"W górach jest wszystko co kocham"


Harasymowicz



wtorek, 12 marca 2019

Piosenka na drogę w góry


Witam Was!!! 

Muszę przyznać, że ostatnio mocno choruje (uwielbiam) na utwory z repertuaru Stare Dobre Małżeństwo, Cisza jak ta czy Dom o zielonych progach. Wspaniale się tego słucha - zawsze czuć w tym moje ukochane góry. Stare Dobre Małżeństwo znałam już dużo wcześniej, a to wszystko przez naszego dobrego znajomego Przemka (zwanego przez znajomych Słonik), który zawsze śpiewa nam pięknie przy ognisku pod Bereśnikiem przy akompaniamencie swojej gitary akustycznej. On zna ich repertuar w całości, bardzo fajnie go posłuchać  i pośpiewać z nim. Nie ma udanego ogniska bez Przemka, bez niego jakoś tak pusto i dziwnie. Poznaliśmy się ze Słonikiem właśnie w Bacówce pod Bereśnikiem, gdzie jeździliśmy z córkami praktycznie rok w rok, a on wpadał do Bacowki z synami. Czasem razem chodziliśmy na wycieczki w okoliczne trasy : Beskid Sądecki lub Pieniny. Przemka znają praktycznie wszyscy, którzy w górach często bywają i odwiedzają popularne górskie schroniska, gdzie odbywa się niekiedy Słonikowe granie lub śpiewanki okołogorskie czyli spotkania, na których spotykają się co środę ludzie związani z górami i śpiewają piosenki turystyczne ( grają też na fletach i gitarach). Można tam poznać wiele ciekawych sympatycznych osób ze środowiska górskiego, choćby właścicieli schronisk i pogadać o wszystkim. Swego czasu jak miałam więcej czasu chodziłam na śpiewanki w Krakowie. Odbywają się one w każdą środę od 20 w jednym z krakowskich klubów (poszukam i powiem w którym). Atmosfera jest świetna. Naprawdę fajna sprawa jak ktoś lubi te klimaty. Polecam Krakuskom i osobom mieszkającym w Krakowie.



Jeśli ktos nie zna za dobrze SDM to polecam się wsłuchać, choć  zakładam,  że większość z Was doskonale zna ich piosenki. Kiedyś w szkole na muzyce nas uczyli.  To wybitna grupa z Rzeszowa, która mocno kojarzy się turystom z sielskimi Bieszczadami i nie tylko, bo twórczość tej grupy nawiązuje do poezji.  Niestety nigdy nie byłam w tamtych bieszczadzkich stronach, ale znam je z opowiesci mojej mamy oraz znajomych Wracajac do SDM trzeba podkreślić że mają naprawdę  piękne teksty i melodie. Jest to twórczość ponadczasowa. Ambitna muzyka, momentami przytłaczająco prawdziwe teksty, ale jakże niesamowita, prawda?

Zespół Stare Dobre Małżeństwo powstał w 1984 roku, a wykształcił się z męskiego duetu wokalno - gitarowego w składzie : Krzysztof Myszkowski i Janusz Skrzypiec którzy byli wtedy licealistami, duet dzialał w latach 80 XX wieku. SDM tworzy muzykę folkową, poezję śpiewaną oraz blues. Kompozytorem jest Krzysztof Myszkowski który również jest głównym wokalistą. Zespół stanowią poza Krzysztofem także Adam Ziemianin, Roman Czemplik, Andrzej Sidorowicz, Ryszard Żarowski, Dariusz Czarny, do 1989 roku występowała z nimi Aleksandra Kiełb - Szawuła. Autorami tekstów do piosenek są między innymi: Edward Stachura, Adam Ziemianin, Józef Baran, Bolesław Leśmian, Jan Rybowicz i Bogdan Loebl.

Prawdziwa historia SDM wiąże się z udziałem duetu w eliminacjach do Festiwalu Piosenki Studenckiej odbywajacego się w Krakowie. Przedstawiono ich wówczas jako Stare Dobre Małżeństwo... Skąd ta nazwa? Prowadzący festiwal spiker zauważył słusznie iż muzycy grają razem tyle czasu to też śmiało zasługują na takie określenie. Zostali także zauważeni przez Wojciecha Belona,  lidera grupy Wolna Bukowina, który zaprosił SDM do udziału w koncercie Światło w ramach świnoujskiej FAMY. Doszło tam do zacieśnienia znajomości,  co zaowocowało wspólnym recitalem. Do grupy dołączyła wreszcie Aleksandra Kiełb - Szawuła, która wsparła ich swoim wokalem, później dołączył do nich Sławomir Plota, kolejny wokalista i gitarzysta. Następnie dołączyli grający na skrzypcach Marek Czerniawski oraz sopranistka Alina Karolewicz. Po odejściu z grupy Andrzeja Sidorowicza stworzyli kwintet muzyczno przyjacielski. W okresie od 1989 do 2002 roku Stare Dobre Małżeństwo stanowiło formację męską w składzie Krzysztof Myszkowski, Wojciech Czemplik, Ryszard Żarowski, Roman Ziobro, którego miejsce zajął basista Andrzej Szydło, później do grupy dołączył Andrzej Stagraczyński. W 2006 z SDM związał się gitarzysta Dariusz Czarny, a w 2007 grający na harmonijce Przemysław Chołody.

WAŻNA SYLWETKA

Edward Stachura (ur.1937 - 1979) przyszedł na świat we Francji w rodzinie polskich imigrantów. Mieszkali jakiś czas w Charvieu, a potem w 1948 roku przenieśli się do Polski i osiedli w Łaziencu. W szkole podstawowej, do której uczęszczał Edward był raczej przeciętnym uczniem. Zaczął pisać w wieku siedemnastu lat. Później podjął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, był to jeednak ciężki dla niego czas, ponieważ nie miał wtedy gdzie mieszkać ani za co żyć. Poeta żył z nią na dzień,  ciągle poszukując swego miejsca na świecie. Jego dzieła to poematy,  liryka, oraz pełna refleksji proza poetycka. Czerpał inspiracje głównie z ballad i gawędy. Podczas spotkań autorskich z czytelnikami grał na gitarze i śpiewał napisane przez siebie teksty. W czasie podróży młody Stachura - pseudonim Sted - prowadził dzienniki, notatki i zapiski. Wszystkie one miały być spostrzeżeniami dotyczącymi  otaczającej go rzeczywistości. W swojej twórczości ukazywał konflikt pomiędzy obcością, lękiem egzystencjonalnym i odrazą do współczesnej rzeczywistości, która ogranicza wolność a chęcią przeżywania i uznawania życia, natury, człowieka, etyki. Edward Stachura często uzupełniał i aktualizował swe dzieła toteż nazywa się go twórcą poezji czynnej. W 1972 roku dostał literacką nagrodę Fundacji im. Kościeliskich.

Nie był to artysta, którego twórczość szczególnie wiązała się z Bieszczadami, gdyż Stachura był tam tylko raz, a mimo to w Bieszczadach urządzano warsztaty i zloty  fanów zwane też "stachuriadami". Bardzo dużo podróżował w inne strony, np. do Meksyku (studiował literaturę na UNAM - stypendium). Był też w Jugosławii,  w Syrii, w Norwegii, Szwajcarii, Francji, Kanadzie i w USA.  W życiu tego poety były cztery kobiety : Zyta Anna Bartkowska, Barbara Czochralska, Danuta Pawłowska i Marta Kucharska. Poeta nie stronił też od hazardu i alkoholu. Cierpiał na zaburzenia urojeniowo - omamowo, a obecnie mówi się, że mógł mieć chorobę efektywną dwubiegunową. Dwukrotnie próbował popełnić samobójstwo aż w końcu mu się udało - sięgnął po sznur i powiesił się. Jakiś czas leczył się w szpitalu psychiatrycznym, ale zrezygnował z leczenia.  Zakończył życie mając 42 lata.



Wybrana dyskografia SDM 










A która jest Wasza ulubiona płyta? 


Moje ukochane utwory SDM 


1. Z nim będziesz szcześliwsza 

2. Bieszczadzkie Anioły 



3. Opadły mgły, wstaje nowy dzień 


4. Jak 



4. Idź dalej 



5. Leluchów 


 



Druga grupa o podobnym profilu jak Stare Dobre Małżeństwo śpiewająca o Bieszczadach to Cisza jak ta. Ci znów często występują w schroniskach górskich (nie tylko tatrzańskich), przemierzają szlaki turystyczne, oraz ulice dużych  i małych  miast racząc nas melodiami z Krainy Łagodności. Zespół złożony jest z bardzo młodych utalntowanych i pozytywnych ludzi kochających góry, co z resztą słychać w ich muzyce. Bez trudu można się zatracić w tym klimacie. Wpadłam kiedyś zupełnie przypadkiem, na You tube na jeden z ich  popularnych utworów, a mowa o piosence "W naszym niebie" no i co tu dużo mówić - przepadłam całkowicie. Mają mnóstwo takich kawałków z duszą, porywających momentalnie. Ciężko byłoby powiedzieć o nich, że są banalne, bo absolutnie nie należą do takich, o których się zapomina. Pokochałam tą grupę. Wspaniały wokal, męski i kobiecy. I te flety - jednym słowem MAGIA - działają na mnie niezwykle kojąco.  Podobnie skrzypce. Chcecie ich poznać? Polecam serdecznie.




Zespół Cisza jak ta istnieje i tworzy od 2003. Ich repertuar obejmuje piękne aranżacje muzyczne utworów wierszowanych największych polskich poetów XX wieku wieku, takich jak Bolesław Leśmian, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jonasz Kofta, Agnieszka Osiecka czy Edward Stachura. Artyści wykorzystują również dzieła współczesnych poetów, między innymi: Wiesławy Kwinto-Koczan, Eweliny Marciniak, Barbary Borzymowskiej czy Tomasza Borkowskiego. Autorami tekstów są również aktualni lub byli członkowie zespołu (Michał Łangowski, Mariusz Skorupa, Mariusz Borowiec, czy Mateusz Wyziński). Od początku swego istnienia (to jest 15 lat działania) grupa dała ponad 900 niesamowitych koncertów w całym kraju, i wypuściła 11 albumów, na których znalazło się ponad sto utworów. Byli wielokrotnie nagradzani za swoją twórczość i występy. 

W skład grupy wchodzą obecnie: Michał Langowski (gitara akustyczna, wokal, perkusja), Mariusz Skorupa (gitary, harmonijka ustna, wokal), Ilona Ejsmont
( skrzypce, wokal), Ola Frąckowiak (flet poprzeczny,  wokal), Darek Bądkowski (gitara basowa), Mateusz Wyziński (perkusja, djembe, wokal, gitara).

Należy dodać, że Zespół jest Ambasadorem Fundacji Daj mi skrzydła aktywnie wspierającą osoby chore na SLA.


Wybrana dyskografia Cisza jak ta 









A teraz moje ukochane utwory Cisza jak ta 

1.Portret dziewczyny



2. W naszym niebie



3. Miłość w Cisnej



4. Ciepły sen o Bieszczadach 




Dom o zielonych progach - grupa wykonująca poezję śpiewaną oraz piosenkę turystyczną jest już dobrze znana w Polsce podobnie jak ich twórczość. Ich piosenki śpiewa się na szlakach turystycznych, w schroniskach i przy ogniskach.  Nazwa zespołu to tytuł przepieknego wiersza Kazimierza Węgrzyna. Muzycy czerpią też inspiracje z wierszy Harasymowicza oraz Wojciecha Belona.  Działają prężnie od 2000 roku w składzie: Marcin Skaba, Wojciech Szymański, Bartosz "Pelton" Zalewski, Gertruda Szymańska. Filarem zespołu jest Wojtek Szymański. Od początku istnienia zespołu śpiewała z nimi Barabra Mendyk aż do 2016 roku.

Zespół bierze udział w projekcie pt. "W górach jest wszystko co kocham" - cykle koncertów promujących piosenkę turystyczną. Dumnie stawiani są obok takich grup jak Stare Dobre Małżeństwo oraz Grupa Wolna Bukowina. Byli kilkakrotnie nagradzani również przez swoją publiczność.

WAŻNA SYLWETKA 

Jerzy Harasymowicz ( ur. 1933 - 1999) - wspaniały poeta mieszkajacy niegdyś  w Krakowie, jednak jego prawdziwym domem są Bieszczady i Beskid Niski. O tamtych górskich stronach powstało najwięcej wierszy. Cudownie pisał o cerkwiach, Łemkach, bukowych lasach czy bieszczadzkich połoninach. Nazywano go Księciem Krainy Łagodności, Homerem Łemkowszczyzny, a także Bardem krakowskiego Zwierzyńca. To artysta bardzo bliski sercu członków zespołu, którzy w swoich utworach zawierają wiersze tego Pana.  Wydał kilkadziesiąt tomików poezji ( między innymi: Cuda 1956, Powrót do krainy łagodności, Ma się pod jesień,  Budowanie lasu, Znaki nad domem.



Wybrana dyskografia Zespołu 





                                         Ulubione kawałki Domu o zielonych progach

1. Zostanie tyle gór



2. Łemata 



3. Wieje wiatr



4. Nic byś nie zyskał 



Wolna Grupa Bukowina - zespół  muzyczny wykonujący tzw. folk rocka oraz poezję śpiewaną, której założycielem był maturzysta Wojciech Bellon. Zadebiutowali w 1971 roku na Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie. Wygrali piosenką autorstwa Wojtka, pt. "Ponidzie". Grupa miała formę otwartą to też występowało z nią wiele polskich wykonawców i muzyków. W skład zespołu wchodzili poza Bellonem (twórca większości tekstów piosenek), Grażyna Kulawik, Wojciech Jarociński oraz Wacław Juszczyszyn. Nie licząc ogromnego dorobku fotograficznego Wolna Grupa Bukowina może poszczycić się występami w licznych festiwalach, w tym na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie, brała udział w studenckich festiwalach FAMA, a nawet na Festiwalu Woodstock dla 150 tysięcznej widowni. Występowali wielokrotnie za granicą, głównie w Europie i dla Polonii w Kanadzie, USA i Irlandii. Grupa nadal działa (od 40 lat) i cieszy się popularnością, ciągle zdobywa coraz to nowe pokolenia słuchaczy. Obecny skład WGB to Grażyna Kulawik (śpiew), Wojciech Jarociński (śpiew,  gitara), Wacław Juszczyszyn (śpiew, gitara), Marek Zarankiewicz (perkusja), Krzysztof Żesławski ( gitara elektryczna). Najbardziej znane przeboje tego zespołu to Majser Bieda, Sielanka o domu, Pejzaże Harasymowiczowskie, Bez słów, Chodzą ulicami ludzie. 

Wybrana dyskografia Grupy Wolna Bukowina 










I co powiecie? Znajdziecie w tym coś dla siebie? Posłuchajcie i sprawdźcie. Czasem przypadkiem znajdujemy coś nowego i to coś zaczyna się nam bardzo podobać. Nie mogę się oderwać od SDM czy od sielskich piosenek grupy Cisza jak ta. Mogę ich słuchać godzinami. Mają masę niezwykłych, zapadajacych głęboko w pamięć kawałków. Planuje się wybrać z rodzinką w maju na koncert SDM w Krakowie. Mam nadzieję, że wreszcie wypali. Moje córki bardzo lubią Stare Dobre Małżeństwo i często razem śpiewamy sobie Bieszczadzkie Anioły. Chciałabym też skoczyć na jakiś koncert Cisza jak ta i poczuć w końcu ich klimat na żywo. Zakładam, że większość z Was zna zaprezentowany przeze mnie repertuar. Może nawet nucicie sobie te utwory gotując lub na spacerze z psem lub przy ognisku, niekoniecznie w górach. Polecam także wiersze Pana Jerzego Harasymowicza, które przeniosą Was w inny wymiar do Krainy Łagodności, na łąki, połoniny, w lasy, na szlaki, do czasów Łemków. Może znajdziecie chwilę by zasiąść  spokojnie w fotelu i sięgnięcie po wiersze tego wielkiego poety. Dajcie się zaczarować górom.




Źródło:

Zdjęcia : Google
Informacje: Wikipedia
http://sdm-myszkowski.com
https://www.eventim.pl/stare-dobre-malzenstwo-biografia.html?affiliate=PLE&doc=artistPages/biography&fun=a
http://www.ciszajakta.art.pl/zespol
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Cisza_jak_ta
https://dom.art.pl/zespol/inspiracje
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Dom_o_Zielonych_Progach
http://gazeta.us.edu.pl/node/186361
http://czytajpl.pl/2018/08/18/edward-sted-stachura-poezja-hazard-i-samobojcza-smierc
http://www.wolnagrupabukowina.pl

sobota, 9 marca 2019

Przebudzenie i powrót do życia

Witajcie Moi Drodzy


W końcu wracam. Dawno mnie tu nie było, wiem. Musiałam sobie trochę spraw uporządkować, co zajęło mi, sporo czasu. Ogólnie rzecz biorąc to też nie miałam ani czasu ani siły na pisanie bloga, przepraszam Was... Miałam pewne problemy z najstarszą córką i ze szkołą, a co za tym idzie masę załatwień i rozmaitych komplikacji... No i kupę stresu zaliczyłam co odbiło się na moim zdrowiu. Cóż... Takie jest życie, że lubi wywracać koziołki,  mieszać nam szyki, kombinować, a człowiek wiecznie musi o coś walczyć. Ciężkie chwilę przechodziłam tej zimy. Czasem wydawało mi się, że już na prostą nie wyjdę.  Wiele łez wylałam. To wszystko z bezsilności jaką odczuwałam. Stałam na rozdrożu nie wiedząc, którą drogę wybrać żeby było lepiej... W domu bywało różnie. Raz lepiej raz gorzej. Była u mnie też okropna deprecha...  Weszła bezczelnie, bez pukania. Skończyło się oczywiście na wizycie u psychiatry i lekach, które zapisał. W dzisiejszych czasach kontakty z psychiatrą to już raczej standard. Zauważyliście? Z pomocy tego typu specjalistów korzysta co drugi Polak. Troszkę pomogło. Jestem odrobinę spokojniejsza, mniej znerwicowana chyba. Tak mi się przynajmniej wydaje. Potem poszłam do psychoterapeutki, która okazała się niezwykle ciepłą empatyczną  osobą i otwarcie się przed nią nie sprawiło szczególnego problemu. To mi było potrzebne. Wcześniej miałam momenty, że tylko płakałam, trzesłam się i błagałam Boga w myślach "Już wystarczy tych komplikacji, proszę. Więcej nie udzwignę". I wreszcie ktoś mnie wysłuchał. Poprawiło się. Mimo to jestem zwyczajnie zmęczona wszelkimi trudami i niepowodzeniami jakich doświadczyłam. Męczy mnie tłumaczenie niektórym ludziom, że w depresji nie tak łatwo jest walczyć z przeciwnościami losu,  które Cię z nagła dopadają. Jednak zrozumie to tylko ten kto ma podobne problemy i przeżył to samo. Taki ktoś nie będzie Ci bezlitośnie wciskał, że ciągle się nad sobą użalasz i że nic nie robisz... Ten miniony czas obfity był we łzy i wielkie rozczarowania.... No ale mówią, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.... 

Pewnie tak jest bo czegoś się z Dominiką nauczyłyśmy. Trochę się do siebie zbliżyłyśmy i więcej rzeczy robimy razem niż dotychczas. Zdecydowanie jest lepiej niż było. Czasami warto sumiennie nad czymś popracować. Bo bez pracy nie ma kołaczy, nie ma plonów. Tak to jest. Nieraz czegoś nie dostrzegamy. Drobnych błędów.  Wszystko przez to zabieganie w życiu,  przez ten dziki pęd, zupełnie niepotrzebny. Tyle rzeczy nam w życiu codziennym umyka. Trudno nam się zatrzymać w pogoni za niewiadomo czym. Brakuje czasu na prostą  refleksję. Brakuje czasu na wspólny odpoczynek. Tylko ciągle biegniemy... biegniemy. A czas leci nieubłaganie. Dzieci rosną... Też szybko. Dramatycznie szybko. Lada chwila i wyjdą ze szkoły, a potem z domu żeby zacząć swoje własne dorosłe życie.  Dopiero kiedy człowiek się zatrzyma i zastanowi widzi ile mu uciekło, ile stracił przez swoją bieganinę.  Ja też wiecznie zabiegana. Ciężko mi się zatrzymać w miejscu. Próbuje choć z marnym skutkiem. Łatwiej jest mi się zatrzymać gdy jestem w górach. Wówczas mam czas odpocząć, złapać długi oddech. Przestaję pędzić.  

Za dużo wzięłam na siebie odkąd się Julka urodziła. Chciałam wszystkiemu sama podołać i przegiełam z deczka. Przeforsowałam się i przerosło to wszystko moje możliwości. Nie da się tak żyć,  że człowiek wiecznie sam walczy w tej codzienności ... Trzeba nieraz przystanąć, głęboko odetchnąć pełną piersią i pomyśleć... Nie ma ludzi idealnych, rodziców też,  ani dzieci. Ważne jednak by dostrzec w porę że coś nie gra i poprawić swoje błędy... Wspólnie. Nie zawsze jest to łatwe, lecz warto podjąć jakiekolwiek starania żeby iść ku lepszemu. Warto mieć nadzieję, choć niektórzy mówią Ci że "nadzieją matką głupich". Może tak może nie. Nieraz zdaje nam się że to co robimy idzie na marne. Niekoniecznie. Zawsze coś idzie do przodu.  Czasem brakowało mi wiary w siebie i tej  nadziei. Nie wierzyłam w to, że to robię ma sens. Co gorsza wmawiałam sobie, że moje starania nic nie dają. A jednak dały. Trochę mi teraz głupio przed samą sobą ale depresja zrobiła swoje. Nie mogłam wyjść z dołka w który wpędziła mnie sytuacja. Gdyby nie silne wsparcie kilku bardzo kochanych wyrozumialych i cierpliwych osób,  które mają podobne doświadczenia byłoby ze mna całkiem źle. Po drugie kiepsko z moją odpornością. W trudnych chwilach szybko się załamuje, gdy coś znienacka spada mi na łeb panikuje i nie umiem trzeźwo myśleć.  Wtedy chciałabym żeby wszystko prędko się poukładało, ale to nie takie łatwe.  Życie w takich sytuacjach jest jak rozsypane puzzle. Długo trzeba je składać zanim znów zespolą się w całość. Mówią że z każdą sytuacją trzeba się w życiu zmierzyć. Podróż ziemska jak wiadomo nie jest usłana różami. Każda niedogodność jest jak kamień w znoszonym bucie. Jesteśmy wiecznymi podróżnikami w naszym życiu, a droga bywa kręta, mozolna, kamienista. Idziemy ocierajac pot z czoła, raz jest gorąco, czasem powieje zimny wiatr, czasem sypnie piaskiem w oczy.  Dążymy do jakiegoś celu, każdy do innego. Pilnujemy znaków,  drogowskazów,  nieraz błądzimy. Ci pędzący gubią w pewnym momencie szlak i muszą zawracać, szukać właściwej drogi. Po co więc pędzić? Zwolnij człowieku, popatrz, rozejrzyj się  czy o czymś czy o kimś nie zapomniałeś.


*****

A nasza mała Julka sporo urosła. Zaraz będzie miała roczek. Raczkuje od ponad miesiąca i nawet zrobiła już kilka kroczków sama. Czekamy na więcej. Siostry są z niej niesamowicie dumne. Bardzo pocieszne z niej dziecko. Zamiata po poďłodze na czworakach jak mała torpeda. Trudno uwierzyć, że już taka duża dziewuszka. Dopiero takie maleństwo było. Ani się obejrzymy i będzie szła do przedszkola aparatka jedna. Poza tym dużo się śmieje i tańczy w łóżeczku przy barierę, jak tylko usłyszy znaną sobie muzykę. Ostatnio spodobała jej się grupa Queen. Faaaajnie reaguje na muzykę.  Coraz więcej rzeczy ją interesuje, wszędzie chce być, zagląda w każdy kąt niczym odkurzacz. Trzeba ją uważnie pilnować. Dziś już od 7 rano gaworzy.  Możliwe że wieczorem wcześniej pójdzie spać. Mam szczęście że przesypia cała noc. Za dnia różnie to bywa.  Przeważnie popołudniami pada i śpi jakieś trzy godzinki. Potem wstaje i do 22 dokazuje. Dużo radości z nią mamy, nie da się ukryć. Nawet Domi i Lena przyznają.  Urocza mała istotka potrafi w mig poprawić humor człowiekowi.







Miałyśmy dzisiaj iść nad zalew popatrzeć na ptaki, ale zbyt wietrznie jest... Szkoda. Liczymy, że jutro pogoda się poprawi I będzie można wybrać się gdzieś dalej. Jakoś nie lubię łazić po osiedlu. Wolę zabierać dziewczyny tam gdzie jest trochę więcej zieleni. Jeszcze trochę i zacznie się prawdziwa wiosna. Tęsknię za wypadami w góry.  Jako, że  tegoroczne ferie spędziliśmy z konieczności w mieście to tym bardziej ciągnie nas w góry. Ostatni tydzień ferii umiliła nam wizyta Kasi Chodorowskiej i chłopaków. Kasia jak zawsze podniosła mnie na duchu. Chociaż przez chwilę mogłam oderwać się od problemów i smutku. Dziewczyny też się cieszyły z wizyty cioci i chłopaków. Po przyjeździe zabraliśmy ich nad Zalew Nowohucki i w okolice. Tu trzeba dodać, że zima w tym roku dopisała. Było bardzo mroźno i sypało. To uczyniło otoczenie iście bajkowym. Sami zobaczcie... 









Prawda, że klimatycznie? Takiej zimy już dawno w Hucie nie było.  

Szkoda że czas spędzony w tak wspaniałym Towarzystwie ucieka tak szybko. 



piątek, 13 lipca 2018

Na handrę i niepogodę

Witajcie Kochani 

Dziś pogoda taka, że człowiek by się zanurzył w pościeli i tylko spał. Zimno i pada od kilku dni. Jest  po prostu okropnie, bleeeeh. A mnie teraz czeka najgorsze czyli pakowanie wszystkiego na wyjazd. Cały weekend mi to pewnie zajmie. Już w poniedziałek wsiadamy w pociąg intercity i w drogę. Kierunek Wschowa ;) do naszej kochanej Kasi i Błażeja. Dziewczyny już wychodzą ze skóry. Jula ma już nosidełko. Pamiętam jak byłam mała i szykowaliśmy się na wakacje. Też mnie skręcało. - Jedziemy już, jedziemy? - dopytywałam się ciągle. Najwięcej rzeczy będzie mieć Julusia. My plecak i dziewczyny walizkę. Czekają na nas wspaniałe atrakcje, wycieczki i grota solna w Głogowie. Nigdy nie byliśmy na zachodzie Polski, zupełnie nie znamy tamtych stron jest więc wspaniała okazja by zobaczyć te miejsca. Nie możemy się doczekać!!!

A dziś troszkę muzy, która mi przypomina czasy z dzieciństwa. Chce się nią z Wami podzielić

Siadajcie zatem wygodnie i słuchajcie :) Zabieram Was w cudowną muzyczną podróż w czasie

Ja już leżę pod kocykiem z gorącą herbatką, robota poczeka przecież prawda

Paul Mc Cartney No more lonely night s ( z cudowną solówką gitarową  Davida Gilmoura ) 

Ten kawałek zawsze mi się podobał jak nie wiem co. Mogę go słuchać bezustannie. Miło się zasypia przy tym 


Paul Mc Cartney My love 


Paul Mc Cartney we all stand together


Paul Mc Cartney Mull of kintyre


Paul Mc Cartney Pipe of piece


USA  We are the world


Simply Red Holding back the years 


Limalh neverending story - cudowny film o magii marzeń

Jakie puste byłoby nasze życie bez marzeń i wyobraźni

Czasem chociaż przez chwilę trzeba być dzieckiem 


E.T pewnie oglądał każdy 

Boziu jak ja wyłam na tym 


Muzyka z filmu Willow :) 


Star wars trilogy VI, V, VI soundtrack

Pamiętam jak z siostrą oglądałyśmy pierwszy raz Gwiezdne Wojny na video, a potem na dzień
dziecka dostałyśmy całą trylogie na kasetach video 

Zakochane po uszy byłyśmy w Star Warsach 


Andrzej Zaucha C'est la vie - Paryż z pocztówki 
Andrzej Zaucha jak na lotni
Budka Suflera Urszula dmuchawce latawce wiatr


Zdzisława Sośnicka Pożegnanie z bajką


Pan Kleks Witajcie w naszej bajce


Abba Dancing Queen


Queen We are the champions


Pink Floyd Another brick in the wall

Nieśmiertelni Floydzi których znam i kocham od dziecka 


Pink Floyd High hopes 


Pink Floyd Shine on... 


Pink Floyd Echoes Live at Pompeii 


Pink Floyd Money 

Genesis Land of confusion


Cindy Lauper Girls just want to have fun 


Cindy Lauper The Goonies

Goonies ow też pewnie pamiętacie :) 


Joe Dasin Et Si Tu n'existais pas 


Lombard Szklana pogoda 


Czerwone gitary Tak bardzo się starałem


Czerwone gitary Dozwolone od lat 18 stu



I to będzie tyle na chwilę obecną :) do zobaczenia po wakacjach 

Wspaniałych Wakacji Blogerzy i Czytelnicy  :)  

poniedziałek, 2 lipca 2018

Odświeżony post


Witajcie Kochani :)  

Dziś udało mi się odświeżyć post sprzed kilku lat o naszej pierwszej wizycie w Bacówce pod Bereśnikiem. Cudem wystarczył mi na to jeden dzień. W zasadzie dodałam tylko nowe zdjęcia bo brakowało w nim zdjęć. Poprawiłam też odrobinę tekst. Mam nadzieję, że teraz prezentuje się dobrze :)

Zapraszam zatem do lektury. Mam też prośbę. Udostępniajcie post, jeśli Wam się spodoba,
 chciałabym żeby dotarł do jak największej ilości czytających. Z góry serdecznie dziękuję :)

Patrz tu : http://kasinyswiat.blogspot.com/2014/06/najlepsze-miejsce-pod-soncem.html

sobota, 9 czerwca 2018

Wiosenna sesja nad Zalewem Nowohuckim

Witajcie Kochani :)

Przyszedł wreszcie czas na nasze wiosenne zdjęciowe improwizacje. Tak, tak :) niedawno obiecałam Wam te super fotki, które Darek zrobił nad zalewem przed moim pójściem do szpitala. Ja też ostatnio zrobiłam trochę zdjęć jak byliśmy w centrum, na Plantach i na Wawelu. Zamierzam trochę więcej poczytać o fotografowaniu, zagłębić się w ten temat. Może coś z tego wyciągnę dla siebie i będę z czasem robić lepsze zdjęcia. Zobaczymy :) Będę musiała pożyczyć od kumpeli specjalne studium na temat fotografii. Aparat mam całkiem niezły, może nie jakiś ekstra za 10 000, ma jednak sporo funkcji, no ale trzeba wiedzieć jak te możliwości wykorzystać.  Owszem można jeszcze eksperymentować na wszelkie sposoby, metodą prób i błędów, to też nie zabronione. Zawsze człowiek się czegoś nauczy jakby nie było, prawda? Mówią przecie że człowiek uczy się całe życie
 
Póki co pokażę Wam co nam wyszło :) Może zmieszczę się w jednym poście ;)
 
Będą między innymi łabędzie, którym uwielbiam się przyglądać. Mogłabym na nie patrzeć godzinami. Jedne z najpiękniejszych ptaków.
 


Poniżej : Śpiący łabędź :)
 
Popatrzcie tylko jaką sobie poduchę zrobił
 
 


Poniżej : Patrząc w stronę słońca

 
 


A  poniżej kormorany z piosenki Piotra Szczepanika
Nigdy wcześniej nie widziałam u nas tych ptaków



Stąpając po cienkim lodzie



Zapuszczam dyla do wody



Poniżej : zalew w Zesławicach : okres wiosenny dwa lata temu
 
Łabędzica wysiadująca jaja. Obserwacja z ukrycia.




Kaczka w locie
 













Poniżej : Szybująca rybitwa





 
 
 
 




I co myślicie? Ja uwielbiam zdjęcia mojego męża. Ma chłopak talent. Moje nigdy nie wychodzą tak dobre jak jego. Chciałabym żeby ktoś go jeszcze docenił. Takie zdjęcia zasługują na jakąś wystawę żeby je pokazać szerszemu gronu ludzi. Aż miło popatrzeć na te ptaki zatrzymane w kadrze. Jak żywe prawda? Jest w tych fotografiach jakaś dusza i zarazem ikra.

Trzymam kciuki żeby kiedyś udało mu się zaistnieć :)