"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

wtorek, 3 stycznia 2017

Taki był 2016 rok czyli trochę smutku i trochę radośći.

Witajcie Kochani

Znów się opuściłam w pisaniu bloga. Grudzień się skończył a ja ani jednego posta  nie skleciłam w miesiącu... Dlaczego? A dlatego, że tym razem wzięłam się troszkę za swoją książkę. Chciałam coś pchnąć do przodu, żeby nie mieć odczucia, że ciągle stoję w miejscu. Niestety nie da się robić wszystkiego naraz. Coś trzeba zaniedbać żeby ruszyć z czymś innym. Musiałabym mieć chyba kilka par rąk jak pająk, żeby wszystko ogarnąć. Niemniej jednak mam wyrzuty sumienia, że Was tak zostawiłam... Nie, nie obiecuje nic bo nie lubię obiecywać i nie wywiązywać się z obietnic, mam tylko nadzieję, że się to zmieni. Zwyczajnie nie ogarniam tego nawału pomysłów które gdzieś mi tam kiedyś w głowie zaświtały.... Wciąż brak czasu na zrealizowanie tych planów oraz idei. Szkoda... A co tak poza tym? Ostatnio co drugi poniedziałek słucham sobie pięknej audycji Płyty z górnej półki w radio Akadera. Dwa tygodnie temu Redaktor Adam Musiuk mówił o Jimie Morrisonie i jego niesamowitym rockowo bluesowym zespole The Doors. Muzyka Doorsów jest fenomenalna, bo oni byli fenomenalni!!!!!!!!! Magia i prawdziwa wirtuozeria, coś czego do końca nie można ogarnąć słowami. Wielki zespół i wielki artysta czyli Jim lider The Doors, który odszedł z tego świata mając zaledwie 27 lat. Kochany i wspominany przez rzesze fanów na całym świecie, bo nie sposób zapomnieć kogoś takiego jak on. Gdyby żył miałby dziś 73 lata. Ale żył tylko 27...  Bardzo nam szkoda Jimmy' ego, po prostu szkoda. Trudny to był człowiek, nie da się ukryć. Skomplikowany, zagubiony totalnie w tym zwariowanym pełnym okrucieństwa świecie, młody bardzo wrażliwy człowiek, który nie potrafił żyć bez uzależnienia od narkotyków i jednocześnie wielki poeta tamtych czasów (koniec lat 60 i lata 70 te) który jest autorem niepowtarzalnych tekstów piosenek, prawdziwych, dogłębnych, niebanalnych, poruszających, przenikliwych do bólu. Kto dziś tak pisze jak on? Mało kto. To był Artysta, którego nie wolno nam zapomnieć...

 
Poniżej : grób Jima Morrisona na cmentarzu Pere Lachaise w Paryżu, gdzie spoczywają między innymi Edith Piaff, Fryderyk Chopin, komediopisarz Mollier, Victor Hugo
 


 
Niestety nie obejdzie się znów bez smutnej zapowiedzi... Otóż niedawno o czym każdy już pewnie wie, a może nie każdy odszedł od nas kolejny wspaniały muzyk artysta, gitarzysta o wspaniałym głosie Greg Lake, członek takich grup jak King Crimson oraz Emmerson Lake & Palmer. Pokonał go Rak... Ten wredny przebiegły rak na którego wciąż nie ma sposobu. Dopiero co pisałam o Leonardzie Cohenie a tu już następne żniwo tej choroby. Liga Mistrzów się wykrusza coraz bardziej... Z trwogą myślimy : Kiedy to się skończy? To boli gdy pomyślimy, że pewnych muzyków którzy dawali nam radość swoją wspaniałą muzyką już nigdy więcej nie zobaczymy, a muzyki na żywo nie zastąpi nic, żadna nawet najlepiej nagrana płyta.... A tak w ogóle to brak mi słów na to co się dzieje ostatnio. Bezwzględna Kostucha pustoszy bezwzględnie nasz ukochany muzyczny świat. Pamiętam jak zabrała Ricka Wrighta a jego śmierć pozbawiła fanów Pink Floyd wszelkich złudzeń. Już wtedy było wiadomo, że to koniec Pink Floyd bo ten zespół bez Ricka nie mógłby funkcjonować czego jestem absolutnie świadoma. Jak kiedyś słusznie powiedział David Gilmour, nikt nie zastąpi Richarda. Szczęściarze, którzy byli na koncercie Davida w Stoczni w 2006 mogli zobaczyć i usłyszeć na żywo tego znakomitego klawiszowca, artystę, wokalistę towarzyszącego swojemu przyjacielowi w czasie trasy promującej album On a Island. Podczas tego koncertu po raz ostatni David i Rick zaśpiewali swoje Echoes, jeden z najpiękniejszych utworów w historii Pink Floyd, który dokładnie 45 lat temu wybrzmiał w Pompejach w 1972 roku.

Teraz wspominam Grega słuchając jego utworów i nadal go opłakuje ponieważ trudno nie płakać gdy świat utracił jedną z najcenniejszych Pereł Rocka. Kocham jego głos, szczególnie z czasów młodości... Boziu jaki ten chłopak miał głos... Tym głosem skruszał niejeden lód... Prócz tego był takim uśmiechniętym uroczym chłopakiem jak wielu muzyków w tamtych czasach. Cudowny Długowłos z głową pełną wspaniałych pomysłów. Dzięki koleżance z grupy fejsbukowej znalazłam pewną wersję Epitaph King Crimson gdzie Greg śpiewa ten utwór praktycznie acapella. Muszę powiedzieć że ta wersja ścięła mnie z nóg i miałam ciary na całym ciele gdy pierwszy raz jej posłuchałam.... Przepraszam Was że tyle smutku ostatnio w moich postach, lecz od pewnego czasu przytłacza mnie świadomość, że  śmierć jest tak wszechobecna... Ona nie daje człowiekowi wytchnienia. Dopada nas z zaskoczenia zatruwając dusze ostrzem swej kosy... Zabiera naszych bliskich i innych ludzi, starych młodych i nic niewinne dzieci... Echhhh :(

Do zobaczenia po Ciemnej Stronie księżyca Master Lake. Kiedyś się zobaczymy...

Posłuchajcie teraz tego wykonania. Może pozwoli Wam ono choć na momencik zagłuszyć pustkę w sercu jaka powstała kiedy zgasł kolejny promyczek światła którym był Greg Lake. Wsłuchajcie się w ten cudowny łagodny wokal, wyobraźcie sobie że zatapiacie się w jego głębi, pozwólcie by obezwładnił każdą komórkę Waszego ciała.... Oby przyniósł ukojenie.


 
Co czuliście słuchając tego...????


Z jednej strony życie coś nam daje by zaraz potem to odebrać. Coś lub kogoś. Dało nam takich muzyków jak Greg Lake, Jim Morrison, John Lennon, Richard Wright, Freddie Mercury, którzy wypełnili to życie wspaniałymi niezapomnianymi dźwiękami. Te dźwięki będą w nas tkwić, pozostaną na zawsze jeśli będziemy chcieli je zachować i pielęgnować pamięć o nich. Pozwólmy tej pięknej muzyce wryć się w nasze wnętrze. Wierzę w pozytywne oddziaływanie muzyki na życie, w to że muzyka leczy ból lepiej niż jakakolwiek terapia u psychologia. Jeśli ją kochamy ona kocha nas i umacnia, podnosi, daje siłę do tego żeby się podnieść po najgorszym upadku. Terapia muzyką to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie możemy sobie zafundować kiedy wpadamy w nasze najgłębsze życiowe dołki. Moja ukochana muzyka już z  niejednego dołka mnie wyciągała. Gdy nie pomagały rozmowy z ludźmi, którzy rzekomo chcieli dla mnie dobrze, gdy zawodziły słowa i wszystko wydawało się być do kitu radość i ukojenie przyniosła mi Muzyka, na którą postanowiłam się otworzyć. Jak już kiedyś powiedziałam Muzyka to jedna z najważniejszych rzeczy w moim życiu, bez której nie wyobrażam sobie swojego życia, bo to ona mnie inspiruje w mojej pracy jaką jest pisanie, ona podsyca moją wyobraźnię. Może nie jestem muzykiem, nie śpiewam, nie gram na instrumentach, nie komponuje spełniam jednak rolę strażnika, który strzeże jej od zapomnienia bo jest tego warta. Mogę wałkować w nieskończoność takie utwory jak Imagine Lennona, Brain damage Pink Floyd, Layle Claptona Bohemian Rapsody Queenów, Cry Baby Janis Joplin czy Light my Fire Doorsów bo wiem, że te kawałki są tego warte. Można by jeszcze wymieniać, wymieniać, można bez końca przebierać w klasyce ponieważ nie da się jej ogarnąć za jednym razem. Tyle jest tego co warto ocalić od zapomnienia. Warto!!!!

Poniżej Greg Lake

 
Poniżej Greg Lake w King Crimson
 
 
Poniżej : Greg w Emmerson Lake and Palmer
 
 
 

Na początku grudnia byliśmy z Darkiem na koncercie Uriah Heep w Katowicach. Niesamowicie energiczna grupa trzeba to głośno powiedzieć. Mam nadzieję, że jeszcze nie jeden raz ich zobaczymy i usłyszymy na żywo. Pierońsko dobrzy są w tym co robią. Warto było pojechać. Zrobili z nas totalną miazgę jak na Legendę Hard Rocka przystało. To co  najlepsze w jednej pigułce - istne szaleństwo. Swoją grą przenieśli nas w magiczne lata 60 - te i 70 - te, zarówno pięknymi balladami jak i tymi żywszymi kawałkami. Naprawdę mało kto dziś tak gra jak ci starsi ale dziarscy panowie - Legendy Rocka w doskonałej formie, dający z siebie wszystko do tego bardzo sympatyczni. Kocham te klimaty, wówczas jestem w swoim żywiole. Jak zawsze wybawiłam się na maksa - wyskakałam i wykrzyczałam. Aż dziw że głosu  nie straciłam na drugi dzień. Ekstra było, dosłownie brak słów by to wszystko opisać. Żadne filmiki tego nie oddadzą co się dzieje na takich koncertach rockowych. Trzeba poczuć to drżenie pod stopami, usłyszeć prawdziwe brzmienie gitar i perkusji. To bez wątpienia wspaniały prezent od życia gdy człowiek może być świadkiem czegoś takiego na co czekał tyle czasu, co poznawał przez lata od małego szkraba. Koncerty takich Legend jak Uriah to taki magiczny wehikuł czasu. Idziesz tam by się oderwać od szarej rzeczywistości, wyłączyć myślenie i przenieść w czasy kiedy powstawała Twoja ulubiona muzyka. To jest to!!!! Trzy godziny wspaniałego grania równa się trzy godziny w całkiem innym wymiarze. Nie do opisania.

Z oryginalnego składu zespołu pozostał tylko Mick Box (gitara prowadząca) - wiecznie uśmiechnięty starszy pan w przyciemnionych okularach z długimi platynowo blond włosami, którego od razu go polubiłam. Dostałam od niego  nawet kostkę do gitary na pamiątkę. Jak relikwia. Mick gość co prawda wiekowy, ale jak on gra to normalnie... forma po prostu superowa. Bernie Shaw to znów wspaniały wokalista, bardzo miło się go słucha, jego ogromna energia robi wrażenie, kiedy szaleje po scenie. Organy Phila Lanzona także robią swoje - po prostu obłędne brzmienie, absolutny czad. Gra nieziemsko budząc dawny klimatu grupy. Klawiszowiec Uriah wizualnie przypomina trochę Ricka Wrighta z Pink Floyd, taka była moja pierwsza myśl, gdy go zobaczyłam. Największe wrażenie zrobiły na mnie solówki Micka, perkusisty oraz Lanzona no i takie kawałki jak Gypsy, July Morning, Lady in Black, Look at yourself, Easy livin. Rewelacja!!! Moją uwagę zwrócił również czadowy basista Davey Rimmer (przedtem  basista Judas Priest) oczywiście długowłos. Byłoby dziwne, gdyby się Kasi się nie spodobał długowłosy gitarzysta. Obecnie najmłodszy w zespole, występuję w nim od 2013 roku. Zabójczo wymiata na tej swojej basówie, aż iskry lecą jak zasuwa. Nie wolno nam zapomnieć o obecnym doskonałym perkusiście zespołu czyli Russelu Gilbrooku, którego solówki zachwycają i powalają na kolana zarazem. Nie ma dobrego zespołu bez dobrego perkusisty, a ja zwyczajnie kocham popisówki perkusistów. Coś pięknego. Ważne by każdy członek zespołu miał swoje pięć minut tak więc i Russel miał swoje. Żal było gdy skończyli grać. Po wszystkim stwierdziłam że mogłabym na takie koncerty chodzić co najmniej raz w miesiącu. Ci goście po prostu roznieśli klub i nas fanów swoją ponadczasową muzyką. Kto nie zna powinien się przejść i przekonać co znaczy prawdziwa muzyka na żywo. Czekam na następny koncert za rok.

 
 


Jako gość specjalny  Uriah Heep wystąpiła polska grupa Lizard, która ma już ponad 30 lat i nadal zachwyca. Niedawno obchodzili swój Jubileusz. Oczywiście byłam na ich jubileuszowym koncercie i od tamtej pory pilnie śledzę poczynania grupy. Bardzo lubię jej niepowtarzalny styl. Ambitne, ciekawe teksty i muzyka na bardzo wysokim poziomie. Doskonała gra na gitarze młodziutkiego Daniela Kurtyki i wokal Damiana Bydlińskiego zwróciły moją szczególną uwagę. Myślę że zajdą wysoko i daleko, ponieważ są świetną grupą, która ani trochu  nie spuszcza z tonu. Od tylu lat są na scenie i wciąż pozostają oryginalni. Trzymam za nich kciuki. Taka grupa jak Lizard jest przyszłością naszej polskiej sceny muzycznej. Niesamowicie roztrzaskała mnie ich wersja 21 th century schizoid man grupy King Crimson, którą wielbię bezwzględnie. Jak na tak trudny utwór to cover wykonany został obłędnie za co należy im się wielki szacun. Gratulujemy Panowie.

Na koniec chciałam Wam Kochani Czytelnicy złożyć najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności, zdrowia, radości na co dzień, żeby nie było w Waszym życiu miejsca na zbędne troski i smutki, spokoju w sercu i radochy z najmniejszych rzeczy a także spełnienia największych marzeń.

P. S. Dziękuję każdemu kto tu zagląda. Do zobaczenia.

Źródła :

http://www.belfasttelegraph.co.uk/entertainment/music/news/marianne-faithfull-claims-her-exboyfriend-killed-the-doors-jim-morrison-i-mean-im-sure-it-was-an-accident-30486262.html

http://zwiedzamyparyz.pl/zabytki-paryza/cmentarz-pere-lachaise

http://www.factmag.com/2016/12/08/greg-lake-king-crimson-emerson-lake-palmer-has-died/

 http://keywordsuggest.org/19443-king-crimson-band.html

http://www.mirror.co.uk/tv/tv-news/greg-lake-dead-aged-69-9416870

1 komentarz: