"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

czwartek, 13 października 2016

I to ma być ta polska złota jesień?



Przyszła jesień a z nią deszcze, ochłodzenie no i to paskudne choróbsko. Niestety. Już drugi tydzień się zmagam z przeziębieniem. Co za czas?  Jakoś taka jestem do niczego. Nie mam na nic siły ani energii, najchętniej bym spała cały dzień. Walczę jednak z tą chorobą bo mam już serdecznie dość tego chorowania. Oczywiście zrobiłam sobie tradycyjny syropek z cebuli. Jak najwięcej cebuli. Cebula zawsze zdaje egzamin, a przynajmniej według naszych przodków to najlepszy sprawdzony środek na przeziębienia. Cebula każdemu da radę. Krojenie jej co prawda jest prawdziwym przekleństwem, ale czego się nie robi dla zdrowia? Ale żeby wrócić do żywych trzeba być zdrowym. Powiem otwarcie, że nie podoba mi się to jak zaczął się październik. Mam nadzieje na jakieś ciepłe dni. Brakuje mi słoneczka, które pomoże mi się szybko wykurować. Faktem jest, że jak człowiek zaziębiony to ma więcej czasu dla siebie i na czytanie przede wszystkim. Pewnie dzięki temu udało mi się sklecić dwa poprzednie posty. Przez wakacje kiedy nie miałam dostępu do neta nadrabiałam zaległości w czytaniu. I udało się. Do pisania potrzeba inspiracji, a one biorą się między innymi z wszelakiej lektury. Czas na czytanie jest bardzo ważny. Trzeba go mieć i koniec. Podobnie jak na słuchanie muzyki, to również jest dla mnie niezwykle ważne. Świata bez muzyki sobie nie wyobrażam w ogóle. Tak jak bez czytania, pisania i podróżowania czy łażenia po górach. Pasje są po to by nas oderwać od naszej szarej pełnej problemów codzienności. Nigdy nie wiemy co przyniesie następny dzień.
 
 Lubię czasem gdzieś pojechać, daleko i nieważne czy pociągiem czy autobusem, po prostu pojechać gdziekolwiek byle tylko z dala od domu. Kocham poznawać i odkrywać. Wtedy zawsze przydaje się dobra książka. W te wakacje przeczytałam dwa kryminały Agathy Christie, Spotkanie w Bagdadzie i Tajemnica Bladego Konia oraz jedną obyczajową Jeffreya Archera pt. Prosto jak strzelił, którą gorąco polecam. Szybko je przeczytałam bo były naprawdę bardzo dobre, tak dobre, że wciągnęły mnie na dobre. Wsysnęły mnie tak jak się wsysa spaghetti. Zawsze lubiłam czytać kryminały. Najlepsze są te ze skomplikowaną mocno zakręconą fabułą gdzie trzeba mocno móżdżyć a i tak nie dojdziesz kto na co i po co. Lubię też oglądać kryminały, najchętniej angielskie i fińskie. Niedawno koleżanka podsunęła mi taki fajny angielski serial kryminalny pod tytułem Broadchurch. Oczywiście błyskawicznie wsiąkłam cały 1 sezon. Momentalnie. Jak zaczęłam jeden tak zaraz po nim poleciała reszta. Trudno było się oderwać. Serial jest co prawda ciężki, smutny, przygnębiający, ale bardzo dobry ze świetnie skonstruowaną fabułą, wartką akcją i doskonałą obsadą i takie właśnie mi się podobają. Główne role grają tu Olivia Colman (sierżant Ellie Miller) oraz David Tennant ze swoim uroczym szkockim akcentem (inspektor Alec Hardy). Oboje stanowią doskonały duet. Oliwie znam z Nocnego Recepcjonisty gdzie zagrała z Hugh Lauriem i Tomem Hiddelston' em. Muszę jeszcze zobaczyć drugi sezon Broadchurch, a potem będę czekać na trzeci, który podobno już jest kręcony. Bardzo bym chciała żeby nakręcili drugi sezon Nocnego Recepcjonisty. Końcówka pierwszego była niesamowicie zaskakująca,  także porywa mnie ciekawość co dalej z bohaterem granym przez Hugh. Poza tym czekam oczywiście na 4 sezon Sherlocka z Benedictowi Cumberbatchem. Muszę przyznać że ten gość coraz bardziej mnie rozbraja. Jemu też muszę poświęcić post na tym blogu. Po oglądnięciu Gry tajemnic, Hamleta i wszystkich trzech sezonów Sherlocka Benek stał się jednym z moich ukochanych aktorów. Na Hamleta poszłam specjalnie do kina, ponieważ była to sztuka i okazała się rewelacyjna. Ale o tym już w innym poście poświęconym wyjątkowo Benedictowi.



