"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

wtorek, 4 listopada 2014

Cudowna wiadomość!!!!!!!



Takie njusy powinno się dostawać codziennie. A teraz mówię o co chodzi? Kilka dni temu koleżanka poinformowała mnie o koncercie Robbiego Williamsa w Krakowie, który odbędzie się 17 kwietnia 2015. Wpadłam w euforie. Nie uwierzycie, normalnie myślałam, że zwariuje ze szczęścia. Oczywiście wiadomo, że Garou zawsze jest u mnie na 1 miejscu, ale Robbiego znałam wcześniej i też uwielbiam go słuchać. Mowa rzecz jasna o jego twórczości solowej, bo Take That nie cierpię do dziś.... Robbie zawsze jest i będzie dla mnie wielkim artystą. Pierwszy jego koncert w Polsce niestety mnie ominął, ale tym razem nie odpuszczę. Już się nie mogę doczekać, bo wiem, że to będzie cudowny koncert pełen energii i wzruszeń. Taki jest Williams. Szokująco fantastyczny!!!!!!!!!!
 
Wszystko zaczęło się jak usłyszałam piosenkę Angels. Pomyślałam sobie : Kocham ten głos i tego chłopaka. Nie ważne że zbzikowany i tak go kocham. Wtedy widziałam go po prostu jak świetnego wokalistę o cudownym kojącym głosie, za którym szaleją nastolatki.  Fakt faktem miałam okres, że potwornie denerwowały mnie niektóre zachowania Robbiego, wręcz nie znosiłam go za to co z siebie robił. Jeszcze wtedy nie dostrzegałam, co było przyczyną tych jego wybryków i skandali. Byłam zbyt młoda by zrozumieć co znaczy kiedy zjada Cię depresja i czujesz do siebie nienawiść. Dopiero kiedy sama tego doświadczyłam otworzyły mi się oczy i pojęłam, że artyści też cierpią tak jak my. Są słabi tak jak my i pod presją upadają. Może gdyby każdy miał takie wsparcie jak Garou potrafiłby być normalnie funkcjonować w tym show-biznesie, choć i on na pewno ma chwile słabości jak każdy, ale stara się jak może i nie świruje. Robbie prawdopodobnie nie miał koło siebie ani prawdziwych przyjaciół ani oparcia, skoro spadł na dno i nikt mu nie podał ręki. Wypadł za burtę a ludzie zamiast rzucić mu koło ratunkowe pozwolili mu utonąć. Dla tych "rekinów show -biznesu" był tylko produktem. Mogli na nim zarobić krocie i tylko to się liczyło. Nie obchodził ich jako człowiek, który może nagle okazać się słaby i nie podołać.  Był jedynie gwiazdą muzyki rozrywkowej, która przynosi ogromne ZYSKI wytwórniom i wszystkim innym, którzy kręcą tym biznesem. Denerwuje mnie jak ktoś kwituje nieszczęście artysty słowami, " cóż, to jest cena sławy". Oczywiście, mało kogo interesuje, że drugi człowiek ma problemy. "Wybrał tak a nie inaczej to niech cierpi, jego problem" albo  "Chciał być sławny to ma to co chciał, co ja się będę przejmować?" - takie gadki sprawiają, że coraz mniej wierzę w człowieczeństwo. Ciekawe czy chciałbyś człowieku, by tobie tak ktoś powiedział gdybyś wyciągał dłoń po pomoc? Nie ogarniam takiego podejścia do sprawy. Czy to że ktoś jest artystą znaczy że nie zasługuje na współczucie? Jestem zdania że tak, jak najbardziej. Każdy chce robić to o czym marzy i w czym czuje się najlepiej, ale potrzebuje też wsparcia  innych w chwilach kryzysu. Po przeczytaniu tekstów niektórych piosenek zaraz można wywnioskować że Robbie był bardzo nieszczęśliwym człowiekiem pogrążonym w nienawiści do samego siebie, a co gorsza robił wszystko żeby inni też go nienawidzili. Stąd te pełne obelg słowa piosenek pod swoim adresem. W końcu było mu obojętne czy robi źle czy dobrze, przyjął że rzeczywiście jest tylko produktem który sam zarabia na siebie, a przy okazji jest zyskiem dla innych. Popadł w najgorsze nałogi, co doprowadziło go na skraj i sprawiło, że spadł w przepaść. Założę się, że nawet nie dostrzegł momentu, w którym przekroczył niebezpieczną granicę. Nawet sobie nie wyobrażam jak musiał się wtedy czuć. Nie potrafię. Chwała temu, kto w ostatniej chwili podał mu te pomocną rękę i wyciągnął z dołka, bo byłoby już po nim. To naprawdę przygnębiająca historia, historia człowieka, który bardzo kocha śpiewać i dla tego marzenia poświęcił wszystko. Sława przyniosła mu nie tylko radość ale i straszne cierpienie, bo nagle się zagubił i nie wiedział w którą stronę ma iść. Podświadomie i zarazem rozpaczliwie wołał o pomoc, ale tego wołania nikt nie słyszał. C'est la vie chce się powiedzieć... Dopóki jest dobrze wszyscy się tobą interesują, klaszczą Ci, obwieszają ci szyje laurami i kadzą jaki to jesteś wspaniały, ale spróbuj tylko upaść i wszystkie twoje marzenia w jednym momencie pryskają jak bańka mydlana. Nagle nie ma nikogo, zostajesz sam ze swoimi problemami. Żyłeś cały czas pod presją próbując sprostać wszystkim zadaniom  i dogodzić tym, którzy tego od Ciebie wymagali aż w końcu wymiękłeś, bo ileż można stać na baczność. Nikt nie rozumiał, że nie miałeś już siły udawać silnego i padłeś w połowie drogi do celu. Kogo to obchodzi? Wszyscy chcą żebyś był naj, cały czas, non stop na pełnym biegu. Kiedy jesteś słaby przestajesz być opłacalny więc robisz wszystko by sprostać i nie spaść z piedestału. Tak musiało być z Robbiem. To mogą być oczywiście tylko moje domysły, ale czy logika nie podpowiada Wam tego samego co mnie? Facet nie wytrzymał presji jaką narzuciła mu sława i wreszcie upadł, mimo, że nadal był sławny popularny dzięki swojemu głosowi, wizerunkowi i kochanym przez nas piosenkom. Ale to nie wszystko!!!!! Nikt nie pomyśli ile było w nich bólu wynikającego z braku akceptacji do samego siebie, ile gniewu i żalu do samego siebie i względem innych, może nawet do końca nieuzasadnionego. Bardzo łatwo jest stracić grunt pod nogami.
 
Naprawdę przykro mi było czytać niektóre wywiady z  Robbiem, ponieważ czuło się w nich to jego
straszne przygnębienie. Czytając jeden z nich cały czas płakałam bo... Dosłownie rozwalił mnie emocjonalnie. To jest tak, że niby na zewnątrz wszystko gra, ale w środku wszystko cię boli i po jakimś czasie stajesz się niewolnikiem własnego cierpienia, które nakazuje ci zrób tak, mów tak, a ty robisz co ci karze. Wreszcie zaczynasz udawać, bo nikt nie lubi ludzi słabych. Wolą oglądać cię, kiedy jesteś w chwale - sławny, piękny i silny i robisz to czego się od Ciebie oczekuje. A  jak nie to spadaj na drzewo! Nie potrzebujemy słabeuszy. Strasznie współczułam Robertowi czytając jego odpowiedzi, gdyż jego cierpienie mimowolnie wychodziło na zewnątrz. Na pewno tak samo odebrała to ta dziennikarka, która przeprowadziła z nim wspomniany powyżej wywiad. Ona jedna, wydaje mi się zobaczyła w nim naprawdę fajnego wesołego człowieka, choć ukrytego pod płaszczem bólu. Odkryła człowieka, który w rzeczywistości chciał być rozumiany kochany i podziwiany przez innych, ale rozumiał te pojęcia całkiem inaczej niż co poniektórzy. Myślę że był szczery, kiedy odpowiadał na pytania tej kobiety. Był szczery do bólu - takie odniosłam wrażenie pochłaniając ten artykuł i wywiad w jednym. Nie łatwo jest rozpoznać czy ktoś udaje, ale kiedy ktoś mówi Ci prosto w oczy o swoim osobistym cierpieniu to raczej ciężko tu mówić o udawaniu. Właśnie dlatego, żeby zrozumieć tego faceta musiałam przejść przez swoje własne wewnętrzne piekło... Taka prawda Moi Drodzy. Jeśli sami tego nie doświadczycie to nie zrozumiecie nigdy drugiej osoby, choćbyście nie wiem jak się starali. Bardzo łatwo jest osądzać innych, dużo prościej jak spróbować pojąc czemu zbłądzili. Lepiej przecież kopać leżącego wiedząc że Ci nie odda. A moja walka z deprechą trwa cały czas, nieustannie toczę z nią boje o samą siebie, bo przecież tak łatwo się nie dam. Jak co poniektórzy wiedzą depresja jest chorobą, która może dopaść każdego w każdym wieku. Atakuje z zaskoczenia, a najchętniej tych, którzy chętnie jej się oddadzą. Depresja zawsze czuwa. Obserwuje Cię zza rogu oczekując nad twój najgorszy moment w życiu, a jak Cię złapie to już na całe życie. Nawet jeśli uda ci się z nią raz wygrać to pamiętaj, że w każdej chwili może do ciebie wrócić. Depresja potrafi zniszczyć każdego, jeśli się jej nie oprzesz zabierze cię tam, gdzie już nigdy nie zaznasz szczęścia. Wystarczy tylko, że jej na to pozwolisz.
 
