"Remember when you were young You shone like the sun Shine on you crazy diamond Now there's a look in your eyes Like black holes in the sky Shine on you crazy diamond You were caught in the crossfire Of childhood and stardom Blown on the steel breeze Come on you target for faraway laughter Come on you stranger You legend You martyr And shine... "
Roger Waters

środa, 18 czerwca 2014

Byle do wakacji, byle do gór

Jest coraz cieplej, a to oznacza kolejne okazje do wypraw w góry. Już się nie mogę doczekać. Już jestem na wylocie. Cały czas kombinuję gdzie by się tu wybrać. Oczywiśćie nie wszystkie szlaki nadają się dla dzieci. Na lipiec zaplanowałam dwudniową wyprawę w Tatry o ile pogoda dopisze. Bardzo dawno byłam w Tatrach, ostatnio bodajże rok temu w Dolinie Kościeliskiej. Było to pod koniec kwietnia, a śniegu jeszcze było po pachy, ale i tak było ciekawie. W niektórych miejscach przez śnieg przebijały się już cudowne krokusy. Pierwszy raz widziałam wiosnę w górach. Wycieczka nie była zbyt długa, bo byliśmy wtedy ze starszą córką i nie chcieliśmy jej od razu zrazić do chodzenia po górach. Zrobiliśmy sobie wycieczkę do schroniska Ornak. Małej bardzo się spodobało. Najbardziej to, że było dużo śniegu i  że mogła po zaspach chodzić. Do południa było dosyć chłodno, co prawda słonko już się przebijało, ale dopiero koło godziny 14 zrobiło się cieplej
i wszystko zaczęło topnieć. Dosłownie pływaliśmy po kostki. Ścieżki były jeszcze bardziej śliskie. Mimo to wycieczka udała się znakomicie. Podziwialiśmy niezwykłe uroki tych miejsc o tej niezwykłej porze. Wszędzie skały, potok, trochę zieleni i słoneczko przebijające się przez chmury. Szlak do Wąwozu Kraków był dosłownie zasypany. Obraz jak z bajki, mówię Wam. Aż żal było opuszczać dolinę. Naszej Dominisi najbardziej zapadł w pamięć Giewont. Zobaczyła go kiedy wysiedliśmy na dworcu w Zakopanem i zapytała czemu na szczycie stoi krzyż i kto go tam postawił. Powiedziała nam, że kiedyś na pewno ją zdobędzie jak będzie taka duża jak my. He he, nie ma to jak dziecięca szczerość, prawda?
W tym roku planujemy zabrać obie córki na Trzy Korony. Myślę, że plan się powiedzie, jeśli pogoda będzie pomyślna. Dołączymy też mój ukochany Lubań, na którym ostatnim razem byłam w 2008 roku. Lubań był jednym z punktów naszej 4 dniowej wyprawy, ale o tym innym razem. Jest to wspaniałe miejsce, bardzo sympatyczne i niebywale urokliwe. Na szczycie stoi krzyż, który upamiętnia wizytę naszego papieża Jana Pawła II na Lubaniu. Poranki i wieczory są piękne jak marzenie. Można nic nie robić tylko siedzieć i podziwiać uroki. Takie są góry - najpiękniejsze miejsce na Ziemi, najpiękniejsze zakątki w Polsce. Ilekroć jesteśmy w Szczawnicy nie omieszkamy odwiedzać tych samych miejsc, bo mimo iż znamy je doskonale są przez nas zawsze na nowo odkrywane. Zawsze jest coś do odkrycia, bo nic nie jest nigdy takie samo. Nawet rzeka się zmienia. Uwielbiam podziwiać zachody słońca ze wzgórza koło naszego schroniska. Uwielbiam witać zarys odległych Tatr o poranku. Coś wspaniałego. Oddychać tamtym powietrzem, znaczy żyć pełnią życia. Szczawnica to cudowne, małe miasteczko, które skupia wokół siebie trzy pasma górskie : Beskid Sądecki, Pieniny i Gorce. Nie da się nie kochać tych miejsc. Zawsze mnie tam ciągnie. Coś w tym jest, zgodzicie się? Człowiek po prostu chce tam być. Ja też nie wszystko jeszcze widziałam, ale zawsze powtarzam sobie, że jeszcze wszystko przede mną. Tyle nieodkrytych szczytów i ścieżek, szlaków i strumyków.
Cieszę się, że moim córkom też to się podoba, że  mimo zmęczenia dreptają za nami i podziwiają te
wspaniałe miejsca tak jak my. Za każdym razem widzą więcej plusów takich wypraw. Są miejsca
w które nie możemy ich zabrać z racji, że są za małe i ze względów bezpieczeństwa. Ale i dla nich przyjdzie czas, że będą chodzić wszędzie tam gdzie my. W lipcu planujemy wycieczkę we dwoje, która obejmie Czerwone Wierchy, Kopę Kondracką, Kasprowy Wierch i  Dolinę Gąsienicową. Marzę, żeby wreszcie zobaczyć te strony. Jak dotąd byłam jedynie w Murowańcu, nad Czarnym Stawem Gąsienicowym i w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (tam byłam dwukrotnie), no i na słynnym Giewoncie. Mieliśmy szczęście, że akurat dopisała pogoda - inaczej nie da się zdobywać tej góry. Marzy mi się również wyprawa na Rysy, ale to też innym razem, bo na to trzeba zdecydowanie więcej czasu.
Bywajcie zatem Kochani Czytelnicy. Życzę Wam uroczych wypraw górskich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz