniska. W publikacjach naukowych stosowane są różne podrzędne podziały. Niniejszym wyodrębnia się Skalice Spiskie między Dursztynem, a zamkiem Niedzickim i Skalice Nowotarskie, od Dursztyna na Zachód aż po Szaflary i Stare Bystre. W grzbiecie Skalic Spiskich wyróżnia się 3-kilometrowe pasmo Żaru wraz z dwoma słabo zaznaczonymi szczytami tej samej wysokości, a także grupę Cisówki, którą rozczłonkowują dolinki w kilka odrębnych wzniesień. Nazwa Hombarki uchodzi za relikt z okresu osadnictwa niemieckiego : hom znaczy kopa, a berg : góra, szczyt. Prawie cały obszar Pienin Spiskich leży w gminie Łapsze Niżne, ale przez Pieniński Park Narodowy administrowany jest jedynie skrawek tego terytorium czyli rezerwat Zielone Skałki.

Dębno -  to miejscowość położona nad Zalewem Czorsztyńskim, w widłach Dunajca i Białki. Lokacja tej miejscowości miała miejsce w 1335 roku. Największą atrakcją jest w tych stronach stary drewniany kościółek pw. św. Archanioła. Ta niezwykle piękna świątynia o konstrukcji zrębowej powstała w latach 1490 - 1500 wpisana została do rejestru zabytków UNESCO i uznaje się ją za jeden z  najwspanialszych drewnianych kościołów na świecie. Piękne i bogate wnętrze przetrwało do dziś w stanie niezmienionym. Gotycko - renesansowa polichromia pochodzi z okresu ok. 1500 roku i pokrywa sufit, ściany, koronkowo wycinane deski oraz parapet chóru i ambonę. Tryptyk w ołtarzu głównym pochodzi z przełomu XV i XVI wieku. Kościół zwiedzać można codziennie prócz niedziel i świąt w godzinach od 9 do 12 i od 14 do 17.

Tu trochę zdjęć ponieważ udało mi się ostatnio dzięki uprzejmości koleżanki być w tym miejscu i zobaczyć tamtejszy cudowny kościółek.

Poniżej : Kościółek pw. św. Archanioła





 

 
Poniżej : Nad Dębnem wznosi się dumnie ramię Lubania

 

Dursztyn to malownicza wioska położona w Pieninach Spiskich, na przełęczy u zachodnich podnóży Żaru. Pierwsze wzmianki o tej miejscowości pojawiły się w 1317 roku. Podróżni, którzy odwiedzali wioskę w XVIII wieku odnotowali wielką biedę w jakiej żyli rdzenni  polscy mieszkańcy Dursztyna. Centrum zwartej zabudowy tej miejscowości położona jest na wysokości około 700 m n.p.m w szerokim siodle przełęczy, co sprawia, że widoki stąd są rozległe i piękne. Do dnia dzisiejszego zachowały się liczne stare zagrody z ciekawymi detalami architektonicznymi, a także osada pasterska za wsią tzw. Jurgowskie Stajnie. W miejscowości znajduje się kościół o współczesnej architekturze, będącej efektem gruntownej przebudowy poprzedniego kościoła pochodzącego z 1889 roku oraz ośrodek wypoczynkowy prowadzony przez ojców Franciszkanów.

Dursztyn - osada pasterska "jurgowskie stajnie"
 







 




 

Frydman - miejscowość położona na Spiszu, która zajmuje płd. - zach. cypel Jeziora Czorsztyńskiego. Założona została na przełomie XIII i XIV wieku na prawie niemieckim. Warto będąc tu zwrócić uwagę  na murowany gotycki kościół z XIV wieku pw. św. Stanisława Biskupa. Jest to najstarszy zabytek sakralny istniejący na Podtatrzu. Wnętrze kościółka charakteryzuje styl barokowy z XVIII wieku. Tu odbyło się uroczyste dziękczynne nabożeństwo za zwycięstwo pod Wiedniem, w którym uczestniczył oczywiście sam król Jan III Sobieski. W 1794 roku dobudowano do kościółka ośmioboczną kaplicę pw. św. Matki Boskiej Karmelitańskiej. Wyposażenie w stylu rokoko zawiera elementy sztuki lodowej. Szczególną uwagę przyciąga dwustronny ołtarz dostępny ze wszystkich stron. Ciekawostką w tej miejscowości może być również renesansowy kasztel z końca XV wieku. Niestety przebudowa która miała miejsce w 1910 roku sprawiła, że utracił wszelkie architektoniczne walory tak charakterystyczne dla epoki renesansu. Obecnie świątynia stanowi własność prywatną, a zwiedzanie możliwe jest po uzgodnieniu z właścicielami. Podobnie ma się rzecz z piwnicami frydmańskimi - są to dwupiętrowe lochy o łącznej długości 600 m wybudowane w 1 połowie XIX wieku, służyły do przechowywania wina.

Krempachy - spiska wieś założona najpewniej w XIV wieku przez Berzewiczych. W miejscowości tej zwiedzić można kościół pw. św. Marcina pochodzący z 2 połowy XVI wieku. W bocznym ołtarzu znajduje się obraz Matki Boskiej, przeniesiony tu z Kaplicy Karola Wojtyły w pałacu arcybiskupim w Krakowie. Innym ciekawym zabytkiem Krempach jest kościółek cmentarny pw. św. Walentego z 1761 roku ma wystrój charakterystyczny dla folkloru góralskiego.

Łapsze Niżne - duża wieś na polskim Spiszu, usytuowana w dolinie Łapszanki, która to rozdziela Pieniny Spiskie i Magurę Spiską. Pierwsze wzmianki w historii mówiące o tej miejscowości pochodzą z XIII wieku. Do końca XVI wieku należały Łapsze Niżne do zakonu bożogrobowców z Lendaku. Z tego okresu. Z XIII wieku pochodzi kościół pw. św. Kwiryna z barokowym wnętrzem z 1763 roku. Na wieży tejże świątyni oraz nad południowym wejściem znajdują się podwójne krzyże symbol bożogrobowców. W 1593 roku wieś przeszła w ręce węgierskiej rodziny Horvathów, lecz nadal stanowiła ostoją polskości. Zaraz przy kościele znajduje się grób sekretarza Polskiego Komitetu Narodowego prof. J. Wiśniewskiego, zamordowanego w 1920 roku przez słowackich ekstremistów w czasie przygotowań do niedoszłego plebiscytu o przynależność tych ziem.

Łapsze Wyżne to duża wieś spiska usytuowana również w dolinie Łapszanki pod Przełęczą Trybską. Pierwsze informacje o niej pojawiły się późno bo dopiero w 1589 roku. W tym samym czasie Łapsze Wyżne zostały sprzedane Gyorgyowi Horvathovi przez Olbrachta Łaskiego podobnie jak inne miejscowości. Przypuszczalnie pierwszymi osadnikami byli Rusini, którzy ustąpili osadnikom polskim po ok. 150 latach. Wieś słynie głównie z późnobarokowego kościoła pw. św. Piotra i Pawła z 1760 roku który poszczycić się może bardzo ciekawym wnętrzem. Szczególnie zachwyca bogata rzeźbiona ambona. Wieś kilkakrotnie płonęła, a typowa spiska ciasna zabudowa powodowała, że straty były większe.

Niedzica to duża wieś spiska znajdująca się w dolinie Niedziczanki, uchodzącej do Jeziora Sromowieckiego. Pierwsze wzmianki o tej uroczej wiosce pochodzą z XIV wieku, zaś w dokumencie z 1589 roku mowa jest o mieście. Niedzice charakteryzuje typowo spiska zwarta zabudowa usytuowana wzdłuż dwóch ulic, które biegną po przeciwnych stronach potoków, do dziś sprawia wrażenie zabudowy starego miasteczka. W czasie trudnych do opanowania pożarów które nawiedzały wioskę zabudowała ta powodowała ogromne straty materialne. Z tegoż powodu w miejscowościach spiskich obowiązywał rygor przeciwpożarowy. Seweryn Goszczyński wspomina, że na słupie przy wjeździe obowiązywał zakaz palenia fajki. Największą atrakcją Niedzicy jest w pewnością średniowieczny węgierski zamek Dunajec powstały w XIV wieku (prócz części muzealnej znajduje się tu także hotel z restauracją). Inne cenne zabytki w Niedzicy to między innymi wybudowany przez węgierską rodzinę Berzewiczych  XV -  wieczny gotycki kościół pw. św. Bartłomieja pełniący przez ok. 100 lat funkcję zboru protestanckiego. Wnętrze kościoła ma charakter późnobarokowy, pełne przepychu. W miejscowości znajduje się również przystań, wypożyczalnia żaglówek  i sprzętu wodnego, hotel, pensjonaty, pola namiotowe, karczmy regionalnej oraz restauracji. Z głównej przystani w Niedzicy odchodzą statki rejsowe - podróż takim statkiem polecam szczególnie, bo to niesamowita przygoda i atrakcja turystyczna w trakcie której poznacie historię Niedzicy, zalewu Czorsztyńskiego a także okolicznych miejscowości.

Źródła :

Pieniny : przewodnik dla łowców krajobrazów, Agencja Wydawnicza WiT

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jak szłam po moje pierwsze dwusięczniki ;)


14 sierpnia 2015

Postanowiliśmy zaoszczędzić czas i wejść na szlak jak najwcześniej pojechaliśmy nocnym pociągiem do Zakopanego i już na rano być na miejscu. Już od dawna planowaliśmy zdobyć Czerwone Wierchy i to marzenie w końcu się zyściło, a wyprawa ta była naszym prezentem z okazji 9 rocznicy ślubu. Prawda, że fajowy prezencik? No dobrze, w Zakopanem byliśmy o godzinie 7. Ledwo wysiedliśmy z pociągu a już pędem biegliśmy na mikrobus, który miał nas zawieźć do Doliny Kościeliskiej. Nie zdążyliśmy na wcześniejszy bus i na odjazd trzeba było trochę poczekać, więc jakieś 20 minut byliśmy w plecy. Na szlaku znaleźliśmy się około 9, bo z Kościeliska do Kir jest niestety jeszcze kawałek drogi. Właściwą drogę zaczynamy właśnie w Kirach, które znajdują się na wysokości 927 m n.p.m i obieramy szlak czerwony który prowadzi stąd aż na Przełęcz Krzyżne. Już na początku musimy się zmierzyć z dość stromym męczącym podejściem wiodącym przez Las Rokitniak, na stok i grzbiet Jadamicy (wcześniej mijamy polanę Zahradziska i mostek na Potoku Miętusim). Długo i mozolnie wspinamy się pod górę, dopiero po pewnym czasie teren się wyrównuje i pozwala nam odetchnąć, jednak nie na długo. Tatry są pod tym względem bardzo wymagające ale jednocześnie na tyle łaskawe, że wynagradzają nasz trud ukazując wspaniałe wręcz niebiańskie widoki. Z całą pewnością jest to jedna z najpiękniejszych i trudniejszych tras w polskich Tatrach. Wymaga od turysty sporej wytrzymałości i zaparcia, ale po przejściu tego dystansu na pewno będziecie mieć satysfakcję, to Wam mogę zagwarantować.

Poniżej na zdjęciu : widoczny Przysłop Miętusi
 
 





 
 
Podążając dalej tym grzbietem po naszej lewej ręce mamy Dolinę Miętusią, zaś po prawej roztacza się ukryta za drzewami Dolina Kościeliska (grzbiet rozdziela jedną dolinę od drugiej). Wkrótce odsłonią się przed nami Turnie Kończyste, masyw Kominiarskiego Wierchu (1829 m) i Stołów (1428 m), które widoczne będą na południowym wschodzie. W następnej kolejności pokonujemy niewielką kulminację zwaną Upłazińskim Wierszykiem (1203 m), a po lewej stronie przez niewielki prześwit ukaże nam się Przysłop Miętusi. Droga dalej pnie się stromo, a idąc podziwiamy urozmaicony drzewostan regla górnego, który w niższych partiach był nieco uboższy (zniszczony przez huragany i korniki) wreszcie wychodzimy ścieżką na rozległą malowniczą polanę o nazwie Upłaz, pełną kwiatów i innych roślin, pochyloną ku zachodowi i południowi. Niegdyś sięgała po Małołączniak i miała 3,25 km2, a wypasane na niej owce powodowały spore spustoszenie traworośli. W XVII wieku polana ta należała do Grzegorza Tylki z Cichego i służyła jego potomkom przez długie lata. Dziś pokryta jest ziołoroślami, można na niej spotkać takie okazy jak starzec gajowy czy ostrożeń łąkowy, a także łany pokrzyw i szczaw alpejski. Ta właśnie hala niezwykle mnie ujęła, kocham takie miejsca. Nie ma nic piękniejszego niż bujnie ukwiecona hala. Wyobrażam sobie jak musiała wyglądać dawniej. Widoki takie zdecydowanie umilają drogę turystom, stanowią jej urozmaicenie. Cudne wrażenie sprawia, nieprawdaż?
 
Poniżej : Polana Upłaz
 
 
 
 
 
Po pokonaniu wybitnego wzniesienia zwanego Wyżnia Upłaziańska Rówień dochodzimy do miejsca, którego elementem charakterystycznym jest sporej wielkości skała o nazwie Piec (ok. 1470 m). Tu kończy się drzewostan i zastępuje go bujna kosodrzewina bogata w takie gatunki jak porzeczka karpacka, róża alpejska ( "róża bez kolców"), wierzba śląska czy jarzębina w odmianie górskiej. Z drugiej strony nasze oczy zaskakuje rozległa panorama. Dostrzeżemy z tego miejsca  między innymi : od lewej na pierwszym planie : Orawa, Podhale, Zakopane, Kotlina Nowotarska, Gorce, Beskid Sądecki, na drugim planie od lewej : Beskid Żywiecki, trochę Makowskiego. Jeśli chodzi o Tatry : w dole od lewej do prawej rozciąga się Dolina Miętusia z Halą Miętusią,  kotły Małej i Wielkiej Świstówki obfitujące w jaskinie (znajduje się w tym rejonie najdłuższa w Tatrach Jaskinia Miętusia)  a także słynne Wantule, natomiast na wschodzie zaczyna się nam wyłaniać charakterystyczna strzelista postać Śpiącego Rycerza jak zawsze obleganego przez tłumy turystów. Jeśli ktoś ma lornetkę lub sporej wielkości obiektyw może owe tłumy dostrzec. Po stronie prawej na zachodzie ukazuje się naszym oczom gołe wzniesienie zwane Upłaziańską Kopą.
 
 
Poniżej : Skała zwana Piec
 
 
 
 Poniżej : Na pierwszym planie Giewont z zatopionym we mgle krzyżem
 
 
 
 
 
 
Jaskinia Miętusia (1273 m  - Tatry Zachodnie) - jest to otwór w Dolinie Miętusiej na zachodnim brzegu Wantul, na wschód od wylotu Małej Świstówki, poniżej stoku Dziurawe oraz Piwnicy Miętusiej. Jaskinia ta jest czwartą w Polsce jaskinią pod względem długości, jej korytarze ciągną się na długość 10 km, a także o największej rozciągłości horyzontalnej w kraju, to jest 1150 m, głębokość jej sięga do 292 m. Odkryta została w 1936 roku przez Władysława Goryckiego ( otwór i początek wstępnego korytarza, któremu towarzyszył wówczas Stefan Zwoliński. Badanie i odkrywanie jej dalszych partii odbywało się w bardzo ciężkich warunkach, prowadzili kolejno Stefan i Tadeusz Zwolińscy z towarzyszami w latach 1936 - 1937, grotołazi krakowscy w latach 1948 - 1952 i 1956 ( wyprawy wieloosobowe), grotołazi warszawscy od 1954 (kilka wypraw). Wszystkie te ekspedycje odegrały wielką rolę w rozwoju taternictwa jaskiniowego. Jaskinię tę trzeba zwiedzać zimą ze względu na przeszkody wodne oraz niskie położenie otworu. Główne partie Jaskini Miętusiej to między innymi : Partie Nietoperzowy, Ciasne Kominy, Wielkie Kominy, Ciągi za Gotyckim Jeziorkiem. Napotkać tu można bogatą szatę naciekowa w postaci stalaktytów, stalagmitów oraz heliktytów, także polew naciekowych i licznych zbiorników wodnych tworzących jeziorka ( największe to Jeziorko Gotyckie i Jeziorko Szmaragdowe).
 
 
 
 
 
Dalej wąską ścieżką wspinamy się stopniowo na grzbiet Chudej Turni. Jest coraz wyżej i coraz ciekawiej, oczy zachwycają coraz to piękniejsze widoczki. Mimo zmęczenia jesteśmy szczęśliwi, że możemy być w tak pięknym miejscu. Gdzie nie spojrzeć urok gór zapiera dech w piersiach. Powoli się ochładza, wieje delikatny wiaterek, co sprawia że nie idzie się tak źle jak przy upale. Każdy krok zbliża mnie do upragnionego szczytu. O dziwo maszeruje mi się dobrze, wręcz bardzo, chociaż robi się coraz stromiej. Mój ślubny marudzi trochę, ale spina tyłeczek i pnie do przodu. Niebawem docieramy do Chudej Przełączki, znajdujemy się na grzebiecie Chudej Turni (1858 m) i tu nasz czerwony szlak dochodzi do dwóch zielonych szlaków, jeden z nich skręca w prawo do Doliny Tomanowej i do Schroniska Ornak, a my dalej prosto czerwonym i zielonym szlakiem wspinamy się na stromy grzbiet Twardego Upłazu. Od wspomnianej już Chudej Przełączki po poziom 2035 m pokrywa go czapka alaskitów - białych granitów należących do jądra fałdu Giewontu. Tymczasem naszym oczom ukazuje się Ciemniak, który wciąż wydaje się bardzo odległy, mimo wszystko już jest bliżej niż dalej, to napawa optymizmem. Wreszcie przychodzi czas na mały odpoczynek, przekąszenie czegoś. Trzeba nabrać energii na dalszą drogę. Nie jesteśmy jeszcze nawet w połowie. Pięć minut na małe co nieco i ruszamy w dalszą drogę. Ta wyprawa na Czerwone Wierchy to spełnienie moich marzeń. I znów marzę o kolejnej wyprawie. Tym razem będzie Zawrat - Dolina Pięciu Stawów Polskich (po raz trzeci) - Szpiglasowa Przełęcz - Morskie Oko. To będzie kolejna konkretna wyprawa. No dobrze, ale póki co jesteśmy w drodze na Ciemniak, od którego zaczyna się odcinek nazywany właśnie Czerwonymi Wierchami biegnący granią Tatr czyli przy samej granicy ze Słowacją. Jesienią trawy które porastają szczyty i stoki mają kolor rdzawo czerwony, stąd nazwa Czerwone Wierchy. Bardzo bym chciała je zobaczyć jesienią, ale latem też są cudowne. Kiedy w końcu stanęliśmy na szczycie poczuliśmy ogromną radość. Pierwszy dwutysięcznik zdobyty. Mój pierwszy, bo mąż wcześniej był na Małym Kozim Wierchu, dla mnie natomiast Ciemniak (2096 m n.p.m) był pierwszym zdobytym dwutysięcznikiem. Długo na to czekałam i w końcu się doczekałam.

 
 
Poniżej : Widok z Chudej Przełączki na półn - zachód
 
 
 
 
Poniżej : A Ciemniak nadal przed nami
 
 
Poniżej : Już jesteśmy na Ciemniaku. Pierwszy kamień milowy zrobiony....
 
 
Poniżej : Gandalf i jego magiczna laska :)
 

Poniżej : Przed nami rysuje się kolejny punkt do zdobycia Krzesanica 2122 m

 
Gdy zachodzimy na szczyt jak na złość zaraz zaczyna złowrogo grzmieć. Zapowiada się na burze. Z nieba spadają pierwsze krople deszczu, a ja modle się by nie przerodziło się to w ulewę. To już by była masakra. Przynajmniej dla mnie. Na szczęście tylko siąpi, a burza nie jest zbyt gwałtowna i szybko ustępuje. Prędko przemieszczamy się na sąsiedni szczyt.  Jest coraz wyżej i ciekawiej. Coraz więcej fantastycznych widoków mimo zachmurzonego nieba. Po lewej wyraźnie rysuje się teraz Giewont. Na szczycie nadal są ludzie. Nie zazdroszczę. Chyba bym umarła gdybym się tam znalazła w czasie burzy. Na samą myśl włosy stają mi dęba.
 
Ciemniak (2096 m n.p.m.) pokrywa mieszana flora, granito i wapniolubna. Prof. Władysław Szafer tłumaczył ten skład obecnością żwirów granitowych pochodzących z rozkładu dawnej pokrywy krystalicznej. Murawy wyścielające szczyt to głównie boimka dwurzędowa i kostrzewa pstra, natomiast w kotlinkach wyleżyskowych występuję zespół charakterystycznej wierzby zielnej. Ciemniak jest najdalej na zachód wysuniętym szczytem Czerwonych Wierchów, a co za tym idzie możemy z tego punktu podziwiać niesamowicie ciekawe widoki (w zachodnim kierunku : górna część Doliny Kościeliskiej i Tatry Orawskie, gdzieś w oddali majaczy jeszcze Zalew Orawski, patrząc na południe zobaczymy wielką Dolinę Liptowa, znaną ze zbójnickich nalotów Podhalan.
 
Odrobinę zmęczeni wspinamy się wreszcie na stok głównego szczytu Czerwonych Wierchów i najwyższego w Tatrach Zachodnich i Tatr Polskich czyli Krzesanicy mierzącej 2122 m n.p.m. Burza jeszcze burczy gdzieś w oddali. Za nami i przed nami coraz piękniejsze urokliwe panoramy. W dole ukazuje się droga, którą musieliśmy przebyć żeby dojść tutaj. Przed nami coraz wyraźniej rysuje się Giewont. Od płn -zachodu w masyw Krzesanicy wcina się Dolinka Mułowa czyli piękny kocioł polodowcowy, otoczony 100 i 200 metrowymi ścianami, których dno sięga 1800 km. Słowackie stoki tej góry kryją w sobie ok. 50 jaskiń. Wg.Wojciecha W. Wiśniewskiego w szczytowych partiach, na wysokości 2017 m, znajduje się otwór Jaskini Nowej Krzesanickiej i jest to najwyżej położona duża jaskinia Tatr i najgłębsza w Słowackich Tatrach (- 183 m, przy długości ok 820 m). Pierwsze zimowe wejście miało miejsce w 1908 roku na nartach. Szczyt wziął swą nazwę od tego że jego północna ściana jest jakby skrzesana (dawna nazwa to Zadni Upłaz). Wspinamy się po śliskich od deszczu wapiennych skałach, z  której szczyt ten jest zbudowany.
 
No i jest i Krzesanica. Zdobyliśmy nasz drugi dwutysięcznik tego dnia. Nasz wzrok przykuwają natychmiast różnej wielkości kopczyki usypane z kamieni, rozsiane po całym szczycie. Zwyczaj ten upowszechnił się na świecie, a każdy z tych kopczyków usypany przez turystów z różnych stron Polski i świata mówi "tu byłem". Z Krzesanicy podziwiamy przepiękny grzbiet Giewontu, Małego Giewontu i Grzybowiec, w dole zaś ślicznie zazielenioną Dolinę Małej Łąki z Halą Mała Łąka otoczonymi z obu stron ścianami okazałych wapiennych ścian. Patrząc ze szczytu na południe widzimy : od prawej do lewej : Dolinę Tomanową, Pyszniańską, Starobociańską i Chochołowską z takimi charakterystycznymi punktami jak Tomanowski Wierch, Smreczyński Wierch, Kamienista, Błyszcz, Starobociański Wierch, Kończysty Wierch, Jarząbczy Wierch, Łopata, wreszcie Wołowiec, na północ od nich mamy znów patrząc od prawej : Rakoń, Trzydniowiański Wierch, Ornak. Kiedy już się napatrzyliśmy ruszamy w dalszą drogę opadającą stromo ku kolejnemu szczytowi, którym jest Małołączniak. Przestało już siąpić i zza chmur powoli wychyla się słońce, a my powoli schodzimy zostawiając Krzesanicę za sobą.
 
Poniżej : to co za nami :)
 

Poniżej : Wspinamy się na Krzesanice



Poniżej : Na Krzesanicy



Poniżej : widoczna z Małołączniaka Kopa Kondracka
 
 
 
Poniżej : na pierwszym planie od góry wybitny kaptur Krywania
 
 
 
Małołączniak (2096 m ) - to dość wyodrębniony szczyt w grupie Czerwonych Wierchów, wznosi się w połowie wysokości ich grani. Na północ wysuwa swój grzbiet zwany Czerwonym Wierchem, niżej podcięty urwiskami. Zrąb tego masywu stanowią wapienie i dolomity, a sam szczyt zwieńczony jest czapą skał krystalicznych które należą do płaszczowiny Giewontu, pokrywająca też po 1840 m Czerwony Wierch, została rozpoznana już w połowie XIX wieku przez Zejsznera. W pł. zboczach znajdują się najgłębsze w Tatrach jaskinie : Wielka Śnieżna,  Śnieżna Studnia. W 2005 roku odkryta została jaskinia Siwy Kocioł licząca obecnie 1100 m długości oraz 295 m głębokości (istnieje szansa na połączenie jej ze Śnieżną Studnią.
 
Z Małołączniaka szybkim krokiem, prawie że biegiem schodzimy ku niższej od niego Kopie Kondrackiej (2005 m) i nagle znowu robi się gorąco. Wiatr który przedtem dość mocno wiał uleciał gdzieś na Słowację. Na niebie znów pojawia się słońce i odsuwa od siebie ołowiane chmury, ogrzewa nas swoimi promieniami. Tymczasem zaczynamy już odczuwać zmęczenie. Jakby nie było 6 godzin jesteśmy w trasie. Pomimo wspaniałych widoków marzy nam się już długi, relaksujący odpoczynek na Hali Kondratowej, gdzie mamy zaklepany pierwszy nocleg. Woda pitna powoli się kończy, a upał niestety się wzmaga. Droga wydaje się dłużyć, co sprawia, że czujemy się bardziej zmęczeni. Jeszcze kolanko daje mi popalić. Oczywiście wiedziało kiedy się odezwać. Po cichu modlę się, żeby z tego upału nie było znowu jakiejś burzy albo nie daj Boże ulewy. Niestety moje modły nie zostały wysłuchane i już w okolicach schroniska na Kondratowej zaczyna od nowa grzmieć i to znacznie mocniej niż na Krzesanicy. No nic, przyśpieszam zatem kroku i żwawo zasuwam przed siebie klepiąc po drodze zdrowaśki ( zawsze działa :) Przez tą Kopę Kondracką i Przełęcz Kondracką praktycznie przelecieliśmy a nie przeszliśmy nie robiąc odpoczynku, nawet nie zerknęliśmy w stronę Giewontu. Od razu rzutem na taśmę dajemy siedmiomilowy krok w kierunku Hali Kondratowej. Przed nami jednak jeszcze spory kawałek do przejścia w ostrym słońcu. Gdy w końcu wpadam do schroniska, zadowolona że pokonałam najdłuższy w swoim życiu migiem ustawiam się do kolejki do toalety, a Darek po zimne piwko. Ledwie się rozsiedliśmy, a tam na zewnątrz jak nie lunie deszczem z sikawicy.... Dzięki Bogu mnie to ominęło.
 
Muszę otwarcie przyznać że Schronisko Górskie PTTK na Hali Kondratowej to na pewno najfajniejsze schronisko w Tatrach w jakim miałam okazję nocować. Wspaniała obsługa, jedzenie i fantastyczna atmosfera. Nikt wam tu nie robi łaski że pozwoli Wam zanocować na glebie. Pani Kierowniczka Basia wszystko tak zorganizuje, że nawet niedźwiedź by się zmieścił ze swymi gabarytami, gdyby było trzeba. Oczywiście to tylko przenośnia. Żadne misie nie nocują w schronisku. Co najwyższej pod schroniskiem. Uwielbiam to niewielkie, ale jakże klimatyczne schronisko, które jako jedno z niewielu spełnia swą funkcję, a ludzie, którzy tam pracują wiedzą po co tam są. Staną na głowie, żeby pomóc turyście, jeśli zajdzie taka potrzeba i też byłam tego świadkiem. W żadnym tatrzańskim schronisku się tak dobrze nie czułam jak tu. Nie dość, że znajduje się w pięknym miejscu to jeszcze spełnia najważniejsze standardy. Niech mi ktoś spróbuje coś powiedzieć złego na to schronisko!!!!!!!
 
 
Źródła, zdjęcia jaskini i inne informacje pochodzą z  :
http://z-ne.pl/t,haslo,3134,mietusia_jaskinia.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jaskinia_Mi%C4%99tusia
http://plfoto.com/zdjecie,inne,jaskinia-mietusia,2086401.html
http://www.sktj.pl/epimenides/tatry/miewyz_p.html

 
Tatry Polskie : Przewodnik : Józef Nyka