Bardzo się cieszę, że Robbie wyszedł z tego dołka cało, że dał sobie kolejną szansę i rozpoczął życie od nowa. Teraz dopiero naprawdę szczerze się uśmiecha i  widać, że jest szczęśliwy. To córka odmieniła jego życie jak sam ciągle powtarza. Ona dała mu prawdziwy powód do szczęścia, a jej istnienie sprawiło, że zrozumiał większość swoich błędów. Robbie jest dowodem na to, że każdy zasługuje na drugą szanse i jeśli chce jest w stanie się zmienić.... Ja w niego wierzę. Wierzę, bo trzeba wierzyć w innych żeby ktoś też w ciebie wierzył. Dobra zawsze wraca chociaż w najmniej oczekiwanym przez nas momencie. Możecie w to wątpić i śmiać się do rozpuku, ale któregoś dnia przekonacie się, że jednak tak jest... A jest tak, bo każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który nad nim czuwa, nawet jeśli ktoś w to nie wierzy. Ja wierzę bo wielokrotnie tego doświadczyłam. Anioł może się wcielić w twojego przyjaciela, babcie, męża, w obcą osobę, a nawet w ukochanego idola. Ja mam swoich Aniołów Stróżów i nigdy w nich nie zwątpię. Oni są wszędzie, krążą i nadsłuchują czy ktoś ich nie potrzebuje, a kiedy znajdą taką osobę wcielają się w dobrych ludzi i wkraczają do akcji. Wierzę w to. Wierzę. Wierzę. Bo czemu nie? Nawet Robbie w nie wierzy. Niech się śmieje kto chce, ja wiem swoje. Tylko doświadczenia udowodnią nam, że dobro istnieje... ISTNIEJE, mimo, że zło ciągle stara się je przyćmić. Kiedyś oglądałam cudowny serial : nazywał się "Dotyk anioła". Co odcinek wylewałam hektolitry łez, bo każdy z nich przedstawiał jedną piękną i prawdziwą historię. I mimo, że czasem Andrew - anioł śmierci zabierał kogoś ze sobą to historia zazwyczaj kończyła się dobrze. Dlaczego? Bo dobro zawsze pokonuje zło. Dotyk Moniki czy Tess uzdrawiał tych bohaterów, odmieniał ich życia, serca, sprawiał, że odnajdowali swoje zagubione szczęścia. Te historie były naprawdę piękne i uzdrawiające. Nigdy ich nie zapomnę. Wierzę całą sobą, że nasi Stróżowie cały czas są przy nas. Przybywają kiedy dzieje się coś złego. Nie obwiniajmy Pana Boga za to, że coś się dzieje źle w naszym życiu, bo od tego ma On swoich Aniołów żeby nam wtedy pomagali. To fakt, że boli, gdy kogoś tracimy, gdy ktoś nam kogoś zabije, gdy nas samych dotyka jakieś nieszczęście, np. choroba albo gdy ktoś nas rani. Pamiętajmy że to nie Bóg kieruje zdarzeniami. Dał nam przecież wolną wolę ludziom by nie czuli się jego niewolnikami, a to co oni z tą wolą robią to już pozostaje w ich gestii. Niewiele z nas to rozumie i dlatego się buntuje przeciwko Niemu, choć niesłusznie. To my ludzie niszczymy się wzajemnie przez wzajemną nienawiść i brak zrozumienia. My ludzie niszczymy ten świat wojnami i okrucieństwem, a nie Bóg. Takie jest moje zdanie i rozumienie, możecie się ze mną nie zgodzić. To my mamy moc tworzenia maszyn i wszystkiego dookoła, Pan Bóg dał nam tylko umiejętność, żebyśmy wykorzystywali swoje zdolności dla swojego dobra a my wykorzystujemy swoją moc przeciwko innym. Czemu winić za to Boga? Mamy prawo nie rozumieć jego zamierzeń, ale wydaje mi się wszystko jest po coś. Ktoś przecież czuwał nad Robbiem i nie pozwolił mu odejść z tego świata. O czymś to świadczy prawda? Ktoś pomógł mu przetrwać, dał mu siłę do walki o siebie. Musiał mieć w sobie wiarę w te Anioły, o których stale śpiewał. Wiele artystów śpiewa o aniołach, że w nich wierzą, że dają im siłę, choć nie każdy z nich w to wierzy w to co śpiewa.
 
Mogłabym wymienić wiele osób, których życie zmieniło się na lepsze, ale tego posta postanowiłam poświęcić Robbiemu Williamsowi gdyż bardzo go lubię jako człowieka i artystę. Bez wątpienia jest jednym z najlepszych współczesnych artystów. Doceniam jego niezwykłą wieloletnią  twórczość i sposób w jaki wykonuje swój zawód. Robbie ma na swoim koncie wiele świetnych utworów (tych mniej lub bardziej komercyjnych i tych wcale niekomercyjnych, ale mimo wszystko wielkich niezapomnianych przebojów), napisał mnóstwo tekstów do piosenek (i piszę nadal) a także świetnie wykonuje covery. Za swoje dokonania wokalne zasłużenie otrzymał wiele nagród publiki. Tak naprawdę to napisałam to wszystko, bo chciałam żebyście spojrzeli na niego od tej bardziej ludzkiej strony, żebyście ujrzeli go takim jakim ja go widzę. Myślę, że Rob nigdy tak naprawdę nie był złym ani też całkowicie zepsutym człowiekiem. Robił to co robił, bo się zagubił i pewnie gdzieś tam w środku, wewnątrz siebie też nie pochwalał swoich poczynań, ale był zbyt słaby żeby cokolwiek zmienić. Niestety trzeba przyjąć, że wszyscy jesteśmy tak skonstruowani że to jak działamy zależy głównie od naszej psychiki. To od niej zależy czy jesteśmy słabi czy silni, a każde nasze przeżycie albo nas wzmocni albo sprawi, że upadniemy na samo dno. Postępując w taki czy inny sposób chcemy zwrócić na siebie uwagę innych, bo czujemy się odizolowani i nieakceptowani. Chcemy zostać zauważeni przez otoczenie (znam to uczucie doskonale nie będąc gwiazdą) i wydaje nam się, że to co robimy jest dobre i powinno być doceniane przez ten wielki świat. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wtedy robimy krzywdę głównie sobie podczas gdy inni mają z tego niezłą pożywkę. Inni nie rozumieją, że pod tym płaszczem kryje się człowiek, który potrzebuje naszej pomocy i zrozumienia. Kiedy zostajemy całkiem sami pozbawieni nadziei zaczynamy myśleć o tym gdzie są ci Aniołowie. Wzywamy ich, a oni przybywają z pomocą pod postacią jakiegoś dobrego człowieka. Garou też ma swojego Anioła Stróża, jest nim jego przyjaciółka z czasów młodości (to dzięki niej jest wokalistą) Isabel, która dawno temu zginęła w potwornych okolicznościach. Była piękną, silną i mądrą dziewczyną, która mogła żyć do dziś, ale ktoś odebrał jej życie w okrutny sposób.  Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co ona wtedy przeszła, nie umiem też wyobrazić sobie tego co przeżył  Garou, gdy dowiedział się co się stało z jego przyjaciółką. To musiało być dla niego niewyobrażalnie ciężkie i bolesne doświadczenie.  To co się wówczas wydarzyło  żyje w nim do dziś, a   świadomość tego w jaki sposób zginęła boli bardzo mocno. Z tym zapewne nie pogodzi się do końca życia, bo takich rzeczy nie da się zaakceptować. Z czasem udało mu się pogodzić z tym że Isabel już nie ma, a otuchy dodawała mu myśl, że ona jest gdzieś obok i czuwa nad nim jako jego własny Anioł Stróż. Wiara w to pomaga mu znieść ten ból i tęsknotę za nią. Warto zatem wierzyć, prawda?

