4 - 5 sierpnia 2025, wypad na Turbacz
Na tej polanie bohater powieści Władysława Orkana "W Roztokach" Franek Rakoczy spotykał się ze swoją ukochaną Hanką. Zachwycający widok z Wasielki tak urzekł autora, że musiał to opisać w swojej książce. Jakoś mu się nie dziwię. Też tak robię, gdy mnie urzeknie jakiś szczyt lub inne wyjątkowe miejsce.
Chwilę idziemy grzbietem wspomnianej polany brodząc w mokrej trawie i podjadając świeże borówki - zaręczam, że trudno się im oprzeć. Polana ta wręcz obfituje w borowinę i cudne młode świerki. Kiedyś polana ta była dużo bardziej rozległa, ale z czasem zarosła. Mimo nieprzyjemnej wilgoci w butach - dosłownie słychać chlupiacą wodę - zachwycam się otoczeniem, ponieważ w Gorcach najbardziej ubóstwiam piękne hale. Najbardziej lubię brak tłumów, a na tym szlaku raczej ich nie dostąpisz. I to jest wielki plus, żeby nie rzec błogosławieństwo. Nie raz szłam w góry i praktycznie nikogo nie spotkałam po drodze, a jeśli już to były to dwie, góra cztery osoby. Kiedyś idąc z Jaworek do chaty pod Niemcową spotkałam tylko jednego pana idącego w przeciwnym kierunku. Tak jak już wspomniałam człapiemy i podżeramy borówki. Nie ukrywam, że spieszy nam się już do schroniska, a przed nami więcej niż połowa drogi. Kolejną wielką polaną i zarazem szczytem, na której gościmy jest Turbaczyk o wysokości 1087 m n.p.m. Gdyby nie zachmurzenie moglibyśmy podziwiać wspaniałe widoki, ale cóż... może innym razem szczęście dopisze. Z Turbaczyka rozciąga się widok na Beskid Wyspowy, dolinę Raby, Beskid Makowski, na zachodzie widać Diablak, oczywiście przy dobrej widoczności oraz Wielki Chocz w górach Choczanskich na Słowacji, zaś patrząc w kierunku południowo - wschodnim dostrzeżemy masyw Kudłonia (Gorce). Turbaczyk jest jedną z największych hal w paśmie Gorców, posiadającą niesamowite walory przyrodnicze i jednocześnie krajobrazowe. Trzeba dodać, że w latach 70 XX wieku polana ta była miejscem wypasu owiec. Jeśli dobrze się przyjrzeć na zachodnim krańcu hali możemy zobaczyć pozostałości po szałasie pasterskim z charakterystycznym czterospadowym dachem, zaś w centralnej części fragment kamiennego ogrodzenia, który postawiono by chronił przed dzikami. Wiosną polana Turbaczyk tworzy cudowny dywan z krokusów oraz przebiśniegów, a w czerwcu porastają ją storczyki. Znajduje się tu także siedlisko puszczyka uralskiego. Przed wojną owce wypasał tu baca Anioł z Obidowej o którym krąży pewna legenda, że ożywił owce na które rzucił urok baca z Łopusznej. Bardzo bym chciała zobaczyć tę polanę wczesną wiosną, jeszcze nie byłam w Gorcach o tej porze roku. Następne piękne hale Solnisko oraz Wierch Spalone przemierzamy w deszczu i znów wszystko co nas otacza tonie w gęstej mlecznej mgle, z której wyłania się jedynie leciutki zarys drzew. Znów pełno tu borowiny, absolutnie nie możemy narzekać na jej niedobór. Rośnie tu też tzw. psia trawka. Pomiędzy polanami ciągnie się bukowo jodłowy las przypominający tunele. Najdłuższy odcinek lasu, który przyszło nam pokonać biegnie od polany Wierch Spalone aż do Czoła Turbacza 1259 m n.p.m. Tu w lesie droga znów zaczyna się piąć pod górę (dłuuuuuugo i mozolnie) tak jak z początku na Basielke i może wydawać się bardzo męcząca, tym bardziej, że wcześniej długo szliśmy praktycznie po równym, chociaż w deszczu. Na szczęście jest to ostatni wymagający odcinek na trasie tego dnia.
Wychodzimy z lasu na dużą polanę, jest to punkt spotkania szlaków zielonego i niebieskiego, biegnącego z Poręby Wielkiej i Koninek przez Tobołów. Spotykamy pierwszych turystów, którzy idą ze schroniska pod Turbaczem w kierunku Niedźwiedzia. Witamy się wzajemnie słowami cześć i dzień dobry, wymieniamy kilka uwagę i żegnamy życząc sobie dobrego dnia. Niebieskim szlakiem nadciągają kolejni strudzeni wędrowcy. Deszcz już nie pada, a zza chmur wychodzi upragnione słoneczko. Odpoczywamy chwilę na drewnianych schodkach i podziwiamy przepiękną panoramę Beskidu Wyspowego. Ciągle podjadamy borówki - bez wątpienia łapczywie by ugasić pragnienie. Gdy czujemy, że nogi nam odżyły ruszamy dalej w kierunku doskonale znanej nam Hali pod Turbaczem, z której widoki są naprawdę mega rozległe, choć my totalnie wymęczeni myślimy już tylko o odpoczynku w schronisku i pysznym obiadku. Ledwo powłóczymy nogami, ale zatrzymujemy się na moment przy słynnym ołtarzu polowym. Kiedyś na tym miejscu stał szałas pasterski. 17 września 1953 roku Karol Wojtyła odprawił tu mszę dla swoich przyjaciół turystów oraz pasterzy i właśnie na tę cześć wybudowano ten ołtarz. Hale Turbacz pokrywa łąka ostrożeniowa na młakach. Widać stąd szczyt Gorca z wieżą widokową oraz rozległą Polanę Wzorową z drewnianą bacówką (część Hali Długiej), Kudłoń, Mostownicę, Jaworzynę Kamienicką, Kiczorę. Po drodze do schroniska zrobiłam trochę zdjęć, żeby potem nie żałować. Zamierzaliśmy wracać inną trasą.
Najmilszą niespodzianką był dla nas brak tłumów w schronisku pod Turbaczem. Kurcze, jakie szczęście nas ogarnęło, gdy ujrzeliśmy ledwie kilka osób koło budynku. Już dawno nie było tam takiego spokoju. Brak kolejki do bufetu, możecie to sobie wyobrazić. Ostatnim razem czyli w październiku dwa lata temu kolejka do bufetu ciągnęła się aż pod toaletę, a teraz... Pusto, cicho, spokojnie i te zniewalające panoramy z każdej strony. Sama rozkosz. Aż przyjemnie się je mogąc przy okazji podziwiać takie widoki. Bez wątpienia jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Gorcach. Z jednej strony wędrówka w deszczu nie należy do wielkich przyjemności, ale z drugiej odpoczynek w takim nie zatłoczonym schronisku to naprawdę wielka radość. Na obiadek zjedliśmy pierogi z jagodami - jakbyśmy mało zjedli po drodze z krzaka🤣 - a Julka naleśniki z serem, owocami i bitą śmietaną. Pycha nad pychami. Grzech nie spróbować.
Starsza relacja z wycieczki Gorc - Turbacz można znaleźć pod tym linkiem
https://kasinyswiat.blogspot.com/2017/11/gorc-i-turbacz-czyli-sierpniowe-gorce.html?m=1
https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/03/gorce-sierpniowe-cz-2.html?m=1
Poniżej : kilka ujęć z Hali Długiej
Rano obudziło nas słoneczko i piękny widok Tatr które wyłaniały się akurat z morza mgieł. Poprzedniego dnia nie było ich widać wcale. Poranek pod Turbaczem był doprawdy zachwycający. Zjedliśmy mini śniadanko, wypiliśmy herbatkę, zrobiliśmy fotkę i ruszyliśmy w stronę Starych Wierchów, gdzie planowaliśmy zjeść wypasione drugie śniadanie 😃😃😃😀 Poszliśmy na szczyt pod obelisk skąd roztaczała się jeszcze piękniejsza panorama. W oddali nad majaczyła ledwo widoczna Królowa Beskidów Babia Góra. Zaczęliśmy schodzić. Trasę Turbacz - Rabka Zdrój znamy bardzo dobrze, raz szliśmy w przeciwnym kierunku, do góry. Zdecydowanie wolę schodzić, bo idzie szybko i droga się mi nie dłuży. Nawet nie zauważyłam jak byliśmy na dole. Pierwszy przystanek był właśnie w Starych Wierchach gdzie zjedliśmy wspaniałą góralską jajecznicę z boczkiem, a dodatkiem do śniadania była boska ciepła szarlotka z bitą śmietaną. W drodze do Bacówki na Maciejowej (właściwie Przeł. Przysłop) też natrzaskałam mnóstwo zdjęć. Ta trasa jest naprawdę cudowna i malownicza, trudno się nie zatrzymywać co rusz i nie robić zdjęć. Myślę, że jeszcze nie jeden raz będziemy wędrować tym szlakiem. Pomiędzy Turbaczem, a Starymi Wierchami na niewielkiej polance pod Obidowcem znajduje się miejsce katastrofy samolotu pasażerskiego, który rozbił się tu 23 maja 1973 roku. Pomnik wykonali pracownicy schroniska PTTK pod Turbaczem. W okolicy pomnika widoczne są odsłonięte tzw. skałki skalinskie (gruboławicowe piaskowce i zlepieńce.
Informacje zawarte we wpisie oparte na wiedzy z przewodników :

























































































































Wspaniała relacja Kasiu. W sam raz na te chłody. I zdjęcia przepiękne, widać tu Duszę Artysty. Pozdrawiam serdecznie w sobotę 3 stycznia - Pełnia za bardzo nie dała spać.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci Jardianie że u mnie też słabo ze spaniem ostatnio. Takie wycieczki zawsze się miło wspomina. Pozdrawiam najserdeczniej
UsuńCudownie o tej porze roku nacieszyć oczy zielenią.
OdpowiedzUsuńTo prawda. Aż się chce żeby już przyszła ta wiosna.
UsuńJak miło popatrzeć i powspominac moja wyprawę na Turbacz! Popatrzeć na widok na Tatry... Piekne zdjęcia, super relacja.
OdpowiedzUsuńTak, pamiętam jak pisałaś o tym. Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. Buziaki
UsuńJak pięknie. I zielono. A mnie dalej marzy się wyjść kiedyś w Gorce. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńNiech już będzie wiosna. Mam nadzieję, że twoje marzenie o Gorcach się spełni. Ja też bardzo lubię twoje góry wokół Wadowic. Marzy mi się Beskid Mały obejść. Dwa razy byłam na Leskowcu i Groni Jana Pawła II. Piękne okolice. Pozdrawiam Cię najserdeczniej Kochana ♥️
UsuńWspaniale! Mogłabyś wydać jakiś przewodnik, bo i historia i zdjęcia są super :)
OdpowiedzUsuńDzięki Aniu, pomyślę o tym. Ściskam mocno
UsuńI loved reading about your climb, especially how you described the forest sections and the glades. I could really imagine Julka pushing forward up that steep slope! Did she enjoy the views as much as you did in the end? I just shared a new post myself and would be delighted if you stopped by to take a look.
OdpowiedzUsuńIm very glad Melody. Thank You so much for these words. We both love trips and nature.
UsuńCudne widoki i wspaniała wycieczka.
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Bardzo dziękuję Moja Droga :)
UsuńWitaj Kasieńko!
OdpowiedzUsuńSerdecznie dziękuję Tobie za ten wpis. Ja i moja rodzinka nie jesteśmy górzaści,my zdecydowanie team morze. Ale z przyjemnością obejrzałam Twoje zdjęcia i przeczytałam cały wpis. Widać, że lubisz pisać bo pięknie to wszystko opisałaś. Treść wciąga jeszcze bardziej niż zdjęcia,a przecież te są doskonałe. I doskonale Cię rozumiem jeśli chodzi i robienie zdjęć naturze. Ją też tak mam, że cały czas z telefonem na wierzchu chodzę. W niedzielę poszliśmy na spacer do ośnieżonego lasu i nie umiałam się powstrzymać od zdjęć 😉
Córcie masz bardzo dzielną, że przebyła taką trasę. Moje córy są dwa razy starsze od Julki i nie ma opcji żebym je wyciągnęła na taki " spacer". Więc jeśli kiedyś będzie mi dane być w Beskidach to sama będę się musiała wspinać 🤣
Kochana w nowym roku życzę Ci dużo zdrowia, spokoju, uśmiechu i więcej tanich wspaniałych wypraw bez dzikich tłumów obok. Gorące uściski 😘
Dziękuję bardzo za życzenia Moni. Mam nadzieję że się spełnią. Uwielbiam chodzić, odkrywać, robic fotki. Sama radość z takich wypraw.
UsuńCzytając Waszą relację, od razu poczułem się, jakbym szedł z Wami tymi gorczańskimi szlakami. Bardzo lubię, kiedy ktoś opisuje wycieczkę z taką dbałością o szczegóły – od historii miejsc, przez spotkane zwierzęta, po mokre buty i borówki w trawie. Widać, że nie chodzi tylko o „zaliczenie szczytu”, ale o pełne doświadczenie gór – wysiłek, przyrodę, historie związane z okolicą i małe codzienne przyjemności.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się też, że pokazujecie, jak ważne są detale – mgła, borowina, polany, ołtarze, pozostałości po szałasach – bo to one sprawiają, że miejsce nabiera charakteru. I choć pogoda Wam nie zawsze sprzyjała, to widać, że górski krajobraz i spokój bez tłumów wynagradzały wszystko.
Ciekawa jest też refleksja nad wędrówką z dzieckiem – podejście pod Basielkę i wspomnienie o przyszłych wyzwaniach Julki pokazuje, że góry uczą wytrwałości, a jednocześnie dają satysfakcję całej rodzinie.
Wasza relacja nie jest schematycznym przewodnikiem – jest pełna życia i prawdziwych emocji, a przy tym merytoryczna. To sprawia, że aż chce się wyruszyć na Turbacz i poczuć choć odrobinę tego, co Wy.
Bardzo dziękuję za twój komentarz Andrzeju. Po górach chodzimy od dawna, córki też się starają. Julka zaczynała od małych górek i tak stopniowo coraz większe i wyższe progi:). Podobnie te starsze dziewczyny. Trochę szła sama, trochę ją nosiliśmy aż się nauczyła. Bardzo lubimy Gorce, Beskid Wyspowy i Sądecki. Cieszę się bardzo, że Ci się udzielił klimat. Będzie jeszcze trochę postów górskich. Dziękuję bardzo za odwiedziny.
UsuńBardzo mi miło, że tak to odbierasz. Fajnie słyszeć, że córki miały stopniowy start i mogły oswajać się z górami we własnym tempie – to naprawdę robi różnicę i zostaje w pamięci. Sam też doceniam Gorce i Beskid Wyspowy, mają w sobie spokój i klimat, którego nie znajdziesz w popularnych szlakach. Cieszę się, że posty górskie będą kontynuowane – z przyjemnością będę zaglądał i inspirował się Waszymi wyprawami.
UsuńByliśmy na tej trasie. Bardzo miło i z lekkim dreszczykiem ją wspominam. Szliśmy nocą do schroniska, w dali słychać było dziwne odgłosy. Niestety coraz bardziej zbliżaliśmy się do nich. Zaczął padać dość ulewny deszcz. Zbliżaliśmy się coraz bardziej do schroniska, nie było odwrotu, trzeba było się zagrzać i osuszyć. Te dziwne odgłosy to pasące się owce i pilnujący ich baca. Jeszcze sobie z panem porozmawialiśmy. On też miał niezłe wystraszone spojrzenie, gdy nas zobaczył.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia! Rozmarzyłam się. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na spacerze. Teraz jest tak zimno że wychodzimy z Piotrusiem tylko trochę pobawić się przed domem. Nie ma co robić w taki mróz. Dlatego bardzo mi miło że mogłam z tobą wyruszyć na ten niesamowity spacer. Fotorelacja naprawdę zachwycająca. Nigdy nie byłam na tej trasie ale mam nadzieję że kiedyś uda nam się na nią wejść 😁
OdpowiedzUsuńAle super wyprawa, zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuńBeautiful photos, Kasia. Thank you so much for sharing this lovely tour. I have not been feeling 😕 well and your post is bringing me much joy.
OdpowiedzUsuńLindo lugar. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńŚwietnie ogląda się takie widoki zimową porą. Dzięki za relację i ciekawe informacje.
OdpowiedzUsuńRadości w nowym roku i cudownych ścieżek do odkrycia !
Tomaszowa
Chcesz przynieść nam trochę lata? :)
OdpowiedzUsuńI sobie przy okazji. Wakacyjne Gorce zawsze mile widziane. Czas zleci i znów będą Gorce.
UsuńPrzepiękne zdjęcia i góry i te wszystkie miejscówki. Aż człowiek ma ochotę się spakować i uciec w taką górską dzicz w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie dziwię się ,że nie mogłaś się oprzeć świeżym borówkom. W takich okolicznościach na pewno smakują jeszcze bardziej.
OdpowiedzUsuńW tym Nowym Roku życzę Ci kolejnych pięknych podróżniczych ścieżek :-) cieplutko pozdrawiam
Co za niezapomniana wycieczka a jakie piékne widoki- Dziékuje Kasiu za cudna relacjé!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawa relacja i piękne zdjęcia. Apokaliptyczne skojarzenia w przypadku kilku fotek również mi przyszły do głowy - widać na nich echa takiego klimatu. :)
OdpowiedzUsuńNa Turbaczu byliśmy dwa razy, w tym raz nocowaliśmy z kilkumiesięczną Zosią, w czasach, gdy ceny za pokoje były znośniejsze 😅. Twoja informacja Kasiu, że można tam jeszcze spać na glebie bardzo mnie cieszy. Z chęcią wybiorę się tam po raz kolejny 😁!!!
OdpowiedzUsuńTak, super, że gleba jest pod Turbaczem. W Tatrach już żadne schronisko nie ma gleby niestety. Nowe schronisko na Kondratowej po remoncie też zrezygnowało, a szkoda, bo kiedyś tam spaliśmy na glebie i było super. Schroniska tatrzańskie to już bardziej hotele pełną gębą.
UsuńSuper opis, wycieczka długa i piękna. Foty takie, że chce się już zieleni🙂🙂🙂
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za ciepłe Łukaszu. Trochę wyszłam z wprawy w pisaniu o szlakach, ale chcę więcej pisać i mam nadzieję więcej chodzić jak tylko przyjdzie wiosna. Już nie mogę się doczekać.
UsuńMróz za oknem a tutaj takie piękne zdjęcia i wspomnienia z wakacji. Aż zachciało się znów lata!
OdpowiedzUsuńAż nabrałam ochoty na taką wyprawę. Już nie mogę się doczekać wiosny i lata.
OdpowiedzUsuńWspaniałe są takie rodzinne wypady! I pięknie opisałaś Kasiu Waszą wędrówkę. Każdo z mijanych miejsc jest przyczynkiem do snucia miejscowych legend lub nawiązuje do miejsc i postaci z literatury i sztuki. To świadczy o tym jaką bogatą historię i tradycje posiada polskie pogórze.
OdpowiedzUsuńZ przyjemnością wybrałam się z Wami na szlak. Udanej niedzieli i kolejnego tygodnia.🤗🫶
Piękne kadry. Lato jest piękne w górach , góry są piękne. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń