Witajcie Drodzy Blogerzy, Blogerki Nie da się ukryć, że to praktycznie koniec wakacji, za chwilę wraca szkoła i będzie się trzeba całkiem przestawić na szarą rzeczywistość. Można powiedzieć, że wykorzystaliśmy czas wakacyjny do maksimum. Byliśmy w lipcu przez 2,5 tygodnia na zachodzie Polski (we Wschowie, w Lginiu i w Głogowie) u mojej przyjaciółki Kasi i jej chłopaków, z którymi nie widzieliśmy się prawie rok przez tą przeklętą pandemię. Przypomnę, że wcześniej co roku gdzieś razem jeździliśmy, a to w góry, a to do nich lub nad morze, a oni bywali u nas w ferie. Zawsze były super te nasze wypady, bo my i oni to Przefajna Ekipa, przyznam nieskromnie. Znamy się od 2015 roku. Szczęśliwie okazało się, że Kasia i jej chłopaki również lubią góry więc łaziliśmy ile wlezie. Nigdy bym nie pomyślała, że te internetowe znajomości mogą być taaaakie faaaajne. Kasie ze Wschowy spotkałam na żywo po raz pierwszy na koncercie naszego wielkiego idola, gitarzysty Davida Gilmoura (25 czerwca ...
Hej Kochani Post miał być wstawiony 17 lutego w Światowy Dzień Kota, ale się nie wyrobiłam z czasem. Dziś będzie trochę o naszym kotku, którego przygarnęliśmy jakiś czas temu. Zawsze chciałam mieć takiego zwyczajnego dachowca i w końcu postawiłam na swoim. Lucyferek jest z nami od 25 października. Mąż znalazł go u siebie w pracy, błąkał się z innymi kociakami po hali walcowni brudny zakurzony. Groziło mu, że schronisko bo zakład pracy męża miał akurat kontrole BHP i powiedzieli, że albo ktoś weźmie te małe kocurki do domu albo je zabiorą do schroniska. I tak kotek wylądował u nas. Dziewczyny z radości skakały pod sufit, a najbardziej chyba nasza najmłodsza Jula. Od lipca już szukały kotów na osiedlu. Kiciuś jak do nas przyszedł to miał dwa miesiące. Mąż od razu po przyjeździe z pracy go wykąpał, bo maluch wyglądał jak straszydło, a nie kot. Nie było to łatwe wiadomo, ponieważ kocurek bronił się jak tylko mógł, drapał i gryzł... a po kąpaniu schował się w kącie i nie chciał ...
Witajcie Kochani Dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze. Wasza obecność wiele dla mnie znaczy. Fajne spotkanie z Pawłem Małaszyńskim wokalistą zespołu Cochise, który zagrał na festiwalu w Toruniu Tak... to ten aktor :) Dziś będzie bardziej zdjeciowo, bo nie mam za dużo czasu, szykuje się na wyjazd. Jutro jadę z Julką do Katowic i do Chorzowa na zaproszenie koleżanek. Jedna z nich, Stasia była z nami w Toruniu pod koniec czerwca na festiwalu rockowym, a z drugą nie widziałam się bardzo dawno. Na pewno odwiedzimy skansen w Chorzowie, zamierzam też zwiedzić Rudę Śląską. Toruń bardzo lubię, nawet udało nam się trochę pozwiedzać i porobić fajne fotki. Na festiwalu było super, wstęp jak zawsze free i naprawdę dobra muzyka, choć nieznana dla ludzi słuchających Zetki czy RMF i Eski. Takie trochę Podziemie rockowe. To był naprawdę piękny czas spędzony z fajnymi ludźmi, pełen wzruszeń i świetnej muzy. Najmłodszymi uczestniczkami były nasza Julka i córeczka przyjaci...
Piękne zdjęcia, są takie inne, takie swojskie, ukazują całe piękno ;D aż chce się tam jechać ;D
OdpowiedzUsuńPiekne!
OdpowiedzUsuńJak byłam trochę młodsza kochałam jeżdzić w góry. A szczególnie Bieszczady i te okolice.
Pozdrawiam!
W Bieszczadach niestety jeszcze nie byłam a to wielki żal bo to wspaniałe miejsca.
OdpowiedzUsuńAleż pięknie!
OdpowiedzUsuńPięknie.
OdpowiedzUsuńAż się wędrować che!
OdpowiedzUsuńDziękuję. Zdjęcia zostały zrobione właśnie koło Bacowki pod Beresnikiem i w pobliskiej okolicy
OdpowiedzUsuńPrzepiękne zdjęcia, pozdrawiam Martyna :)
OdpowiedzUsuńGenialne są te zdjęcia. Uważam, że każda pogoda ma swój urok, a deszcz w górach to także ciekawe przeżycie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Super zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńTeż nie lubię deszczu ani zimy, ale wszystko ma swój niepowtarzalny urok. Śliczne fotografie.
OdpowiedzUsuńPrawda Kochana. Ostatnio na Klimczoku było ślicznie. Tyle śniegu jak w Narni
Usuń