"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

niedziela, 19 października 2014

Mam dość tej huśtawki nastrójów... Merdeeeeee!!!!!!!!!!

Ostatnio nie czuje żadnych pozytywnych emocji. Przepełnia mnie złość. Dlaczego???? Bo czuje jak czas nieubłaganie przecieka mi przez palce - ciągle mi go brakuje  na wszystko, bo jestem ciągle niewyspana i nic nie układa mi się tak jak bym chciała. Jedyne co mi teraz dobrze wychodzi to pisanie, ponieważ mogę przez nie wyładować swoją frustrację i gniew, które we mnie są. Ostatnio znowu któś pojechał do Paryża a ja nie mogłam... Takie atrakcje ominają mnie szerokim łukiem. Mogę się tylko oblizać, oglądać czyjeś zdjęcia i pomarzyć sobie że tam jestem. Siedzę w tym śmierdzącym Krakowie i szczerze mówiąc mam go dość. Mam ochotę gryźć i kopać. Czuje się  teraz tak jakbym była uwięziona w złotej klatce. Najgorsze są weekendy, wtedy jestem najbardziej wykończona. Dzięci wydzierają mi się za uchem, stale coś jest nie tak. Biją się na okrągło, skarżą jedno na drugie, a ja mam tylko jedną głowę i dwie ręce, żeby to ogarnać. Głowę mam od tego wielką jak dynia, seria. Poza tym jest tyle rzeczy które powinnam zrobić, ale wciąż brak mi na nie czasu. Chciałabym się zaczął realizować w tym co lubię.
 
Kiedyś marzyłam o tym, żeby prowadzić w radiu audycje muzyczne, puszczać ludziom muzykę, którą uważam za wartościową, która ma coś do przekazania innym, a nie Ona tańczy dla mnie czy Jesteś szalona.... Jest tyle porządnej muzyki, takiej, która nadaje się do kontemplacji, ale i do zabawy. Kiedyś ludzie szaleli na prywatkach przy przebojach Beatlesów, Pink Floyd, The Doors, Springsteena. Kiedyś taki syf jak Disco - polo nie istniał  i nikt by tego nie uznał za muzykę, a co dopiero za super muzykę... Było więcej ludzi, którzy znali się na rzeczy. Teraz niemal każde radio jest komercyjne i puszcza to co się lepiej sprzedaje. Dziękować Bogu za Radio Kraków, Antyradio, Radio Zet - Gold czy Radio Trójka, no ewentualnie jeszcze Radio Złote Przeboje. Ja przeważnie słucham Radia Kraków i Trójki albo Antyradio, bo można trafić na super przeboje i audycje. Oczywiście uwielbiam słuchać legend, ale poza nimi darze sympatią także współczesne zespoły jak Nickleback, Maroon 5, The Offspirng, The Rasmus, Stiltskin, Archive, Porcupine Tree, Riverside, Dream Theater, One republic, Fun, a wśród artystów jak zawsze Garou, bez którego muzyki i głosu nie potrafię żyć, Robbie Williams, Hugh Laurie, Ray Wilson z Genesis, ostatnio nawet zaczęłam lubić Gary ego Barlowa z Take That, Steve Wilson, Joe Bonamassa - genialny współczesny biały bluesman występujący czasem z Beth Hart, Olly Murs znany z ang X- factora a którego Robbie Williams zaprosił do duetu na swojej nowej płycie Swing Both Ways w kawałku I wanna be like You. Bardzo spodobała mi się niesamita barwa tego chłopaka. Wsród wokalistek cenię bardzo Adele, Pink, Norah Jones, Katie Melua, Beth Hart, Macy Gray, Robin Mc Kell, Amy Mac Donald, Amy Winehouse, Anastacie, Geri Halliwell oczywiście mowa o jej solowej karierze, Ruda Spice ma całkiem zajebisty głos i naprawdę robi wrażenie śpiewając, Gaby Moreno z The Cooper Bottom Band, niezawykle utalentowana dziewczyna z Argentyny o niesamowitym głosie...  Mogłabym jeszcze wiele wymieniać. Ogólnie rzecz biorąc bardziej skupiam się na śpiewających i grających mężczyznach. Faceci i ich wrażliwość artystyczna zawsze najmocniej do mnie trafiała.
 
Ostatnio zagłębiłam się w twórczość solową Davida Gilmoura. David jest moim mistrzem gitary, a głos ma po prostu cudowny. Czuje że jak go zobaczę na żywo to padnę. Okąd kupiłam jego płytę About face i posłuchałam jej w ogóle się z nim nie rozstaje, z Pink Floyd też. Ale o Davidzie to już będzie specjalny post na blogu więc się teraz nie rozpisuje. Ciężko będzie komukolwiek dorównać tym Legendom.  Tym bardziej ciężko jest zadowolić kogoś kto na tych Legendach wyróśł, kto przez tyle lat smakował same rarytasy. Ja wyrosłam na Genesis, Queen, Beatles'ach, The Wings i Pink Floyd, a tych ostatnich doceniłam dopiero jako dorosła osoba. W Lennonie zakochałam się mając 16 lat, a to sprawiło że piosenki Beatlesów a także solowe dokonania już nigdy nie były mi obce. Moja kochana mamusia rozmiłowała mnie w Jazzie i to też zostało mi do dziś. To prawda, że dobra muzyka łagodzi obyczaje, a nawet poprawia humor. Kolekcjonuje książki o Beatlesach, Lennonie, teraz poluje na książkę Nicka Masona pt. Pink Floyd : Moje wspomnienia. Ta książka to zespół widziany oczami perkusisty Pink Floyd. Jestem ciekawa jak on to opisał, a ta ciekawość, aż mnie zżera.
 
Dziś wieczorem będę dalej pisać. Korzystam z tej weny ile się da, bo znając życie, później mnie opuści i to pewnie na długo. Najważniejsze jednak, że czuje to co pisze. Dosłownie każdą emocję bohatera. Nie sprawia mi to już problemów. Myślę że przez ten wieloletni trenning wprawiłam się trochę. Kocham moich bohaterów... A najbardziej trzech fantastycznych facetów  : Kanadyjczyka, Anglika i Irlandczyka. Każdy ma w sobie cząstkę mnie, więc mogę śmiało powiedzieć, że są mi bardzo bliscy. Każdy z nich ma swoją niezwykłą historię. Bardzo nęci mnie jak będzie się całość prezentować.... Ale do mety jeszcze daleko... Nie ma co wybiegać za bardzo w przyszłość. Trzeba się skupić na tym co jest teraz...

czwartek, 9 października 2014

Co u mnie na fazie? Zobaczcie i posłuchajcie...

Tego faceta uwielbiam słuchać odkąd odszedł z Take That... Oczywiście mowa o Robercie Williamsie. A za tą piosenkę kocham go najbardziej na świecie... Cudowny głos niesamowitego wrażliwca, którego odkryłam w nim niedawno... Nazbyt za późno... :(
                                                   "... I just wanna feel real love..."
 
To wykonanie My way w jego wykonaniu mnie powaliło totalnie
Jeszcze to jego Mum that's your song I'm singing, I love You....
 
 
Niesamowite... szyk elegancja i styl...
 
 
 
Kocham tą piosenkę. Tak się cieszę że w koncu się pogodzili i normalnie rozmawiają ze sobą. Ten utwór do świetny dowód na to, że mężczyźni potrzebują czasu na to by dorosnąć i zrozumieć swoje błędy. Wyszedł im niesamowicie ten duet. Aż miło popatrzeć na te szczere uśmiechy i gesty serdeczności.
 
 
Go gentle to piosenka Robbiego dla jego córeczki. Przyznacie, że cudowne poruszające słowa dojrzałego mężczyzny, który szaleje za swoją córką. Powiem Wam, że zazdroszczę tej małej i to z wielu powodów.
 
 
Za tą piosenkę pokochały go tłumy i kochają do dziś. Był wtedy zagubionym nieszczęśliwym
chłopakiem, który marzył o tym by go kochano i podziwiano, a sam wewnątrz czuł do siebie nienawiść. Coś o tym wiem Robbie
 
 
Genialne, genialne, genialne.... Rozpływam się
 
 
A teraz coś z podwórka Garou, pewien bardzo znany cover w bardzo energicznej aranżacji...  
 
Skąd on ma w sobie tyle energii i radości to nie wiem, ale najważniejsze że leczy tym ludzi i sprawia, że z dnia na dzień stają się szczęśliwsi.
 
Dziękuję Ci z całego serca Garou. Dziękuję...
 
 
I powiedzcie mi że ten facet nie umie dobrze śpiewać... Standardy ma opanowane do perfekcji
 
 
Znajduje się nawet w swingu...
 
 
A teraz coś co Was zaskoczy... Wszyscy mówią że Elvis nie żyje, ha ha ha ha
 
Założe się że niewielu z Was spodziewałoby się po Garou takich wykonań, ale on naprawdę nie słynie tylko z Belle Gitan czy Seul
 
 
 
Garou dla swojej córeczki, która jest najważniejszą osobą w jego życiu o czym zawsze mówi otwarcie...
 
Tu sais czyli Ty wiesz
 
Cudownie, poruszająco i ciepło.... Lepiej siedźcie
 
 
Tymczasem na scenę wkracza Kevin Spacey, nie macie pojęcia jak on potrafi zaczarować swoim... głosem
 
 
Jak to usłyszałam o mało nie padłam z wrażenia....
 
 
 
 
 
 
 
Jak już pewnie wiecie, Hugh Laurie to nie tylko genialny aktor i pisarz, ale też wokalista, muzyk, instrumentalista. Cudownie odnajduje się w bluesie
 
 
Mały akcencik z Dr House a. Ale mu poszło co?
 
 
 
Powiedzcie, że to nie jest boskie
 
 
Nogi same rwą się do tańca... Nie da się usiedzieć na tyłku. Jak bym pracowała w rozgłośni radiowej to bym tylko takie rzeczy puszczała.
 
 
 
Jak to śpiewa zawsze mam ciarki na całym ciele. Ma facet czuja do takich kawałków, prawda?
 
Careless love
 
 
 
Dziś sami panowie na tapecie. Przyznam się szczerze, że jeśli chodzi o artystów znacznie wolę śpiewających mężczyzn... Trzymajcie się Kochani.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Jest wena jest i spokój w głowie...

Wybaczcie brak postów, ale ostatnio zajęłam się pisaniem książki. Korzystam póki mam wene. Zerwałam przez to kilka nocek i ledwie żyje, ale idzie do przodu i to najważniejsze. Poza tym skończyłam oglądać 2 sezon House of cards. Wciągnęło mnie niesamowicie. Kevin Spacey to mistrz a fabuła serialu istny majstersztyk. Nie powiem jak się skończyło, ale powiem że wiedziałam że tak się skończy. Jak na serial o tematyce politycznej jest niezwykle ciekawy, bo ogólnie polityki nie nawidzę i nie wnikam w nią. Szkoda nerwów. Obsada jest genialna, wręcz idealnie dobrana. Nic dodać nic ująć. Jestem pod wielkim wrażeniem, naprawdę. Nie będę ukrywać, że zaczęłam oglądać serial ze względu na Kevina Spacey. To jeden z moich najukochańszych aktorów amerykańskich i zarazem nielicznych, którzy do dzisiaj trzymają fason. Śmiało można im dawać takie role, bo potrafią sprostać każdemu zadaniu. Do tego grona zaliczam jeszcze : Roberta de Niro, Ala Pacino, Toma Hanksa, Robina Williamsa, Jacka Nicolsona, Brada Pitta, Hugh Lauriego, Anthony Hopkinsa, Dustina Hoffmana, Harrisona Forda, Johnny'ego Deepa, Roberta Redforda i Paula Newmana. Znalazło by się ich jeszcze trochę ale ci najbardziej do mnie przemawiają i niezwykle szanuje ich dokonania. Podkreślam że w tej chwili skupiam się tylko na mężczyznach, aktorki swoją drogą. Kevin zdobył moje serce w filmie KPax gdzie zagrał niezwykle poruszającą role Prouda, osobnika uważającego się za przybysza kosmosu. To niezwykle piękny film, kto nie widział polecam. Kev rozbroił mnie do tego stopnia że po zakończeniu filmu długo płakałam i nie mogłam się uspokoić. Pierwszy raz zobaczyłam go w Tajemnicach Los Angeles i powiem Wam, że natychmiast go polubiłam, ale tak jak zagiął mnie w K-Pax ie to nikt mnie inny mnie tak nie ujął. Ma doskonały warsztat, potrafi wcielić się w każdą postać : od bardzo dobrej po bardzo złą co widać w House od Cards gdzie gra pozbawionego skrupółów polityka pragnącego za wszelką cenę władzy, dążącego po trupach do celu. Równie doskonałe kreacje stworzył w takich filmach jak Kroniki portowe, Negocjator, Podaj dalej, Czas zabijania  no i oczywiście American Beauty, w którym gra oskarową rolę. Jest niezwykle wyrazistym osobnikiem, sprawia wrażenie cynika, ale myślę że jest fajnym człowiekiem w życiu prywatnym. Oglądałam z nim wiele filmów i w każdym spełnił moje oczekiwania. Przy nim potrafię śmiać się na głos i płakać na głos. Uwielbiam takich mężczyzn. Trudno przyrównać do niego któregokolwiek z młodszych aktorów. Mało który zasługuje na to by go przyrównać do takiej osobowości jaką jest Kevin Spacey. Wybredna jestem wiem, ale najbardziej lubię wiśienki na torcie. Lubię być zachwycana. Zabraknie Wam tu pewnie Toma Cruisa, Johna Travolty, Johna Malkovicha. Być może krzywdzę ich nie zaliczając do elity i przepraszam za to fanów tych aktorów, ale wymieniłam tych którzy najbardziej mnie zachwycili, których gra aktorska odbiła piętno na moim ego. Znajdzie się też kilku innych jak Daniel Craig, Adam Sandler, Sean Bean, Gerard Butler czy też Leonardo Di Caprio który od czasu Incepcji jest na liście moich ulubionych współczesnych aktorów, ale do takich aktorów jak Robert de Niro czy Al Pacino wiele im brakuje.
 
Niedługo znajdziecie tu posty na temat Kevina Spacey i Hugh Lauriego, właśnie zaczynam pracę nad tekstem. Będe mogła szerzej się o nich wypowiedzieć. Jeśli chodzi o Hugh to właśnie po raz trzeci zagłębiam się w jego genialną książkę Sprzedawca broni. Mucha nie siada jak ten facet pisze. Można się od niego uczyć. Niesamowite poczucie humoru przemawia przez jego słowo pisane, tak, że trudno się nie uśmiechnąć czytając ją od deski do deski. Niewiele autorów potrafi tak się wysławiać. Bardzo mu zazdroszczę tej swobody i równocześnie podziwiam, szanuje i winszuje niezwykłego talentu. Bardzo mi leży jako aktor, muzyk i pisarz. W tym roku po koncercie udało mi się do niego dobić i nawet zagadać. Było bardzo miło i sympatycznie. Może kiedyś złapię go na targach książki i będę mogła dłużej z nim porozmawiać. To taki fascynujący i ciepły w głębi człowiek choć sprawia wrażenie smutnego i zamkniętego w sobie. Myślę że jak się chce to można dotrzeć do każdego człowieka a Hugh jest człowiekiem z którym można się dogadać. Nie prosiłam go o wspólne zdjęcie ponieważ było za dużo ludzi a ja nie chciałam żeby czuł się jak na czerwonym dywanie zbombardowany fleshami, bo wiem że on tego nie lubi. Jakby jedna osoba zaczęła to reszta tłumu poszłaby w jej ślady. Myślę że warto czasem uszanować wolę artysty, zrozumieć, że czegoś nie lubi. To że jest artystą nie znaczy że ma być od razu "maszynką do spełniania zachcianek", bo my wydajemy na niego swoje pieniądze i wymagamy. Nie, wcale tak nie jest. Weźmy pod uwagę, że to też ludzie i mają prawo czuć się zmęczeni, mają prawo mieć czasem gorszy dzień. Postawmy się na moment na ich miejscu i zastanówmy się jakbyśmy się czuli z taką presją. Cały czas stój na baczność bo jak nie to już cię nie lubią,  Jakbyście się czuli? Ja nie mówię już o typowym gwiazdorzeniu bo tego nie pochwalam ani o typowym olewactwie, że nawet nie powie dziękuję czy przepraszam, bo uważa że mu się wszystko należy od życia, bo jest wielką gwiazdą. Mówię tu o takich artystach jak Garou Hugh, Bryan Adams czy Bruce Springsteen, o wspaniałych utalentowanych  i zarazem normalnych ludziach, którzy są dla nas cały sercem, którzy zdają sobie sprawę ile znaczy dla fanów ich osoba. Ale nie zapominajmy o tym, że ONI  też tak jak my mają prawo być zmęczeni. Okażmy im zrozumienie i szacunek, weźmy pod uwagę, że ich czas też jest organizowany przez innych ludzi. Pewnie by chcieli dać nam jeszcze więcej tego swojego czasu, ale mają też inne obowiązki i zależą od innych ludzi, a czas nie jest z gumy. Niestety.
 
Moim zdaniem nie potrzeba wiele żeby ktoś dobrze się poczuł, czasem wystarczy serdeczny uśmiech i ciepłe słowo. Najważniejsze to co zostaje w głowie i żyje w naszych wspomnieniach. Wiadomo, że każdy się cieszy jak mu się uda zrobić sobie selfie z ulubionym artystą czy zespołem i może się tym pochwalić, to poniekąd miła pamiątka. Ale jak się nie uda to też tragedii nie ma, jak nie teraz to innym razem. To takie moje refleksje na ten temat, to co chciałam przekazać przekazałam. Szanujmy innych, żeby inni szanowali nas. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy bywamy słabi.