W internecie znalazłam ten oto przekład piosenki Angels i nie omieszkałam uronić łez, kiedy go czytałam, bo jest to naprawdę cudowny tekst. Większość z Was pewnie go zna na pamięć.

Anioły

Siedzę i czekam.
Czy jakiś anioł rozmyśla nad moim losem?
I czy wiedzą oni, dokąd zmierzamy, gdy siwiejmy i starzejemy się?
Bo powiedziano mi,
Że zbawienie pozwala rozwinąć się ich skrzydłom.

Tak więc gdy leżę tak w moim łóżku,
myśli przebiegają mi przez głowę,
i czuję, że miłość jest martwa,
Kocham anioły wobec tego.

I przez to wszystko, ona proponuje mi ochronę.
Dużo miłości i uczucia,
Nie ważne, czy mam rację, czy jestem w błędzie.
I wraz z prądem wodospadu
Gdziekolwiek by mnie nie zabrał,
Wiem, że życie mnie nie złamie.
Kiedy zechce ją wezwać, ona mnie nie porzuci.
Kocham anioły wobec tego.

Kiedy czuję się słaby
I mój ból spaceruje wzdłuż jednokierunkowej ulicy,
Patrzę do góry
I wiem, ze zawsze będę obdarzony miłością.
I kiedy roście to uczucie,
Ona tchnie ciało w me kości
I kiedy miłość jest martwa
Zamiast tego kocham anioły

I przez to wszystko, ona proponuje mi ochronę.
Dużo miłości i uczucia,
Nie ważne, czy mam rację, czy jestem w błędzie.
I wraz z prądem wodospadu
Gdziekolwiek by mnie nie zabrał,
Wiem, że życie mnie nie złamie.
Kiedy zechce ją wezwać, ona mnie nie opuści.
Kocham anioły wobec tego.
 
 Tłumaczenie pochodzi ze strony : http://www.tekstowo.pl/piosenka,robbie_williams,angels.html

Znam też inny piękny tekst o aniołach z piosenki Garou pt. Heaven's table

Niebiański stół

Od faceta, co zatrzymał się na ulicy,
By dać dzieciakowi dolara na coś do jedzenia
Aż po matkę, co pracuje bez ustanku,
By zapłacić za szkołę dzieci i spłacić długi

Ona jest jakby bohaterką
On jest jakby wybawcą
A może po prostu są aniołami

Bo nie wszystkie anioły
Nie wszystkie anioły
Nie wszystkie anioły ucztują przy niebiańskim stole

I kobieta, co całe noce słucha przy telefonie
Kolejnej zagubionej duszy szukającej drogi do domu
Widziałem, jak facet wyciągał kogoś
z płonącego wraku
W rytm serca wydawał z siebie ostatnie tchnienie
To jakby bohater

Ona jest jakby wybawcą
A może są aniołami?
Bo nie wszystkie anioły
Nie wszystkie anioły
Nie wszystkie anioły ucztują przy niebiańskim stole

Jedni mówią, że to bohaterowie,
Inni nazywają ich wybawcami,
A ja myślę, że to anioły
Bo nie wszystkie anioły
Nie wszystkie anioły
Nie wszystkie anioły ucztują przy niebiańskim stole

Tłumaczenie pochodzi ze strony : http://www.garou.pl/index.php?dzial=30&id=1470

Serdecznie dziękujemy koleżance Agnieszce Lipce za tak piękne tłumaczenie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

5 komentarzy:

  1. Piękny post napisałaś, a zarazem smutny. Niestety cena sławy jest bardzo wysoka. Z jednej strony zyskujesz rzesze fanów, śpiewasz piosenki do ludzi, robisz, to co kochasz. Jesteś na szczycie list przebojów, w telewizji, w radiu, w prasie i w Internecie. Jednak są ludzie, grupa ludzi, którzy zawsze będą zazdrościć innym szczęścia. A zazdroszczą tym, co dużo osiągneli, a wiadomo,że sławni ludzie osiągneli dużo. Fala nienawiści zrodzonej z chorej zazdrości, bo komuś w życiu znów nie wyszło, jak śpiewał Cugowski, jest nie do zniesienia dla tej osoby. I artyści pozostają sami. Gdy gasną światła sceny, zaczyna się dla artysty normalne życie, a raczej nie takie zwyczajnie. Artyści nie jadą do domu, tylko śpią w hotelach, w obcym mieście, z ludźmi, którzy nie są jego rodziną. Z tego powodu wielu znanych popada albo w depresje, np Justyna Kowalczyk. Z jednej strony mistrzyni olimpijska, pokonała nie tylko rywalki ale i bolącą stope. Ale to wszystko kosztuje ją wiele zdrowia. Fizycznego i psychicznego.
    Ciesze sie,że wybierasz się na koncert Robbiego. I to podobno ma być w Krakowie, więc masz blisko. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A więc mówisz,że i u mnie pierwsze co zobaczyłaś to Telefon od anioła? ;)
    Twój wpis jest piękny! Zresztą nie ten jeden :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu : No niestety z osobami publicznymi jest dokładnie tak jak mówisz. Póki jest dobrze wszyscy są z Tobą a nie daj Boże niech Ci się powinie noga to już nie jesteś kochana. Tak właśnie jest z Justyną Kowalczyk, tak było z Małyszem... Tego nie znoszę w naszej polskiej mentalności. Dziękuję za uznanie :)

    Karolinka : Dziękuje!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj,

    Wspaniały wzruszający post. Nie można upaść tak nisko, żeby nie dało się człowiekowi odbić, ale najważniejsze jest mieć kogoś przy boku, kogoś kto wyciągnie pomocną dłoń... Tych osób jest mało, bo prawie każdy pędzi przez życie w skupieniu na własnej egzystencji, ale są i to jest najważniejsze!

    Ciesze się razem z Tobą z tej wiadomości :) Inni powiedzą, że to nic wielkiego, ale takie "nic" potrafi dać takiego kopa energetycznego, że głowa mała. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło mi naprawdę :) Dziękuje wszystkim za odwiedziny i miłe słowa. Cudownie jest mieć takie czytelniczki.

    OdpowiedzUsuń