 
Poniżej : Nocny recepcjonista ( The Night menager)
 
 
 
 

 
Poniżej : kadry z serialu Sherlock
 

 

Obok Benedicta moim ukochanym angielskim aktorem, komikiem jest Hugh Laurie - niesamowita osobowość, arcyciekawy człowiek którego miałam szczęście spotkać po jego koncercie w Szczecinie, porozmawiać i dostałam autograf. Uroczy utalentowany człowiek, doskonały aktor, muzyk, wokalista i pisarz. Uwielbiam gościa. Niedługo pojawi się nowy serial z Hugh The Chance, pewnie na BBC i już mnie skręca z ciekawości jaki będzie. Podobno ma to być triller. Nie wiem czy będzie też u nas w tv czy nie, mam nadzieję, że tak. Oczywiście czekam też na kolejne koncerty Hugh w naszym kraju. Poprzednie dwa były cudowne.  Na żadnym weselu tak się nie wybawiłam jak u niego, serio. To bzdura, że blues jest smętny i nie nadaje się do zabawy. Dosłownie cała sala śpiewała i tańczyła przy coverach wykonanych przez Hugh i The Cooper Bottom Band ( doskonały blues' owy towarzyszący mu zespół) Hugh pokazał że jest wspaniałym artystą zarówno na ekranie jak i na scenie. Rewelacja!!!! To były niezapomniane koncerty. Jak mnie nachodzi smutek to sobie puszczam Hugh i zaraz mi się micha uśmiecha. Po prostu uwielbiam gościa. Często wracam do serialu Dr House, większość odcinków potrafi poprawić człowiekowi nastrój. Nie wyobrażam sobie w tej roli nikogo poza tym facetem.

Poniżej kilka moich ukochanych blues' owych coverów w wykonaniu Hugh Lauriego. Jak się zasłucham nie mogę się oderwać od tych kawałków.

 
Prawdę że niesamowity wykon. Uwielbiam barwę głosu Hugha :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 


Ostatnio słucham dużo więcej muzyki, a poznaje ją lepiej dzięki różnym audycjom w rozgłośniach internetowych. Prócz wspomnianego radia Aspekt (które bardzo lubię i cenię niezmiernie wiedzę muzyczną prowadzących kolegów redaktorów) słucham również radia Akadera i Radia Vegas gdzie też nadają bardzo fajne ciekawe audycje. Piątki tradycyjnie mam zarezerwowane dla audycji w Aspekcie, niedziele dla audycji Roberta Ducha, która nazywa się Wilczym tropem, a w poniedziałki co drugi tydzień słucham audycji Płyty z górnej półki w radiu Akadera. Ostatnia poniedziałkowa audycja poświęcona została w połowie koncertowi Floydów sfilmowanego w Pompejach z racji tego iż w tym roku mija dokładnie 45 lat od tamtego wydarzenia...  Właściwie był to film o zespole i jego pracy ubogacony wstawkami ze studia EMI przy Abbey Road nad albumem Dark side of the moon. Mimo braku publiki był to niesamowity występ który na zawsze zapisał się w pamięci fanów zespołu. Chciałabym kiedyś zobaczyć to na dużym ekranie. Moim zdaniem występ Floydów  jeszcze bardziej ożywił Pompeje, a utwory które zagrali idealnie zgrały się  z tym miejscem dzięki ich swoistemu klimatowi. Kto nie widział Pink Floyd live at Pompei polecam!!!!! Drugą część audycji wypełniły pojedyncze utwory pochodzące z bootlegów japońskich w całkiem innych wersjach niż są nam one znane. Zabrzmiały między innymi utwory Doorsów, Nirvany, Jeffa Becka z najnowszego albumu oraz Archive. To była wspaniała uczta dla ucha. Czekam na następną.
 
Tymczasem uczta dla oka. Rewelacyjne zdjęcia Floydów z Pompei
 
 
 
 
Tak mi żal tych pięknych długich włosów Davida Gilmoura
 
 
 
 
 
I gdzie ci nasi chłopcy zawędrowali?  
 
 
 
 
Poniżej : David Gilmour z reżyserem filmu Adrianem Mabenem



 
Panowie szorują po strunach ile wlezie
 
 
Te włosy przyklejone do twarzy przez wiatr. Nieziemskie ujęcie

 
Poniżej : ujęcie zrobione w trakcie wykonywania  jednego z najpiękniejszych utworów Pink Floyd magicznego "Echoes" - jak dla mnie istny muzyczny majstersztyk
 
 
 

Zaraz siadam do pisania książki. Wieczór jest dla mnie idealną porą do tworzenia, bo mam ciszę, spokój i mogę się skupić, wytężyć wyobraźnię. Nie pamiętam czy wspominałam już, że jakiś czas temu, to jest jesienią zeszłego roku zaczęłam pisać powieść z wątkiem kryminalnym, której akcja toczy się w pięknym angielskim Yorku osadzoną w dalszej przyszłości (mianowicie w 2024 roku). Nadałam już powieści tytuł : W przeciwnym kierunku, który  może jeszcze ulec zmianie. Rzeczywistość oparta jest na współczesnej, ale nie jest taka sama,  gdyż fikcja literacka daje autorowi ogromne pole do popisu i pozwala na przekształcanie rzeczywistości na swój sposób zwłaszcza, jeśli akcja toczy się w dalszej przyszłości. Nie wiemy co będzie za x lat. Fantastyczna sprawa, prawda? Nie zaręczam, że mi się to uda, ale przynajmniej spróbuje i  zobaczę co z tego wyjdzie. Mam już 65 stron i widzę że idzie to do przodu, akcja ładnie się rozwija. Trzymajcie kciuki. Do następnego.


Źródła :
zdjęcia pochodzą z bazy google grafika
 

5 komentarzy:

  1. Też niestety jestem chora... i podobnie jak Ty spędzam czas naprzemiennie przed telewizorem przy serialach albo jeszcze z książką. :) Zaczęłam oglądać Broadchurch, ale mam co do niego mieszane uczucia. Natomiast polecam The Fall. Świetna akcja! Pozdrawiam i zdrowiej szybko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. Dziękuję serdecznie za odwiedziny. Ja się dalej kuruje. Życzę ci żebyś szybko wyzdrowiała. Słyszałam że The Fall super. Mam zamiar obejrzeć. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Kasieńko, już nie mogę się doczekać na tą książkę. Yorkshire miałam odwiedzić rok temu, ale przez mojego beznadziejnego szefa nic z tego nie wyszło :( Marzy mi się tam pojechać... Nie tylko do samego Yorku, ale też zwiedzić Yorkshire Dales, Whitby itd. A miałam już bilet lotniczy do Leeds... No cóż. Nie można mieć wszystkiego :)
    Broadchurch genialne, koniecznie zobacz drugi sezon - jest już w sieci. Porządnie trzyma w napięciu. Cieszy mnie, że mamy podobny gust co do seriali!
    Ale Ty masz wiedzę muzyczną, czuję się malutka przy Tobie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku Kasia, jaka szkoda że ci się nie udało tam być. Mam nadzieje, że w najbliższym czasie zwiedzić całe Yorkshire. W ogóle zazdroszczę ci cudownych podróży po Irlandii i Wielkiej Brytanii. Twój blog jest moim oknem na tamten świat i to jest fantastyczne. Wspaniały blog i zdjęcia. Przy twoich fotografiach to ja się czuje malutka ;) moje nie są nawet w połowie tak świetne jak twoje. Broadchurch koniecznie muszę zobaczyć. Ubóstwiam Inspektora Hardy ego i jego szkocki akcent. Dzięki ci Kasik za przemiły komentarz i za dopping. Staram się aby ta książka miała klimat.

      Usuń
  3. Odniosę się do początku posta, też chorowałam, ale w połowie października. Tak jak Tobie bardzo brakuje mi słońca, więc często teraz chodzę naburmuszona i zła na cały świat to ktoś mi słońce wyłączył... Musimy to przetrwać! <3
    Co do podróży, to fakt takie oderwanie bardzo dobrze na Nas wpływa, czasem po prostu potrzebujemy uciec...
    Bardzo dobrze Cię we wszystkim rozumiem :) zawsze
    Twoja TheDiize

    OdpowiedzUsuń