piątek, 2 stycznia 2026

Sierpniowe Gorce - Turbacz z Niedźwiedzia 🐻

 4 - 5 sierpnia 2025, wypad na Turbacz 






Naszą dwudniową wycieczkę zaczynamy na przystanku w centrum miejscowości letniskowej Niedźwiedź znajdującej się nieopodal Poręby Wielkiej, gdzie urodził się znakomity gorczański pisarz Władysław Orkan ( właśc. Franciszek Szmaciarz). Z centrum tegoż Niedźwiedzia ruszamy ku Turbaczowi zielonym szlakiem ( przecinającym potok Poręba) człapiąc znienawidzoną drogą asfaltową między zabudowaniami gospodarskimi i pastwiskami. Po drodze spotykamy krowy, konie oraz liczne stadko kóz skubiace trawę, a krajobraz wokół nas jest zadziwiająco swojski - otaczają nas soczyście zielone pastwiska i delikatny zarys oddalonych szczytów Gorców. Gdyby jeszcze słonko wyjrzało zza chmur byłoby całkiem pięknie... Od początku wędrówki towarzyszą nam jednak brzydkie deszczowe chmury i tylko cudem nie było z tego żadnej ulewy. Na nasze szczęście jedynie lekko kropiło co jakiś czas, w przeciwnym razie nasza wyprawa nie byłaby ani trochę przyjemna. Idąc dłuższą chwilę tym nielubianym asfaltem mijamy kolejne mniejsze i większe gospodarstwa oferujące turystom noclegi oraz wyżywienie, a nieco wcześniej słynną Orkanówkę - muzeum biograficzne poświęcone Orkanowi - nieznacznie oddaloną od szlaku. Przecinamy też czerwony szlak biegnący na Tobołczyk. Zaraz potem wchodzimy w osiedle Banachy, z którego pochodziła matka pisarza Katarzyna Smreczyńska, do jej rodziny należała malownicza polana Łąki, na której mały Franek pasał woły. Gdy wreszcie kończy się asfalt przy skraju zaczynamy właściwą wędrówkę, a dokładniej wspinaczkę, dość wymagające podejście pod szczyt Basielka... No tak, tak, trzeba będzie się zmęczyć, nie ma nic za darmo - mówię do naszej siedmiolatki. Żeby się cieszyć widokami, trzeba się najpierw porządnie wysilić. Julka idzie dzielnie do przodu mimo dużej stromizny, która wyciska z nas ostatnie poty. Jednak dobrze, że tego dnia nie było gorąco. Dziecko miało konkretną zaprawę przed Diablakiem, który planowaliśmy zrobić kilka dni później. Młoda już wie, że czeka ją wielkie wyzwanie - zdobycie Królowej Beskidów. 

Poniżej: kapliczka w osiedlu Banachy 




Poniżej: Basielka lub Wasielka 









Jakiś czas idziemy ciągle pod górę bez specjalnych widoków, ponieważ przedzieramy się przez gęsty świerkowy las - sapiąc jak lokomotywy. Nie żebym nie lubiła chodzić lasem, ale też nie lubię jak się robi monotonnie. Odcinki widokowe są zdecydowanie przyjemne dla turysty, tu jednak muszę zaznaczyć, że przy dużym upale takie odcinki leśne wręcz ratują nam życie i takich szukamy. Po pokonaniu męczącego podejścia wychodzimy wreszcie na przepiękną polanę Basielka (używa się też nazwy Wasielka, 1023 m n.p.m) skąpaną w magicznej mgle, która jeszcze nie zdążyła opaść.

Na tej polanie bohater powieści Władysława Orkana "W Roztokach" Franek Rakoczy spotykał się ze swoją ukochaną Hanką. Zachwycający widok z Wasielki tak urzekł autora, że musiał to opisać w swojej książce. Jakoś mu się nie dziwię. Też tak robię, gdy mnie urzeknie jakiś szczyt lub inne wyjątkowe miejsce. 



Poniżej: zejście z Czoła Turbacza


Poniżej: Hala Turbacz 












Chwilę idziemy grzbietem wspomnianej polany brodząc w mokrej trawie i podjadając świeże borówki - zaręczam, że trudno się im oprzeć. Polana ta wręcz obfituje w borowinę i cudne młode świerki. Kiedyś polana ta była dużo bardziej rozległa, ale z czasem zarosła. Mimo nieprzyjemnej wilgoci w butach - dosłownie słychać chlupiacą wodę - zachwycam się otoczeniem, ponieważ w Gorcach najbardziej ubóstwiam piękne hale. Najbardziej lubię brak tłumów, a na tym szlaku raczej ich nie dostąpisz. I to jest wielki plus, żeby nie rzec błogosławieństwo. Nie raz szłam w góry i praktycznie nikogo nie spotkałam po drodze, a jeśli już to były to dwie, góra cztery osoby. Kiedyś idąc z Jaworek do chaty pod Niemcową spotkałam tylko jednego pana idącego w przeciwnym kierunku. Tak jak już wspomniałam człapiemy  i podżeramy borówki. Nie ukrywam, że spieszy nam się już do schroniska, a przed nami więcej niż połowa drogi. Kolejną wielką polaną i zarazem szczytem, na której gościmy jest Turbaczyk o wysokości 1087 m n.p.m. Gdyby  nie zachmurzenie moglibyśmy podziwiać wspaniałe widoki, ale cóż... może innym razem szczęście dopisze.  Z Turbaczyka rozciąga się widok na Beskid Wyspowy, dolinę Raby, Beskid Makowski, na zachodzie widać Diablak, oczywiście przy dobrej widoczności oraz Wielki Chocz w górach Choczanskich na Słowacji, zaś patrząc w kierunku południowo - wschodnim dostrzeżemy masyw Kudłonia (Gorce). Turbaczyk jest jedną z największych hal w paśmie Gorców, posiadającą niesamowite walory przyrodnicze i jednocześnie krajobrazowe. Trzeba dodać, że w latach 70 XX wieku polana ta była miejscem wypasu owiec. Jeśli dobrze się przyjrzeć na zachodnim krańcu hali możemy zobaczyć pozostałości po szałasie pasterskim z charakterystycznym czterospadowym dachem, zaś w centralnej części fragment kamiennego ogrodzenia, który postawiono by chronił przed dzikami. Wiosną polana Turbaczyk tworzy cudowny dywan z krokusów oraz przebiśniegów, a w czerwcu porastają ją storczyki. Znajduje się tu także siedlisko puszczyka uralskiego. Przed wojną owce wypasał tu baca Anioł z Obidowej o którym krąży pewna legenda, że ożywił owce na które rzucił urok baca z Łopusznej. Bardzo bym chciała zobaczyć tę polanę wczesną wiosną, jeszcze nie byłam w Gorcach o tej porze roku.  Następne piękne hale Solnisko oraz Wierch Spalone przemierzamy w deszczu i znów wszystko co nas otacza tonie w gęstej mlecznej mgle, z której wyłania się jedynie leciutki zarys drzew. Znów pełno tu borowiny, absolutnie nie możemy narzekać na jej niedobór. Rośnie tu też tzw. psia trawka. Pomiędzy polanami ciągnie się bukowo jodłowy las przypominający tunele. Najdłuższy odcinek lasu, który przyszło nam pokonać biegnie od polany Wierch Spalone aż do Czoła Turbacza 1259 m n.p.m. Tu w lesie droga znów zaczyna się piąć pod górę (dłuuuuuugo i mozolnie) tak jak z początku na Basielke i  może wydawać się bardzo męcząca, tym bardziej, że wcześniej długo szliśmy praktycznie po równym, chociaż w deszczu. Na szczęście jest to ostatni wymagający odcinek na trasie tego dnia. 










Wychodzimy z lasu na dużą polanę, jest to punkt spotkania szlaków zielonego i niebieskiego, biegnącego z Poręby Wielkiej i Koninek przez Tobołów. Spotykamy pierwszych turystów, którzy idą ze schroniska pod Turbaczem w kierunku Niedźwiedzia. Witamy się wzajemnie słowami cześć i dzień dobry, wymieniamy kilka uwagę i żegnamy życząc sobie dobrego dnia.  Niebieskim szlakiem nadciągają kolejni strudzeni wędrowcy. Deszcz już nie pada, a zza chmur wychodzi upragnione słoneczko. Odpoczywamy chwilę na drewnianych schodkach i podziwiamy przepiękną panoramę Beskidu Wyspowego. Ciągle podjadamy borówki - bez wątpienia łapczywie by ugasić pragnienie. Gdy czujemy, że nogi nam odżyły ruszamy dalej w kierunku doskonale znanej nam Hali pod Turbaczem, z której widoki są naprawdę mega rozległe, choć my totalnie wymęczeni myślimy już tylko o odpoczynku w schronisku i pysznym obiadku. Ledwo powłóczymy nogami, ale zatrzymujemy się na moment przy słynnym ołtarzu polowym. Kiedyś na tym miejscu stał szałas pasterski. 17 września 1953 roku Karol Wojtyła odprawił tu mszę dla swoich przyjaciół turystów oraz pasterzy i właśnie na tę cześć wybudowano ten ołtarz. Hale Turbacz pokrywa łąka ostrożeniowa na młakach. Widać stąd szczyt Gorca z wieżą widokową oraz rozległą Polanę Wzorową z drewnianą bacówką (część Hali Długiej), Kudłoń, Mostownicę, Jaworzynę Kamienicką, Kiczorę. Po drodze do schroniska zrobiłam trochę zdjęć, żeby potem nie żałować. Zamierzaliśmy wracać inną trasą. 









Poniżej: schronisko PTTK im. Władysława Orkana pod Turbaczem 







Najmilszą niespodzianką był dla nas brak tłumów w schronisku pod Turbaczem. Kurcze, jakie szczęście nas ogarnęło, gdy ujrzeliśmy ledwie kilka osób koło budynku. Już dawno nie było tam takiego spokoju. Brak kolejki do bufetu, możecie to sobie wyobrazić. Ostatnim razem czyli w październiku dwa lata temu kolejka do bufetu ciągnęła się aż pod toaletę, a teraz... Pusto, cicho, spokojnie i te zniewalające panoramy z każdej strony. Sama rozkosz. Aż przyjemnie się je mogąc przy okazji podziwiać takie widoki. Bez wątpienia jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Gorcach.  Z jednej strony wędrówka w deszczu nie należy do wielkich przyjemności, ale z drugiej odpoczynek w takim nie zatłoczonym schronisku to naprawdę wielka radość. Na obiadek zjedliśmy pierogi z jagodami - jakbyśmy mało zjedli po drodze z krzaka🤣 - a Julka naleśniki z serem, owocami i bitą śmietaną. Pycha nad pychami. Grzech nie spróbować. 

Starsza relacja z wycieczki Gorc - Turbacz można znaleźć pod tym linkiem 

https://kasinyswiat.blogspot.com/2017/11/gorc-i-turbacz-czyli-sierpniowe-gorce.html?m=1


https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/03/gorce-sierpniowe-cz-2.html?m=1

Poniżej : kilka ujęć z Hali Długiej 
























Noc spędziliśmy w schronisku na glebie i naprawdę dobrze się spało. Fajnie że mają taką opcję, bo nocleg w pokojach jest trochę kosztowny. Przed spaniem wybrałam się na Halę Długą na zachód słońca i popatrzeć na stado owieczek. Zdjęć masa i trudno wybrać te najwspanialsze. Już kiedyś pisałam o trasie na Turbacz, lecz wtedy szliśmy z Gorca. To było przed urodzeniem Julki. Z Hali Długiej poszłam jeszcze na szczyt Turbacza. Julka i mąż położyli się wcześniej, natomiast ja potrzebowałam pochodzić i porobić zdjęcia. Miała nam towarzyszyć najstarsza córka Dominika, ale wcześniej nabawiła się kontuzji łydki, więc wolała odczekać z wyprawami aż noga jej wydobrzeje. Lena postanowiła, że pójdzie z nami na Diablak. I poszła, ale o tym opowiem w innym poście. Zapomniałam dodać, że na kolację zjedliśmy pyszną kwaśnicę. 


Poniżej: po zachodzie słońca 

Takie trochę apokaliptyczne 






Rano obudziło nas słoneczko i piękny widok Tatr które wyłaniały się akurat z morza mgieł. Poprzedniego dnia nie było ich widać wcale. Poranek pod Turbaczem był doprawdy zachwycający. Zjedliśmy mini śniadanko, wypiliśmy herbatkę, zrobiliśmy fotkę i ruszyliśmy w stronę Starych Wierchów, gdzie planowaliśmy zjeść wypasione drugie śniadanie 😃😃😃😀 Poszliśmy na szczyt pod obelisk skąd roztaczała się jeszcze piękniejsza panorama. W oddali nad majaczyła ledwo widoczna Królowa Beskidów Babia Góra.  Zaczęliśmy schodzić. Trasę Turbacz - Rabka Zdrój znamy bardzo dobrze, raz szliśmy w przeciwnym kierunku, do góry. Zdecydowanie wolę schodzić, bo idzie szybko i droga się mi nie dłuży. Nawet nie zauważyłam jak byliśmy na dole. Pierwszy przystanek był właśnie w Starych Wierchach gdzie zjedliśmy wspaniałą góralską jajecznicę z boczkiem, a dodatkiem do śniadania była boska ciepła szarlotka z bitą śmietaną. W drodze do Bacówki na Maciejowej (właściwie Przeł. Przysłop) też natrzaskałam mnóstwo zdjęć. Ta trasa jest naprawdę cudowna i malownicza, trudno się nie zatrzymywać co rusz i nie robić zdjęć. Myślę, że jeszcze nie jeden raz będziemy wędrować tym szlakiem. Pomiędzy Turbaczem, a Starymi Wierchami na niewielkiej polance pod Obidowcem znajduje się miejsce katastrofy samolotu pasażerskiego, który rozbił się tu 23 maja 1973 roku. Pomnik wykonali pracownicy schroniska PTTK pod Turbaczem. W okolicy pomnika widoczne są odsłonięte tzw. skałki skalinskie (gruboławicowe piaskowce i zlepieńce. 





























Poniżej: przy pomniku poświęconym pamięci ofiar katastrofy samolotu 





Poniżej: schronisko na Starych Wierchach 








Tym, którzy nie znają tej trasy i Gorców bardzo polecam taką wycieczkę, ale już ze starszymi dziećmi chyba, że macie nosidła. Jest długo i rzeczywiście wymagająco, jednak dla takich obłędnych widoków warto się pomęczyć. Czerwony szlak z Turbacza do Rabki jest między innymi częścią Głównego Szlaku Beskidzkiego, którego całość liczy 500 km, oznaczony czerwonym kolorem. Gdy doszliśmy do centrum Rabki Zdroju byliśmy już naprawdę wykończeni, nogi nie chciały nas nosić. Z trudem doczłapaliśmy do postoju busa, ale mimo wszystko byliśmy zadowoleni z przebytej drogi. 

Jeśli kiedyś byliście na podobnej wycieczce dajcie znać. Ciekawa jestem kto z Was był w Gorcach i na jakim szlaku. 




Czy Wy też macie słabość do wierzbówki? 






Poniżej: Bacówka na Maciejowej 












Bardzo dziękuję Wam za uwagę. Do zobaczenia na gorczańskich szlakach! 


Informacje zawarte we wpisie oparte na wiedzy z przewodników : 

Przewodnik dla prawdziwego turysty : Gorce, wydanie III, Oficyna Rewasz, Pruszków 2020 

Andrzej Matuszczyk, Gorce : Przewodnik monograficzny, Wydawnictwo Górskie, Poronin 1992 

















38 komentarzy:

  1. Wspaniała relacja Kasiu. W sam raz na te chłody. I zdjęcia przepiękne, widać tu Duszę Artysty. Pozdrawiam serdecznie w sobotę 3 stycznia - Pełnia za bardzo nie dała spać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Jardianie że u mnie też słabo ze spaniem ostatnio. Takie wycieczki zawsze się miło wspomina. Pozdrawiam najserdeczniej

      Usuń
  2. Cudownie o tej porze roku nacieszyć oczy zielenią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Aż się chce żeby już przyszła ta wiosna.

      Usuń
  3. Jak miło popatrzeć i powspominac moja wyprawę na Turbacz! Popatrzeć na widok na Tatry... Piekne zdjęcia, super relacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam jak pisałaś o tym. Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. Buziaki

      Usuń
  4. Jak pięknie. I zielono. A mnie dalej marzy się wyjść kiedyś w Gorce. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech już będzie wiosna. Mam nadzieję, że twoje marzenie o Gorcach się spełni. Ja też bardzo lubię twoje góry wokół Wadowic. Marzy mi się Beskid Mały obejść. Dwa razy byłam na Leskowcu i Groni Jana Pawła II. Piękne okolice. Pozdrawiam Cię najserdeczniej Kochana ♥️

      Usuń
  5. Wspaniale! Mogłabyś wydać jakiś przewodnik, bo i historia i zdjęcia są super :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I loved reading about your climb, especially how you described the forest sections and the glades. I could really imagine Julka pushing forward up that steep slope! Did she enjoy the views as much as you did in the end? I just shared a new post myself and would be delighted if you stopped by to take a look.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im very glad Melody. Thank You so much for these words. We both love trips and nature.

      Usuń
  7. Cudne widoki i wspaniała wycieczka.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj Kasieńko!
    Serdecznie dziękuję Tobie za ten wpis. Ja i moja rodzinka nie jesteśmy górzaści,my zdecydowanie team morze. Ale z przyjemnością obejrzałam Twoje zdjęcia i przeczytałam cały wpis. Widać, że lubisz pisać bo pięknie to wszystko opisałaś. Treść wciąga jeszcze bardziej niż zdjęcia,a przecież te są doskonałe. I doskonale Cię rozumiem jeśli chodzi i robienie zdjęć naturze. Ją też tak mam, że cały czas z telefonem na wierzchu chodzę. W niedzielę poszliśmy na spacer do ośnieżonego lasu i nie umiałam się powstrzymać od zdjęć 😉
    Córcie masz bardzo dzielną, że przebyła taką trasę. Moje córy są dwa razy starsze od Julki i nie ma opcji żebym je wyciągnęła na taki " spacer". Więc jeśli kiedyś będzie mi dane być w Beskidach to sama będę się musiała wspinać 🤣
    Kochana w nowym roku życzę Ci dużo zdrowia, spokoju, uśmiechu i więcej tanich wspaniałych wypraw bez dzikich tłumów obok. Gorące uściski 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzenia Moni. Mam nadzieję że się spełnią. Uwielbiam chodzić, odkrywać, robic fotki. Sama radość z takich wypraw.

      Usuń
  9. Czytając Waszą relację, od razu poczułem się, jakbym szedł z Wami tymi gorczańskimi szlakami. Bardzo lubię, kiedy ktoś opisuje wycieczkę z taką dbałością o szczegóły – od historii miejsc, przez spotkane zwierzęta, po mokre buty i borówki w trawie. Widać, że nie chodzi tylko o „zaliczenie szczytu”, ale o pełne doświadczenie gór – wysiłek, przyrodę, historie związane z okolicą i małe codzienne przyjemności.

    Podoba mi się też, że pokazujecie, jak ważne są detale – mgła, borowina, polany, ołtarze, pozostałości po szałasach – bo to one sprawiają, że miejsce nabiera charakteru. I choć pogoda Wam nie zawsze sprzyjała, to widać, że górski krajobraz i spokój bez tłumów wynagradzały wszystko.

    Ciekawa jest też refleksja nad wędrówką z dzieckiem – podejście pod Basielkę i wspomnienie o przyszłych wyzwaniach Julki pokazuje, że góry uczą wytrwałości, a jednocześnie dają satysfakcję całej rodzinie.

    Wasza relacja nie jest schematycznym przewodnikiem – jest pełna życia i prawdziwych emocji, a przy tym merytoryczna. To sprawia, że aż chce się wyruszyć na Turbacz i poczuć choć odrobinę tego, co Wy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za twój komentarz Andrzeju. Po górach chodzimy od dawna, córki też się starają. Julka zaczynała od małych górek i tak stopniowo coraz większe i wyższe progi:). Podobnie te starsze dziewczyny. Trochę szła sama, trochę ją nosiliśmy aż się nauczyła. Bardzo lubimy Gorce, Beskid Wyspowy i Sądecki. Cieszę się bardzo, że Ci się udzielił klimat. Będzie jeszcze trochę postów górskich. Dziękuję bardzo za odwiedziny.

      Usuń
    2. Bardzo mi miło, że tak to odbierasz. Fajnie słyszeć, że córki miały stopniowy start i mogły oswajać się z górami we własnym tempie – to naprawdę robi różnicę i zostaje w pamięci. Sam też doceniam Gorce i Beskid Wyspowy, mają w sobie spokój i klimat, którego nie znajdziesz w popularnych szlakach. Cieszę się, że posty górskie będą kontynuowane – z przyjemnością będę zaglądał i inspirował się Waszymi wyprawami.

      Usuń
  10. Byliśmy na tej trasie. Bardzo miło i z lekkim dreszczykiem ją wspominam. Szliśmy nocą do schroniska, w dali słychać było dziwne odgłosy. Niestety coraz bardziej zbliżaliśmy się do nich. Zaczął padać dość ulewny deszcz. Zbliżaliśmy się coraz bardziej do schroniska, nie było odwrotu, trzeba było się zagrzać i osuszyć. Te dziwne odgłosy to pasące się owce i pilnujący ich baca. Jeszcze sobie z panem porozmawialiśmy. On też miał niezłe wystraszone spojrzenie, gdy nas zobaczył.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia! Rozmarzyłam się. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na spacerze. Teraz jest tak zimno że wychodzimy z Piotrusiem tylko trochę pobawić się przed domem. Nie ma co robić w taki mróz. Dlatego bardzo mi miło że mogłam z tobą wyruszyć na ten niesamowity spacer. Fotorelacja naprawdę zachwycająca. Nigdy nie byłam na tej trasie ale mam nadzieję że kiedyś uda nam się na nią wejść 😁

    OdpowiedzUsuń
  12. Beautiful photos, Kasia. Thank you so much for sharing this lovely tour. I have not been feeling 😕 well and your post is bringing me much joy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie ogląda się takie widoki zimową porą. Dzięki za relację i ciekawe informacje.

    Radości w nowym roku i cudownych ścieżek do odkrycia !
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń
  14. Chcesz przynieść nam trochę lata? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I sobie przy okazji. Wakacyjne Gorce zawsze mile widziane. Czas zleci i znów będą Gorce.

      Usuń
  15. Przepiękne zdjęcia i góry i te wszystkie miejscówki. Aż człowiek ma ochotę się spakować i uciec w taką górską dzicz w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie dziwię się ,że nie mogłaś się oprzeć świeżym borówkom. W takich okolicznościach na pewno smakują jeszcze bardziej.
    W tym Nowym Roku życzę Ci kolejnych pięknych podróżniczych ścieżek :-) cieplutko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Co za niezapomniana wycieczka a jakie piékne widoki- Dziékuje Kasiu za cudna relacjé!

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo ciekawa relacja i piękne zdjęcia. Apokaliptyczne skojarzenia w przypadku kilku fotek również mi przyszły do głowy - widać na nich echa takiego klimatu. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Na Turbaczu byliśmy dwa razy, w tym raz nocowaliśmy z kilkumiesięczną Zosią, w czasach, gdy ceny za pokoje były znośniejsze 😅. Twoja informacja Kasiu, że można tam jeszcze spać na glebie bardzo mnie cieszy. Z chęcią wybiorę się tam po raz kolejny 😁!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, super, że gleba jest pod Turbaczem. W Tatrach już żadne schronisko nie ma gleby niestety. Nowe schronisko na Kondratowej po remoncie też zrezygnowało, a szkoda, bo kiedyś tam spaliśmy na glebie i było super. Schroniska tatrzańskie to już bardziej hotele pełną gębą.

      Usuń
  19. Super opis, wycieczka długa i piękna. Foty takie, że chce się już zieleni🙂🙂🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ciepłe Łukaszu. Trochę wyszłam z wprawy w pisaniu o szlakach, ale chcę więcej pisać i mam nadzieję więcej chodzić jak tylko przyjdzie wiosna. Już nie mogę się doczekać.

      Usuń
  20. Mróz za oknem a tutaj takie piękne zdjęcia i wspomnienia z wakacji. Aż zachciało się znów lata!

    OdpowiedzUsuń
  21. Aż nabrałam ochoty na taką wyprawę. Już nie mogę się doczekać wiosny i lata.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspaniałe są takie rodzinne wypady! I pięknie opisałaś Kasiu Waszą wędrówkę. Każdo z mijanych miejsc jest przyczynkiem do snucia miejscowych legend lub nawiązuje do miejsc i postaci z literatury i sztuki. To świadczy o tym jaką bogatą historię i tradycje posiada polskie pogórze.
    Z przyjemnością wybrałam się z Wami na szlak. Udanej niedzieli i kolejnego tygodnia.🤗🫶

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękne kadry. Lato jest piękne w górach , góry są piękne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń