"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

niedziela, 2 lipca 2017

Tivoli - kraina jak z marzeń. Wspomnienia


TIVOLI czyli dawny starożytny TIBUR to niewielkie miasteczko które natychmiast urzekło mnie swym niezwykłym pięknem. Jego walory to zielone Wzgórza Sabińskie otaczające tą miejscowość, zabytkowe średniowieczne centrum miasta, rzeki oraz spadające kaskadą wodospady, które można podziwiać już z okien pociągu. Kraina jak z bajki, nieprawdaż?  Tivoli od wieków stanowiło kurort wakacyjny. Poeci, książęta, cesarze a nawet barbarzyńscy wodzowie budowali sobie tu letnie wille, między innymi cesarz August. Forteca Rocca Pica pochodząca z XV wieku została wzniesiona na ruinach rzymskiego amfiteatru. Znajdujący się opodal Willi D'Este kościół Santa Maria Maggiore powstały w V wieku to jedna z piękniejszych świątyń w tej miejscowości.  Przebudowano go w XIII wieku, a następnie otrzymał gotycki portal wbudowany w romańską fasadę. W kościółku San Silvestro podziwiać można znowu kilka interesujących XIII wiecznych fresków, sama budowla sprawia wrażenie uroczej jeśli nie patrzeć na nowoczesne szklane drzwi i parę kiczowatych kaplic. Tuż obok znajduję się ciekawa fontanna,a w pobliżu tzw. Dom Gotycki. Kościół San Lorenzo Duomo, (katedra) został niestety przebudowany w XVII wieku, ale wart jest odwiedzenia ze względu na drewniany Tryptyk Zbawiciela wykonany z XII wieku,z suknią wykonaną ze złota i srebra. Podobne wrażenie robi niepokojąco współczesne dzieło pt. Zdjęcie z krzyża pochodzące z XIII wieku. Idąc Via Valerio, a potem Via Sibilla w kierunku restauracji Sybilla mijamy okrągłą Świątynie Vesty oraz prostokątną Świątynie Sybilli. Przy Largo Sant Angelo znajduje się wejście do ogrodów należących do Willa Gregoriana gdzie możemy podziwiać piękny wodospad. Niedaleko od Tivoli cesarz Hadrian żyjący w latach 117 - 138 wzniósł swoją wspaniałą obszerną willę w której gościł nie tylko przyjaciół, ale także znanych intelektualistów szukających miejsca do wyciszenia i kontemplacji. Budowę tego wyrafinowanego "pałacu przyjemności" podjął zaraz po objęciu władzy i ukończył ją w 133 roku ( pracę trwały 15 lat). Posiadłość ta miała 12 ha, a na jej terenie znajdowały się teatry, termy, biblioteki jak i również okazały ogród. Była ona mistrzowskim osiągnięciem tego władcy architekta, który zasłynął już wcześniej dzięki takim pomnikom architektury jak Panteon i Castel Sant Angelo w Rzymie. Ten piękny przybytek nawiązywał do innych architektonicznych cudów świata, poznanych przez Hadriana w czasie jego podróży, był też pomnikiem ludzkich możliwości i jednocześnie miejscem nauki i rozważań. Do dziś zachowały się jedynie ruiny tamtej letniej rezydencji. Będąc w Tivoli trzeba koniecznie odwiedzić to niezwykłe miejsce. Nam niestety nie udało się wtedy o nie zahaczyć, mamy jednak nadzieję naprawić ten błąd przy okazji następnej wizyty... Oby nie za tysiąc lat :)



Plan posiadłości cesarza Hadriana

 
 
Poniżej : Makieta dawnej Villi Hadriana
 
 
 
Poniżej : Teatr Morski

 
Poniżej : posadzka w jednej z komnat (mozaika)
 
 
Poniżej : ogród w Villi Hadriana
 
 
Poniżej : Świątynia Serapisa
 
 
 
 
Poniżej : Świątynia Wenus
 
 
 
Strony z których pochodzą zdjęcia z Villi Hadriana podane są samych dole, pod postem. Niestety nie posiadam własnych zdjęć z tego miejsca.
The sites from I took a pictures of Hadrian's Villa I took are down of the site, under the post
 
 
Do Tivoli pojechaliśmy pociągiem ze stacji Tiburtina na który cudem zdążyliśmy. Byłby nam zwiał,bo nie mogliśmy znaleźć peronu przy którym  miał się zatrzymać.  Na szczęście mój mądry mąż szybko rozkminił rozkład jazdy i doszedł do wniosku, że trzeba wsiąść w pociąg jadący do Pescary. W ostatniej chwili wpadliśmy  do wagonu klasy drugiej by po chwili spocząć w wygodnym fotelu i złapać oddech. Za przejazd zapłaciliśmy grosze i nawet nie było kontroli biletów. Dziwne nie? U nas takie rzeczy się raczej nie zdarzają. O podjęciu tej wyprawy zdecydowaliśmy jakoś w przeciągu godziny kiedy dzień wcześniej siedziałam gdzieś pod drzewem w parku Villa Borghese studiując przewodnik o Rzymie. Jak tylko przeczytałam o tamtejszych atrakcjach turystycznych Tivoli zaraz wiedziałam, że muszę tam być. Taka już jestem z natury, że wsiąkam wszystko co dotyczy kultury, zabytków, sztuki. Najbardziej chciałam odwiedzić słynną Wille D'Este z jej wspaniałym tarasowym ogrodem w której znajduje się niezliczona ilość przepięknie rzeźbionych fontann (podobno jest ich tam około stu). Widok tego miejsca aż zapiera dech w piersiach. Niezwykły klimat i jego urok tego miejsca zapada w pamięć na bardzo długo. Owa Willa zbudowana została na miejscu klasztoru Benedyktynów na polecenie kardynała Hippolita D'Este, syna Lukrecji Borgi, który nie żałował pieniędzy i wynajął najlepszych architektów którzy przeobrazili opactwo w piękny pełen przepychu pałac otoczony wspaniałym obszernym tarasowym parkiem obfitym w wyrafinowane manierystyczne groty, klasyczne posągi i szereg zachwycających fontann. Park powstał na miejscu drobnych posiadłości, których właściciele zostali wywłaszczeni przez tegoż kardynała. Po śmierci tegoż kościelnego dostojnika willa zaczęła popadać w zaniedbanie, dopiero w latach 20 - tych XX wieku odnowiono ją i otwarto dla turystów.
 
Część zdjęć z Villi D'Este posiadamy więc mogę się pochwalić tym co mam, inne muszę zapożyczyć od wujka Google :) Sam pałac jest niesamowity wewnątrz, lecz największe wrażenie robi oczywiście to co go otacza czyli słynny park z tarasami i fontannami. Aż żal było stamtąd wyjeżdżać. Mogłabym tam siedzieć bez końca, spocząć gdzieś pod jakimś drzewkiem z dobrą książką i nie ruszać się nigdzie, godzinami napawać się tym niezwykłym klimatem. Wszystko tam po prostu tonie w zieleni. Przepiękny  malowniczy zakątek, zadbany i zielony. Duch minionych wieków cały czas jest tam obecny. Trzeba zaznaczyć, że Włosi zawsze uwielbiali otaczać się pięknem w pełnym tego słowa znaczeniu, możemy tego doświadczyć niemal na każdym kroku. Każdy element parku ma swój urok. Gdzie byś nie stanął możesz podziwiać niesamowite uroki. Na to by dokładnie poznać cała posiadłość musieliśmy poświęcić praktycznie cały dzień gdyż naprawdę jest co oglądać. Każda fontanna jest warta tego by jej chwilę poświęcić. Można spacerować alejkami ocenionymi przez cyprysy i cieszyć oczy tym co nas otacza. Strasznie tęsknie za słoneczną cudowną Italią, za tymi ruinami po których chodziliśmy niemal codziennie, za parkami, ogrodami, bajecznie pięknymi fontannami, zapchanymi uliczkami. To cały charakter tego kraju. Człowiek czuje się tam jakby się cofnął w czasie. Podróżowanie po Włoszech to była istna bajka.
 
 
Poniżej : Zdjęcie pokazuje jak wyglądała kiedyś posiadłość Kardynała D'Este kiedyś
 

 
 
 
 
Poniżej : Taras z którego można podziwiać otaczający willę park oraz prawie całe Tivoli
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej : Wnętrze pałacu
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej : Fresk przedstawiający powitanie Herkulesa na Olimpie
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej : Fresk przedstawiający sceny z rzymskiej mitologii
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej : Fresk przedstawiający Trumf Apolla
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej: Fontanna Pegasusa
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej : Fragment Fontanny Organy ze statuą Apolla skąpanej w słońcu
 

 
 
 
 
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
Poniżej : No i pożegnanie z Tivoli... Wracamy do Rzymu
 
 
fot. Dariusz Dudziak
 
 
Źródła :
 
Przewodnik National Geographic, Rzym : Sali Gilbert, Michael Brouse : Wydawnictwo Polskie, Warszawa, 2002
 
Reszta zdjęć zapożyczona została ze stron :
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 http://www.quondam.com/01/0125.htm

https://pl.pinterest.com/pin/290271138462787791/

http://www.romeanditaly.com/package/tivoli-villa-deste/

https://www.thetapestryhouse.com/tapestries/view/457/villa-deste-gardens

https://en.wikipedia.org/wiki/Villa_d%27Este

środa, 7 czerwca 2017

Moje odkrycia : Fenomenalny Benedict Cumberbatch

Zwariowany detektyw czy tragiczny książę Hamlet?
 
Które jego oblicze jest Wam bliższe?
 
 
 
Benedict Timothy Carlton Cumberbatch - brytyjski aktor filmowy, teatralny i telewizyjny, oraz producent. Urodził się w Londynie, 19 lipca 1976 roku jako syn pary aktorów, Timothy'ego Carltona i Wendy Ventham. Pierwsze lata edukacji Benedict spędził w dwóch niezależnych szkołach, były to Brambletye Shool w Zachodnim Sussex oraz do prestiżowej Harrow Shool znajdującej się w południowo - zachodnim Londynie, tam też zaczęła się jego przygoda z aktorstwem. Po ukończeniu tych szkół spędził rok w tybetańskim klasztorze gdzie uczył angielskiego jako wolontariusz. Swój warsztat aktora dramatycznego doskonalił na Uniwersytecie w Manchesterze, a po utrzymaniu tytułu kontynuował naukę aktorstwa w Londynie w Akademii Muzyki i Sztuki Dramatycznej. Na scenie działa od 2001 roku. Pierwsze role w karierze Benedicta to między innymi Hawking w którym aktor wcielił się w genialnego astrofizyka dotkniętego poważną chorobą jaką jest stwardnienie rozsiane - ta rola dała mu nominacje do nagrody BAFTA, a ponadto Głos wolności w którym zagrał młodego Premiera Wielkiej Brytanii czy film pt. Pokuta. W 2010 pojawił się po raz pierwszy na planie serialu Sherlock nadawanego przez kanał BBC i  wcielił się w samego Sherlocka Holmes' a -  dzięki tej roli zdobył wielką sławę i kolejną nominację do nagrody BAFTA. Jest to oczywiście  współczesna adaptacja przygód najpopularniejszego na świecie detektywa wymyślonego przez Sir Conan Doyla.  Benedict użyczył również  głosu Smaugowi (smok)  w ekranizacji tolkienowskiego Hobbita (2012) tam też Cumberbath spotkał się z Martinem Freemanem (ten grał samego Bilbo Bagginsa) odtwórcy roli Dr Watsona w Sherlocku. Wśród innych znakomitych filmów z udziałem tegoż błyskotliwego aktora wymienić można Grę tajemnic ( Alan Touring) Czas wojny, Szpieg czy Piąta władza, Dr Strange ( film sience fiction - 2016). Nie wypada pominąć jego udziału w sztuce Hamlet w której również gra rolę tytułową.
 
 Benedicta zobaczyłam po raz pierwszy w Sherlocku i momentalnie zaskoczyło :) Nic dziwnego. Ten
 facet robi na widzu po prostu piorunujące wrażenie. Trzeba mu to przyznać.  To dzięki niemu polubiłam tego legendarnego detektywa Holmes' a który przedtem jakoś nigdy mi nie podchodził. Wydawał mi się wręcz nudny i ponury. A teraz... ?  Łykam odcinek po odcinku i nie mam dość. To zdaje się przez tą moją nabytą Anglofilię :) Przepadłam zwyczajnie i nie będę się wypierać że nie ;) Jak dla mnie ten serial jest niesamowity!!! Jest zabawny, sympatyczny, bo przesycony specyficznym czarnym angielskim humorem i czego chcieć więcej. To jest to co Kaśki kochają najbardziej. Podobny mam stosunek do Latającego Cyrku Monty Pythona. Jest dużo śmiechu Kochani. Dużo, dużo... Już dawno nie widziałam tak świetnego serialu. Wciąga i bawi zarazem. Poza tym to też sprawka fantastycznego duetu Cumberbatch - Freeman, czyli Sherlock Holmes i jego wierny towarzysz, lekko przyziemny ale nie mniej uroczy dr Watson. Jak to mówią, równowaga w przyrodzie musi być tak więc absolutnie nie obędzie się w tym teamie bez realisty Johna, który na szczęście mocno trzyma Sherlocka przy Ziemi, gdyż tamten myślami zawsze jest gdzieś już w kosmosie. Taki jest ten nasz Holmes. Co mi się najbardziej w nim podoba? Totalna gaduła to raz -  mnie wielką gadułę  podobno ciężko przegadać, a ten to całkowicie bije na głowę wszystkie gaduły na świecie. Tysiąc słów na minutę. Brawo Ty Sherlocku. Gość jest cholernie błyskotliwy - to dwa. Ma bardzo hipnetyzujący sposób mówienia, który natychmiast zwraca uwagę widza, ten uwodzicielsko niski, delikatnie charczący głos oraz arcy nietypową urodę -  to trzy. Odrobinę przypomina dr House' a albo dr House jego, jak kto woli - jest bezczelny, bezpośredni, bez żadnych ogródek. Sherlock sam przyznaję się do tego, że jest SOCJOPATĄ. Potrafi szokować niekontrolowanymi absurdalnymi poczynaniami. Raczej trudno z nim rozmawiać -  to cztery. Jednym słowem Sherlock to ciężki orzech do zgryzienia, ale nie da się go nie lubić. Podobnie mam z Housem że uwielbiam gościa BEZGRANICZNIE, chociaż to amerykańskie realia. Nam widzom jednak z łatwością przychodzi lubić tego nieogarniętego łobuza. Filmowy Sherlock Holmes w Robertem Downey Juniorem w ogóle mnie nie przekonał.  Ten angielski Bzik natomiast od pierwszej chwili ujął mnie swoim dziwacznym zachowaniem. Nie wiem czy mówiłam już, że ja kocham takich dziwaków. Pomysł stworzenia współczesnego Sherlocka jest dla mnie świetną sprawą. Wartka akcja, świetna fabuła, bawiące do łez sytuacje i dialogi. Wszystko w najlepszym guście. Każdy odcinek zaskakuje niebanalną historią, trudno do prawdy przewidzieć jak się skończy odcinek, co wymyśli Sherlock. Momentami wszystko dzieje się w takim tempie że przestaje nadążać serio. Szkoda że czwarty sezon był ostatni. Ze wszystkich dotąd wyświetlonych ten rozwalił mi system  totalnie. Chyba obejrzę wszystkie sezony jeszcze raz po kolei. Motyw z siostrą Sherlocka i Mycrafta boski, nie mam pytań. Ryje momentami psyche, ale jak dla mnie  może być. Śmierć Mary Watson też mnie dobiła- kompletnie bez sensu. Żal mi było potem ich obu, Johna i Sherlocka. Żaden z nich nie mógł sobie z tym poradzić. Pani Hudson też niezła aparatka. Śmiertelnie mnie rozbroiła tym jak zakuła Holmes' a w kajdanki i siup go do bagażnika takiego wielkoluda. Genialny sposób na szaleństwa Sherlocka. Pewnie lepiej mu się nie nawinąć jak zaczyna bałaganić w swoim małym przytulnym mieszkanku na piętrze. Bałaganić :) mam na myśli głównie strzelanie do przedmiotów znajdujących się tu i ówdzie. Benedict wykreował doskonałą postać. Zabawną, zagadkową i tajemniczą zarazem. Genialny aktor zagrał genialnego detektywa bohatera wymyślonego przez Sir Arthura Conan Doyla.
 
 
Poniżej : Ben jako Sherlock Holmes w serialu Sherlock
 
 
Poniżej : Ben jako Hawking w filmie Hawking
 
Poniżej : Ben jako Turing w Grze tajemnic
 
 
 
 
Zaraz po Sherlocku zachwycił mnie Hamlet. Poważnie. Jak tylko się dowiedziałam że Benedict Cumberbath wystąpi w sztuce Shakeaspere' a i to jeszcze w roli głównej natychmiast pognałam do Multikina. To był fantastyczny pomysł żeby puszczać brytyjskie dramaty na dużym ekranie. Mam nadzieję że jeszcze powtórzą niektóre lepsze sztuki. Wielka szkoda, że nie mogłam tego zobaczyć na żywo w Teatrze bo to zawsze inaczej. Może kiedyś jak będę w Anglii to mi się uda pójść na jakiś spektakl. To by była nie lada gratka. Zawsze lubiłam czytać dramaty i chodzić do Teatru. Taka ze mnie romantyczna dusza. Obecnie czytam Elektrę Eurypidesa i powiem Wam, że robi wrażenie. Dla porównania z Elektrą Sofoklesa oczywiście :) Następnym razem coś o tym napisze. Cały zbiór tragedii sobie pożyczyłam do kontemplowania. Nie jest łatwo to czytać, ale jakoś idzie powolutku. W ogóle mam ogromny szacunek dla aktorów występujących w Teatrze ponieważ tak naprawdę od tego się wszystko zaczyna. To początek drogi aktora. Granie w teatrze to prawdziwa żywa gra aktorska, nie ma tu miejsca na poprawki czy zmiany. Albo się potrafi grać na żywo albo nie. To tak jak z muzyką... poniekąd. Trzeba być bardzo wiarygodnym, umieć oddać emocje bohatera.  Przenieść je na scenę tak by widz to poczuł. Benedict gra doskonale oddając całą paletę barw emocji czego mu bardzo gratuluje. Bez wątpienia jest on jednym z najlepszych brytyjskich aktorów młodego pokolenia. Wszechstronnie utalentowany aktor. To piękne że nadal gra na deskach, nie ogranicza się jedynie do ról telewizyjnych czy wielkich produkcji kinowych. Nie ma nic bardziej szlachetnego niż gra w teatrze. W tej dziedzinie Brytyjczycy również są pionierami, mają to już we krwi kiedy się rodzą. Brytyjczycy rodzą się albo aktorami albo komikami albo muzykami rockowymi, hahahah ;) Zanim poszłam na Hamleta przeczytałam oczywiście sztukę, a mimo oglądałam to potem z zapartym tchem. Na studiach czytałam Makbeta, który też był bardzo dobry. Jak można nie kochać Anglików? Ciężko by mi było  :) Mam nadzieję że kiedyś wyjdzie na DVD ten Hamlet z Benkiem. Chętnie bym zobaczyła to przeżyła jeszcze raz posłuchała szekspirowskiego angielskiego. Brzmi pięknie tak poprawnie, czysto, że naprawdę cudownie się słucha.
 
 
 
 
Źródła : informacje oraz zdjęcia pochodzą ze stron
 
 
 
 
 
 
 
 
 

niedziela, 21 maja 2017

Wiosenno muzyczny powrót

Witajcie Kochani

Można powiedzieć, że kryzys twórczy już za mną. Nareszcie poszedł sobie sio... Jestem tu i piszę tego posta, co znaczy, że jest ze mną lepiej jak było. Strasznie długo mnie trzymało to ogólne zniechęcenie do wszystkiego. Okres od stycznia do kwietnia jest najgorszy dla mojej kondycji psychofizycznej. W ogóle nie mogłam się pozbierać, przez ten czas, do niczego zmobilizować. Ogarnął mnie taki marazm, że coś strasznego. Gdzieś na początku roku dopadła mnie rwa kulszowa, która odpuściła mi ledwie na miesiąc, by powrócić w trochę ostrzejszej wersji i męczy mnie do teraz, niemiłosiernie utrudniając funkcjonowanie. Niedawno skończyłam serię zastrzyków i wcale mi to nie pomogło. No może odrobinkę zelżało. Doktorka postraszyła mnie, że mam wysunięty dysk. Nieciekawie się mam, powiem Wam szczerze. Ból na każdym kroku, strach się przekręcić na bok, wstać, kichnąć żeby nie cierpieć. Chodzę pokurczona, utykam. Jest naprawdę paskudnie. Chyba w życiu się jeszcze tak źle nie miałam jak teraz. Wielkanoc w tym roku to była dosłownie męczarnia. Przy okazji złapałam dołka, z którego ciężko jest się wygrzebać. Walczę z tym cały czas, nie daje się. Raz jest dobrze raz gorzej, chociaż staram się nie myśleć o tym. Wiem, że muszę się więcej ruszać. Jeśli środki farmakologiczne nie pomagają to może chociaż ruch sprawi, że mi to cholerstwo przejdzie. Na zabiegi mam dopiero termin w listopadzie, a do neurologa w lipcu... Cóż, katastrofa, ale trzeba żyć dalej.Nie dzierżę zimna i wilgoci - wpływa to na mnie bardzo niekorzystnie. Bez wątpienia jestem osobnikiem ciepłolubnym. Mega ciepłolubnym, trzeba dodać. Mieszkanie w takich krajach jak Anglia, Szkocja czy Irlandia mogę sobie wybić z głowę, choć tak mi się marzyło, żeby tam pobyć dłużej. Dla mnie to prędzej Francja czy Portugalia gdzie rządzi ciepło. No i Włochy oczywiście. Podobało mi się tam, tęsknię za ich kulturą i jedzeniem, luźną atmosferą.
 
Żeby nie zwariować przy tym wszystkim jak zwykle karmie się dobra muzyka. Troszkę Klasyki, troszkę współczesnej muzyki.... No nie, chcąc być obiektywną muszę otwarcie przyznać, że Floydow i King Crimson wale końskie dawki. To się nazywa uzależnienie, co? Ale to tak poza nawiasem, tymczasem wracam do czasów współczesnych. Jeśli mowa o muzyce dziś to  rzecz jasna również rock progresywny obowiązkowo, rock,  no i blues, pop raczej rzadko. Jakoś tak przylgnęłam do tego rocka, że łykam wszystko co się ukaże nowego. Tyle tych wspaniałych rozmaitości, że hohohohho. Aż trudno wszystko naraz ogarnąć. Coraz więcej rzeczy poznaje i nie powiem, bardzo pozytywnie mnie zaskakują te nowości.... Żeby nie było, że tylko Legend Rocka słucham... Heheheh. Miałam  w lutym zrobić takie zestawienie współczesnych utworów które mi się najbardziej podobają, no ale widzicie. Wyszło jak wyszło, ze post się nie ukazały z powodu braku weny... To może teraz w końcu to zrobię i już mnie to nie będzie więcej prześladować. Te nowości czerpie oczywiście ze wspaniałych audycji z moich ulubionych radyjek internetowych Pro Radio, Rock time, Elita Caffe, Radio Polska Live, Radio Akadera. Koledzy naprawdę maja fantastyczne audycje przede wszystkim wiedze muzyczna godna pozazdroszczenia. Tak pięknej ambitnej muzyki nie usłyszycie w żadnym komercyjnym radiu. Wole sobie zatem posłuchać tych mniej popularnych mediów, ale nadających muzykę treściwą i wartościowa. Dzięki Kolegom z tych rozgłośni  moje uszy otworzyły się szerzej. Polecam Wam serdecznie, zwłaszcza tym co lubią dobra dawkę rocka. Spodoba się, gwarantuje.
 
Audycja Olo Karmazynowy pryzmat dźwięku w Pro Radio :  NIEDZIELA Godz 17 do 18 - rock progresywny, powtórki w czwartki o 19
Poniedziałek w Pro Radio Siódmy zmysł prowadzi Magdalena Zen. godz 22  do 23
Radio Akadera Płyty z górnej polki prowadzi Adam Musiuk poniedziałek co 2 tygodnie o 20 
Piątki w Pro Radio Cztery Pory Rocka od godz 21 prowadzą : Robert Błaszak, Mirosław Prog, Olo Kawecki, Paweł Sieradzki (przemiennie co tydzień)
Czarno Białe Klawisze w Pro Radio - sobota godz.22, prowadzi Jerzy Kapała
Ciemna Strefa Muzyki w Pro Radio - sobota godz.20, prowadzi Grześ
Wtorock w Radio Polska Live prowadzi Mikołaj Stężycki Wojtasiak we wtorek o 20 - Różne twarze Rocka

Radio Rock Time w środy o 21 do 24 prowadzi Krzysztof Jester Audycja Rock and Prog
Elita Cafee prowadza Robert Duch Kuźnia i Gregor szczególnie dla tych co lubią ostra jazdę Metal i inne tego typu gatunki. Środy soboty, piątki, niedziele, przeważnie od 19 do ok 23

Polecam serdecznie w imieniu Kolegów i Koleżanki prowadzących.
 
 
A teraz proszę moje ukochane współczesne kawałki rockowe i nie tylko rockowe Te które najbardziej mnie zachwycają wbijają w fotel i tak dalej. Można by mówić i mówić. Bo jest się czym zachwycić. Okazuje się że współcześni też potrafią.
 
Black Mountain : Mother of the sun
 
 

 
The Pineapple Thief : The final thing on my mind
 
 
Leonard Cohen : You want it darker
 
 
Riverside : Time travellers
 
 
Riverside :  Discard your fear
 
 
Anathema :  Deep
 
 
 
Airbag : Identity
 
 
Bjorn Riss
 
 
Ali Ferguson : Why are we whispering?
 
 
Ray Wilson They never should have sent You roses
 
 
Big Big Train : A mead hall in winter
 
 
Robin Mc Kelle and The Flythons : Like a river
 
 
 
Lunatic soul : Gutter
 
 
 
Millenium :  Ego
 
 
Lizard : Autoportret
 
 
 Łukasz Gall : In the mirror of dreams
 
 
 Steven Wilson : Routine
 
 
Blackfield : Family man
 
 
Archive :  Again
 
 
Archive : Goodbye
 
 
Joe Bonamassa : Drive
 
 
Joe Bonamassa & Beth Hart : I'II take care of You
 
 
Beth Hart : Jazz Man
 
 
Amy Lee : Speak to me
 
 
David Gilmour : In any tongue
 
 
David Gilmour : Take a breath (co prawda z 2006 ale jakie cudeńko)
 
 
Ali Ferguson : All in the winds
 
 
Neil Finn :  The song of the lonely mountain
 
 
Nosound : In my fears
 
 
Jeff Beck and Lizzy Ball : Scared for a children z najnowszej płyty. Jak zawsze profesjonalna gitara
 
 
Anastacia : Absolutely Positively
 
 
The Ryszard Kramarski Project : Five hundred milions little bells
 
 
Snowy White : The blues talking
 
 
Abraham Lee :  The season turn
 
 
Storm Corrosion : Drag Ropes
 
 
 
Mark Knopfler : Privateering Cudowne smaczki gitary Marka jak zwykle.
 

 
Porcupine Tree : Trains
 
 
 
 
No byłoby tego na razie... Jak widzicie uzbierało się troszkę tej muzyczki. Niektóre z powyżej przedstawionych są bardziej współczesne inne są troszkę starsze. Większość to oczywiście pozycje z zakresu rocka progresywnego gdyż inaczej być nie może. Niekiedy wdziera się też bluesik i jazz. Gdyby nie audycje mogłabym się nigdy o nich nie dowiedzieć także chyle czoła w stronę moim drogim wymienionym powyżej kolegom. Możliwe że spotkaliście się gdzieś z tymi utworami, ale dla tych którzy nie znają postanowiłam je wymienić. Każdy powinien wśród nich coś znaleźć. W tym roku jadę z moją imienniczką na Festiwal Rocka Progresywnego do Torunia organizowany przez mojego sympatycznego kolegę Krzysztofa Jestera, który również prowadzi własną audycję ROCK PROG w środy w radiu Rock Time o 21. W jego imieniu serdecznie zapraszam Wszystkich którzy lubią wyborną muzykę. Wstęp na festiwal wolny, 2 dni koncertów 8 i 9 lipiec. Warto przyjechać poznać super ludzi i posłuchać razem z nimi dobrego rocka. Ja już się nie mogę doczekać!!!!
 
 
 
Do następnego Kochani Czytelnicy :) Ściskam
 
 
 

wtorek, 24 stycznia 2017

Zima jak malowanie

Dzień dobry Wszystkim

No i mamy prawdziwą zimę Kochani. Kto by przypuszczał że będzie tak super. Jak zaczęło sypać w Wigilię tak się trzyma do dziś. Jak dla mnie mogłoby tak zostać, nie narzekam na mrozy. Przynajmniej zabije te wszystkie zarazki i śnieżek będzie do jazdy na sankach. Zima bez sanek i bałwana to jak  nie zima przecież. A kto potrzebuje prawdziwej zimy niech jedzie w góry najlepiej. Na pewno się nie zawiedzie. Wystarczy w Gorce, w Pieniny albo w Beskid Sądecki. Ja właśnie  niedawno byłam  pod Bereśnikiem. Tym razem zabrałam ze sobą nie tylko rodzinkę, ale i przyjaciółkę Kasie, która wzięła swoich synów spragnionych śniegu i sankowego szaleństwa. Ku ich radości było cudownie biało, jak w krainie z baśni o Królowej Śniegu albo jak w Narni Lewisa. Pięknie jak marzenie. Oczywiście wszyscy bawiliśmy się wyśmienicie. Dzieciaki się wyjeździły na maksa, wytarzały się w śniegu na dziesiątą stronę. Jakbym widziała nasze husky Glorie i Amura, tyle było z tego radości. Bardzo im brakowało takich klimatów w mieście, bo u nas w Krakowie tego śniegu było jak na lekarstwo. Myślę, że szybko tam wrócimy. Jak wiecie góry są dla mnie drugim domem od bardzo dawna, bez nich nic nie miałoby sensu. Kocham klimat Szczawnicy, która mimo że trochę zasmogowana nadal jest moją ukochaną miejscowością górską. Tym razem wpadliśmy też do Czarnej Wody, żeby trochę połazić po tej łemkowskiej wsi. Kasia była tam z synami po raz pierwszy i bardzo im się spodobało. Mówi, że koniecznie muszą tam wrócić w lecie. Razem z nami. Bardzo mnie cieszy, że pokochali te miejsca tak samo jak my. Chętnie słuchali moich długaśnych wywodów na temat tamtych stron i w ogóle się nie nudzili za co jestem im wdzięczna, bo żaden ze mnie przewodnik. Staram się tylko jak najlepiej pokazać te wszystkie miejsca których inni nie znają, okrasić je magią i ciekawostkami z przeszłości. Fajnie że ktoś widzi w tym dobre strony i docenia moje starania :) Dla takich ludzi warto to robić :) Miło mi niezmiernie Kasieńko i zapraszam Was znowu w moje ukochane Góry.

Na koniec pragnę dodać, że okolice Małych Pienin czyli dawna Ruś Szlachtowska (Szlachtowa, Jaworki, Biała Woda i Czarna Woda) są jak najbardziej warte odkrywania. Ilekroć tam jestem za każdym razem ujmują mnie swoim pięknem. W zimie góry jawią nam się zupełnie inaczej niż latem czy jesienią, odkrywają swoje inne mroźne "Ja" przykryte śnieżnobiałą pierzynką. Następnym razem pokażę więcej, bo latem można się zapuścić nieco dalej, jest bardzo dużo możliwości : Wysoka, Trzy Korony, Sokolica, Spisz, okolice Jeziora Czorsztyńskiego.
 
Tu macie trochę zdjęć z tego wyjazdu, grudniowego . Wybrałam najlepsze ujęcia
 
Poniżej : Szczawnica, ul Zdrojowa
 
 
Poniżej : Plac Dietla : Budynek pijalni
 
 
 
 
Poniżej : Przy ulicy Języki
 
 
 
Poniżej : Park Górny, zza drzew wyłaniają się nam pięknie Trzy Korony
 
 
 
 
 
 
 
Poniżej : Widok na Małe Pieniny ( zdjęcie robione pod Bacówką)
 
 
Poniżej : A to nasza Bacówka pod Bereśnikiem
 
 
 
 
 
 
Poniżej : Jaworki
 
 
 
  
 
Poniżej : wodospad na potoku Czarna Woda we wsi Czarna Woda
 
 
 

 
 
 Poniżej : Dawna cerkiew łemkowska w Jaworkach obecnie funkcjonuje jako kościół rzymskokatolicki  
 
 
No i tak było. Podobają się zdjątka?
 
****
 
Jeśli chodzi o czytanie książek zeszły rok wyszedł u mnie raczej blado. Nie wiem czemu, ale szło mi dosyć opornie niestety co rzadki się zdarza. Może jakieś zaburzenia koncentracji czy coś. W tym roku zamierzam to zmienić. Muszę mieć więcej czasu na czytanie książek i basta. Zdecydowanie. Teraz czytam dwie powieści naraz i o dziwo mi się nie myli. Obie wciągają tak samo. Są naprawdę fantastyczne, bardzo ciekawe i porywające. Oczywiście dwa kryminały :) Kiedyś, a było to zdaje się w 2011 roku czyli kawał czasu założyłam sobie specjalny zeszyt w którym zapisuje cały czas przeczytane tytuły, czasem notuje także opisy żeby było wiadomo o czym ta książka była ( tak na wszelki wypadek gdybym zapomniała). W porównaniu do 2015 roku kiedy zanotowałam 17 tytułów ten 2016 wypadł bardzo słabo, bo wyszło że przeczytałam tylko siedem książek. Boże, czyżby aż tak źle było z moim czytaniem? Chyba ostatnio w 2014 tak mało przeczytałam. Nie, wtedy było o 1 więcej tytuł więcej. Wśród tytułów które przeczytałam były Malowanie ciemności Roberta Goddarda, Saga Rodu Forsyth'ów Johna Galsworthy, Tajemnica Bladego konia Agathy Christie, Spotkanie w Bagdadzie też Agatki, potem wzięłam się za książki Jeffrey' a Archera i były to takie tytuły jak Prosto jak strzała oraz Synowie fortuny. Obie świetne przeczytane od dechy do dechy. Ciężko było się oderwać od tych książek. Archer to doskonały pisarz. Muszę jeszcze coś jego poczytać. Pod koniec roku trafiłam przypadkiem na doskonałą serię kryminalną autorstwa pani Kate Atkinson, której bohaterem jest prywatny detektyw były policjant Jackson Brodie. Pierwszą którą dorwałam nosiła tytuł Zagadki przyszłości. Akcja powieści toczy się w angielskim miasteczku Cambridge, które od dawien dawna uchodzi za miasteczko studenckie ze swoimi tradycjami i starymi katedrami, tam też urodził się i dorastał mój ukochany gitarzysta David Gilmour dokładnie przy Grantchester Meadows. Podobnie jego szkolni koledzy Syd Barrett i Roger Waters z którymi grał potem w Pink Floyd. To ich rodzinne strony :)
 
Ta książka natychmiast mnie porwała tak że zrobienie sobie przerwy na jedzenie było już poważnym problem. Klimat powieści jest niesamowity, zawsze porywa cię ciekawość co dalej....? Teksty również fajne jak przystało na rodowitą Angielkę. Ale nie od dziś wiadomo co ze mną robi czarny angielski humor, prawda? Zawsze byłam fanką Monty Pythona i Czarnej Żmii, nie wiem czy już o tym wspominałam, kocham też niewyparzony język Jeremy' ego Clarksona :) Mam gdzieś jedną z jego książek...Tymczasem wracając do lektury muszę dodać, że nigdy wcześniej nie czytałam nic Kate Atkinson, a teraz szczerze z całego serca polecam jej książki bo ta kobieta pisze po prostu REWELACYJNIE!!!!! Potrafi mocno zaskoczyć czasem wystraszyć, a czasem momentami mocno rozbawić, mimo że to kryminał. Tym się różnią kryminały angielskie od skandynawskich że nigdy nie brakuje w nich szczypty dobrego ang humoru, nie są też takie suche ani zimne. Książki Kate to zdecydowanie Literatura na wysokim poziomie napisana z wysokim rozmachem. Kolejną przeczytaną przeze mnie książką tej autorki była Przysługa, chyba jeszcze lepsza od poprzedniej. Naprawdę majstersztyk. Druga część toczy się w Edynburgu czyli w Szkocji. Podczas festiwalu sztuki dochodzi do przestępstw w które wplątany zostaje nasz detektyw Brodie. Kolejne wątki mnożą się niczym grzyby po deszczu. Trzeba uważać żeby się nie pogubić. Bardzo fajnie się czytało. Polecam! Jeśli zaś chodzi o twórczość Goddarda to mam już na koncie sporo przeczytanych książek, sięgnęłam po nie już jakiś czas temu. Było ich chyba dziewięć zdaje się, a między nimi : Zamknięty rozdział, Uchwycona w światło, Pożyczony czas, Zapisane w kamieniu, Zbyt późno, Ucieczka spod Obłoków, Dłoń w rękawiczce, Co kryje mrok, Cienie przeszłości. Trudno powiedzieć która z tych powieści była najlepsza, ogólnie rzecz biorąc wszystkie historie opowiedziane przez tego Pana bardzo mi się podobały. Robert Goddard uznawany jest za jednego z Mistrzów Suspensu. Suspens to technika polegająca na wstrzymaniu biegu akcji lub jej niespodziewanym zwrocie w celu wywołania silniejszych wrażeń u odbiorcy, zaskoczenia go. Stosuje się go w zarówno w kinematografii jak i w literaturze ( źródło: http://portalwiedzy.onet.pl/109054,,,,suspens,haslo.html ). Z tego co widzę jest jeszcze wiele pozycji których nie czytałam. Bardzo lubię jego styl i z wielką przyjemnością zagłębiam się w historię bohaterów tego autora. Z tego co wiem Goddard studiował w Cambridge historię :) No proszę jaki ten świat mały...
 
A oto i ten sympatyczny pan pisarz
 
 
                                          Źródło : http://thewritersacademy.co.uk/robert-goddard/
 
 
***
 
Jeszcze jeden temat mam tu dziś poruszyć, żebym nie zapomniała, a mianowicie przedstawić pewnego bardzo fajnego bloga, którego czytam od jakiegoś czasu z zapartym tchem. Autorką tego bloga jest kolejna moja imienniczka, a nazywa się Kasia Wołek... Same fajne zdolne Kaśki ostatnio w moim otoczeniu z czego bardzo się cieszę. Zawsze staram się zwrócić uwagę na blogi wybitnie zdolnych ambitnych blogerów i tym razem powiem trochę o osóbce równie zdolnej i niezwykle barwnej postaci którą po prostu warto znać i czytać. Styl Kasi od razu przypadł mi do gustu. Sami z resztą zobaczycie co ta Dziewczyna potrafi robić ze słowami. Jej teksty na pewno same się obronią, ale mały pean z mojej strony nie zaszkodzi a zmotywuje i doda animuszu. Jak już się biorę za jej bloga mam problem z opuszczeniem go. Przepadam na dłuższy czas. Pięknie potrafi ubrać tekst w najlepiej dobrane... trafne słowa.  Gdyby tak zebrała wszystkie te teksty w jedną całość pewnie byłby to kawał dobrej książki. Gdy je czytacie są one niczym soczysty pełen kolorów dojrzały owoc, który możesz jeść do woli i nigdy nie masz dość. I właśnie ta soczystość wyrazów u Kasi mnie najbardziej zdumiewa. Sama tak chyba nie potrafię... jeszcze. Ta wyrazistość i oryginalność aż bije w oczy, nie sposób tego nie wyczuć. Czy to liryka czy epika ta ona spokojnie daje radę. Warto się zatem bliżej przyjrzeć temu co tworzy. Mam nadzieję, że docenicie jej twórczość i sami w tą sztukę wsiąkniecie. Według mnie Kasia jak najbardziej na to zasługuje. Trudno w dzisiejszych czasach o ludzi tak ambitnych którym się coś chce, którzy w różny sposób dążą do ulepszania współczesnej rzeczywistości, wzbogacają ją. Takim wybitnym jednostkom ciężko jest jednak zaistnieć w dzisiejszym świecie, ponieważ konsumpcja dziś jest nastawiona na łatwy kąsek i nie dostrzega wyższych wartości w sztuce. Bez zastanowienia biorą to co wciska im Komercja : byle było proste lekkie i przyjemne (zależy dla kogo przyjemne) bez wartości estetycznych. Wszystko się teraz stawia  na ilość nie na jakość i to mnie dziś wkurza najmocniej. Mało kto dziś patrzy na jakość, na estetykę tymczasem warto tworzyć oryginalnie, a nie po łebkach, bez strachu że komercyjny odbiorca tego nie przyjmie, bo woli coś oklepanego, a ambitne odrzuci bo mu będzie zalegać na półce. Są jeszcze Ludzie Ambitni obok Nas którzy łakną tego co w sztuce najlepsze, a nie tanie pozbawione gustu i smaku. Nie dajmy umrzeć prawdziwej Sztuce, wskrzeszajmy to co pokazali nam rodzice.
 
Jak dla mnie ten blog to jaskinia inspiracji :) Można z niego czerpać pełnymi garściami... Tylko nie zapomnijcie o głębokich kieszeniach żebyście to mogli pomieścić. Każdy post na tym  blogu daje do myślenia i to jest następny plus. Zawsze cenię prawdziwość w tekście i to jak człowiek wyraża swoje myśli, czy to w muzyce czy w literaturze albo w filmie. Prawda może być najczarniejsza, ale zawsze powinno się o niej mówić otwarcie, nic nie ubarwiać, nie obwijać w bawełnę po prostu mówić o niej takiej jaka jest w rzeczywistości. Mówić w sposób oryginalny ale bez ogródek walić prosto z mostu. To jest prawdziwa sztuka, czasem wykrzyczana, czasem mroczna, ale prawdziwa. Zapraszam do lektury pod podanym linkiem : https://calexicos.me/ 
 
 
 Mam nadzieję że pamiętacie o zaglądaniu na bloga Walecznej, która pisze o Wielkiej Brytanii i wspaniale fotografuje. Ostatnio napisała fantastyczny wyczerpujący post na temat uwielbianego przeze mnie Tolkiena po ang i okrasiła super zdjęciami. Zapraszam w Imieniu Dzielnej Brytanki :) Tutaj proszę : http://www.catherinethebrave.com/tolkiens-oxford-guide/