"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

środa, 5 listopada 2014

And the time passing by...

 
No i mamy listopad. Kiedy to zleciało powiedzcie mi? Przecież dopiero były wakacje. Ledwo wstajesz z łóżka, a zaraz popołudnie, zrobisz coś i tak ci zleci popołudnie potem wieczór i koniec dnia, a ty nadal masz poczucie, że nic nie zrobiłeś, że ze wszystkim jesteś w plecy. Dobrze, że chociaż zaległości na blogu nadrobiłam... Ale zaraz, zaraz, jeszcze tyle przede mną. Póki co skończyłam 1 sezon serialu The Knick, który podłapałam dzięki mojej sympatycznej i niezwykle zdolnej blogerce Pasteli. Merci Kochana, rzeczywiście genialny, o czym pisałam już u Ciebie. Wciągnął mnie niesamowicie, od pierwszych minut.... Oczywiście przyczynił się do tego fakt, że postać pierwszoplanową gra uwielbiany przez ze mnie od dawna Clive Owen. Boziu, no, facet zmienił się niesamowicie, prawie go nie poznałam. Cholewka, kolejny przystojny Angol do kolekcji, niech mnie diabli wezmą. Reszta ludzi w obsadzie spoko. Ogólnie mówiąc serial całościowo jest...
 
ZAJEBIOZA.... Super pomysł. Fajny klimat, mrożąca krew w żyłach muzyka w tle i sensowna fabuła. Reżyser miał niezły mózg, żeby coś takiego wymyśleć. Jest trochę inny niż Dr House, akcja toczy się bowiem na początku XX wieku w Nowym Yorku, a medycyna jest dopiero na półmetku rozwoju, wszystko opiera się na doświadczeniach, które albo pomogą pacjentowi albo go zabiją. Sylwetka głównego boahtera dr Johna Thackery'ego, a właściwie jego charakter sprawia, że jest do House a podobny. Thackery przyjmuje tylko trudne przypadki, nie lubi banalości i ciężko się z nim dogadać, w dodatku zachowuje się jak rasista dyskryminując czarnoskórego Edwardsa. Thackery uzależniony od kokainy - vicodinu jeszcze wtedy nie było. Dodajmy że w tamtych czasach kokaina była jedynym środkiem znieczulającym, więc tym bardziej łatwo się było od niej uzależnić. John ma cięty język i jest pewny siebie, ale to czyni go jeszcze lepszym lekarzem i ogromnym medycznym autorytem w mieście. Z nim jest tak jak z Housem, najpierw go nienawidzisz, ale odcinka na odcinek zaczynasz się do niego przekonywać aż w końcu zaczynasz go lubić. Polecam zatem. Mam nadzieje, że będzie więcej sezonów.... A będzie na pewno :) Niektóre postacie straszliwie mnie wkurzają, np. dr Everett, paskudny typek, zarozumialec o ego wielkości słonia albo i jeszcze większym. Często zachowuje się tak jakby pozjadał wszystkie rozumy. Jest niesympatyczny, zawistny i agresywny. Od razu budzi w tobie negatywne odczucia. Bardzo fajna jest panna Robertson, zarządzająca szpitalem, fajna kobitka, ale przydałoby jej się trochę więcej niezależności. Zakonnica też jest dość intrygującą bohaterką. Polecam. wszystkim The Knick. Nie zawiedziecie się.  
 
Książkę cały czas piszę i czuję, że jestem do przodu. Lubię kiedy mi idzie. Po długiej przerwie bardzo trudno jest wrócić i złapać wenę za ręce. Sama musi się uwolnić. Wtedy słowa same przypływają do mnie a ja je łowie wyławiam z oceanu i plotę z nich zdania. Wspominałam Wam już, że będąc autorką czuje się troszkę jak Pan Bóg. Tak, dokładnie tak jest. Powieść którą tworzysz jest jakby dziełem stworzenia. Kreujesz swoich bohaterów, lepisz ich jak z gliny, wkładasz w nich dusze i emocje. Genialne uczucie. Dzięki nim możesz być gdzie chcesz, bawić się jak chcesz, możesz być kim chcesz. Oni przeżywają takie emocje tak jak Ty. Pisanie jest grą emocji, tak samo jak tworzenie muzyki czy malowanie lub pisanie wierszy. Bohaterowie śmieją się razem z Tobą i płaczą, złoszczą się, unoszą. Bardzo lubię opisywać sceny pełne dramatyzmu, silnych emocji, kiedy te emocje, ścierają się ze sobą. Ból i przyjemność - dwa przeciwne bieguny. Złość - radość - całkowicie przeciwstawne emocje. Wszystko to jest tak fascynujące dla autora, że aż chce się tym zachłysnąć. Każdy kto sam pisze wie o czym mówię. Pisanie już od dawna było dla mnie najlepszą formą odstresowania się, swego rodzaju azylem. Jak już się wciągnę ciężko mnie oderwać od pisania. To uzależnia. Jest jak ciąg narkotyczny. Kiedy przestajesz pisać to tak jakby coś w tobie umarło. Bez pisania nie jesteś już wolny. Masz wrażenie, że uwięzili Cię w złotej klatce bez dostępu powietrza z której nie masz szansy uciec. Wena jest jak wolny ptak wzbijający się swobodnie po bezchmurnym niebie, jak tęcza po deszczu. Im bardziej chcesz pisać tym lepiej.
 
A teraz mam małą niespodziankę dla moich stałych czytelniczek : Oto prolog do mojej powieści.
 
Najpierw dziki pisk opon,  a potem huk i odgłos trzaskającego szkła – dźwięki te w jego uszach szybko  stapiają się w jedno. Już nawet nie pamięta, kiedy stracił kontrolę nad pojazdem, który stoczył się z drogi, przekoziołkował po trawie i wreszcie wylądował na boku. Ale to nieistotne – stało się  i koniec, a on nie myśli o niczym. Zaraz straci przytomność i obraz zniknie mu sprzed oczu jak wtedy gdy nagle urywa się film. Już czuje jak jego duch zaczyna opuszczać ciało. Jest słaby, tak słaby że nie ma sił wyjść z samochodu żeby się ratować. Już nawet nie czuje bólu, a to oznacza tylko jedno… Już po nim. Nie żyje. Nie ma bólu, złości, żalu, nic. To wszystko jest gdzieś poza nim. Powoli zmierza w kierunku światła. W zupełnej ciszy kroczy ciemnym tunelem przed siebie, a tunel zdaje się nie mieć końca. Światło na końcu tego tunelu wciąż jest dla niego nieosiągalne. Dlaczego? Każdy jego krok jest szybszy. Zaczyna biec, w końcu pędzi, a frustracja rośnie. Nagle skądś, jakby z bardzo daleka docierają do niego czyjeś krzyki. Najlepiej słychać damski głos w tle, który powtarza na głos : „Zostań, zostań. Nie odchodź, nie możesz tak po prostu odejść”. A więc ktoś próbuje go ratować, nie pozwala mu odejść. To dlatego nie może dotrzeć do światła. Czuwa nad nim jakaś kobieta. Ratuje go. Ale co to za kobieta? Nie zna jej głosu, nigdy wcześniej go nie słyszał. Na pewno jej nie zna, nie widzi jej twarzy, ale po głosie wie, że to ktoś obcy. Zupełnie przypadkowa osoba błaga go żeby wrócił. On jednak nie chce tam wrócić. Nie ma do czego. Nie po tym, co się stało. Ten poranek zmienił całe jego życie, jedna prawda przekreśliła wszystko w co wierzył do tej pory. Nie chce już żyć. – Zostaw mnie, nie chce tam wracać! Nie chce! Słyszysz? – krzyczy do niej ale bezgłośnie, więc ona nie może go usłyszeć. Dalej robi swoje, a po policzkach spływają jej łzy. Ona płacze. Niespodziewanie jego oczy też robią się mokre, ale nie wie czemu? Czy to dlatego że ona tak bardzo chce by wrócił czy to że on sam bardzo nie chce wrócić? Co jest gorsze? W międzyczasie przewijają mu się w pamięci słowa które wypowiedział do niego brat. Słowa, których nie chce pamiętać. Jeśli miałby przeżyć to lepiej żeby stracił pamięć.  Lepiej żeby mu ją wykasowali. Inaczej nie będzie w stanie żyć. Nagle obok postaci tej kobiety pojawia się znana sylwetka. To jego mama. Najpierw kładzie dłoń na ramieniu nieznajomej i patrzy na nią z czułością. Ta zdaje się jej nie zauważać, bo w ogóle nie reaguje na jej dotyk. Tymczasem na moment wraca mu czucie. Dokładnie w momencie kiedy matka zbliża się do niego i kładzie mu dłoń na czole. Drugą gładzi go po włosach. Słyszy nawet bicie własnego serca i puls. Odczuwa ścisk w klatce piersiowej, po całym ciele rozchodzi się okropny ból. Chce krzyczeć ale nie może.  Co z nim jest? Żyje czy nie. - Wracaj tam synu, nie możesz tu zostać, to jeszcze nie twój czas – słyszy czuły głos mamy i do oczu napływają mu łzy. Czyli jednak umarł. W tym momencie zjawia się karetka pogotowia. Po chwili zbliżają się do niego sanitariusze i lekarz, zaczynają go badać.  Nieznajoma oraz jego matka gdzieś znikają. W jednej chwili wszystko zaczyna mu się mieszać : zdarzenia, które miały miejsce w domu Mike’a, jego krzyki, przekleństwa i moment wypadku. Widzi wszystkich poza jedną osobą. Swoją żoną. To dlatego , że nie ma jej już w jego życiu. Serce nadal go boli. Boli tak bardzo, że chce rozerwać mu klatkę piersiową. W uszach ma teraz swój własny krzyk, choć tak naprawdę bezgłośny. Tylko on go słyszy. Kiedy jego krzyk ustaje słyszy delikatnie stłumione słowa lekarza, który mówi : On żyje, jest stabilny… Nagle znika tunel, znika światło z oddali, wszystko.  Jest ciemno. Nie widzi i nie słyszy nic.
Bardzo proszę wszystkich czytających o uszanowanie praw autorskich i nie kopiowanie tekstu. Ten tekst moja praca w którą włożyłam dużo wysiłku.  Dziękuje serdecznie. Autorka.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

6 komentarzy:

  1. Gratuluję Ci pomysłu na napisanie książki. Też myślałam o tym. Jeszcze nie wiem jednak o czym miałabym napisać. Z jednej strony chciałabym napisać jakąś powieść w stylu w jakim pisze Nicholas Sparks. On pisze wspaniałe książki, mądre i wzruszające. A z drugiej strony chciałabym napisać książkę w stylu przewodnikowym np Mój przewodnik po Warszawie albo innych miejscach, które zwiedziłam i zwiedzę w przyszłości. Ale nie umiem się do tego jeszcze zabrać. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama nie wiem skąd mi się wziął ten pomysł. Pewnego dnia usiadłam i zaczęłam pisać. Od tak sobie. No i miałam bohaterów w głowie.

    Dzięki Aniu. Życzę powodzenia, ale na razie nie dziękuj.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się Ciesze, ze i Tobie ten niesamowity serial przypadł do gustu :)
    Muszę się przyznać, że oszalałam na jego punkcie i nie mogę się doczekać drugiego sezonu a to dopiero pewnie za rok (tak podejrzewam).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pastela, no jest genialny Ci powiem. I tyle. Też się nie mogę doczekać. Rozumiem Cię bo miałam to samo na punkcie House a no i House of Cards też mnie wzięło niesamowicie. Teraz sobie poczekamy na 2 sezon.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz wspaniały styl pisania, bardzo dobrze mi się czytało ten fragment, podobnie jak i notki. Czekam na więcej! :) Lubię czytać, co piszesz, cenię swobodę z jaką wyrażasz swoje myśli i odczucia, autentyczność i energie zawarta w Twoich słowach.

    The Knick - świetny serial!

    OdpowiedzUsuń
  6. Już listopad? Ja dzisiaj osłupiałam, gdy usłyszałam w telewizji śniadaniowej, że do świąt zostało siedem tygodni!!!

    Pisanie to przygoda, nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy piszą zgodnie z góry założonym planem, ja nigdy nie wiem, dokąd poniesie mnie wyobraźnia, podobnie jak Ty piszę pod wpływem chwili, natchnienia, potrzeby - jak zwał, tak zwał - robię to wtedy, gdy przychodzi na to "odpowiednia chwila" :)

    OdpowiedzUsuń